Witamina w cudzysłowie
To będzie jedna z tych historii o doktorze, który odkrył nową witaminę, cudowne lekarstwo na najgorszą chorobę trapiącą ludzkość; lekarstwo, które zawsze było na wyciągnięcie ręki. I jak to zwykle w tych historiach bywa, trzeba wszystko brać w cudzysłów — i doktora, i odkrycie, i witaminę, i leczenie… Ponieważ notka upstrzona taką ilością cudzysłowów będzie wyglądać jak, nie przymierzając, portret Najjaśniejszego Pana obesrany przez muchy, umówmy się, że ja ich nie będę stawiał, a wy będziecie je sobie dopowiadać, m’kay?
To też jedna z tych historii, w których alarm w Detektorze Bzdetu zaczyna wyć na cały regulator już od pierwszych chwil.
W marcu TVN24 nadał poruszający reportaż o chorej na śmiertelnego raka trzustki Róży z Mińska Mazowieckiego. Lekarze nie dawali jej żadnych szans; jedynym ratunkiem miała być „nowatorska i bardzo droga” metoda leczenia witaminą B-17 (nazwa handlowa: Laetrile) w klinice w Meksyku. Temat został mi podsunięty przez sympatycznego czytelnika, jednak nie chciałem o nim wtedy pisać (dlaczego, wytłumaczę pod koniec tekstu). Niedawno o witaminie B-17 napisano na portalu New World Order.com.pl (jeśli klikniecie w link, wrócicie na Blog de Bart — to zemsta adminów NWO za to, że sympatyczny komentator BdB powiadomił IPN o propagowaniu przez NWO kłamstwa oświęcimskiego; jedyne wyjście to skopiowanie i wklejenie linka w nowym oknie lub skorzystanie z linka przez HideRefer). No, pomyślałem, skoro takie autorytety medyczne piszą o Laetrile, to chyba jednak czas się nią zainteresować.
Detektor Bzdetu włączył mi się już na samym początku poszukiwań informacji o Laetrile, przy czytaniu opowieści o (cudzysłów) odkrywcy (cudzysłów) witaminy B-17, samotnie walczącym z chemioterapeutycznym establiszmentem (cudzysłów) naukowcu, (cudzysłów — dalej już sobie poradzicie bez wskazówek, prawda?) doktorze Ernście T. Krebsie.
Doktorów Ernstów T. Krebsów było dwóch — Senior i Junior. Krebst Senior, doktor medycyny, w latach 20. wynalazł oparty na ekstrakcie z pietruszki cudowny syrop Leptinol, leczący hiszpankę, astmę, krztusiec, gruźlicę i — last but not least — zapalenie płuc. Wtedy też nawiązał znajomość z instytucją rządową zwaną FDA, która skonfiskowała mu zapasy syropku pod zarzutem wprowadzania nabywców w błąd co do zdrowotnych korzyści płynących z jego zażywania. Choć Krebs Senior musiał porzucić syropowy biznes, nie dał się jednak zniechęcić do poszukiwania lekarstwa na największe bolączki ludzkości i w latach 40. wynalazł lek na raka o złowieszczej nazwie Mutagen, a na początku lat 50., już razem z Juniorem, stworzył swoje opus magnum — Laetrile, środek oparty na amigdalinie, związku występującym m.in. w pestkach brzoskwini.
Ernst T. Krebs Junior to też doktor, choć jego droga do tego tytułu była ciężka, kręta i długa — trwała aż 35 lat. Wyrzucony ze szkoły medycznej, błąkał się po kilku uniwersytetach, by w 1942 zdobyć z trudem tytuł magistra. W 1973 roku nieistniejący już dziś mały biblijny uniwersytet w Oklahomie nadał Juniorowi tytuł doktora po wygłoszeniu przez niego godzinnego wykładu o Laetrile. Uniwersytet nie miał co prawda wydziałów naukowych, ale co zabawniejsze — nie miał też prawa do nadawania tytułu doktora. Są to jednak detale, nie ma co czepiać się wykształcenia człowieka, który odkrył dla ludzkości nową witaminę B-17 (odkrył też wcześniej B-15, która oprócz raka leczyła również choroby serca). Lepiej czepić się samej witaminy.
Otóż witamina jest z definicji pojęciem względnym. Witamina to związek chemiczny potrzebny do prawidłowego funkcjonowania organizmu, którego to związku organizm nie potrafi sam wytworzyć. Zatem to, co dla ciebie jest witaminą C, dla twojej zaprzyjaźnionej fretki nie jest żadną witaminą, tylko zwykłym, do niczego nieprzydatnym kwasem askorbinowym — fretka bowiem (jak większość ssaków) wytwarza sobie kwas askorbinowy w środku, w wątrobie. Doktor Ernst T. Krebs Junior wierzył zaś, że nowotwory to efekt niedoboru amigdaliny w organizmie. Dla niego więc w świetle powyższych rozważań amigdalina mogła faktycznie być witaminą, ponieważ jej brak w jego mniemaniu powodował chorobę. Dla reszty świata oczywiście coś takiego jak witamina B-17 nie istnieje.
Czytając tekst na New World Order.com.pl, musiałem wyłączać alarm w Detektorze Bzdetu jeszcze kilka razy. Np. kiedy pojawił się argument ad babcinum mądrościum:
Przez cale generacje nasze babcie zwykły dodawać pokruszone nasiona śliwek, czereśni, jabłek, moreli i innych roślin botanicznej rodziny Rosaceae do swych domowych konfitur i dżemów. Babcia pewnie nie wiedziała, dlaczego to robi, ale nasiona wszystkich tych owoców są jednym z najpotężniejszych źródeł witaminy B 17 na świecie.
Serio wasze babcie tak robiły, drodzy czytelnicy? Moje nigdy — szanowały uzębienie swoje oraz swoich bliskich, poza tym były zaznajomione z supernowoczesną technologią ekstrakcji pestek z miąższu, współcześnie określaną jako drylowanie. Ale co region, to inny zwyczaj.
Niedługo później w tekście z NWO.com.pl pojawia się opowieść o ludziach z narodu zamieszkującego pakistańską dolinę Hunza, którzy spożywają ponoć ogromne ilości amigdaliny i dzięki temu dożywają bardzo późnego wieku, a nowotwory są w ich społeczności chorobami nieznanymi. To w rzeczywistości bardzo śmieszna historia. Otóż Hunza istotnie cieszą się dobrym zdrowiem nawet w podeszłym wieku, nie ma to jednak związku z pokruszonymi pestkami w ich dżemach, ale z faktem, że odżywiają się głównie owocami i warzywami oraz dużo zapieprzają po górach. Faktycznie do lat 50. nie odnotowano u nich nowotworów, nie wynikało to jednak z pożerania owoców w całości, ale z braku na ich terytorium jakiegokolwiek lekarza, który mógłby zdiagnozować raka (kiedy w połowie lat 50. do doliny Hunza dotarła ekspedycja medyków z uniwersytetu Kyoto, bez problemu odkryli u niektórych mieszkańców chorobę nowotworową). Mit ich długowieczności ma zaś swe korzenie w latach 70., kiedy dolinę odwiedzili reporterzy „National Geographic”, poszukujący długowiecznych społeczności. Hunza nie prowadzą kronik i nie przywiązują zbytniej wagi do liczenia lat, pytani więc przez dziennikarzy o wiek bez kozery mówili pińcet.
No dobrze, ale to wszystko śmichy-chichy i głupie anegdotki, a jakie są fakty, co mówi PubMed? Otóż PubMed mówi zaskakująco dużo, bo Laetrile to wcale nie żadna „nowatorska” metoda (bo że bardzo droga, w to nie wątpię). Swój szczyt popularności przeżywała w USA w latach 70. (próbował się nią ratować m.in. Steve McQueen). Szacuje się, że zażywało ją 70 000 chorych Amerykanów. Efekty? Żadne. W 1978 r. Narodowy Instytut Raka rozesłał prośby o zgłoszenie przypadków obiektywnego polepszenia po kuracji witaminą B-17 do 385 000 lekarzy, 70 000 innych osób zajmujących się opieką zdrowotną oraz do stowarzyszeń propagujących stosowanie Laetrile. Mimo tak zmasowanej akcji otrzymano jedynie 68 zgłoszeń, z których po przeanalizowaniu za uwieńczone sukcesem uznano sześć (analiza przypadków dokonana była z rygorem ślepej próby — eksperci nie wiedzieli, czy opiniują historię chorego poddanego zwykłej chemioterapii, kuracji Laetrile czy nie otrzymującego żadnej pomocy).
W 1982 r. w kilku amerykańskich szpitalach (w tym w renomowanej Mayo Clinic) przeprowadzono eksperyment na 178 chorych, poddając ich tzw. terapii metabolicznej, w której skład oprócz Laetrile wchodziła specjalna dieta, enzymy i witaminy. Efekt? Żaden, porównywalny do braku jakiejkolwiek terapii. A właściwie nie żaden, tylko wręcz negatywny: u niektórych badanych wystąpiły objawy zatrucia cyjankiem. Nie wspomniałem, że kuracja amigdaliną może prowadzić do zatrucia cyjankiem? Ale ze mnie gapa! Oczywiście, że może prowadzić, co tylko utwierdza w przekonaniu, że jeśli sięgać po (cudzysłów) medycynę alternatywną, to najlepiej po homeopatię. Przynajmniej człowiek nie zrobi sobie krzywdy.
Zainteresowanie witaminą B-17 w Stanach wygasło pod koniec lat 80. Dziś co jakiś czas ktoś trafia do więzienia za handel Laetrile — w 2003 r. przytrafiło się to np. Jasonowi Vale, mistrzowi świata w siłowaniu na rękę, prowadzącemu firmę Chrześcijańscy Bracia. Zaprawdę, czasem życie pisze najdziwniejsze scenariusze.
Poupadały te wszystkie meksykańskie kliniki, które leczyły naiwnych witaminą B-17. Zostało ich raptem kilka, m.in. ośrodek o cynicznie szczerej nazwie Oaza Nadziei, do którego pojechała Róża.
Właśnie, dlaczego nie chciałem wtedy pisać o Róży? Nie trafiła do mediów z powodu swojej choroby, ale z powodu heroicznej kampanii na rzecz jej uratowania, którą rozkręcili jej najbliżsi. Cały Mińsk Mazowiecki zbierał na wyjazd Róży do Meksyku, w salonach fryzjerskich i cukierniach wystawiano skarbonki „na Różę”. Mistrz kickboxingu podarował swój pas na aukcję. Organizowano koncerty charytatywne. Zgłosiła się fundacja z Wrocławia i udało się, uzbierali na podróż do Oazy Nadziei. Taka sytuacja rodzi pytania, których chyba nie powinno się głośno wypowiadać, przynajmniej nie wtedy. Co można powiedzieć ludziom, którzy wspólnie starają się pomóc sąsiadce, nie wiedząc, że zostali oszukani? Czy jeśli w przyszłym roku WOŚP będzie zbierać na magiczne różdżki leczące Morgellony, zmieni to coś w ocenie motywacji ludzi wrzucających datki do puszek? Czy wrzucić samemu? Czy powinno się przekazywać 1% na rzecz dziecka z autyzmem, którego rodzice rujnują się na kosztowne, choć bezwartościowe terapie suplementacyjne?
Nie umiałem wtedy pisać o Róży, bo to nie był czas. Jeśli jest coś dobrego i godnego szacunku w tej historii, to jest to płynąca od obcych ludzi chęć pomocy, której doświadczyła Róża i jej bliscy. Teraz mogę już pisać, ta historia już się skończyła, a skończyła się tak, jak zwykle kończą się takie historie. Po tygodniach niepotrzebnych dodatkowych zabiegów, badań i tułaczki Róża zmarła w hospicjum w San Diego, daleko od domu.
Przy pisaniu tekstu korzystałem przede wszystkim (można nawet powiedzieć, że rżnąłem) ze znakomitego artykułu „Wzlot i upadek Laetrile” na Quackwatch. O micie długowiecznego ludu z doliny Hunza możecie poczytać na longevity.about.com i w piśmie „CA: A Cancer Journal for Clinicians”. Streszczenia wyników badań nad Laetrile znajdziecie jak zwykle w PubMedzie: 1, 2. Historię walki Róży z rakiem zebrano na poświęconej jej stronie.
PS. W komentarzach jeden z obrońców B17 obala wyniki oficjalnych badań poświęconych amigdalinie następującym argumentem:
Niejaki dr. James Cason z University of California w Berkeley przetestował część substancji używanych w badaniach prowadzonych przez NCI [Narodowy Instytut Badań nad Rakiem] na temat amigdaliny i okazało się, że substancje te nie zawierały amigdaliny.
I to prawda. James Cason faktycznie ogłosił taki sensacyjny wynik swoich eksperymentów z próbkami Laetrile. Gdzie ogłosił? W jakimś recenzowanym, poważnym piśmie? W jakimś nierecenzowanym piśmie? W biuletynie uczelnianym? Nie. Wspomniał o tym w swojej autobiografii. Należy też dla przyzwoitości wspomnieć, że James Cason był wielkim zwolennikiem B17 i uważał ów specyfik, wbrew wszelkim wynikom badań i zdrowemu rozsądkowi, za znakomity lek na raka.
1st!
A PRZECZYTAŁEŚ CHOCIAŻ?!
@ bart:
już tak :) gorzkie, a koniec tragiczny.
Znam dwa przypadki: (1) używanie pestek od moreli jako ersatzu migdałów (w PRL), (2) dodawanie pestek od wiśni do wiśniówki, pozostawiona najwyżej jedna pestka na 10 wiśni (nie tylko w PRL). Nie w wykonaniu babć.
E tam, lekkie zatrucie cyjankiem. Pryszcz. Trochę bólu głowy.
@cyjanek
Heej, a właśnie mi od razu on przyszedł do głowy, bo w CSI więzień otruł tak strażnika, cyjankiem z pestek z bodajże 5 brzoskwiń.
A dylemat Róży, well, no nie dawać. Jak się ma możliwość, to przynajmniej spróbować jakoś dać cynk, że to kłamstwo (choć raczej niemożliwe), no a w zwykłej sytuacji po prostu zapłakać nad losem i dać na coś innego.
Choć co do ostrzegania, że kłamstwo, to jakieś cynki do tvnów, uwag, alertów24 może by coś zdziałały, choć sam wątpię.
ahhh… ileż to miesięcy czekałem na ten artykuł :]
dzięki.
Zawsze radość z długo wyczekiwanej nowej notki, a tu taka smutna historia. Mam wrażenie, że alternatywna medycyna, tfu znachorstwo właściwie, to norma dla chorych na złośliwe nowotwory. Ludzie chcąc w sumie dobrze, wręcz napadają cię z buteleczkami cudownych suplementów, wyciągów z korzeni, fikumiku-enzymów. I kto odmówi rodzicielce, teściowej, żonie? Trzeba jeść szpik, łykać tabsy, popijając ziółkami, jechać do fengszuja, hydraulika od zatkanych kanałów energetycznych, to jakby część udręki.
fan-terlika :
imo ta stacja (tvn) dostarczy jeszcze Bartowi materiału na kilka równie przybijających notek. czy to w poszukiwaniu takich j.w. ‘szlachetnych wzruszeń’, czy lekkiej rozrywki na zakończenie ‘faktów’, czy naciąganych – ale niby świadczących o obiektywizmie materiałów – “przeciwnych głosów, które są odmiennego zdania” gotowa jest wpuścić na wizję prof.
majewską, piotra beina czy kogoś w typie tyary, a teraz ś.p. Różę. niby to wszystko opatrzne komentarzem, ktoś się zaśmieje, ale ktoś zapłaci za kurację b17, ktoś inny uwierzy i się nie zaszczepi. eh, czasem trochę się wstydzę, że robiłem tam staż.
@”Luźne” materiały z TVN-u:
Nienawidzę stylu Pawła Abramowicza. Właściwie to on odegnał mnie od “Faktów”. Nienawidzę tego głupiego ilustratorstwa w rodzaju: “Niestety, pani Maria z Grudziądza (ujęcie na panoramę miasta) ciągle szuka swojej drugiej połówki (ujęcie na połówkę jabłka). Nie pomogły ani ogłoszenia w prasie (ujęcie na prasę), ani serwisy randkowe (ujęcie na monitor i randkę.pl), ani nawet wizyta u wróżki (zbliżenie na Tyarę)”. I to jeszcze, że facet ten nie ma absolutnie żadnych oporów. Duchy, szalety miejskie, ciele o dwóch głowach, wszystko jak leci.
Tomasz Sianecki wydaje się współczesnym Boyem-Żeleńskim przy nim po prostu.
Ech, a sam parę miesięcy temu wyczyściłem hasło Steve McQueen na Wikipedii z bredni o laetrile. Sporo źródeł poczytałem na ten temat – znalazłem też artykuł o samym aktorze. Jak bardzo podobny do historii Róży.
#smuteczek
Nie wiem, ja bym raczej doniosla, jak jakas akcja ze zbieraniem na znachorstwo jest. Ani choremu nie pomoze, najwyzej zaszkodzi, a jeszcze da choremu i rodzinie falszywa nadzieje. Do tego, wielu ludzi, ktorzy chcieli zwyczajnie pomoc, moze czuc sie oszukanych.
Troche quasism lecz coz.
ekolog :
To może tu też o tobie mówią?
Wcześniej już wspominane o tej Róży było na blipie, ale jak tak jeszcze raz o tym przeczytać, to trochę #krwiibuca D:
Głupio mówić najpierw, że to przecież oszustwo, kiedy wszyscy widzą w tym nadzieję na wyzdrowienie, bo wtedy się głośno przypomina fakt, że przecież nie ma już szans; no a z drugiej strony no właśnie, męczenie się z wyjazdem, śmierć z dala od domu i zmarnowane pieniądze które wzięły dla siebie ochujałe pojebane gnidy od altmedu.
A na niektórych niezwykle fachowych stronkach (ze słowami: “poradnik” i “zdrowie” w nazwie) można kupić sobie fajne książki, których opisy donoszą o witaminie B17 iż: “Autor przedstawia dowody świadczące o tym, iż rak jest chorobą wynikającą głównie z braku w diecie ludzi współczesnych podstawowego składnika pokarmowego, podobnie jak w przypadku szkorbutu czy pelagry. Tym składnikiem jest witamina B17.”
“Dlaczego ortodoksyjna medycyna wypowiedziała wojnę terapii letrilem? Autor niniejszej książki uważa,że odpowiedzi na to pytanie należy szukać nie w nauce, lecz w polityce uprawianej przez środowiska medyczne. Wojna z letrilem ma swoje źródło w nieznanych szerzej ekonomicznych dążeniach ludzi rządzących lekarskim establishmentem. W rzeczywistości okazuje się, że polityka stojąca za terapią raka jest bardziej złożona niż sama o nim nauka.” (http://czarymary.poradnikzdrowie.pl/p_47826_swiat_raka_edward_griffin?cmp=srch_tit,mod)
oraz:
“Z dużą satysfakcją chcemy przedstawić czytelnikowi substancję roślinną, której właściwości przeciwrakowe znane są od dawna. Pierwsze udokumentowane skuteczne zastosowanie amigdaliny do leczenia nowotworów u kobiet odnotowano w latach pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku we Francji. W ciągu ostatnich dziesiątków lat zostały one naukowo potwierdzone badaniami klinicznymi.”
a wszystko pod hasłem: “Nie jesteśmy bezsilni… Natura powiedziała: STOP NOWOTWOROM!” (http://czarymary.poradnikzdrowie.pl/p_47106_terapia_metaboliczna_raka_witamina_gedward_griffin?cmp=srch_tit,mod)
bart :
Astromarii babcia kazała zjadać jabłka z ogryzkiem i pestkami. Może to jest wytłumaczenie podziałów w naszym narodzie: Pestkowcy, co kochają naturę i tradycję, i wygodniccy Bezpestkowcy, co najchętniej by wyhodowali odmiany bezpestkowe wszystkiego?
bart :
Wtedy jeszcze nie walczyłem tak ostro na tym odcinku. Za to z tamtych czasów pamiętam kociokwik, jaki wywołał jakiś film z YT na Wykopie, w którym starszy pan udowadniał spisek Big Pharma i lekarzy walczących z B17. Ten pan podobno sam sobie wyleczył raka jedzac pestki, nosił stosy dokumentów a libertardzko-oszołomska większość wykopowej braci wyła z zachwytu. I teraz nie wiem, czy ten pan jest już świętym męczennikiem ruchu alternatywy jak Gerson czy jeszcze nie.
frontbrzozowa :
Bezpestkowce to też zajebista sidestory – takie owoce się bez problemu wytwarza manipulując hormonami roślinnymi/procesem zapylania, jednak astromaryjny kościółek bez problemu zaklasyfikował bezpestkowce jako GMO. Oraz – jak Greenpeace walczy z GMO, to jest cacy, jak walczy z AGO to jest be? Jak oni żyją w tak poważnym dysonansie?
@ digan:
rzeczony redaktor na wejściu wytłumaczył mi (“Siądź tam z Pawłem, on ci wszystko opowie co i jak”) to w ten sposób: “Kiedyś telewizja była nudna, nie dało się jej oglądać. Potem wprowadziliśmy Zasady Tomasza Lisa” Trzeba przyznać, że przerósł mistrza. Obok reportaży o duchu i dwugłowym cielęciu był też chyba współautorem pierwszej histeriożałoby narodowej (po papieżu).
@frontbrzozowa:
ale jak wyhodować jabłko bez ogonka?
ekolog :
Festinger twierdził, że to łatwe.
EDIT:
Jak Crookes rurę katodową to cacy, jak duchy, to be?
Wcale nie jesteś lepszy!!!!111
Gammon No.82 :
Bo pewnie nigdy nie sprawdził w praktyce.
ekolog :
Obserwował takich, którym to wychodziło za każdym razem.
sporothrix :
Ci państwo brzydko kłamią.
Tradycyjne Włoskie Lekarstwo na Raka?
http://en.wikipedia.org/wiki/Amaretto
Bartu, ratunku – razi mnie pisownia “amygdalina”. Za moich czasów studenckich panowała pisownia “amigdalina” (choć oczywiście mogli przez te wszystkie lata zmienić). Występuje nie tylko w pestkach brzoskwini ale także, saprajs saprajs, w migdałach.
Wśród różnych naszych pogaduszek w wydziałowym bufecie (#jakiemojezyciejestnudne) były przepisy na samo/za-bójstwo popełnione przy pomocy naturalnej amigdaliny. W każdym razie, gdy widzę nieprawidłową pisownię tego typu substancji, mam pierwsze skojarzenie typu “o, jakiś młotek źle przetłumaczył z angielskiego”.
wo :
Ups, dzięki.
romgier wspomniał o Majewskiej. Trochę późno, ale w końcu poszedłem do BUWu i sprawdziłem:
Majewska w swoim pamiętnym liście twierdzi, że jest najbardziej cytowanym polski naukowcem, bo jej artykuły są w bibliografii ponad 5500 publikacji naukowych.
Pomyliła się. 5 tysięcy z kawałkiem to cytowania wszystkich osób o nazwisku “Majewska”. Jej cytowania to 3500, w tym jeden artykuł 1986r. dał jej 1500 cytowań, jeden z 1992r. – 860, a z roku 1987 – 550. We wszystkich powyższych artykułach Majewska jest afiliowana przy uczelniach amerykańskich, a nie polskich, więc ciężko ją uznać za polskiego naukowca
bart :
Ale ja nawet nie wiem, czy nie zmienili? Sprawdź w jakichś aktualnych źródłach (ja nawet nie mam co sprawdzać w książkach, bo moje książki są z czasów świetności Farrah Fawcett).
wo :
Nie zmienili, ale mnie się zamąciło od anglojęzycznych źródeł i wielości nazw tego stuffu. Nie chciałem już zaśmiecać takimi informacjami notki, ale jest np. różnica między Laetrile a laetrile – ten pierwszy to nazwa handlowa substancji po części uzyskiwanej syntetycznie, ten drugi to meksykański ekstrakt ze skruszonych pestek.
Nowa notka, własnym oczom nie wierzę!
Róży szkoda, ale pamiętacie może tę polsko-duńską tancerkę, która leczyła swojego raka w Chinach terapią genową? Był nawet po całej akcji zbiórkowej tekst w DF, ale ma ktoś jakiś świeży update?
Ale jak wstawisz skróta to zemsta adminów z NWO będzie nieskuteczna. Dopóki nie poblokują wszystkich skracaczy.
A nie, głupi jestem.
Za ^chryzantemą z blipa:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8194357,Rodzina_i_znajomi_Iwony_przeszukuja_las_nadmorski.html
“W czwartek policja prowadziła również poszukiwania ewentualnych zwłok Iwony, według wskazówek czterech radiestetów, którzy sami zgłosili się do pomocy.”
No kurwa.
fan-terlika :
Znaczy jak on to zrobił, wbił mu te pestki, jedna po drugiej, na przykład w głowę? Albo łagodną perswazją (Dobry klawisz, dobry, za mamusię, za tatusia i za babunie, am, am)?
bart:
Piękna historia, choć – nie przymierzając – gorzka jak amigdalina. Swoją drogą, Krebs po niemiecku znaczy rak (we wszystkich znaczeniach).
A tak w ogóle to poprzednia notka doczekała błogosławieństwa 3600 komentarzy (tego jednego brakującego to chyba sam dopchnę). Widziałem kiedyś, ale nie pamiętam gdzie, bloga, który porzucony przez autora na rok z okładem, sam się prowadził komentatorami. Nie to, żebym zachęcał do pobicia tego rekordu, ale chapeaux-bas, tworzysz historię.
sheik.yerbouti :
Ja pamietam dosc dlugi tekst o kilku osobach, ktore zbieraly kase na chinska terapie. Zdaje sie, ze byl tricky, bo na poczatku bez komentarzy cytowal reklamowki szpitala, nadzieje chorych etc., tak, ze czlowiek sie denerwowal, ze jakis bzdet, a na koniec wszyscy umarli. I nie wiadomo bylo, czy nad nimi plakac, czy sie cieszyc, ze artykul jednak dobry.
Ja bym nie dala, ale ja nawet nie mam, wiec to zadne poswiecenie ;) Natomiast nie wiem, co bym zrobila, gdyby chodzilo o kogos bliskiego. Niekoniecznie chcialabym sie stac obiektem nienawisci.
Smutna historia, no i mamy przykłąd z pierwsze ręki do czego prowadzą działania różnych szarlatanów. Gest lokalnej społeczności wspaniały i ja chyba bym nie był w stanie podejść do organizatorów zbiórki i powiedzieć, ze równie dobrze mogliby usypać zebrane pieniądze na rynku i je podpalić – dla chorej byłby to taki sam pożytek… Szkoda że przyszło jej umrzeć z dala od najbliższych. To jest problem – jak zachować się, kiedy widzisz zdesperowaną osobę, która próbuje stosować najdziwniejsze lekarstwa, kiedy wiesz, że nic jej nie dadzą. Próba edukowania skończy się tym, że zostaniesz potraktowany jak największy buc i równie dobrze może to być ostatni kontakt z tą osobą… Może rozwiązaniem jest próbować ingerować tylko wtedy, kiedy widzi się, zedana osoba rezygnuje z racjonalnych sposobów leczenia, a jednocześnie zamiast stosować coś o szkodliwości wody, stosuje coś co może jej zaszkodzić? Z drugiej strony nawet nieszkodliwe ‘wodne’ lekarstwa mogą się skończyć wyżyłowaniem domowego budżetu i widocznym nabijaniem kabzy pseudo znachorów… Chyba każda sytuacja musi być traktowana indywidualnie. Osobom zbierającym pieniądze dla Róży radziłbym kontynuować działalność, tyle że pieniądze przeznaczać na realną pomoc dla osób w podobnej sytuacji. Za przeproszenim know how już mają jak prowadzić takie zbiórki.
kwik :
Haha, też próbowałem :)
sheik.yerbouti :
http://saveizabela.co.uk/
Na terapię genową to nie wygląda, raczej na jakieś zamrażanie guzów czy cuś.
Veln :
Dwóch jasnowidzów, czterech radiestetów, taka armia na pewno da radę.
Drogi Barcie, wysłuchiwalam cudów na temat leczenia B17 od niektórych moich pacjentow. Sprawdziłam sobie dane i oprocz tego calego boomu w latach 70 znalazlam doniesienie sprzed bodajże 5 -7 lat, gdzie w stanach zgłosił sie na izbę przyjec pacjet z ostrym zatruciem cyjankiem, który dodatkowo wszedł w interakcję z megadawkami witaminy C. Ludzie w desperacji wszystko zjedzą. pozdrawiam.
Z komentarzy:
morenn :
Właśnie witamina C wspomaga rozkład amigdaliny m.in. w cyjanowodór. W jednym z cytowanych badań stwierdzono, że “The hazards of amygdalin therapy were evidenced in several patients by symptoms of cyanide toxicity or by blood cyanide levels approaching the lethal range”.
bart :
No tak, jeszcze jasnowidzowie, ale najbardziej to ci radiesteci na których posyłkach jest policja #cotowewogólejest
bart :
A to ma fachowy tag #pojedynekpacanów.
romgier :
Sadownik w zgodzie z naturą smaruje ogonki miodem i rozkłada na jabłkach larwy gąsienic, które zjadają ogonki (w miarę możliwości w nowiu). Gąsienice te są następnie zbierane i w zależności od potrzeb służą jako biedapijawki lub materiał wyjściowy do pasty “Panaceum”.
To coś wesołego: Missing Missy – kot zagubiony w negatywnej przestrzeni.
bart :
Coś, jak różnica między Latrine, a latrine. Hermetyczne.
To jest ten sam mechanizm, co z ciotką wpierającą choremu Tybetańskie Pigułki na Raka z Odchodów Jaka. Przypuszczam, że policjanci (w każdym razie policyjni decydenci) w te brednie nie wierzą, ale boją się skandalu, jeśli odmówią spłakanym bliskim “szansy” i “odbiorą im nadzieję” (ten tekst z nadzieją jest ostatnią linią obrony szarlatanów). Tak samo nie odmawia się ciotce, która w dobrej wierze wciska jacze gówno (można je dyskretnie spuścić w kiblu albo łyknąć na zasadzie “jak się ma raka, to co szkodzi?”).
Kwach żołądkowy nie wystarczy?
babilas :
O rany, cykl Krebsa zaczyna brzmieć groźnie.
bantus :
Za każdym razem, gdy linkujesz do Joemonstera, Pambuk zabija małego kotka. Linkujmy do źródła!
Gammon No.82 :
To nie może być przypadek i jestem pewien, że jakiś altmedowiec już to zauważył i dokonał odkrycia, które zmieniłoby świat, gdyby koncerny farmaceutyczne nie ukrywały prawdy.
asmoeth :
Yeah, yeah, I know, leniwy piątek. A kotek identyczny jak mój.
ed. To ja się jeszcze raz bardzo delikatnie upomnę o notkę o jasnowidzach.
Gammon No.82 :
Pewnie wystarczy, ale “Vitamin C is believed to increase the conversion of amygdalin to cyanide in the body”. Co ciekawe, wiele altmedowych stron naciska na łączenie kuracji Laetrile z suplementacją m.in. witaminą C.
Tak powinno zadziałać: http://hiderefer.com/?http://newworldorder.com.pl/artykul,2343,Witamina-B17-amigdalina-amygdalina-laetrile-letril-lekarstwem-na-raka
Gammon No.82 :
No w sumie z wróżbitami i radiestetami to jak z tym zimnym kaloryferem u Baranowskiego:
“- Może dołożyć żeberek? Pomóc nie pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi.”
Poza tym jeśli szukają np. po lesie, to takich dodatkowych czterech radiestetów to już konkretna grupa, puści się ich tyralierą, to może znajdą.
@ sonny:
Dzięki, dopisałem.
bart :
Dzieki czemu spokojnie moga reklamowac, ze ich pacjenci praktycznie nie umieraja na raka.
Z :
A jak każą szukać w dupie zamiast tam, gdzie trzeba?
Dzięki za notkę. Smutna, ale potrzebna.
Z :
Nie. Gdyby se szukali na własną rękę, to okej, ale oni przecież szukają we współpracy z policją. Policja pewnie ma jakieś procedury poszukiwań zaginionych, których radiesteci przecież nie przestrzegają i dezorganizują poszukiwania.
morenn :
Więc podczas naszych rozmów bufetowych szacowaliśmy, ile trzeba by zjeść naturalnych źródeł amigdaliny, żeby się otruć. Wychodziły wartości prawie realistyczne – teraz nie pamiętam, ale coś rzędu 2 kg gorzkich migdałów. Konsensus większości był taki, że nie da się tym człowieka otruć, bo każde realne danie – np. ciasto czy odpowiednio spreparowane Zabójcze Amaretto – byłoby tak potwornie gorzkie, że ofiara zabójstwa by nie chciała jeść.
Zdaje się, że nikt na to nie wpadł, żeby to ofierze wcisnąć jako “lekarstwo”. A lekarstwo, wiadomo, musi być niedobre, wtedy daje lepszego kopa placebo. No więc człowiek zaciśnie nos i się przymusi do zażycia LD50, heroicznie powstrzymując wymioty.
@ Gammon No.82:
Jakiś czas temu w “Przekroju” był artykuł o współpracy Policji z różnej maści jasnowidzami. Działa to dokładnie na tej zasadzie, że Policja nie ma sumienia odmawiać rodzinom, które błagają o wykorzystanie różnego mambodżambo. Z tego co pamiętam nigdy nie odnaleziono ciała w ten sposób, co mnie akurat szczególnie nie dziwi. Autor podał też przykład, kiedy znany jasnowidz stwierdził, że porwany znajduje się w ziemiance nad brzegiem jeziora na terenie północno-wschodniej Polski! Tu by nawet tyraliera ze wszystkich jasnowidzów w Polsce nie pomogła.
Jesteś zwykłym kłamcą, oszustem i manipulatorem.
Nie tyko nie posiadasz jakiejkolwiek wiedzy w tym temacie ale zręcznie zmyślasz informacje
Bo tylko oszust udowadnia kłamliwymi badaniami że ma rację.
“Najlepszym przykładem takiego zjawiska są tak zwane „prace naukowe”, które przeprowadzono w największych amerykańskich ośrodkach badań nad rakiem. Miały one ustalić, czy letril działa, czy też jest wyłącznie oszustwem. Udział w nich wzięły Mayo Clinic oraz Memoriał Sloan-Kettering Cancer Center. Dane z owych badań rażą dowodami manipulacji tak wyraźnymi i wymownymi, że postanowiłem poświęcić im cały rozdział tej książki. Jeżeli nie chcecie przeczytać tej książki — przeczytajcie chociaż ten rozdział. Z pewnością po jego lekturze pogląd czytelnika na uczciwość amerykańskich badań medycznych zmieni się diametralnie. Niemniej prace z Mayo i Sloan-Kettering są jedynie kontynuacją pseudonaukowych badań podejmowanych w obronie interesów zrodzonych jeszcze na początku lat 70.”
Hunzowie powiadasz nie są zainteresowani pestkami moreli…
http://www.biblelife.org/Hunza-apricots.jpg
Klinika upada…jakoś nie zauważyłem…
jesteś zwykłym łgarzem i tyle
wo :
Ale przypadki ciężkich zatruć od obżarcia się “migdałowymi” pestkami są znane, może w niektórych owocach jest tego więcej, niż w gorzkich migdałach.
Z :
Tak, ale nie jest za bardzo pożądane, żeby milycja zamieniała się w bohaterów humorystycznego komiksu.
robur zdobywca :
Ale ma sumienie się ośmieszać i ma sumienie dawać szarlatanom kolejny punkt do CV.
neo :
W którym miejscu zauważyłeś takie stwierdzenie półgłówku?
@ neo:
Może chłopaki zwyczajnie lubią morele, tylko jeszcze nie wpadła im w ręce technologia uprawy bezpestkowych.
Gammon No.82 :
U tych co “wierzą” to akurat chłopaki punktują. W Cv to by mogli sobie wpisać gdyby coś znaleźli, samo “szukanie” jest niewystarczające,żeby się nim lansować.
@bart
Ten dowód w postaci obrazka z biblelife.org mogłeś zostawić, był obłędny.
neo :
Powiadam, powiadasz? A gdzie?
Mówisz o Oasis of Hope? Nie napisałem, że ta akurat upada – napisałem, że poupadało wiele innych.
neo :
Udowodnij albo zniknij.
A ja się nie zgodzę, że B-17 to taki nieskuteczny środek. W latach 40-tych terapia przy pomocy B-17 była bardzo skuteczna w Europie w walce z epidemią nazizmu.
Laffer_the_Lurker :
Bardzo? Polemizowałbym.
neo :
Wrzuciłem to do Google i znalazłem książkę, o której mowa. Zwymiotowałem troszeczkę:
No bez przesady. Zdarzały się przypadki silnej odpowiedzi immunologicznej, ale w masie efekt leczniczy był zauważalny. Przed inkryminowanym przypadkiem doszło do uleczenia Hamburga, potem Drezna – a do efektów ogólnoustrojowych można śmiało zaliczyć uleczenie niemieckiego przemysłu paliwowego.
Benzodiazepiny :
Ej, kalarepka.
Benzodiazepiny :
No właśnie :).
Dodam jeszcze, że wg statystyk środek ten, choć w założeniach zadaniowany do atakowania schorzeń statycznych, okazał się w efekcie najskuteczniejszym… eeee…. ehe…
No dobra, zagubiłem się w metaforach – miał najwięcej zestrzeleń.
Benzodiazepiny :
Na tyle silnej, że powodowały duże straty wśród personelu szpitalnego.
Veln :
Nie nie, my tylko wczuwamy się w rolę.
EDIT:
Laffer_the_Lurker :
Gdyby to było takie proste, nie wysyłano by eskorty myśliwskiej, a ten pan dostałby pośmiertnie CMOHa.
Veln :
Aleco, aleco?
Dobra notka. Przerobilem temat kilka miesiecy temu gdy okazalo sie, ze ktos z rodziny zbiera pestki brzoskwin i moreli. Mialy sluzyc profilaktyce na szczescie. Chyba korzystalismy z tych samych zrodel nawet.
Niestety, z pewnym typem ludzi dyskusja skonczy sie na etapie ‘testy kliniczne sfalszowano’ i tutaj nic juz nie pomoze.
babilas :
Kolejny przykład na to, że ktokolwiek trzymający w przeszłości pipetę nie jest w stanie przełknąć bredni podawanych w CSI. Inny spiskowo-nwowy przypadek (Wykop oczywiście szalał też na tym punkcie) to trujący fluor w paście do zębów – wyliczyli w CSI, że wystarczy zjeść 2 tubki pasty, by skutecznie się zatruć. #lol
Czekdisaut – pisałem o tym we wrześniu zeszłego roku.
ekolog :
Cholera, chodziło mi pod potylicą “skąd to skojarzenie”, no jasne teraz kojarzę. Wtedy jeszcze mi się przypomniał cykl Grepsa (Lem?).
Wystarczy jedna tubka i wszystko jasne.
http://www.youtube.com/watch?v=GjL9g3s6Fro
kwik :
Ale hola, hola. Przekierowanie następuje tylko wtedy, kiedy się kliknie normalnie, lewym przyciskiem. Ale po co tak otwierać kartę? Kiedy się kilka kółkiem (czyli otwórz w nowej karcie), to wtedy przekierowania nie ma.
babilas :
Rozłupał i zaaplikował do kawy
neo :
No właśnie, Bart! Nie ma w tobie nic z wielkości Neo! Jesteś Cypherem, małym tchórzliwym kolaborantem…
ekolog :
Na niejaką obronę dodam, że to było CSI:NY, który jest już mistrzem dżampnięć szarka, a magii w nim więcej niż w Biblii.
fan-terlika :
Niestety to kolejny dowód, że prywatne zakłady karne to chybiony pomysł. Dla obniżenia kosztów zatrudniają ślepych klawiszy, którzy nie widzą pięciu pestek brzoskwini w filiżance kawy.
@ babilas:
Nie mieszajmy Krebsów.
ffatman :
Właśnie.
Gammon No.82 :
Może myśleli, że to było pięć pestek pomarańczy, więzień był czarny, a oni biali.
bart :
Strasznie lombrozjańskie ryje.
Benzodiazepiny :
Nawet wtedy mogli odcedzać na zębach.
@ romgier:
Co to są “Zasady Tomasza Lisa”?
@ wo:
Przy amygdalinie jak i przy mykologii i innych terminach o źródle greckim, “y” nie nieuctwem tłumacza z angielskiego – a przynajmniej nie musi być. Jest to stary problem Rzymian, który zmusił ich do wprowadzenia litery igrek do abecadła i aktualny problem polskich językoznawców, czy kierować się literą (wtedy amigdalina i mikologia), czy wymową (wtedy amygdalina i mykologia). Jedni są za pierwszym rozwiązaniem, drudzy za drugim a wszyscy są niekonsekwentni jak sam język, którym się zajmują.
Gammon No.82 :
Ale nam chodziło bardziej o wątek kryminalny (czy ciasto z migdałami nadaje się na Zbrodnię Doskonałą), a nie na to, że ktoś wylądował w szpitalu i przeżył.
ffatman :
Jest, ponieważ tłumacz jest zobowiązany sprawdzić, czy jest już w języku polskim literatura przedmiotu i jak w niej opisywana jest ta substancja.
fan-terlika :
Dzieki, juz myslalam, ze mam jakies zwidy. Serio, kto otwiera link w tej samej karcie, co aktualnie czytany tekst?
wo :
Pamiętasz jeszcze polską wersję “Arszenik i stare koronki”? (Teatr Telewizji, zamiast Petera Lorre i dr Einsteina był dr Epstein, ale kto go grał? EDIT: Czesław Wołłejko, to jednak nie to…). “Na karafkę wina dajemy łyżeczkę arszeniku, pół łyżeczki strychniny i jeszcze szczyptę cyjanku potasu.”
A na zbrodnię doskonałą najlepiej nadaje się zatłuczenie gazrurką w ciemną noc listopadową.
Gammon No.82 :
Rosyjskie lotnisko wojskowe w mglisty poranek też daje radę.
bart:
Ale tutaj już, obawiam się, przy samym akcie trzeba porządnie współpracować. Combo gazrurka + noc listopadowa + LEFT + LEFT + LEFT gwarantuje nieporównywalny efekt niespodzianki.
Meanwhile in the loony bin:
@ bart:
BTW latami sluchałam opowieści o tym, że jak jest nowotwór rozsiany, to trzeba usunąć guz “główny” – matkę, żeby się nie rozmnażała jako samica (a w praktyce tak nie robiono bo po co skoro juz rozsiany nowowtwór jest). a po latach – proszę – http://www.springerlink.com/content/67062465x3145j63/
czasem niejasna intuicja może mieć znaczenie. no chyba że to jakiś cud psychicZny – pacjent wolny od głównego guza psychicznie czuje się zdrowszy i jakiś efekt placebo/autoterapeutyczny jest.
bart :
Gdyby Zbigniew Herbert żył, z pewnością napisałby na ten temat niejedno. Aczkolwiek motyw zdradzenia o świcie już raz wykorzystał do cna.
Proteuszowa natura Wodza i Kanclerza nigdy nie przestanie mnie zastanawiać. Kiedy on miał czas na to wszystko?
Gammon No.82 :
Wiecie, że to długo trwało, nim to sobie uświadomiłem. Kryminały wytworzyły we mnie takie przekonanie, że żeby kogoś zabić bezkarnie, trzeba wykombinować jakieś cuda-niewidy, samostrzały uaktywniane otwarciem okna, które zawsze jest zamknięte z wyjątkiem jednego dnia w roku itd. Że najprościej po prostu dać w łeb bez świadków, to sobie uświadomiłem już jako dorosły człowiek.
Mam wrazenie, że większość wyznawców #tu154teorie jeszcze tę iluminację ma przed sobą. Przecież gdyby chcieli go sprzątnąć, to by go po prostu otruli, zamiast uruchamiąć sztuczną mgłę i podsuwać fałszywego tupolewa.
bart :
On nie może nie być trolem, to zbyt trudne to uwierzenia. Ale styl wypowiedzi ma fajny.
M :
Same conclusion here.
wo :
Bo człowiek zaczyna od paszy typu Agata Christie i Joe Alex, dopiero z wiekiem przechodzi do Chandlera albo spółki Sjöwall / Wahlöö. Zresztą jak podsunąłem “Śmiejącego się policjanta” znajomemu kryminalistykowi, to w pierwszej chwili wpadł w zachwyt, a potem się zasępił i powiedział: “w sumie to bardziej realne byłoby niewykrycie i umorzenie”.
M :
No bez przesady. Od reszty towarzystwa odróżnia go jedynie większa bełkotliwość. Merytorycznie nie odstaje.
bart :
Trzeci akapit następnego komcia też jest ciekawy.
Nachasz :
Muniowata została rękodajną Astromańki?
Gammon No.82 :
Właśnie dlatego jest ciekawy.
Nachasz :
Teh hax0rz at w0rk.
Poszukiwania za “tajemnice pustej ziemi” dają często ciekawe efekty.
Tutaj na dole strony.
Mały, czarny wpierdalacz gleby?
Slotna :
Nieważne, chodziło o sportową rywalizację z NWO. Podsunięty przez sonny’ego hiderefer wygrywa.