Serenity
Lubię amerykańskie seriale, przynajmniej niektóre z nich. Regularnie ściągam nowe odcinki Rescue Me i Lucky Louie, obejrzałem wszystkie części Sześciu stóp pod ziemią i Carnivale, pewnie też obejrzę trzeci sezon Lost — choć troszku wstyd mi się do tego przyznawać, bo głupie toto niemożebnie. Ogólnie uważam, że najciekawsze rzeczy można teraz obejrzeć nie w kinie, ale w telewizji. Hollywood przeżywa obecnie fazę totalnego zdurnienia i najwyraźniej wszyscy zdolni zaczęli robić produkcje dla TV, gdzie nie jest się ograniczonym przez utwardzony wzorzec półtoragodzinnej trzyaktówki czy grupę fokusową oceniającą zakończenie filmu.
W telewizji polskiej nie da się obejrzeć tych nowych odkryć, bo dla niej szczyt możliwości to powtórka piątego sezonu Przyjaciół. Nawet płatne HBO boi się sięgać po co lepsze kawałki swojej spółki-matki — ja rozumiem, że Oz czy Mr. Show to odgrzewane kotlety, ale mogliby wykazać się odwagą cywilną i puścić Lucky Louie — czyli komediowy serial o miejskiej białej biedocie, pełen przekleństw, seksu, wódy i ogólnego upadku moralnego. Ciekawe, jak Elżbieta Kruk zareagowałaby na przykładowy dialog z owego serialu, w którym mąż z żoną rozmawiają o nastoletniej córce znajomego, która zaczyna uciekać z domu ze starszymi facetami:
– Nie rozumiem, jak możesz nic nie robić, gdy córka twojego przyjaciela zamienia się w czyjś kubełek na spermę.
– Co w tym złego? Ty jesteś moim kubełkiem na spermę.
– (powoli i z godnością) Owszem, ale nie tylko tym się zajmuję. Jestem również pielęgniarką.
Nie ma szans, prawda? Czyli trzeba ściągać z sieci po piracku.
I tu zaczyna się właściwa opowieść. Każdy ma swoje metody ssania. Ja ssę ze specyficznego miejsca, w którym nie tyle wyszukuję interesujące mnie tytuły, co sprawdzam przedstawioną mi ofertę. Czyli zaglądam, patrzę co nawrzucali i lecę do imdb sprawdzać, czy to coś warte jest. W ten sposób trafiam na wiele szitów, ale czasami przydarzają się perełki. I tak znalazłem Firefly.
Do filmów science-fiction mam stosunek ambiwalentny. Wiadomo, że dawniej zdarzały się wśród nich oczywiste perły, od jakiegoś czasu, niestety, są to zwykłe filmy akcji, w których próg kretynizmu jest obniżony (wiadomo, w kosmosie różne cuda mogą się zdarzyć), a bohaterowie są ubrani w ciuchy ze snów geja-psychopaty. Jeszcze gorzej jest z serialami s-f, które starają się nie zaniżać poziomu durnoty wyznaczonego przez Star Trek. Zatem gdy przeczytałem w imdb, że Firefly to science-fiction, w pierwszej chwili chciałem sobie odpuścić. Miałem jednak trochę miejsca na dysku i dużo niewykorzystanych gigabajtów transferu, a miesiąc się kończył, czyli hulaj dusza, ściągam. I wsiąkłem. Wsiąkłem totalnie, co więcej, stałem się apostołem niosącym kaganek Firefly wszystkim moim znajomym.
Świat Firefly zaludniają pełnokrwiste postaci, dialogi są ostre i dowcipne, a świat przedstawiony — spójny i wciągający. Trochę tu westernu, trochę melodramatu, trochę łotrzykostwa i dużo świetnego s-f. Ogląda się to jednym tchem, a kiedy seria się kończy, ogląda się ją jeszcze raz, od początku. Rzecz dzieje się na zdezelowanym kosmolocie, którego kapitan to zgorzkniały weteran przegranej rebelii, zajmujący się obecnie “kręceniem się” — drobnym przemytem, usługami transportowymi dla ludności, wreszcie okazjonalnymi grabieżami opuszczonych statków. Dowozi również na spotkania z klientami luksusową prostytutkę zajmującą jeden z jego lądowników. Ma w załodze genialnego, acz nieco zakręconego pilota, faceta od zadań specjalnych i broni ciężkiej, będącego jednocześnie kompletnym kretynem, kobietę-mechanika o mentalności czternastolatki i parę innych ciekawych typów.
Firefly zdjęto po pierwszym sezonie — telewizja Fox słynie ze świetnych łowców talentów i fatalnych decydentów. Autor serii Joss Whedon nie odpuścił i postanowił dołożyć grande finale w postaci filmu kinowego Serenity, który to film wyszedł u nas właśnie na DVD i można go kupić w Merlinie za jedyne 45 złotych.
Nie za bałdzo, widzę, wychodzi mi chwalenie i aż się trochę wstydzę tego poziomu wypracowania szkolnego. Powiem więc tylko na koniec, że na imdb serial dostał w głosowaniu użytkowników średnią 9.5/10 (4000 głosujących), a film — 8/10 przy 47 tysiącach głosów…
Hehe, co do serialow, to ja lubie animowane. szczegolnie polecam: Futurama i Family Guy. Naprawde świetne. Zwłaszcza ten drugi
Oba mi jakoś nie podeszły — po Futuramie spodziewałem się czegoś więcej (w końcu to twór faceta od Simpsonów), a Family Guy w masie jest taki sobie, chociaż momentami totalny (tak jak odcinek o rodzinnym psie, który wykrywając narkotyki na lotnisku uzależnia się od kokainy).
Do listy głupot przeze mnie oglądanych powinienem dopisać jeszcze Prison Break — bo choć fabuła jest naciągana jak guma na penisie Rocco Sifredi, to można sobie poobgryzać paznokcie do krwi podczas oglądania…
A kto namówił do Rescue Me, no kto? :)
Ale fakt. Firefly rządzi. Tylko jak juz go obejrzę, to co dalej? Dwa sezony Rescue Me też szybko przeminą…
przypomniał mi sie jeszcze taki jeden fajny serial, tylko nie pamietam czy to on był amerykański czy brytyjski Coupling całkiem niezly
Mam Bartu dla Ciebie kolejny serial ,The Job. Rewelacja :D
bart, a ściągnąłeś “extrasy” z płyt z serialem? jest tam zaójcza wersja “jayne theme”.
a i jeszcze jedno — jak nie oglądałeś to spróbuj jeremiasza, serial starczyńskiego tego od bab5. może trochę bardziej startrekowe ale mi się podobało (no ale ja wszystkie stargate’y zmęczyłem :] )
Marek! Myślałem, że cię UFO porwało!
Nie, niestety nie dorwałem się nigdy do extrasów z serialu, bo serial ściągałem z sieci po odcinku… Wiem, piractwo to straszna rzecz, dlatego w ramach pokuty zakupiłem Serenity na DVD.
a myślisz że skąd ja w/w posiadam?
http://thepiratebay.org/tor/3334940/Firefly_DVDRip_(Ep1-14_and_extras)
jakie piractwo? jakbyś od kogoś pożyczył kasetę z nagraniem z tv to też byłoby piractwo? albo płytę dvd?
a co do ufo — to właśnie jest minus mieszkania na wsi. wracasz do domu po pracy i jest tak spokojnie i miło że nie chce ci się nigdzie iść (a w zasadzie jechać, co znowu implikuje brak alkoholu poza domem…)
No to może byś seedował, kurna ;)
kurna, no nie mogie, kurna, dawno już wypaliłem i gdzieś leżą, kurna. poszukam i jakoś ci płytki podrzucę. kurna.
a tak przy okazji podrzucania to może chcesz apple studio display 21″? ogłomne bydle na trinitronie. ajmak dizajn. bo się okazało że dla mnie za ogromne.
Już ściungłem…
A co do bydlęcia na Trinitronie, to nie, dziękuję :)
Jeszcze 27 dni do LOST 3.
Heh, ja też stawałem na łbie żeby Stargate’y obejrzeć jak HBO puszczało… :)
A apropos Startreka to oglądam właśnie 3 sezon Enterprise…
co za czasy, ludzie 21″ monitorów za darmo nie chcą…
jeszcze parę lat temu to bym swoją siostrę za taki sprzedał :]
a enterprise jest niezły, przynajmniej nie ma tyle ugrzecznienia i komunizmu co w poprzednich seriach.
a już początek odcinka z “alternatywną historią” jak vulkan dostaje z obrzyna na przywitanie rządzi.
jeszcze jedno, można kupić w sieci koszulki z napisem “joss is my master now” zrobionym fontem od star wars…
aha, zapomniałem.
kurna!
http://www.pvponline.com/archive.php3?archive=20050510
maaasz, codziennie w pracy parzę rano kawę i otwieram pvponline :]
chyba sobie kupię pluszowego skulla
Khr… khr…
http://www.fireflyseason2.com/
Tylko się nie podniecaj, bo to grupa fanów…
Jak są fani to pewnie będzie w końcu i budżet :)
Bartu, a zauważyłeś, że w Firefly’u większość instrukcji na urządzeniach i tekstów na reklamach w tle jest po chińsku?