[tu wstaw tytuł utworu muzycznego zawierający słowo “hell”] (notka techniczna)
Jak zapewne zauważyliście, blog przechodził ostatnio przez niewielkie turbulencje. Pojawiały się błędy 503 à la Salon24. Na kilka dni wyłączyłem możliwość komentowania, co odbiło się echem na Blipie („OMG, #rozłamwttdkn jest prawdą!”, „OMFG, CENZURA NA BDB!!1”). Dziś, kiedy błędy zniknęły, a komcie wróciły, mogę potwierdzić to, co traceroute mówi już od ponad tygodnia: Blog de Bart zmienił dostarczyciela hostingu.
Pożegnałem się z nazwą.pl. Nazwa.pl to fajny provider, mają dużo ładnych ruchomych wykresików pokazujących spektakularne przekraczanie najróżniejszych parametrów i limitów przez, powiedzmy, popularnego blogaska z dużym ruchem. OK, jestem trochę niesprawiedliwy, nazwa.pl bardzo się poprawiła, poluzowali limity, w przypadku ich przekroczenia wprowadzili dłuższy czas na rozwiązanie problemu przez użytkownika i ogólnie zrobili się nieco milsi. Nie zmienia to jednak faktu, że nazwa.pl nie jest idealnym hostingiem dla bloga z ponad pięćdziesięcioma tysiącami komentarzy, z grupą użytkowników kompulsywnie klikających Refresh, z adminem kompulsywnie klikającym Refresh i atencyjnie sprawdzającym referrale co dwadzieścia sekund, bo może ktoś wszedł z wątka na Wegedzieciaku z 2009 roku i trzeba sprawdzić, czy ktoś w owym wątku czegoś nowego nie napisał, i z tym samym adminem, który nie umie skonfigurować cache tak dobrze, żeby odciążyć biedne serwery nazwy.pl, a jak już skonfiguruje, to się okazuje, że nowa dynamiczna blogrolka rozwala któryś z tych wielu efektownie ilustrowanych limitów nazwy.pl. I jak już odkryje problem i mu zaradzi, to przychodzi przedstawiciel pewnej tajemniczej quasi-masońskiej grupy i składa propozycję taniego hostingu na serwerze, którego nazwę admin słyszał wielokrotnie od dawna w Usenecie i zawsze mu się kojarzyła z głupimi śmiesznymi obrazkami Ludźmi Którzy Potrafili Zakładać Nowe Grupy w Hierarchii pl.* i ogólnie Rozumieli Internet Od Zaplecza. No, pomyślał admin Blog de Bart, tu będę miał debeściarski tech support.
I faktycznie, przenosiny blogaska przebiegły niezwykle sprawnie, zwłaszcza w porównaniu z tzw. Spoconym Weekendem, kiedy przenosiłem bloga i bazę sam, bez wsparcia, z jednego serwera w nazwie.pl na drugi (OMFG gdzie moje notki, gdzie moje wszystkie piękne notki, o, tu są, OMFG gdzie moje polskie literki, gdzie moje wszystkie piękne polskie literki, co to za krzaczki w moich pięknych notkach). Dostawałem nawet na bieżąco informacje z pola walki. Jedną zapamiętałem szczególnie: „legenda polskiego internetu (nie ja) właśnie ci to naprawiła”.
Wszystko było już podpięte i ładnie działało w testach. Więc przełożyliśmy wajchę z nazwy.pl na nowy serwer.
I nastąpiła taka rozmowa między doświadczonym masonem a mną:
– Trochę tego ruchu masz, włącz supercache pliz.
– Już czekaj, tylko tutaj…
– WŁĄCZ SUPERCACHE JUŻ
Na szczęście mój nowy provider nie udostępnia takich fikuśnych wykresików jak nazwa.pl i nie mogłem podziwiać, jak animowane flashowe słupeczki przebijały czerwoną linię z napisem LIMIT i wylatywały hen, daleko pod niebo. Natychmiast zobaczyłem was, drodzy czytelnicy, jak siedzicie przed monitorami i klikacie Refresh, Refresh, Refresh, i robicie mi server load 67, cokolwiek to znaczy, ale podobno powyżej 10 jest kiepsko, a powyżej 30 bardzo źle. Potem się niby uspokoiło, a potem przyszedł ruski robot Yandex i próbował przeczytać całego blogaska naraz, i znowu wszystko padło, ale zostało wyregulowane i teraz powinno wszystko działać świetnie, że hej. Dlatego oficjalnie obwieszczam, słuchajcie teraz zwłaszcza wy święci młodziankowie z Forum Frondy czy gdzie tam się teraz gnieździcie z tą waszą konserwatywną kontrrewolucją, słuchajcie i się burzcie, że Blog de Bart jest obecnie
@Barts
“Co bardziej dopieszczone notki ttdknowskie wchodzą na poziom prasy papierowej”.
No wiesz co.
eli.wurman :
O, właśnie. Przejście w tryb serious business edukacja rewolucja to zaprzeczenie idei ttdkn, zanegowanie flejma założycielskiego (czy co tam było na samym początku).
@WO
Bundlowanie ma sens, w open soursie jest przyjęte że blogi wszystkich co w jakimś projekcie grzebią są agregowane jako projekt Planet. Jest do tego gotowy soft i to na początek idealne zastosowanie dla ttkn.pl.
Podoba mi się pomysł akcydentalnego do rozdawania na manifach i różnych takich.
@ Tomash:
Ojej, śliczne pomysły, ale wszystkie takie so from XX century. Jesteśmy w wieku XXI, i nawet vlepki zaczynają być nudne i wtórne. Mam nieodparte wrażenie, że próbujemy powtórzyć szaleńczy sukces akcji “Obciach” na własną melodię.
Nie idźmy tą drogą.
IMHO, to co jest, na razie powinno pozostać tym, czym jest.
Może w Wielki Post coś uradzimy, chociaż nie mam wielkich nadziei związanych z tym. Na pewno będziemy mogli się razem pośmiać i napić piwa.
asmoeth :
Ty się asmo, qźwa, śmiej, ale mnie to wcale nie śmieszy. Reagując na katastrofę w Fukushimie kanclerz Merkel powołała specjalną komisję, która ma zadecydować o przyszłości energii atomowej w Niemczech. W skład 14-osobowej komisji wchodzą: jeden Kardynał, dwóch biskupów i przewodniczący stowarzyszenia katolików.
Tomash :
Złożyć go z czego? Z blogonotek? To będzie wyglądało beznadziejnie. Nawet w ogrodnictwie nie jest tak prosto, że wszystko można przesadzić z jednego ogrodu do drugiego i nie zdechnie po drodze. Z tekstów napisanych specjalnie na tę okoliczność? Bardzo fajnie, ale kto będzie redaktorem naczelnym przedsięwzięcia, chodzącym za autorami, wyduszającym od nich teksty i potem handryczącym się o zmiany, takie jak usunięcie żargonowych sformułowań, pasujących na bloga ale nie do papierowego wydania (itd)?
Skąd sponsor? Kto wyda organizacyjnie – zaprzyjaźniona instytucja typu Ha-Art, czy stowarzyszenie / fundacja / prywatna spółka założona specjalnie w tym celu?
I po raz kolejny pytam: po cholerę? Żeby o blogach, mających kilka-/ kilkanaście-/ kilkadziesiąt tysięcy wejść tygodniowo usłyszało dodatkowo, like, aż tysiąc osób? Czy to w ogóle jest cel wart Twojego młodzieńczego idealizmu i entuzjazmu?
wo :
wo :
A może przenieść kolegę do sekcji ogrodniczej? Po pierwsze, nadmiar młodzieńczej energii zostałby spożytkowany…
O nienie, od upierdliwości i duszenia to sekretarz redakcji i atrakcyjna asystentka, naczelny od tej, no, linii.
Uhm, collect pants?
Założyć redakcję z wpisem do rejestru? 80 zeta i jeden podpis.
…lulzy i profit?
Zin zinem, zebranie i złożenie (z _prawdziwą_ korektą) w ciągu dwóch miesięcy to pikuś. Przy rozdawaniu na jarmarkach odpada koszt dystrybucji. Wąskim gardłem jest druk – tu już potrzeba takiej akcji, że dajesz pan piątaka. No chyba że reklama cukrowych kulek, w ramach trollingu. Szkoda, bo na dopłaty z ministerstwa już nieco za późno.
Alex :
100% racji, kolego linuksiarzu.
wo :
Wciąż patrzysz na to wszystko jak makowiec, jako poważne przedsięwzięcie w które ktoś musi zainwestować kupę kasy i które musi mieć swojego Jobsa trzymającego wszystko za mordę.
Tymczasem możnaby to zrobić linuksiarsko, czyli na zasadzie “robimy jak mamy ochotę, jak się uda to super, jak się nie uda to trudno i nic nie straciliśmy”. Oraz bez proponowanej przez ciebie hierarchii.
Mając tak aktywną grupę ludzi nie trzeba koniecznie mianować rednacza, korekty i pani sekretarki od trucia dupy, skoro możemy sobie to wszyscy robić nawzajem, jeden wszystkim i wszyscy jednemu.
Ponadto praca z tekstem jest (jak wynika z moich skromnych doświadczeń oraz inb4 #chujoweanalogie), przynajmniej od strony technicznej, równoważna pracy z kodem, a to już oznacza że — zakładając że umówimy się na notki w formie surowych plików tekstowych do czasu łamania — możemy używać ogólnodostępnego softu stworzonego do śledzenia zmian (kontrola wersji) oraz pozwalającego komentować daną zmianę z dokładnością do linijki (github i jego system komentarzy). To już jest o wiele więcej niż potrafi i używa przeciętny redaktor.
Jeśli nawet odrzucimy te linuksiarskie narzędzia do pracy z kodem, to i tak istnieje sporo narzędzi do współpisania czy współredagowania tekstów. Google Docs na przykład.
Po pierwsze zakładam że nie tylko mojego.
Po drugie na razie jedyne co mnie to wszystko kosztowało to czas na kilka komci tutaj.
Po trzecie owszem, mój czas jest drogi kiedy programuję, ale tu przecież chodzi o frajdę.
Barts :
Z dokładnością do Wikipedii.
Tak!
A może zanim wydamy furę siana na kwartalnik “Pierdonda” (“Pierdolonda”?), warto by pomyśleć nad jakimś skanalizowaniem tego, co robimy obecnie w sposób niezorganizowany?
Kiedy w kręgu blogasków związanych z #ttdkn pojawia się jakaś ciekawa notka, natychmiast jest reklamowana przez wiele osób na Blipie i Fejsie, okazjonalnie w komentarzu w innym blogu. Można to wszystko ogarnąć – najprościej oczywiście za pomocą fanpejdża na Fejsie, redagowanego przez Synod w liczbie powiedzmy nie więcej niż pięcioro Jaszczurów. To mogłoby być też miejsce na popularyzowanie lulzów z Blipa w stylu #poważnykraśko – żeby bawiąc uczyć.
Prasa papierowa (Polityka, KP) funkcjonuje w Internecie w takim kanale: zajawki najciekawszych tekstów na FB przekierowujące do stron internetowych wydawnictwa, które zachęcają do kupienia papieru, żeby przeczytać więcej i w autobusie. My nie mamy jednej strony internetowej ani papieru (bo w gruncie rzeczy nie potrzebujemy ani jednego, ani drugiego), mamy za to blogaski i Blipa – i to tam przekierowuje Fejs.
wo :
Co ty się tam znasz na linuksiarstwie.
Ci, którym się wydaje, że potrafią coś napisać, napiszą artykuły, ci, którym się wydaje, że są śmieszni, dopiszą LOLe, ci, którym się wydaje, że są informatykami, zrobią witrynę, a ci którzy myślą ze są designerami zrobią layout. No a reduktorami naczelnymi też będą wszyscy, którym się wydaje, że to potrafią.
wo :
Mam plan: strollujmy astromarię, żeby dotarła swoim blogiem do szerszej publiczności, założyła SA i poszła na giełdę. Później obstawimy na jej spadające akcje i nagle na paradzie równości wyskoczymy z ttdkn-owskim zinem żeby ja skompromitować.
Astromaria robi plajtę, a my na zgarniamy profit.
P.S. Takie rozwiązanie ma jeszcze dodatkową zaletę: nie trzeba pytać autorów, czy poczuwają się do przynależności do TTDKN. Jeśli np. dr Witkowski napisze fajny tekst o NLP, wrzuca się go na fanpejdża – dla niego to tylko dodatkowa popularność, a jeśli złapie emo, może zawsze się skontaktować i poprosić o niemieszanie go ze zboczeńcami, pedofilami, lewakami i kanibalami.
@ Barts:
Panowie i panie, zaczynacie powoli naśladować prawicowców… Oni też: agregatorki, portaliki, Maszyny (Chaosu)… A na koniec wyszły im kopie Saloonu24, tylko bardziej wystrzelone w Kosmos. :P
Tomash :
Nie można by. Nie da się zrobić papierowego pisma bez redaktora naczelnego. Internetowego serwisu chyba też nie, bo pączkowanie klonów Psychiatryka bierze się głównie właśnie z tego, że po jakimś czasie każda Maryla, każdy Sergiusz i każdy Cekwadrat chce być naczelnym na swoim – ale na internetowych serwisach mniej się znam, więc powiedzmy, że uwierzę, że komuś się uda coś zrobić całkowicie demokratycznie. Na papierze ktoś w pewnym momencie musi podjąć nieodwracalną decyzję, robimy tak albo siak.
Tomash :
No właśnie nie możemy. Nie da się zrobić papierowego pisma bez “koniecznego mianowania rednacza”. To trochę jak dyskusja z psychopatą od perpetuum mobile – wiem, że nie dotrze do Ciebie żaden sensowny argument. Powiesz, że Twoje wymarzone pismo nie powstało, bo za mało Ci pomagaliśmy, a przecież miałeś taki genialny pomysł. Nie przyjmiesz porady kolegi, który trochę już się w tym papierze narobił, że tak się zwyczajnie nie da. Nie dotrze, że pomysł od początku był głupi. No trudno.
Tomash :
Rany boskie, chyba pierwszy raz widzę tak patologiczną egemplifikację hasła “gdy twym jedynym narzędziem jest młotek, wszystko w otoczeniu zaczyna przypominać gwoździe”.
wo :
OK, wierzę, jak już pisałem ja się na tym nie znam. W takim razie tak jak mówisz, musiałaby być jedna osoba mająca ostateczny głos w dyskusji o kształcie tekstu. W sumie nawet linuksiarze mają funkcję “release managera”.
Co nie zmienia faktu że inne osoby mogą sobie robić peer review czy nawzajem się nakręcać, prawda?
bart :
Chciałem napisać coś podobnego. Przecież artykuły z KP czytam tylko dzięki info z Fejsa, bo ich strony obsysa tylko trochę mniej do Frondy.
Bart, Facebook jest fajnym kanałem dotarcia do już posiadanych odbiorców / klientów / fanów. Do całej reszty się nie nadaje wcale.
Tomash :
W praktyce teksty od autorów się wydusza. Nakręcanie działa najwyżej na etapie usłyszenia od autora streszczenia tekstu, który zaraz nam napisze, jak się opędzi z pilniejszymi fuchami. Owszem, taki nakręcony autor w okolicznościach towarzyskich będzie nam ten obiecany tekst barwnie streszczać i sypać anegodtami, którymi tekst będzie okraszony. Ale żeby on go dostarczył – to trzeba już wysłać ekipę z bejzbolami.
W czasach pisma “Lewą Nogą” mieliśmy taki running joke, jakim był tekst ciągle nam obiecywany przez kolegę Andrzeja D. (Fronesis może się domyślić) na temat marksistowskiej teorii lenistwa. Kolega w okoliczności towarzyskich barwnie cytował a to Lafargue’a a to Kautsky’ego, a to mało znany list Engelsa do Lassalle’a. Tekst mieliśmy nawet zaplanowany do pierwszego numeru. Potem już zajarzyliśmy dowcip i słuchając kolejnych zapewnień i streszczeń, już potrafiliśmy się cieszyć samym słuchaniem zapewnień i streszczeń.
Tomash :
Docieranie do “całej reszty” to krew, pot i łzy. I nic się do tego nie nadaje, oprócz mrówczej, mozolnej pracy. A już na pewno nie rozrzucanie kserówek na manifach.
wo :
Nie tylko teksty i nie tylko w prasie papierowej :)
Dlatego właśnie zaproponowałem linuksiarskie podejście do sprawy: wypuszczamy teksty, które będą oddane do jakiegoś-tam dedlajnu. Jak tekstów będzie o dwa więcej niż się spodziewaliśmy, to wydrukujemy jedną kartkę więcej — jak będzie mniej, to wydrukuje się mniej.
Biorąc te teksty za friko i tak nikt nie miałby mandatu (choćby i moralnego) do trucia zadu o oddanie ich w terminie.
Tomash :
Kiedy zalinkuje mnie Wykop, mam z niego więcej wejść, niż rozdasz papierowych egzemplarzy na manifie. Ale co z tego? Mam tylko więcej problemów z wypraszaniem dyskutantów, na których mi w ogóle nie zależy – pytających z prawicową interpunkcją, dlaczego kolory takie brzydkie. Na szczęście redakcja gazeta.pl się chyba już na mnie definitywnie obraziła, bo nie linkowali mnie od niepamiętnych czasów.
Noale wydawać jedną kartkę a4?
bart :
Każdy od czegoś zaczynał.
Blackops :
Jak się okaże że mamy tylko wstępniak, to oczywiście darujemy sobie wydawnictwo. No strings attached.
Tomash :
Jasne, i wielu się tak upierdoliło nieefektywnymi początkami, że nigdy o nich nie usłyszałeś.
bart :
Dlatego właśnie chcę (chcemy?) zrobić ten początek bez zobowiązań i upierdalania się. Jak się uda, to fajnie. Jak się nie uda to też dobrze, będziemy mieli o czym gadać przy piwie na czerwcowej dewirtualizacji.
Ale serio po co mordować niewinne narodzone drzewa, skoro można pójść w e-miesięcznik, skoro już koniecznie ma być jakaś forma prasowej manifestacji? PDFy trudniej rozrzucać po mieście, ale soraski, bibuła z powielacza drukowana gdzie popadnie to wstyd i obciach i takie 2.0.
Tomash :
Aha, jeszcze jedna uwaga do tej uwagi. Jakieś 45% ruchu na Astromarianie to wejścia z FB (drugie 45% to BdB). Nie znam 75% fanów Astromariana. Więc to nie do końca prawda z tymi już posiadanymi odbiorcami.
Jedno nie wyklucza drugiego. Trasę manify możemy wykleić vlepkami czy plakatami z QR-kodami zawierającymi linka do PDF/EPUB/MOBI. A bibułę z powielacza i tak rozdać.
Tomash :
I teraz zasadnicze pytanie: jak chcesz namówić mnie na to, żebym napisał coś specjalnie dla tego serwisu, zamiast to wrzucić na swojego bloga (dla uproszczenia załóżmy, że chodzi o tekst i tak komercyjnie niesprzedawalny)? Bo mam nadzieję, że nie chodzi Ci o coś tak żenującego, jak o przeklejanie tej samej notki po pięciu platformach (dzień dobry, nazywam się Cień Azraela, prawdziwy blog jest gdzie indziej, ale tę notkę wcisnąłem już w redakcja.newsweek, studio.opinii i wiadomosci24, zastanawiam się jeszcze nad maddgowem).
Większość blogerów odpowie Ci “ićpanwhuj”. Bo jak już za friko – to chociaż na swoim. Oczywiście, jeśli koniecznie chcesz z tą mniejszością założyć jakiś lewicowy klon Psychiatryka – bimajfakingest, ale jakoś kurna nie sądzę, żebyś stworzył w ten sposób serwis docierający do tłumów.
Statystyki ruchu na krytykapolityczna.pl są wielce pouczające. Jak je pierwszy raz zobaczyłem, myślałem, że patrzę na odwiedziny dzienne. A to były miesięczne. Serwis typu “Michalski, Piątek i Kapela coś tam se pierdzielą w stałych felietonach” ma ruch mniejszy od umiarkowanie popularnego osobistego bloga. Masz nadzieję, że ich przeskoczysz? Ale czym? Ciągle nie widzę śladu pomysłu.
bart :
Na kwejka pewnie też. Ale mówimy o portalu / czasopiśmie, a nie śmiesznych obrazkach, które sobie ludzie przekazują podczas przerwy w pracy.
wo :
Czekaj czekaj, o dedlajnie to my mówimy w temacie tekstów do papierowego zina do rozdania na Paradzie.
Tomash :
Śmieszne obrazki napędzą ci ruch. Stąd na stronie TTDKN powinno być sporo miejsca dla #poważnykraśko
bart :
100% racji. To może być faktycznie niezły introductory drug do rozdawania za pośrednictwem fejsa. Wciąż uważam że Facebook to najsłabszy ze sposobów do docierania do nowych klientów.
Tomash :
Skoro nie chcesz odpowiedzieć na najważniejsze pytania (“jak pozyskać autorów?”, “jaki ma być pomysł na to pismo?”), to powiedzmy sobie najważniejsze: nie będzie nic papierowego. Ani zina do rozdania na Paradzie ani płatnego pisma w empikach.
Najwyraźniej widzisz swoją rolę jako niegdysiejszego Emisariusza IV RP: chcesz zakładać “think-tanki, watch-dogi, NGOsy” i nawet “robisz pierwszy krok”: zakładasz grupę na google groups! A potem będzie druga faza, żal do całego świata, że się w to ochoczo nie włączył, choć Ty odwaliłeś największy kawał roboty, jakim było stworzenie platformy komunikacji, grupę na google groups.
Zaraz, co?
Na Twoje pytania odpowiedzi masz w komciach na tej stronie. Nie chciałbym cię obrażać copypastą ze wskazaniem.
Tomash :
Oj tam, się zrobi ładny bannerek “Polub #ttdkn na Fejsie”, się go umieści na paru blogaskach (no chyba tyle możecie zrobić dla Sprawy, dkn?!), się znajdzie 2-3 adminów, którzy będą dostarczać kontent z blogów i Blipów. Ja się zgłaszam na ochotnika od razu. Po kilku tygodniach będziesz miał więcej fanów niż ten Beiber.
Now we’re talking!
Tomash :
To ja Ciebie obrażę copypastą z pytaniami:
“jak chcesz namówić mnie [albo innych autorów, ofkors] na to, żebym napisał coś specjalnie dla tego serwisu, zamiast to wrzucić na swojego bloga”
“mam nadzieję, że nie chodzi Ci o coś tak żenującego, jak o przeklejanie tej samej notki po pięciu platformach” (to wbrew pozorom też jest pytanie)
“Masz nadzieję, że ich [kapecję] przeskoczysz? Ale czym”
A Ty mnie teraz obraź kopipastą z odpowiedziami na te trzy.
Bart :
Nie planuję linkowania Fejsa na swoim blogu w dającej się przewidzieć przyszłości.
wo :
Aktualne pomysły na serwis mówią po prostu o agregatorze (taki ttdkn-bundle dostępny w formie www, a nie rss). To tyle jeśli chodzi o serwis.
Jeśli chodzi o papierowego zina, to oczywiście nie mam środków żeby namówić cię na napisanie exclusive’a. Nawet więcej, jestem jak najbardziej za tym żeby tekst, nawet pisany z myślą o paradowym zinie, autor sobie zamieścił także na prywatnym blogu.
Nigdzie nie pisałem o “przeskoczeniu” kapecji, po prostu uważam że tyle dobrego kontentu zasługuje na szerszą niż nasz fapcircle publiczność.
wo :
Z twoją fejsofobią nawet nie śmiałem prosić. Ale jest tu jeszcze paru poczytnych autorów.
Tomash :
A dotarło do Ciebie to, co już tu pisałem – że jeden link na wykopie daje tysiące nowych czytelników? Na pewno więcej, niż dałaby papierowa ulotka do rozdawania na paradzie? (srsly, gdyby mi ktoś dał reklamówkę typu “zaglądajcie na nasze zajefajne blogaski”, to bym zasilił najbliższy kosz na śmieci). Takoż oczywiście linki w innych szajsiarskich serwisach – pardon, pudelek, majtki dody? Więc jeśli chodzi Ci o to dotarcie, to po prostu wyrób tam sobie trollkonta i promuj wybrane blogi. Wciąż niepojęta jest dla mnie nieprzystawalność deklarowanego celu (“dotrzyjmy do większej grupy czytelników”) i działań, jakie zamierzasz w tym celu podejmować.
Jeśli Twoja wymarzona strona nie przeskoczy statystyk ruchu na krytykapolityczna.pl to znaczy, że będzie miała ruch bardziej żenujący od zupełnie rutynowego ruchu, jaki jest już teraz na przeciętnym blogu z naszego kręgu. Zatem nie zrealizuje Twojego celu (“dotarcia do większej grupy”). Zatem: po cholerę?
A jeśli zakładasz, że przeskoczy statystyki ruchu na krytykapolityczna.pl to znaczy, że masz nadzieję na jakiś pomysł na jej unikalny charakter i promocję. Chciałbym go poznać.
Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie jeden uczestnik parady odwiedzający blogaska wart jest tysiąca wykopowiczów.
Oraz: to naprawdę jest luźny, zarzucony wczoraj z telefonu podczas posiedzenia w kawiarni pomysł.
bart :
TTDKN-Demotywatory!
Tomash :
No to ten jeden, do którego dotrzesz ulotką, to i tak już tu zagląda.
Tomash :
A, sorki, zapomniałem o unijnej dyrektywie zabraniającej wykazywania słabych punktów w pomysłach zgłaszanych przez telefon.
Tomash :
Ja nie kumam, tak po chrześcijańsku to by było, że lepszy jeden korwinista z Wykopu przeorientowany na cywilizację śmierci , niż kastrująca lesbijska feminazistka z manify przeorientowana na ….. (co mamy dla nich, strapony ? )
wo :
Bo im się wydaje, że bycie Naczelnym to Wadza, Cześć, Chwała i Przyjemność. A zostaje im tylko chała i trochę przyjemności.
Blackops :
Jaka bibuła, proponowałem papier pakowy, niech ktoś do tego zrobi ekspresjonistyczne obrazki a’la Clifford Harper. Będzie pies, łańcuch i buda.
RobertP :
Dopakowaną feminazistkę, wyposażoną w najnowsze osiągnięcia techniki w zakresie kastracji genitalnej i mentalnej. Strapony z kolcami i żyletkami można dodawać od trzeciego numeru jako bonus.
Wydawanie gazetki nie ma sęsu, bo najciekawsze na TTDKN-owych blogach bywają dyskusje ( znaczy po waszemu flejmy), na papierze byłoby to niemożliwe.
Lepiej se już PDF-a zróbcie comięsięcznego, ale właściwie to po co.
P.S. Z licznych zabawnych prawackich inicjatyw było jeszcze “Polis” FYM-a, ale też chyba sukcesu to nie odniosło.
grześ :
Oraz gazetki BM24, stylizowane na PRLowską bibułę:
http://blogmedia24.pl/node/46709
@wo:
…naczelnym, administratorem, cenzorem i plutonikiem egzekucyjnym ;-)
@formalizacja ttdkn: (taki sobie neutralno-przyjazny głos z boku) – raz, obawiałbym się nadmiernej formalizacji, dwa, podobnie jak Alex, skłaniałbym się do zaczęcia od agregatora blogasków; jakby co, mogę dać miejsce na serwerze i dorzucić domenę (kiedyś założyłem sobie fnorda.pl w celach haniebnych i nigdy nie znalazłem czasu, żeby to zrealizować, a szkoda, żeby się domena marnowała).
@ myself: idea akcydensów / wlepek mi się bardzo, ale obawiam się, że trudno będzie przebić zawiera zawartość.
grześ :
Ja uwielbiam Ras Fufu, Lwa Salonowego – który prowadzi po kilka blogów pod różnymi wcieleniami, a na nich przeprowadza sam ze sobą wywiady, niektóre wcielenia mają nazwę w liczbie mnogiej (“Liberałowie”) i często wypowiada się w trzeciej osobie (“Liberałowie uważają, że”, “Adam Fularz twierdzi, ze”).
Ja ciągle czekam na jakąś fejsbukową stronę, gdzie mogłabym sprawdzić, kto coś ciekawego napisał i podesłać (udostępnić) znajomym. To tak zupełnie z boku.
wo :
To może ja odpowiem. Otóż to wcale nie musi być żenujące, masz skrzywienie na psychiatryk et consortes. Tymczasem takie coś robi choćby Polygamia – jeśli gdzieś w sieci jest ciekawy artykuł o grach, to naczelny kontaktuje się z odpowiednią osobą i na takich czy innych warunkach przekleja, bo warto żeby więcej osób się z tym tekstem zapoznało. W przypadku TTDKNu mam wrażenie, że wartością dodaną byłoby dotarcie właśnie do paru osób, które inaczej mogłyby się na te treści w ogóle nie natknąć.
wo :
Ale cholerka, czemu musi być coś specjalnie? Notka Barta o homeopatii, notka Eliego o adopcji par gejowskich, notka moja o związkach bi- i homo w grach, notka MRW o przerabianiu kościołów na biblioteki i już masz na parę stron zina. Na początek starczy. Notka redaktora Orlińskiego o milisiwertach też byłaby fajnym elementem całości, no ale skoro redaktor Orliński uważa że to obciach, well…
Wiele razy widziałem skoczybruzdów przy pracy, ale takiego dziwa nie mieli.
http://allegro.pl/komasator-geodezyjny-pzo-idealny-stan-magazynowy-i1533467681.html
Co to jest jak rany?
Barts :
Ja nie wiem, czy mam to skrzywienie razem z WO, ale jak widzę zduplikowany kontent, przechodzą mnie dreszcze żenady. Np. przy czytaniu koszernych w końcu badań.net, które (za zgodą autorki) przedrukowują teksty Sporothrix. No i nie potrafię wyjaśnić, dlaczego mnie te dreszcze biorą, ale biorą.
Also: to nie ja wykupiłem ttdkn.pl, nie mam pojęcia kto wykupił, jak mi ^dreadedgazebo zwrócił uwagę, że tam jest zły czołgorobot, to obiecałem, że przekażę adminowi, jak się dowiem, kto nim jest. Niniejszym przekazuję, zakładając być może naiwnie, że admin ttdkn.pl to czyta.
Tomash :
Zaraz, moment, chwila. A skąd ten prozelityzm? Kontent jest dobry, ale i publiczność dobra, akurat na miarę kontentu. Każdy przecież sobie potrafi skonfigurować czytnik RSS tak, żeby czytał to, co go interesuje. Czemuż Tomashu chcesz świat uszczęśliwiać kontentem. Prometeusz się ,kurde, znalazł.
Tomash :
Zaraz, moment, chwila. A skąd ten prozelityzm? Kontent jest dobry, ale i publiczność dobra, akurat na miarę kontentu. Każdy przecież sobie potrafi skonfigurować czytnik RSS tak, żeby czytał to, co go interesuje. Czemuż Tomashu chcesz świat uszczęśliwiać kontentem. Prometeusz się, kurde, znalazł.
bart :
O qrde! Ma styl.
Reklamą na fejsbuku można dojść do 5 milionów czytelników za jedyne 50c za klika! Nie wahaj się, zamów już teraz!
babilas :
No weź, w ten sposób można zniechęcić do wszystkiego, poczynając od kopulacji, kończąc na wymyślaniu wierszy i równań.
ABONENT: Agencja Reklamowa Sand Press Photo Andrzej Sasak
telefon
+48.503819018
Hmm?
Blackops :
WTF?
OMG!
Tyle przynajmniej stoi w nasku, ale żeby korzystać z cypryjskiego rejestratora, to już naprawdę…
Blackops :
W takzwanem międzyczasie sprawdziłem, że liczba Andrzejów Sasaków jest zaskakująco wysoka. Ale czy ten od reklam w Tarnowie (Wrocławiu też?) to ten sam, co od polityki w Bochni?
I czy Geo-Sasak to skrzyżowanie Thunderbirds z budowniczymi metra?
Edyta: inkryminowany Sasak we Wrocku przy Ruskiej, ten tarnowski Sasak to inny Sasak?
Blackops :
Może GeoSasak wie, do czego służy komasator geodezyjny?
Ej, ale oprócz tego, że jesteśmy tacy zajebiści, to jesteśmy w stanie zrobić na tę paradę ulotkę A5 jednostronną, która będzie miała średni czas oczenia ponad 5 sekund? Taki plan minimum. Bo…
Jednym z najżywszych wspomnień mojej młodości jest anarchistyczny zin komiksowy z dumnym napisem “nakład 200egz.”. Czytał go cały pociąg znikąd donikąd i ozłociłbym dziś za egzemplarz (pamiętam szczegóły). Ale: to były komiksy — krótkie (do rzutu okiem) i dłuższe (do chwili poczytania); nudziliśmy się; komiksy; byliśmy gówniarzami; znudzonymi; ktoś miał zin z komiksami; nie było co robić; komiksy łatwo się czyta; szczególnie gdy się nudzisz. Do you follow?
Teksy rzędu dwa krótkie akapity to jest maks. Poza tym, co bardzo trudne, trzeba przekonać otrzymywacza, że nie dostał właśnie jakiegoś grouponu na opony zimowe. Retro-powielaczowy styl może tu pomóc.
No więc fajnie, że jesteśmy tacy zajebiści, ale czy ktokolwiek spojrzy na naszą ulotkę? Jak zajebisty musi być na niej kontent, żeby przyszło do głowy tej osobie ją zachować i potem np. wykorzystać jako namiar na stronę na fejsie. Ja w życiu zachowałem dwie ulotki: antykwariatu i kawiarenki internetowej (gdy jeszcze nie miałem dataplanu w komórce). Kto na ziemi zrobi to z ulotką ttdkn? Będą cycki? Tyle pytań…
Gammon No.82 :
Ja tylko wyraziłem przekonanie, że wszyscy, którzy chcą z kontentem kopulować, już to robią. Nie bardzo widzę sens w próbach instytucjonalizacji. Zaczyna się niewinnie (agregacja), ale zaraz będą ledykimacje i stopnie (starszy autor sztabowy).
Naszą organizacją niech będzie brak organizacji.
inz.mruwnica :
A jesteśmy zajebiści?
asmoeth :
Przyjąłem to jako konieczne założenie.
babilas :
Do kopulacji potrza partnera albo chociaż namiarów na.
Kogoś to podnieca? Nie jedziesz równią pochyłą?
Eee… Bakunin?
Tak szczerze to ja jestem antyformalizacyjny i antyperiodyczny, ale jakiś niezobowiązujący kawałek papieru pakowego czemu nie?
Gammon No.82 :
Cały czas jestem przekonany, że loża byłaby lepsza. Dziennikarze śledczy by o nas pisali arty robiąc nam darmową reklamę w opiniotwórczych periodykach, np. tak: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1512030,1,tajemnicza-bnai-brith.read
ed. Choć nie wiem jak to pogodzić z Majestic 12?
Barts :
…w kompletnym zgrzycie do reszty numeru. Ty sobie umiesz wyobrazić, jak te teksty wyglądałyby w jednym papierowym wydaniu? Każdy o czymś innym, każdy trochę innym językiem. Każdy pisany jako reakcja na pewne wydarzenia bieżące, o których za miesiąc będziemy mieć już mgliste i niepewne wspomnienie (“eeee… on to pisał po tym trzęsieniu ziemi w Chinach czy gdzieś tam…?”). To naprawdę jest jak z tym ogrodnictwem. Nie możesz tak po prostu 1:1 przerzucić tekstu z bloga na papier – ani odwrotnie. Znaczy, możesz, ale zwiędnie. Będzie zgrzyt przypominający najgorsze praktyki lat 90., czyli ziny będące zrzutką wszystkiego, co akurat redaktorzy mieli w szufladach.
Nawet Polygamia nie przekleja 1:1, tylko coś tam przytnie, coś tam przerobi, coś tam dopisze, żeby wyszło coś strawnego dla ludzi czytających Polygamię.
Z pola walki: za zimno na jazde kabrioletem, wina sporo, misdrynski wyglada na zagubionego w swoim wlasnym domu. Trudno wyczuc, czy beda opowiesci o afryce, ale przynajmniej wina jest sporo
Ulotki == makulatura. Nikt nie będzie czytał. :P
DoktorNo :
Osobiście ściągałem z wiaty przystanku ulotkę z wierszami Waldemara Nizioła (“Andrzej Kaputa wciąż jeździł tramwajem / 36 albo 33”). Przeczytałem i zachowałem.
Gammon No.82 :
Ojciec geodeta mówi, że nie ma pojęcia, ale to może być do projektowania działek przy scaleniu, i że to może być wynalazek Karola Szeligi.
babilas :
Mam wrażenie, że to taki typ, że jak Tomash znajduje content zajebistym, to wszyscy powinni znajdować go zajebistym i dlaczego cały świat jeszcze o nim nie wie, takie wrażenie mam.
inz.mruwnica :
Zachowałem sobie ulotkę sklepu muzycznego (z płytami CD), bo właścicielowi było Psikuta.
AJ :
Dzięki, miałem jakieś takie podejrzenia, ale dalej nie ogarniam, jak to działało. Mechaniczny komputer do pracy na mapach?
Gammon No.82 :
Przede wszystkim _analogowy_! W sumie piękna technologia, coś w rodzaju mechanicznego całkowania.
wo :
Kocham takie rzeczy.
http://www.dreadnoughtproject.org/tech/essays/FireControl/ArgoAimCorrector/
Gammon No.82 :
Gdyby zrobić taki w nano-skali(czy tam mikro, mezo)! To by było coś. Albo fotoniczny.
@Formalizacja
Nieśmiało powiem, że skład (i resztę CTP) i znalezienie ewentualnej drukarni, co po kosztach niski nakład, to mogę wziąć na siebie, jeśli taka wola w Radzie Jaszczurów.
@papier etc
a czy czasem spora część funu z notek nie pochodzi z komentarzy? oraz: nie jestem pewien czy specyficzny slang internetu przekłada się łatwo na papier.
@papier etc
a czy czasem spora część funu z notek nie pochodzi z komentarzy? Słowo dyskurs zobowiązuje.
oraz: nie jestem pewien czy specyficzny slang internetu przekłada się łatwo na papier.
Ten tego…Na papierze zdaje się nie można linkować, a notki TTDKN-u w których nie można poklikać są mniej zabawne :(
*back to lurking*
Jejku, jak wy tu seriousbusinessujecie; jeśli mielibyśmy cokolwiek wyrzucić na papier np. z okazji parady – to idea jest taka, że powinniśmy to robić dla swojej radości, nie dla jakiegoś wielkiego efektu i poruszenia nieba i ziemi.
I raczej po to, żeby zrobić jakąś małą perełkę, coś ładnego; przecież z nikim nie chcemy konkurować.
Ludzie. Jako anonimowy łoś z internetu, ale z 12-letnim już doświadczeniem w sprzedawaniu tekstów do netu i do druku, powiadam Wam: słuchajcie WO, a oszczędzicie sobie frustracji.
@wo
Ależ oczywiście, że w interwebsach też trzeba mieć naczelnego i innych funkcyjnych.
Przecież TTDKN to twór o tak tajnych strukturach, że – jak mi się wydaje – same jaszczury nigdy nie mogą być do końca pewne, czy do niego należą, czy nie; wszelkie znane mi próby zdefiniowania, czym jest oraz sformułowania kryteriów przynależności kończyły się lulzem lub trollem.
Z mojej perspektywy lurkera coś ładnego tkwi w tym, że nie ma żadnego gremium, które dzieliłoby na jaszczury i nie-jaszczury lub doszukującego się stopnia jaszczurstwa (albo jest na tyle dobrze ukryte, by swą działalnością nie razić, czym zdobywa mimo wszystko punkt). Ktoś się poczuwa, ktoś się nie poczuwa – generalnie meh, najwyżej skończy się to dobrowolnym flejmem. Stąd mniej spektakularnych wystąpień z szeregów, mniej sądów rodzaju “wy stoicie tam, gdzie nudno” and so goes on. Stworzenie agregatora treści wydaje się fajną sprawą, ale powstanie “TTDKN poleca, czyli niezbędnik jaszczura” zmusza niejako do odpowiedzi na pytanie “TTDKN, czyli dkn kto?”, bo przecież ktoś to będzie musiał prowadzić i do kogoś linkować. Ktoś się już nim poczuł i podsiadł dość naturalną dlań domenę, a im dalej w organizowanie się, tym więcej uwidoczni się wzajemnych różnic (nr 3 periodyku z dramatycznym stwierdzeniem na okładce “Jaszczury nie chcą tego samego!”). Teraz jakoś to działa, a na rząd dusz i tak nie ma co liczyć.
Make lulz, not drama.
eli.wurman :
Oj bardzo, za bardzo
eli.wurman :
Takjest! Z fajnymi obrazkami i cyckami też, ale subwersyjnymi (shemales?)
A wogel czy ktoś rzucił okiem na dzisiejszy Przekrój, w którym nowy rednacz wespół z właścicielem Hajdarowiczem roztacza piękne widoki zarabiania na internetach? Szykuje się #epicfail, aż szkoda gazety trochę.
#ttdkn
Przepraszam, że nie dyskutuje nad instytucjonalizacją ttdknu, zarobiony jestem. Powiem tyle, że planuje małą pozytywistyczną pracę u podstaw, włączanie częściowo ttdknu w obieg uniwersytecki. Aktualnie linkuje sporothrix i barta na zajęciach, chcę część naszych tematów uruchamiać na seminariach. Profit jest taki, że robi nam się zwrotne sprzężenie: przecież część z ttdknu to akademicy, którzy pisują po godzinach. Zasysając notki z powrotem do akademii maja one odrobinę inny status, np. mogą służyć do dyskusji nie tylko o temacie notki ale tez o otwartości nauki, problemie mediów i nauki i takie tam.
Na razie na dwóch zajęciach spotkałem fanów barta i sporothrix. Ostatnio jeden student mówił o blogu barta w kategoriach oświecenia, które spotkało go na jego drodze życiowej.
pozdr i wracam do roboty.
fronesis :
Wzruszyłem się.
fronesis :
Na przykład ten, no, WO ^^J.
fronesis :
Za naszych czasów nie było takich luksusów, musieliśmy sobie radzić sami, w tej mokrej gazecie na środku jeziora.
Offtop: dziś przyszło mi pocztą 50 mitów psychologii popularnej. Wygląda fajnie.
@ maxriter:
My point exactly. Nie mam czego dodać elektrodać.
fronesis :
I to jest właśnie samo sedno. Pozwólcie dziateczkom przychodzić do blogasków. Elektryfikacja.
babilas :
No generalnie to często sporo osób narzeka, że w Bolandzie jest chujowo, i ma pomysły, co zmienić, żeby nie było chujowo, to i rozumiem chęć silniejszego wpływania na mejnstrim.
vauban :
Zabawne jest to, że tymczasem Salon24 się już pojawia w mejnstrimie.
czescjacek :
Wyczuwam lekki żal za brakiem swojego, jaszczurzego Jarkacza? ^^J