Home > Personalo > Domek w Izabelinie

Domek w Izabelinie

Mój pierwszy post w kategorii Blog Właściciela Ziemskiego i Developera, której nazwa jest jeszcze ciut na wyrost, ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni.

Historie związane z budową domu mogą być naprawdę fascynujecie, o czym przekonacie się klikając na przykład tu. Ja jeszcze domu nie stawiam, na razie szukam działki.

No i znalazłem. Działka fajna, droga pieruńsko, ale stoi na niej dom z lat 60., duży i… hmm… interesujący. Może się go da wyremontować. Ale żeby się nie pchać w ciemny interes, zawiozłem do owego domu pana Grzesia, mojego superzaufanego remontowca/budowlańca, mój skarb najukochańszy, moją perełkę glazurniczą.

Pan Grzesio, jak na profesjonalistę przystało, pożartował z właścicielką, poskakał po podłogach, popukał w ściany, wszystko z miną zadowolonego pokerzysty. Wyszliśmy, odjechaliśmy nieco, zajaraliśmy i pan Grzesio opowiedział mi, jak ten dom powstawał i co z niego będzie. A ponieważ wydało mi się to zabawne, więc zacytuję:

Najpierw postawili mały drewniany domek. Potem przyszła ekstra kasa, więc drewniane ściany obmurowali i wybudowali drugie skrzydło z cegieł. Przypuszczalnie po kilku latach znowu nadeszła hossa, więc zerwali dach i dobudowali pięterko. W połowie dobudowywania stwierdzili, że dokończą z pustaków. A jak już dokończyli, to zabrakło im pieniędzy, więc położyli na wierzchu coś, co możemy nazwać dachem, ale nie upierałbym się przy tej terminologii. Ponieważ dom był planowany na parterowy, więc ściany na piętrze są grubości jednej cegły, za to sprytnie od wewnątrz obite dyktą, żeby wyglądały na grubsze.

Reasumując, panie Bartku, wsadzi pan w ten dom trzysta tysięcy, będzie pan miał wiecznie zasmarkane dzieci i remont non stop.

I tyle z moich marzeń o włościach.

Tags:
  1. EO
    July 19th, 2006 at 18:53 | #1

    Jak już chcesz koniecznie wywalić w chuj kasy za malutki spłachetek ziemi z ruinką, to wal od razu do Konstancina, co się będziesz po lasach wałęsał…

  2. yony
    July 19th, 2006 at 22:04 | #2

    A w Konstanciniu to od razu jestes trendi, dżezi i co tam sobie jeszcze stryjenka winszuje… A jak chcesz koniecznie się zakredycić na śmierć, to mam dla Ciebie drewnianą chałupę w doskonałym stanie na działce zalesionej, 8000 m2. Za Szesettysięcy. Ma jeden mankament. Jest 40 km do Warszawy. Znaczy do jej południowego krańca czyli do Piaseczna.

  3. July 19th, 2006 at 22:30 | #3

    Ale skąd ta wizja, że chcę się zakredycić na śmierć? Właśnie po to chciałem kupić ziemię z domem do lekkiego (o ja głupi) remontu — liczyłem i wyszło mi, że taniej od działki plus nowego kanadyjczyka, o pierdoleniu się z robolami, toitoiami i podciąganiem mediów nie wspominając. A tu masz babo placek.

  4. EO
    July 19th, 2006 at 23:13 | #4

    Nie ma czegoś takiego, jak lekki remont. Używany dom wychodzi taniej dlatego, że jest brzydki i chujowy. Człowiek sobie myśli “co tam, tu zmienię kafelki, tu dam gwoździk, tam półeczkę” i wydaje mu się, że to wystarczy. A potem wychodzi na podwórko, patrzy na swój domek i myśli “co za kurewskie pudło, zupełnie inaczej bym to rozplanował”. I wtedy albo wywala pińcet tysięcy, żeby przerobić kurewskie pudło na wymarzone gniazdko, albo popada w marazm i do końca życia mieszka w nieotynkowanym pudełku z gazobetonu krytym eternitem.

  5. EO
    July 19th, 2006 at 23:15 | #5

    I jeszcze truizm na koniec — albo będziesz miał tanio, albo fajnie.

  6. July 20th, 2006 at 08:25 | #6

    Pierdolisz po dwakroć. A zdanie “tanio albo fajnie” to żeś wyjął z księgi przysłów polskich. Leżało zaraz obok obcinkowanego kijka, co go się nie da pogrubasić.

    Rzucam palenie. Nerwowy się robię.

  7. EO
    July 20th, 2006 at 09:35 | #7

    Chuja tam. Jak kupujesz cudzy dom, to tak, jakbyś kupował cudzy garnitur krojony na miarę. I to znoszony. Zajebiście się zapowiada, ale tu uwiera, tam obciska, a tu znów trzeba dać łatę, bo po dupie wieje. Cudzy dom nigdy nie będzie twoim domem, chyba że go gruntownie poprzerabiasz — i to nie na zasadzie przemalowania ścian na ulubiony lila-róż. Widzę to po sąsiedzie starych, który dał dwieście tysięcy za działkę z domem z lat sześćdziesiątych właśnie, a potem drugie dwieście — co najmniej — żeby go zrobić “pod siebie”.

    Tzn ja bym tak miał — źle bym się czuł w cudzym domu. Może u Kuziów ten syndrom nie występuje…

  8. July 20th, 2006 at 10:36 | #8

    Występuje, ale w niewysokim stężeniu. Wchodzisz, wpierdalasz swoje książki na ich półki i swoje ciuchy do ich szaf, mija rok, skuwasz glazurę w kwiatki i dajesz w szlaczki, po następnym roku wypierdalasz ich półki i wieszasz własne. Takie rzeczy nie kosztują przesadnie wiele — w skali kupowania domu/działki. Dwieście tysi władowane w dom to już chyba zakłada np. podnoszenie dachu/przesuwanie ścian, nie?

  9. EO
    July 20th, 2006 at 11:30 | #9

    No, piętro dorobił :) Mimo wszystko jestem zdania, że jak już mam wydawać niewyobrażalne sumy pieniędzy, to wolę wydać ich odrobinę więcej i zrobić wszystko custom, a nie donaszać po kimś buty i udawać, że takich właśnie całe życie szukałem :)

  10. September 6th, 2006 at 12:13 | #10

    “lekki remoncik” zawsze wyjdzie ci sumarycznie drożej niż stawianie od podstaw. ja ci to mówię.
    a poza tym konstancin pomimo że dżezi wcale taki drogi nie jest, znaczy nie sam konstancin ale moje okolice na ten przykład. i sąsiedzi ok. to znaczy nie wiem jak inni ale ja jestem chyba ok?

  11. September 6th, 2006 at 12:25 | #11

    Jesteś jak najbardziej OK, ale babcia byłaby jak najbardziej za daleko. A dobra babcia w okolicy to skarb.

  1. No trackbacks yet.

Optionally add an image (JPEG only)