Nowoczesny katolicyzm
Raz na jakiś czas łapie mnie myśl będąca efektem mojego niskiego poczucia wartości własnej oraz wątpliwości co do słuszności swoich poglądów. A co, jeśli to Oni mają rację?
Mówiąc „Oni”, mam na myśli nowoczesnych katolików. Mówiąc „nowocześni katolicy”, nie mam na myśli ani osób wierzących w Byt Wyższy cichaczem, bez ideologicznego zadęcia, ani księży z gitarami akustycznymi. Chodzi mi o chrześcijan nie bojących się brać udziału w debacie społecznej, wykorzystujących nowe media, organizujących się w internetowe grupy nacisku. To w końcu światli ludzie, z tytułami naukowymi, własnymi pismami, portalami, firmami IT. Są bardzo pryncypialni, to fakt, ale może ta pryncypialność wynika z pozostającego poza moim zasięgiem poznawczym faktu, że lepiej rozumieją problemy dzisiejszego społeczeństwa? Może znaleźli takie miejsce przyłożenia dźwigni wiary, że w końcu ruszą z posad bryłę świata i znajdziemy się w lepszej rzeczywistości dzięki ich przenikliwości? Może faktycznie w czasach sensorycznego overkillu odpowiedzią na wszelkie bolączki ludzkości jest cisza i chłód bijący od kamiennej kościelnej posadzki, gdy się na niej krzyżem leży? Może dogmatyzm ratuje przed rozwodnieniem w relatywizmie i utratą tożsamości człowieczej?
Krótko mówiąc, nowocześni katolicy prezentują się na tyle mocno i przekonująco, że w swoje gorsze gorsze dni jestem skłonny im uwierzyć i porzucić swe ateistyczne błądzenie, a w gorsze lepsze — zastanawiać się nad jakąś możliwością porozumienia z tymi, było nie było, wartościowymi ludźmi. W końcu osoba głęboko wrośnięta w tradycjonalistyczne środowisko zapewniała mnie niedawno, że stawia Ciechana, że gdybyśmy się spotkali, znaleźlibyśmy więcej punktów stycznych, niż się spodziewam.
I jak już prawie jestem przekonany, że dzieli nas tak niewiele, nowocześni katolicy zawsze odpalają jakiegoś smroda. Na przykład stosują swoje przekonania o świętości życia od najmniejszej komóreczki do wiadomości o katastrofie lotniczej w Montanie. Zginęło w niej siedmioro dzieci, ale nie one są dla nowoczesnych katolików najważniejsze. Najważniejsze, że były to m.in. wnuki właściciela sieci klinik aborcyjnych, a samolot rozbił się na cmentarzu, na którym znajduje się pomniczek ku czci abortowanych płodów. Nowocześni katolicy twierdzą, że to znak od Boga.
Kiedy czytam takie historie, przypomina mi się natychmiast, że nowoczesny katolik nie różni się ode mnie tylko tym, co porabia w niedzielę rano. Nowoczesny katolik, jeśli katolikiem jest prawdziwym, żyje w świecie walki mocy piekielnych z mocami jasności, wojny, w której obie strony, choć nie z tego świata, manifestują się w realu. W pewnym sensie niedaleko mu więc do schizofrenika.
Dlaczego mam się tym przejmować? Jak wspomniałem, nowocześni katolicy mają ambicje kształtowania mojego świata. Włos mi się więc zjeżył podczas czytania ich wyznań zgromadzonych, ku mojej wygodzie, w jednym pasjonującym reportażu Mai Narbutt w „Rzeczypospolitej”. Nosi on tytuł „Uzdrowiciele i demony” i jest zupą już nieco zimną, bo grudniową, ale nie sposób przejść obok niego obojętnie. Pretekstem do jego napisania była wizyta w Polsce ugandyjskiego księdza-uzdrowiciela Johna Bashobory. W efekcie końcowym powstał zaś opis panopticum osobliwości. Postanowiłem przygotować z niego wypis, skupiając się na poszczególnych bohaterach i ich osobistych wierzeniach.
Zacznijmy od głównego bohatera. Ksiądz Bashobora wierzy, że jego ciocia podała jego tacie truciznę wywołującą AIDS.
Anonimowy publicysta katolicki twierdzi, że ksiądz Bashobora wskrzesił dwudziestu siedmiu zmarłych. Nie fair! Pani Maju, który to publicysta? Ja będę mówił imiona, a pani niech mrugnie, OK? Tomek? Grzesiek? Kambei Biedroneczka?
Dominik Tarczyński, organizator polskich występów ks. Bashobory, prostuje, że wskrzeszeń było tylko dziesięć. Nie są odnotowane przez ichnią kurię, bo ks. Bashobora często dokonuje ich w pośpiechu. Jedzie z lekarzem na ważną konferencję, na drodze dwa ciała, lekarz potwierdza zgon, ks. Bashobora ich wskrzesza i pędzi dalej, nie ma czasu. Przy okazji: drogi czytelniku, jeśli płacisz abonament RTV (srsly?), dokładasz się do pensji Dominika Tarczyńskiego, od stycznia jest on bowiem dyrektorem kieleckiego ośrodka TVP.

Kościół katolicki wierzy tylko w cuda uznane przez siebie. Wskrzeszenia dokonane przez księdza Bashoborę nie mają certyfikatu, w odróżnieniu np. od wyników zakrojonego na szeroką skalę, wieloletniego eksperymentu mającego na celu potwierdzenie prawdziwości teorii wielkich liczb, prowadzonego w ośrodku naukowym w Lourdes. Autoryzacji nie uzyskały również podobne prace badawcze w Medjugorje.
Tomasz Terlikowski, autor popularnych odcinkowych powieści przygodowych, przypomina wszystkim „letnim” katolikom, że choć mniej się o tym obecnie mówi, anioły czy cudowne uzdrowienia stanowią nadal naukę Kościoła.
Sakrament, którego udziela się na łożu śmierci choremu, miał na celu uzdrawianie, a nie wyprawianie na tamten świat, jak skłonni jesteśmy uważać — przypomina Terlikowski. — Uzdrowicielska rola ostatniego sakramentu jest traktowana jako rzecz oczywista w Afryce.
Terlikowski nie ufa homeopatii. Kiedyś podał środek homeopatyczny swojemu dziecku i „wystąpiły dziwne objawy uboczne. Dziecko zachowywało się tak, jak dzieci się nie zachowują, i było to bardzo niepokojące”. Możliwości humorystycznego rozwinięcia tego tekstu są oczywiście niezmierzone.
Obawy Terlikowskiego co do niekoszerności homeopatii potwierdza Robert Tekieli, dawny naczelny „Brulionu”, obecnie autor audycji radiowych i filmów przestrzegających przed demonicznym wpływem New Age. Uważa on, że potrząsanie mieszanką homeopatyczną to czynność magiczna, do tego zaklina się, że austriackie koncerny homeopatyczne zatrudniają spirytystów.
Tekieli z żoną chodzili kiedyś na spotkania grupy Gnosis, gromadzącej „radiestetów, wróżbitów, magów Kahunów”. Nie czuli się w niej dobrze przez „wręcz fizycznie zło bijące od tych ludzi”. Normalni ludzie przestaliby tam chodzić, jednak wiemy już, że reguły zdrowego rozsądku nie cieszą się przesadną popularnością wśród osób żarliwie wierzących. Żona Tekielego do obrony przed mrocznymi mocami grupy Gnosis założyła krzyżyk, który w wyniku walki ze złem w jedną noc poczerniał, a do tego się wygiął. O ironio, uważnie wietrzący wszędzie Szatana Tekieli jest współorganizatorem imprez masowych z udziałem księdza Bashobory.
Paweł Milcarek, kumpel Marka Jurka, redaktor naczelny magazynu „Christianitas” i dyrektor II Programu Polskiego Radia (drogi czytelniku, jeśli płacisz abonament itd.) nie widzi nic złego w homeopatii, leczy nią swoje dzieci z kolki i najwyraźniej nie łapią one takiej jazdy, jaka była udziałem dziecka Terlikowskiego. Co więcej, Milcarek postuluje, że to osoby zwalczające homeopatię mogą działać z szatańskiego podpuszczenia. Najwyraźniej Milcarkowi namącił w głowie papież Benedykt XVI, który jedzie na Oscilococcinum (homeopatycznym leku z kaczki) i nie wygląda na wysłannika piekieł. Khm. Khm khm khm.
Grzegorz Górny, redaktor naczelny „Frondy”, twierdzi, że słynny bioenergoterapeuta Kaszpirowski nie dał się ochrzcić, bo straciłby wtedy swoją moc. Na marginesie: w innym artykule wyczytałem, że Grzegorz Górny ma w niebie wymyślonego synka Serafinka, który załatwia mu lukratywne kontrakty w telewizji. Osoby, którym takie rzeczy we łbie się nie mieszczą, zapraszam do lektury „Gościa Niedzielnego”.
Na tle tego kłębowiska emerytowany arcybiskup Bolesław Pylak jawi się jako sympatyczny staruszek-poczciwina. Pasją księdza arcybiskupa jest wahadełko. Potrafi nim diagnozować ludzi przez telefon, czasem pomagało mu też w posłudze kapłańskiej:
Poproszono mnie, żebym udzielił bierzmowania chłopcu częściowo sparaliżowanemu. Odwiedziłem go w domu i oczywiście okazało się, że jego łóżko stoi w fatalnym miejscu siatki geopatycznej, a materac promieniuje szkodliwie, bo jest z gąbki.
Ciekawe, na jakim materacu sypia Tekieli.
Fot. niewidzialnych stygmatów: littledan77

Moon :
Nie. Jesteś nadętą, gburowatą paranoiczką. Nie ma to nic wspólnego z tym co sobie projektujesz na temat samej siebie: że włos rozwiany, kwiaty na polu, wiła wianki i rzucała je do falującej wody.
Moon :
Fajnie tam macie na oddziale, i pozwalają wam na dostęp do internetu… to w ramach terapii?
Przeczytawszy pierwsze sześć stron komentarzy do notki “Nowoczesny katolicyzm” trudno nie spoglądać na stronę siódmą inaczej, jak z ogromną niecierpliwością. Bart nie tylko stworzył arcydzieło, ale i doskonale poradził sobie z wyzwaniem, jakim jest zręczne przedłużenie wątków doskonałej pierwszej strony. Na pięciu kolejnych zmienił ton opowieści, przeniósł ciężar z akcji na psychologię postaci i dogłębnie wyeksploatował motywy i aspiracje bohaterów, rozgrywki między nimi i relacje ich łączące. Co będzie dalej?
bart :
Niestety czasy barbituranów już minęły. Fakt. Ciekawe jak nazywa się obecnie “Mother’s little helper”.
Bart
No tak… Jestem niepoprawna politycznie. Ale to nie było nic osobistego. Nikogo nie miałam zamiaru urazić, w przeciwieństwie do Was.
Nie piję. Nie jestem gospodynią domową.
@Tomek Torquemada:
Pamiętam, jak kiedyś Frądziaki zaczęli się podniecać teorią spiskową HIV/AIDS, bo akurat jakieś szanowane przez nich pismo zamieściło online duży artykuł wspierający tę teorię. W pewnym momencie odezwał się Tomek Torquemada – tylko to najlepiej brzmi, jak się czyta na głos w tonacji świętoszkowatego oburzenia:
@ Ausir:
Dupowłaz i wazeliniarz.
Ausir :
A pamiętacie, jak marudziliście, że dzielenie komci na strony sucks? To teraz sobie wyobraźcie odświeżanie strony z takim flejmem :)
Tutensramon :
Temu znowu tylko włażenie w dupę w głowie.
bart :
Ja nie marudziłem (zresztą do całkiem niedawna tu tylko lurkałem).
Moon :
Nie? A już Cię zaczynałem lubić. :(
Ausir :
Dobrze, że nie odwrotnie ;]
A co do Moon, to ja bym był za banem. Gdyby ona to chociaż specjalnie robiła, śmiejąc się z nas po cichu, że my tacy naiwni. Ale ona jest po prostu za głupia, żeby zrozumieć cokolwiek, co się do niej mówi i zbyt zadufana w sobie, żeby się nad tym zastanowić.
Przecież do niej nie dociera to, że “działanie” homeopatii NIE polega na tym, że ktoś weźmie i poczuje się lepiej, ba, nie potrafi nawet pojąć tego, że jak rzeczy następują po sobie, to ta pierwsza nie jest przyczyną, już o czymś takim, jak statystyczna korelacja nie wspominając.
Być może rzeczywiście należy jej współczuć, ale widzę, że i tak wszyscy się starają, żeby unikać słowa “kurwa”.
@ eli.wurman:
Proszę mi tu nie obrażać mechaniki kwantowej. To nie jest wcale tak, że jakaś odjechana teoria i wszystko można wyjaśnić, bo jest wręcz przeciwnie. Kwanty wszelkiego rodzaju to niemal wyłącznie matematyka, a cała filozofia naokoło jest wynikiem popularyzacji (“patrzcie, magia, pojedynczy foton sam ze sobą interferuje!”). Więc żeby cokolwiek tłumaczyć mechaniką kwantową, trzeba być naprawdę nieźle obkutym, i nie ma to nic wspólnego z wymyślaniem bajek. A wspominaną w artykule słabą teorię kwantową to sobie wymyślili sami homeopaci i tyle to mówi o wyjaśnianiu oszustw poważną fizyką…
Moon :
Rze co? O jaki wał chodzi Ci teraz z poprawnością polityczną?
Moon :
A literki na klawiaturze mieszają Ci się ze zmęczenia, ofkorz?
bart :
Nie wiem czemu, ale usłyszałem to głosi pani Stasi z Klanu :D
bart :
Co 100 jest ok, ale pierwotnie było coś po 20 czy jakoś tak?
Patso :
Zią, ale właśnie ja o tym mówie: pacjenci oddziału Technologie/Nauka z psychiatryka24, homeopaci biorą sobie z tej – poważnej, trudnej, odjechanej w tym sensie, że zawiłej, zagmatwanej i wymagającej gruntownej wiedzy, niedostępnej dla przeciętnego zjadacza memów – dziedziny co im się podoba i sobie potem udowadniają co tylko chcą.
Dlatego – fizyka kwantowa – pełen szacun. Wykorzystanie fk do tworzenia bajek: trzeba lolać. I tłumaczyć, dlaczego te “teoryjki” np. zwolenników homeopatii, Sedlaka&Co. to brednie.
@Patso napisał:
Tak, tak… Ta pierwsza musi być skutkiem, a przyczyna jest efektem skutku:)
Nie umiesz nawet poprawnie wyjaśnić tego, że pewne fakty, wbrew pozorom, mogą być niepowiązane ze sobą.
Minimum respect.
Moon :
generalnie to nie, ale jak się napatoczy ktoś wyjątkowo uparty i głupi to owszem, wyzywamy taką osobę na wyścigi.
Moon :
facet to taka istota, która rozumie, że kobiety z założenia są niedojebane?
natomiast pedały i inne pocioty uważają kobiety za zaradne i dlatego są zniewieściałe?
@ Moon:
Ale żeś mu gożdzia wbiła.
Mimo to jesteś biedna i bardzo mi cię szkoda. Gwałci jak wraca?
“Bedzie Pani zadowolona”. A jest?
Biedaczka. Chlip… ;(
@ Moon “że jak rzeczy następują po sobie, to ta pierwsza nie jest przyczyną”
Tak, tak… Ta pierwsza musi być skutkiem, a przyczyna jest efektem skutku:)
To nie wynika, przykro mi. Out of cheese error. Divide by cucumber error.
@ Ija_Ijewna:
Będą się teraz eliminować społecznie. Jak to samice.
Moon :
Czekaj, czekaj, ale Ty tu byłaś pierwszą, która z niepowiązanych faktów uczyniła sens swojej obecności: prostujesz już od kilkudziesięciu komci, a dalej krzywo. Jesteś również homeoinżynierem?
@czescjacek
Ano, są te pedały zniewieściałe. I wydaje im się, że kobieta musi być zaradna i cwane bydlę… Bo mamusia taka była.
“Wyzywacie na wyścigi”… Piaskownica. A pięciolatki w piaskownicy najmądrzejsze. We własnym mniemaniu.
Pedały są z założenia “niedoj…”. Ze względu na problemy techniczne w spółkowaniu.
P.S.
Do takich jak Wy należało od razu z ostrym bluzgiem, ale chyba nie zrobię tu tego. “Bendem zabanowana” po prostu. Chyba zaraz. Albo po pierwszym bluzgu. Ale to już nie dziś. Idę spać.
Banuj Bartu! Pliz.
Moon :
E, dwie homofoboszkoły, które się zwalczają: jedna mówi że pedałem się jest bo silna matka i spapuciały ojciec, a druga, że oziębła i wycofana matka i silny, dominujący ojciec, który otacza syna ogromną troską. Ale się mylisz.
Moon :
Sama się postawiłaś w tej sytuacji, zamiast iść po pierwszym “żegnam”.
Moon :
Ale widziałaś kiedyś stosunek homoseksualny, czy tak sobie tylko wyobrażasz?
Moon :
Ale że chcesz nas obrazić? No to będziesz się musiała bardziej postarać, bo homofobiczne wstawki w ustach takiej trolicy jaką jesteś na nikim nie robią wrażenia.
Moon :
O, zrealizowałaś receptę na leki nasenne?
Spadówa, kabotyna.
Dobranoc.
Do zobaczenia jutro!
Ju ar łelkam, miss Mooł.
In other news: Bodakowski luv slowbear http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2456666
Flyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy me to the Moon
Kurczę, a miałem nadzieję, że ciągnie jakiś obrazek z twojego serwera. Zrobiłbym sondę, na co mu go podmienić.
@Kurczę, a miałem nadzieję, że ciągnie jakiś obrazek z twojego serwera.
Hm, właśnie mi podsunąłeś pomysł na długofalowy projekt trollowy.
@bart et mrw
Niegrzeczne chłopaki.
eli.wurman :
Tutensramon Dwóch. Jeden się powiesił.
Ten drugi to ja.
@ kabotyna:
Wiedziałem wcześniej, ale nie chciałem cię zdradzić.
mrw :
Widziałem, czaaad, a myślałem, że Bodakowski mnie już niczym nie zaskoczy.
Tutensramon :
Jak rozumiem Ty byłeś wśród całej reszty, która “brała chuja”?
mrw :
No, Moon.
Bart, widziałeś? Ksiądz Bashobora Strikes Back.
eli.wurman :
Pozostaje mieć nadzieję, że ks. Bashobora nie spieszył się na żadną konferencję i dokumentacja została sporządzona ze starannością.
Ewentualnie http://www.rathergood.com/moon_song
@ eli.wurman:
No nie całkiem, ale to nic nie wiem o tym, żeby mu ktokolwiek pomógł i taka jest wersja dla Pana Boga.
Dopiero od piętnasu lat jestem dobrym chrześcjaninem, który ceni każde życie, nawet mróweczki i chrabąszczyka. Notabene “branie chuja” drogi eli, to coś co może cię ubawić w więzieniu. Będą cię brać, młodzieńcy i starcy o upodobaniach podobnyh do twoich, ale nie będą cię kochali. Oczywiście warunkiem jest, że trafisz w jakieś atrakcyjne miejsce, jak np. Ośrodek Wypoczynkowy Wronki. Masz szanse jak każdy za np. groźby karalne ( to łatwe ), atak na policjanta (który akurat dowie się, że jesteś pedrylem i pobije cię pałą do nieprzytomności). Widzisz bracie. Życie to nie rurka z kremem. Nie wiadomo kto żyje w matrixie. Ci za murem, czy ci na tzw. świeżym powietrzu.
radkowiecki :
A może…
Tutensramon :
To jest smutne, nie chcę tego słuchać.
@ bart:
Błechechecheche.
Jak mówi powiedzenie:
“Palec w dupę, hamuj piętą i miej mordę uśmiechniętą.”
eli.wurman :
Mnie najbardziej podoba się trzecia – że to wszystko przez to, że mamusia goliła brodę tą samą żyletka, co tatuś. A jest o tyle zabawniejsza, że przy całym swoim pięknie świetnie nadaje się do usprawiedliwiania ograniczeń w sprawie adopcji. Dialog z przedstawicielami kk dzięki temu czasem przypomina dyskusje z Rezolutnym Dyziem lat 5.
Moon :
to nadaje sens Twojej obecności tutaj – jeśli bywające tu pedały dojdą do wniosku, że jednak kobiety som gupie, to może wyzdrowieją?
Moon :
ooo. a skądże to taka znajomość technik homoseksualnych?
@ czescjacek:
Uczęszczała do mojej szkoły internetowej. :D
Moon :
Jak to nie? Nazwał cię kobietą lekkich obyczajów i atencyjną szmatą, tylko tego nie wyłapałaś, bo nie czytasz Pratchetta, tudzież nie znasz pojęcia “atencyjna”.
Moon :
No przecież jest. Dla nas, znaczy.
Moon :
Mózg mi sie zawiesił przy próbie odczytania tego.
Ija_Ijewna :
W sumie w tym kręgu mogłem spodziewać się wiekszej niż przeciętna częstotliwości występowania fanów Pratchetta, ale i tak mnie to bardzo cieszy.
Skoro już mowa u ruchaniu/niedojebaniu, to może ktoś chciałby sobie powiększyć? Podobno się da Może pomóc.
Barts :
Droga redakcjo, moja czteroipółletnia córka domaga się czytania do snu “Morta”, co robić?
bart :
Zabrać na “Koralinę”!
Czytać, czytać i jeszcze raz czytać, tudzież przyuczać do czytania (mnie nauczono około właśnie czwartego roku życia, w każdym razie idąc do przedszkola już umiałem).
Z Pratchettów takie ciut bardziej dla dzieci podobno są te o NacMacFiglach (“Kapelusz pełen nieba”, “Wolni ciutludzie”) i “Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury” – ale dla mnie to ostatnie jest o wiele bardziej mroczne niż rzeczony “Mort”.
A w ogóle to kudosy dla ojców impregnujących potomstwo Pratchettem od wczesnych lat.
bart :
Ej Bart, ja tez, kiedy mam wolne, lubie byc czterdziestoletnia gospodynia domowa! Nie badzmy Moonami, nie popadajmy w ejdrzyzm-antygosposizm:).
Wiem, przepraszam.
Słyszałaś, Moon? Przepraszam!
bart :
liczylem, ze to mnie przepraszasz:) o moon sie nie martw, wroci.
zreszta to interesujacy przypadek, cos w rodzaju bialkowego bota generujacego pseudo-randomiczne odpowiedzi na bazie slownika PWN i niedawno skanowanych blogow.
kiedy sie to upowszechni prawdopodobnie bedzie najgorszym eksloitem jaki moze zaatakowac twoja maszyne.
mrw :
Dokładnie takie odczucia miałem do NJN, ale do Moon jakoś nie potrafię tego wykrzesać. NJN to jest rasowa drama queen, jest za nią jakieś story, jakaś postać. Tymczasem Moon to, jak to tu ktoś stwierdził, źle napisany bot. Ja bym to nazwał “random trolling” — wrzucać przypadkowe metaargumenty, aż coś się przylepi, ktoś się zapulta i da strollować. Jako badania terenowe nad trollingiem bułgarskim to jest nawet umiarkowanie ciekawe, ale wskazówka empatometru mi nie dyga.
EDIT: Opaczpan jaki zbieg okoliczności… Hlb piętro wyżej napisał prawie to samo co ja. Tak się powtórzyło bo komciowałem jeszcze ze strony 6 (i to jest jedyna wada stronicowania)
@Tymczasem Moon to
NJN 20 lat później. Rozważ.
mrw :
Już się dupczy, jeszcze się kaleczy?
Przepraszam. To przez Tutena.
mrw :
E… zbyt prosty wniosek. Gdzie by się podział urge (talent?) NJN do mashapowania memów (aseksualna ateistka fanka RM itd). Moon potrafi tylko “ale masz traumę” i “powinnam była was zbluzgać”. Trudno mi się wzruszyć losem maszyny turinga, bo nawet nie wiem czy jest czym. Przy czytaniu NJN można nucić “wiem kiedy kłamiesz, ale i tak ci wierzę”, a przy Moon co najwyżej “obladi oblada life goes on”.
to może jeszcze coś na pierwotny temat tej notki:
http://wyborcza.pl/1,75477,6506261,Watykan_skontroluje_amerykanskie_zakonnice_w_sprawie.html
feministki w habitach :>
@czescjacek
Niech wyzdrowieją. Daj Boże zdrowie. W sumie nic mi te pedały nie wadzą.
ooo. a skądże to taka znajomość technik homoseksualnych?
Z blogów i fór prawicowych.
P.S.
Ależ tu rozważań i teorii na mój temat… A wszystko “kulą w płot”. Włącznie z przypuszczeniem, że nie znam wyrazów obcych.
Znudziło mi się. Trochę dzieciarnia z Was. Za bardzo jesteście przewidywalni w swoich reakcjach.
Nie mogę już edytować komentarza… (?)
A chciałam wziąć drugi cytat z wypowiedzi “czescjacek” w blockquote
Moon :
Empathy Bear feels your pain.
Mieliście rację. One wracają. One zawsze wracają.
Teraz już mogę edytować…
Moon :
a teraz?
A jednak nie mogę…
Albo otrzymuję komunikat: “You do not have permission to edit this comment”, albo wcale się nie pojawia opcja “Edit Comment”. Wobec tego porzucam ten temat.
Moon :
to ciekawe. ile znasz tych wyrazów obcych?
@ Moon:
Potraktuj to jako lekki, acz upokarzający klaps.
Moon :
Boli mnie, że nie wytworzyła się między nami więź emocjonalna. I tak, jak czasem tęsknię za Natalią Julią Nowak, tak o Tobie zapomnę szybko. Sorry, bejb, byłaś tylko jednotygodniowym, trollowym odlotem, nie bierz tego do siebie – ja mam życie swojego awatara (awataru na linuksu?), Ty masz swoje problemy z testem Turinga. Nasze światy do siebie nie pasują.
Fascynujące. Aż mi się łezka zakręciła, jak sobie przypomniałem różne forumowe akcje (np. El General na fahrenheicie). Ale tutaj…? Dojrzałe internety w rozkwicie :)
Bart
Bardzo upokarzający :(
O! Moon, masz 39 lat! a byłem przekonany, że 15…
Moon :
Czy te posty mogą kłamać?
Chyba nie!
Czy ja jestem for teh drama?
Ite pe…
Gdy się lulz zamienia w marazm, nie gnam w kąt.
Czy te posty mogą kłamać?
Ależ skąd!
pinkuricorn
Cóż… To Wy się zachowujecie jak klasyczne 16 latki w sieci… “A podokuczam mu trochę…”
Ja tylko bawię się tą konwencją, skoro zawitałam w takie progi.
Moon :
W odróżnieniu od alternatywnych 16-latków.
Moon :
To fascynujące co piszesz, Zuzanno. Jak z taką trol-historią Ci nie wstyd?
Moon :
A w Związku Radzieckim konwencja bawi się Tobą.
@Wurman
Jesteś na tyle dziecinny, że nie zrozumiałeś ironii w tym zdaniu?
Chyba będzie 700 :)
Troll, troll, troll your boat
Gently down the web
merrily merrily merrily merrily
answers to my questions always come up dead
Moon :
Nie mam wątpliwości, że jesteś botem. Przykro mi, że Twoje sieci neuronowe są takie niedopracowane. Może załóż jakąś fundację, to z 1% podatku w przyszłym roku zbierzemy dostatecznie hajsu, żeby Ci domontować nowe serwery, albo wynająć lepszych programistów.
Ja kiedyś pod wpływem NJN zrobiłem prawie całą przeróbkę, ale niestety już mi wyleciało z głowy, refren szedł jakoś tak:
You are a drama queen, emo kid, only seventeen
Drama queen, feel that pain of your voiceless keen
You can blog, you can try pretending that you have a life [o ooo]
See you girl, no one cares, you’re just a drama queen
A sami sobie dojedźcie do tych 700… Dziecinne brednie. Żadna rozmowa.
Moon :
tĘ!!!
czescjacek :
Mało subtelna podpucha :)
Moon pożegnała się po raz kolejny. Fajna jest.
ufff… nie można odejść od netu na parę dni bo potem trzeba haustem przeczytać 700 komciów.
u mnie to tradycyjnie włącza się emo „ej no chłopaki, nie bądźcie wredne” (taka mała solidarność kobieca a co!), ale w wypadku moon to emo wyłączyło się błyskawicznie (bart świadkiem), kiedy zajrzałam na moonblog slash „o mnie” slash 39 lat. Właściwie nie znajduję usprawiedliwienia : ) a solidarność kobieca zamieniła mi się w ponurego żniwiarza.
Moon :
Bart, ostrzegałem lojalnie, bo przechodziłem przez to. Ale sam chciałeś, sam sobie zrobiłeś, now taste the pain:D.
radkowiecki :
Musiała mieć kodera z Ameryki Południowej – oni tam też się żegnają tysiąc razy zanim sobie pójdą.
Moon :
Pojedziemy, dojedziemy, coś być musi do cholery za zakrętem, also chciałbym zapytać, czy rezurekcja opcji posta tysiąca żurawi wchodzi w grę?
I jeszcze: jeśli NJN ma w sobie coś z uroku Mandy z Mrocznych przygód Billy’ego i Mandy, to ty w tej kreskówce byłabyś Minidy.
To nie była Mandy.
Mandy nie włącza się tryb emo. Po prostu nie.
Blackops :
No i co w związku z tym?
gantolandon :
Oj, o uroku mówiłem, a nie o całokształcie.
talcio :
I w związku z tym śmigło. Naprawdę nie potrafisz utrzymać swojego emo na łańcuchu?
eli.wurman :
Oj tam… jakby miała w sobie chociaż część uroku Mandy, to po pierwszym argumencie byście zamilkli i dalej potakiwali po prostu na wszelki wypadek, żeby nie obróciła bloga w dymiące zgliszcza. Na tym właśnie polegał jej urok ;)
gantolandon :
No zgodzę się, ale nie zaprzestanę sobie wyobrażania NJN jako Mandy-z-rozbujałym-emo :> Tak mi po prostu przyjemniej na nią patrzeć ;-)
gantolandon :
Mandy bez punktu odniesienia w postaci Billy’ego i wsparcia Ponurego z czasem musiałaby wykipieć z emo.
eli.wurman :
Zależy, co rozumiesz jako emo. Dla mnie to postawa “nikt mnie nie kocha, nie rozumie, świat jest okrutny, buuuuu…”. Wtedy nie ma możliwości, żeby Mandy wykipiała z emo, nie ten rodzaj postaci.
gantolandon :
Dla mnie emo to szeroka kategoria odnosząca się do tego, co boli, jest chronicznie uciążliwe, lub ma jest czymś, na co się ma coś w rodzaju “złości” czy jakiejś emocji negującej; to nie tylko buuu, okrutny świecie.
A, to OK. Wtedy się zgadzam.
A ja nie.
AJ :
Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. ;-)
Z tym też się nie zgadzam.
eli.wurman :
nie tyle Mindy co mamą Billego ; ) zdecydowanie mamą Billego : )
http://tiny.pl/zr2w
talcio :
No nic, chciałem pokazać, że Twoim zdaniem zawsze można dojść do porozumienia, zgoda buduje, niezgoda rujnuje, takie tam kwiatki i motylki…