Archive

Posts Tagged ‘fronda’

Post obrazkowy

January 18th, 2009 272 comments

Ten tekst przeznaczony jest dla osób, które nie śledzą długaśnych dyskusji stałych bywalców, a więc zapewne dla tych, którzy jeszcze nie zagłosowali w konkursie „Blog Roku”, o co ich uniżenie błagam, bo jak przegram z Gnyszką i nie dostanę skutera, to się potnę.

 

Start w konkursie przyniósł nowych znajomych, od których można rżnąć content, przyniósł też potępienie ze strony znajomych starych, dla których start w konkursie to obciach jak, nie przymierzając, przyznanie się do pożądania dodzich cycków. W dyskusji pod tekstem starych znajomych pojawiły się sugestie, że cały konkurs skierowany jest do osób o mentalności komentatorów Onetu, więc w trosce o swój wynik w klasyfikacji końcowej dzisiejszy post złożę głównie z obrazków.

W związku z konkursem przypałętało się też paru gości z Forum Frondy z przekazami chrześcijańskiego miłosierdzia. Na Forum Frondy podlinkował mnie mój konkurent w zmaganiach, niejaki Gnyszka. Spryciula ten postanowił wygrać skuter metodą „na wroga”, zagrał więc na trąbie „patrzcie, jaki lewacki chujek jest nade mną, zróbcie coś, koledzy i koleżanki”. Cwane i skuteczne.

Goszczących na moim blogasku przybyszów z innego wymiaru Frondy niespecjalnie uważam, bo raczej nie wysyłają SMS-ów na mnie, ani nawet nie głosują w sondzie na papieża w ogniu. Ale przy okazji tych nieoczekiwanych spotkań Frondowicze obśmiali mi u siebie buźkę, o tak:

 

 

Owszem, nie jest to fotka, na której wyszedłem jakoś szczególnie atrakcyjnie, zresztą pamiętam, że hałaśliwa mniejszość homoseksualna domagała się kiedyś zdjęcia tego zdjęcia. Dlatego nie poczułem się specjalnie urażony. A gdy o drugiej nad ranem przestałem wreszcie bić pięścią w betonową ścianę i osuszyłem na twarzy łzy upokorzenia, postanowiłem sprawdzić, czy moje zdjęcie na Forum Frondy zostało skopiowane na ich serwer, czy też fizycznie wciąż znajduje się na moim FTP.

Na moim. Czyli jeśli zastąpię u siebie plik buźka_barta.jpg plikiem o tej samej nazwie, ale przedstawiającym co innego, to coś pojawi się również na forum Frondy! Super! Ileż możliwości! Goatse? Too obvious. Hmm… Jakieś nowe koszulki na T-Shirt Hell?

 

Brałem pod uwagę również t-shirt z krucyfiksem i napisem „Men in sandals get what they deserve”, ale po zmniejszeniu okazał się zbyt mało czytelny...

Et voila!

PWND!

PWND!

Teraz jeszcze wystarczy zatrollować, żeby wątek wskoczył na szczyt drzewka i już!

Cud słońca, część druga

January 14th, 2009 386 comments

Nie sądźcie, że będę teraz pisał dwa posty dziennie, żeby tylko wygrać skuter. Przecież już wiadomo, kto go zgarnie. Korwin nie może, bo laureaci poprzednich lat nie startują. Kto zatem wygra? Hmm…

 

 

Drugi post na ten sam temat wynika z faktu, że o czymś zapomniałem w pierwszym. Widzicie, kiedy klecę tekst na zlecenie moich politycznych mocodawców, chodzę sobie po firmie czy mieszkaniu i opowiadam sobie w kółko najważniejsze tezy do zawarcia w poście. I tak sobie chodziłem i opowiadałem poprzedni artykulik — i wychodziło mi, że w komciu z Frondy śmieszą mnie dwie rzeczy. Potem siadłem, spisałem wszystko i wyszło mi coś takiego: „W powyższym komciu śmieszą mnie dwie rzeczy: że się śmieją z Dawkinsa i że się śmieją z Dawkinsa”. Czyli coś mi umknęło.

Tą zagubioną drugą śmieszną rzeczą był występujący we frondziarskim komentarzu element, który bardzo lubię u osób religijnych. Chodzi o wiarę w cuda.

Odnoszę często wrażenie, że w dyskusji ateistów z chrześcijanami ci drudzy starają się przedstawić jako wierzący w pewien Koncept, we wszechobecną bezwarunkową Miłość. Żyją według Bożych zasad, które tworzą ich moralny kręgosłup. Czerpią wzorce duchowe z nauk Dobrego Człowieka. Na takim poziomie dyskusji w stronę ateistów lecą pytania, co złego jest w wierze w dobro, jak żyć bez takiej wiary, skąd czerpać prawdy moralne, nie wyznając Dekalogu. Nie pozostaje nam w takiej rozmowie nic innego, jak próbować udowodnić, że mimo iż nie wierzymy w Boga, naszego życia nie wypełnia niszczycielski, nihilistyczny hedonizm, nasze dzieci nie noszą śladów pobicia, a znajomi nie przekładają portfeli z płaszczy do spodni, kiedy nas odwiedzają.

A przecież wystarczy zapytać: czy zasady tworzące wasz moralny kręgosłup pochodzą z tego samego źródła co przekonanie, że w Fatimie Bozia zamachała słoneczkiem zgromadzonym ludziom? Czy wyznawane przez was wszechotaczające Dobro mściwie sprawiło, że druga wojna światowa wybuchła, bo Polacy nie intronizowali Chrystusa? Czy papież uzdrawiał ludzi? Dlaczego był Ojciec Pio? Dlaczego, mimo że wasza piękna wiara egzystuje w oderwanej od ziemskiego padołu, czysto duchowej sferze, tak bardzo potrzebujecie namacalnego dowodu na istnienie Absolutu? Czy jesteście przekonani o doświadczanej, fizycznej obecności Trójcy Świętej w życiu swoim i innych? Czy można odrzucać co bardziej efekciarskie elementy chrześcijaństwa, takie jak stygmaty, płaczące rzeźby Matki Boskiej, niekrzepnącą krew świętych — i dalej być katolikiem?

Czy na przykład jest na sali jakiś syn Kościoła, który mógłby mi przystępnie wytłumaczyć, o co chodzi z cudami koniecznym do kanonizacji Jana Pawła II? Bez cudów Karol, który został papieżem, nie może zostać świętym. Może ten pan na śmiesznym skuterku coś powie?

 

 

Fotki na licencji CC dopuszczającej modyfikację:
http://flickr.com/photos/jaako/2131188218/
http://flickr.com/photos/yourdon/2766873592/
http://flickr.com/photos/fotoupr/2734549087/

Cud słońca

January 13th, 2009 39 comments

Dzisiejszy post to przypominajka, że można już głosować na mój skromny pamiętniczek w konkursie „Blog Roku 2008”, w kategorii „Polityka”. Można, choć nie warto. Głos oddaje się (choć nie warto), wysyłając SMS o treści C00133 pod numer 7144. Będzie to was kosztować 1,22 zł. Pamiętajcie o starannym przepisaniu numerków, bo jak się pomylicie, to prawie na pewno zagłosujecie na prawicowca, tylu ich tam. Pamiętajcie — te dwa oczka po C to zera, nie O!

Byłoby jednak nie fair z mojej strony, gdybym ów wpis zakończył na apelu „Głosujcie na mnie”. Jak już sobie wyjaśniliśmy, start w konkursie to ledwie pretekst do produkcji nowych postów. Zapraszam zatem do lektury krótkiego tekstu o szalonym Dawkinsie. A było to tak…

W swojej akcji trollowania po prawicowym Webie 2.0 zaglądam często na portal „Fronda”. Podobają mi się jego komentatorzy, których wizualizuję sobie jako średniowiecznych katolików z laptopami; myślę, że wielu z Frondowiczów przyklasnęłoby takiej diagnozie. „Fronda” ma prężny dział informacyjny — oczywiście nie zatrudniają bezstronnych dziennikarzy, tylko ideologów. Tekst o autobusach z ateistycznym przesłaniem „Boga prawdopodobnie nie ma” zatytułowali „Prawdopodobnie? To może jednak Bóg istnieje”. W artykule pojawia się Dawkins, a pierwszy komentarz pod tekstem brzmi następująco:

Dawkins??? Czy to ten, który cud słońca określił mianem zbiorowej halucynacji? :-))))

Zatrzymajcie się na chwilę. Zamyślcie się nad tym, co właśnie przeczytaliście. Może nawet przeczytajcie komentarz jeszcze raz. Czyż nie jest prześliczny?

Zacznijmy może od tego, czym jest cud słońca. Otóż w 1917 r. w Fatimie Matka Boska objawiła się trójce pastuszków.

Trójka pastuszków wygląda tak.

Trójka pastuszków wygląda tak.

Matka Boska — przy okazji przekazywania trzech tajemnic fatimskich — poprosiła pastuszków, aby wrócili w to samo miejsce 13 października. Rzeczonego dnia zgromadziło się pod Fatimą w strugach deszczu ok. 70 tysięcy osób, które chciały zobaczyć cud. No i zobaczyły.

Po deszczu chmury rozstąpiły się i wyszło słońce, które — zależnie od relacji — a) tańczyło po nieboskłonie, b) mieniło się różnymi kolorami, c) błyszczało jak srebro, d) suszyło ciuchy w okamgnieniu lub e) nie robiło nic specjalnego i wyglądało zupełnie normalnie.

Słońce tańczące po niebie i zmieniające kolory wygląda tak.

Wnioski płynące z tego eksperymentu społecznego są oczywiste:

  1. Gromadzenie w jednym miejscu wielu głęboko religijnych osób może przynieść zabawne rezultaty.
  2. Nie należy patrzeć w słońce, dokładnie jak mama mówiła.

Jak się jednak okazuje, nawet dziś znajdą się ludzie, którzy cud słońca uznają za niepodważalny dowód na istnienie katolickiego Boga oraz potrafią obsługiwać komputer. Cud słońca jest dla nich taką oczywistą oczywistością, że naśmiewają się z tych, którzy go kwestionują. W przytoczonym komciu to Dawkins jest szaleńcem, który nie uznaje oczywistych zdroworozsądkowych twierdzeń. Normalnie, stuprocentowy meszugene!

A teraz zapraszam do oddawania głosów, na zachętę podrzucając wyimek z konkurującego ze mną bloga prowadzonego na salonie24 przez grupę protestantów z Lublina. W tekście zatytułowanym wersalikowo „DLACZEGO STAROŻYTNE CYWILIZACJE POWSTAŁY W TYM SAMYM CZASIE?” tłumaczą tytułowe zagadnienie następująco:

Dla biblijnego chrześcijanina nie ma tu żadnej tajemnicy. Księga Rodzaju informuje, że cywilizacja po Potopie rozproszyła się w krótkim czasie spod wieży Babel po całym globie. Wiele z tych grup przyniosło ze sobą umiejętności budowy rozmaitych budynków, co sprawiło wrażenie, że w wielu częściach świata nagle pojawiły się cywilizacje. Inne grupy nie posiadające tej wiedzy musiały zaczynać od jaskiń i prowizorycznych konstrukcji, co szybko doprowadziło do powstania odmiennych rodzajów społeczeństw. Ewolucjoniści mają teraz problem, jak je wszystkie dopasować do swojego ewolucyjnego schematu.

Meszugene!

Prasówka

January 28th, 2007 2 comments

1. Szokujący, antysemicki billboard w Koszalinie

W czwartek otwarto, a w  piątek zamknięto wystawę Petera Fussa w Koszalinie. Wiem, że prokurator czy policjant to zawód, w którym ciężko o śmiech, ale panowie, ironia kopie was w dupę, a wy jej nie zauważacie. Zwłaszcza że gdybyście zwiedzili wystawę, zamiast ją plombować, zobaczylibyście listę Żydów wiszącą wciąż na polonica.net oraz wydruki z forum pisma “Fronda”. Zwłaszcza to ostatnie to uciecha. Mój ulubiony tekst to recenzja filmu “Happy Feet”:

Już przez moment myślałem, że przełom — oto powstała bajka homofobiczna, pielęgnująca tradycyjne wartości… — ale gdzie tam! Zgodnie z postępem zostają wyszydzone prawa starszyzny, tradycji i w sumie religia. A Pingwinessa realizuje się w pracy zawodowej…

jp2a.jpgMój pogląd na sztukę współczesną jest taki, jak w pamiętnym skeczu Monty Pythona: może i się na niej nie znam, ale jestem cholernym papieżem i wiem, co mi się podoba. Peter Fuss podoba mi się okropnie po prostu — a w dodatku gada do rzeczy i swoim gadaniem daje mi do myślenia, zarówno jeśli chodzi o pojmowanie sztuki, jak i samą twórczość — jestem bowiem artystą muzykiem przecież (A kiedy na twój wernisaż przychodzi 15 osób, wliczając w to twoich znajomych, to musi być już naprawdę smutne). Ponieważ nie można już jego prac obejrzeć w Koszalinie, rzućcie przynajmniej okiem na stronę.

2. Żegnaj, Bob

dont_bogart_that_joint_my_friend.jpgPo pomyśle zakazu pornografii pojawił się projekt zakazania produkcji “koszulek, kubków i innych gadżetów” z listkiem marihuany. Na razie produkcji, potem pójdziemy dalej, ale o tych planach za chwilę.

Naprawdę, Kononowicz wykrakał, że nie będzie niczego.

Lubię te pomysły moich ulubionych faschi z LPR, bo super się rozwijają. Co dalej? Co z piosenkami o bakaniu? Czy będę musiał zdać swoją płytę Kalibra w specjalnym punkcie zbiorczym? Jaka będzie kara za puszczenie piosenki Legalize It? Jaka za słuchanie? Czy będzie tak jak w Abu-Dabi (kolega był i opowiadał), że prowadzona przez Anglików rozgłośnia puszcza If I Were a Rich Man w tak free-jazzowej wersji, że żaden Arab nie rozpozna?

Pomysłodawcą tego szalonego planu jest kolejna niezła twarz LPR — po Morderczym Grymasie i Tępej Mordzie, czyli dwóch panach, którzy regularnie pojawiają się na moim blogu. Ta twarz to Przemysław Andrejuk. Uśmiechnięty, buźkę ma sympatyczną — w pierwszej chwili pomyślałem “Oto nasz Haider”. Zacząłem czytać jego wypowiedzi i szybko okazało się, że nie różni się od swoich mniej przystojnych kolegów, jeśli chodzi o poziom bzdur. Fragmenty wywiadu dla pardon.pl:

Uczeń idzie do gimnazjum, otwiera piórnik, na którym jest marihuana, wyjmuje długopis, na którym jest marihuana, całuje dziewczynę, która ma naszyjnik z marihuaną. Zaczyna to podświadomie akceptować i w momencie, kiedy zaczyna się go ostrzegać przed narkotykami, z pewnością nie pomyśli o marihuanie.

W oczach przedsiębiorców pojawił się cynizm.

Nie ukrywam, że docelowo marzę o ustawie, która zakaże nawet chodzenia w takich koszulkach, używania ozdób z listkiem marihuany.

Wiemy, że są różne pentagramy, odwrócone, nie odwrócone. Różnie interpretowane. Problem pojawia się wtedy, gdy takie symbole ingerują w świat chrześcijan, na przykład kiedy pojawiają się w pobliżu kościołów.

Dochodziły do mnie głosy, że przez różne interpretacje przepisów nie wpuszcza się na stadiony osób z flagami narodowymi i dlatego złożyłem interpelację. Osobiście na wielu meczach widziałem flagi tzw. „lewackie”. Nie jestem jednak tym załamany, bo mentalność kibiców jest głównie prawicowa.

W pewnym momencie wywiązuje się między dziennikarzem a Andrejukiem wymiana zdań, której nie bardzo rozumiem. Jestem za głupi, czy to po prostu bełkot?

Przyznam, że mama przywiozła mi z Amsterdamu skarpetki w małe marihuanki. Patrząc na nie ani razu jednak nie pomyślałem, że chciałbym sobie zapalić.

Swastyka też nie musi się kojarzyć z Adolfem Hitlerem. Każdy może to po swojemu interpretować. Poza tym, nie wiem, czy Pana mama wiedziała co przywozi.

Wiedziała.

Pojedzie do Turcji, kupi fajkę wodną i tak skompletujemy cały sprzęt (śmiech). Holandia stała się narkofolklorem. My działamy w Polsce, wprowadzenie zakazu produkcji dla przedsiębiorców będzie bardzo łatwe.

Ostatnie zdanie rozumiem. Można mieć oczywiście nadzieję, że gdy nadejdzie liberalno-lewicowa alternatywa i zmiecie tych młodych siewców monokultury, wszystkie głupie zakazy się zniesie. Ale można też z obawą myśleć o kolejnym przesuwaniu punktu ciężkości dyskursu publicznego (que?). Jeszcze raz cytat z Andrejuka:

Tu nie chodzi o wolność wyboru. Ta niezauważalnie gdzieś się skończyła, a w jej miejscu pojawiła się niestety ludzka głupota.

To zdanie nie pada w kontekście wolności wyboru substancji, którą się odurzam. Pada ono w kontekście wolności wyboru symbolu, jaki chcę nosić na koszulce. Czyli nie rozmawiamy już o legalizacji/penalizacji miękkich narkotyków, rozmawiamy o legalizacji/penalizacji symboliki do tych narkotyków się odnoszącej. Tak jak dziś nikt już nie pyta, czy religia nie powinna przypadkiem wypierdalać ze szkół — teraz rozmawiamy o ocenie z religii na świadectwie. Zakaz aborcji nie podlega dyskusji, pytanie tylko, czy powinien obejmować ofiary gwałtów.

Ponoć nasza cywilizacja się kończy, bo geje biorą śluby. Nie u nas. U nas same postępy w walce z postępem. Jak powiedział mniejszy brat Kijanowski, “My chcemy wprowadzić nowe Średniowiecze”.

Fot. 1,2 — www.peterfuss.com, 3 — autor nieznany

Upadek młodzieńczych ideałów

January 23rd, 2007 37 comments

WO w swoim blogu wspomina czasy młodości. Okazuje się, że mieliśmy wspólnych znajomych, choć ze znajomości z Karolkiem i Szkieletem obaj nie jesteśmy dziś zbyt dumni. Ja byłem wówczas bojownikiem o prawa zwierząt; tak poznałem niejakiego Owcę, który potrafił przyjść na grzecznie idącą chodnikiem manifestację przeciw futerkom i krzyczeć: To nie tak! Wy powinniście wyjść na ulicę! Zatrzymać ruch! Napierdalać się z policją!

Były czasy. Łezka nostalgii zasnuła mie mgłą oczęta, w związku z tym zacząłem guglać starych znajomych i wspominać czasy uciekania przed skinheadami. No i tak przypomniałem sobie braci Kijanowskich, warszawskich nazi-skinów.

kijanowscy.jpgBracia Kijanowscy byli Strasznymi Bliźniakami (dwujajowymi) mojej młodości. Budzili postrach, bo jedynym orężem ich politycznej walki były ochraniacze na zęby. Porażki w bitwach z naziolami można było zawsze usprawiedliwiać myślą Ech, żebyś ty był sam tu, bez bejzbola i dwudziestu kumpli, już ja bym ci pokazał. W przypadku braci Kijanowskich takie zaklinanie rzeczywistości nie działało.

Legendę braci stworzyła napisana o nich książka “Krucjata łysogłowych” oraz częste występy w mediach (pamięta ktoś jeszcze tygodnik Spotkania? Czy to na pewno się tak nazywało?). Nigdy ich osobiście nie poznałem, ale mieliśmy wspólnych znajomych. Kolega mieszkał z nimi w internacie w Zagórzu, w ośrodku dla młodzieży trudnej. Bracia Kijanowscy bardzo lubili się bić, a ponieważ bicie kolegów osłabia więzy towarzyskie, więc bili się głównie sami ze sobą, brat przeciw bratu. Pewnego dnia jeden przegrał bardziej niż zwykle. Zwycięzca walnął się na pryczę i pogrążył w lekturze gazety, a pobity postanowił się zemścić. Rozgrzał ukradkiem na kuchence pogrzebacz i chyłkiem zaczął się skradać w stronę brata, by znienacka wypalić mu znamię na ryju. Plan został wykryty i udaremniony, w związku z czym bracia radośnie zaczęli się bić ponownie.

Nie były to więc takie trzeźwe ideowe aniołki, jak próbował ich pokazać magazyn “Fronda” w kultowym reportażu. Warto go sobie przypomnieć, żeby zobaczyć, jak redaktor Ziemkiewicz w fazie przedmichnikowskiej zrównuje nazistowskich bandytów z grupą powstałą, by uczestników pokojowych manifestacji przed owymi bandytami chronić. Albo jak zespół Legion (czy inny Honor) nieświadomie naśladuje teledysk pewnego amerykańskiego Żyda. Albo jak wygląda redaktor Smoczyński doznający łaski wiary — zwłaszcza tego ostatniego widoku już dziś nigdzie nie uświadczycie.

Legenda braci Kijanowskich wśród dzisiejszych skinów i wszechpolaków nieco już przygasa, gdyż bracia w okresie późniejszym oddali się rozrywkom, które nie przystają polskim patriotom. Najwyraźniej rozrywek tych używali czasem na kredyt, bo jeden z nich musiał opuścić miasto stołeczne, salwując się ucieczką przed osobami z tzw. półświatka. Któryś z nich miał też powiedzieć, że nie będzie nikogo przepraszał, ale gdyby miał jeszcze raz przeżyć swoje życie, kilka rzeczy zrobiłby inaczej.

I tak kończą ideały młodości. Redaktor Orliński z lewaka zmienił się w burżuja, ja wpieprzam schabowe, a bracia Kijanowscy zaczęli palić browna.

Tags: ,