Krótka notka o aborcji
Dzień dobry, mam na imię Bartek i piszę tutaj, bo zapisałem się na warsztaty dla początkujących blogerów i pani prowadząca dała chętnym do domu zadania, żeby napisać notkę o aborcji. I pomyślałem, że mógłbym napisać, że męczy mnie już ten oklepany podział na pro-life i pro-choice, na stronę broniącą życia i stronę broniącą wyboru, i że te etykietki w mojej opinii fałszują rzeczywisty podział.
Zacznijmy od hasła o wyborze. To nie jest prosty wybór między przerwaniem ciąży a urodzeniem.
Obserwując ogromne zbiorowisko “Dziewuchy dziewuchom” na Facebooku (trudno mówić o grupie dyskusyjnej, gdy jest w niej sto tysięcy osób), widzę, że jego konserwatywne członkinie zżymają się na hasła w stylu “moje ciało, mój wybór”. Są one postrzegane jako radykalny feminizm, jako odrzucenie norm społecznych, anarchiczny bunt przeciwko jakiejkolwiek ingerencji w kobiece ciało. Jak dziecięca odmowa dania ręki do zastrzyku. Ale chyba nie o to w tych hasłach chodzi.
Wciąż żyjemy w patriarchacie. W systemie, który z niechęcią podchodzi do idei, że kobiety powinny mieć te same prawa co mężczyźni. Prawa do głosowania w wyborach, do nauki. Prawa do decydowania o swojej przyszłości i o swoim życiu seksualnym. A zasadniczo mężczyźni nie chcą, żeby ich kobiety miały do tego ostatniego prawa zbyt swobodny dostęp. Jeśli skupimy się na tym seksualnym aspekcie patriarchatu, jeśli (zapewne przesadnie) zredukujemy go do lęku mężczyzn o seksualną samodzielność kobiet, zaczniemy jego przejawy zauważać w bardzo wielu stałych fragmentach dyskusji o aborcji.
Jedną z inspiracji do napisania tej notki była rozmowa z moim kolegą. Nie mam absolutnie żadnych powodów, żeby podejrzewać go o mizoginię. Przeciwnie, to lewicowy feminista. A jednak z jego ust padło stwierdzenie, że nie wyobraża sobie, że żona mogłaby przyjść do niego i powiedzieć: “słuchaj, wpadliśmy, pigułka nie zadziałała, jestem w ciąży, idę na zabieg”. Uważa, że w tej sytuacji ma prawo do współdecydowania, a przynajmniej do rozmowy. W wersji minimalnej zadowoli się byciem poinformowanym – sytuacja, w której nic nie wie o aborcji żony, jest dla niego nieakceptowalna. A ja sobie myślę: dlaczego właściwie? Oczywiście, w związku warto rozmawiać i być szczerym z drugą osobą. I w sytuacji, w której mężczyzna ma zostać ojcem, widzę oczywiście pole do rozmowy i wspólnej decyzji. Ale w sytuacji, w której ma ojcem nie zostać? W tej uwadze mojego kolegi (którego serdecznie pozdrawiam i przepraszam, że użyłem go jako patriarchalnego przykładu) widzę właśnie ów lęk przed samodzielnością kobiety, przed jej stanowieniem o urodzeniu bądź nieurodzeniu.
Jest takie powiedzenie: feminizm to radykalny pogląd, że kobieta też jest człowiekiem. Ale nie chodzi w nim o to, że my mężczyźni uważamy kobiety za inny gatunek, tylko o to, że nie traktujemy ich jak pełnoprawnych osób, ale jak dzieci, które nie są w stanie same o sobie decydować, bo są na to po prostu trochę za głupie. Upupiamy kobiety – kilka dni temu (pisane w kwietniu)działaczka, którą znam, cenię i uważam za polityczną petardę, została opisana przez “poważny” tygodnik opinii jako pokrzykująca ze sceny pucołowata 27-latka, która nie ma męża i dzieci, ale może kiedyś będzie chciała mieć. Taki protekcjonalizm pojawia się też w dyskusji o aborcji, w wypowiedziach o tym, że gdyby aborcja była powszechnie dostępna, baby dupczyłyby się nieroztropnie, a potem usuwały beztrosko – każdy, kto uczestniczył w kłótniach na Fejsie, słyszał takie teksty po wielekroć. Takie odbieranie kobietom pełnej tożsamości, robienie z nich osób niedojrzałych emocjonalnie oznacza, że trzeba je przywołać do porządku, że musi przyjść ktoś bardziej odpowiedzialny i ich przypilnować.
Jeśli w zwrocie “przywołać do porządku” usłyszeliście nutę przemocy, to macie dobry słuch. Przemoc domowa to podszyte patriarchalnym lękiem zmuszanie kobiet do uległości. Podobnie przemoc ekonomiczna. Tu dygresja, bo wspomnienie przemocy ekonomicznej często budzi sprzeciw – przecież mężczyznom też ciężko znaleźć dobrze płatną pracę, poza tym większość z nas miała kiedyś szefową albo lepiej zarabiające koleżanki. Ale dyskryminacja nie polega na całkowitym odcięciu możliwości. Dyskryminacja polega na tym, że kobiecie jest trochę trudniej znaleźć pracę, że jak już ją znajdzie, będzie zarabiać trochę gorzej niż jej męski odpowiednik. Że zawody “kobiece” są trochę gorzej płatne. Że kobietom trochę rzadziej udaje się awansować na stanowisko kierownicze. To wszystko trochę ogranicza samodzielność.
Jest jeszcze jeden rodzaj kontroli patriarchatu nad seksualnością kobiet – wstyd. W tym samym czasie, w którym “tygodnik opinii” pisał o pucołowatej 27-latce, na okładce innego tabloidu wylądował pan Janusz Mikke z wielkim brzuchem przykrytym jeszcze większym różowym tytułem: “Miałem 200 kochanek”. Dla mężczyzny taka liczba to powód do dumy, kobieta po takiej deklaracji dostanie etykietę puszczalskiej. Kobieta powinna panować nad swoim zachowaniem. Jeśli tego nie robi, zasługuje na wszystko, co ją spotyka.
Tu dochodzę do argumentu, którego pojawienie się w dyskusji zawsze sprawia, że robi mi się troszkę słabo – argumentu o aborcji “na życzenie”, z wygodnictwa. Decyzja o urodzeniu dziecka to decyzja o radykalnym przemeblowaniu całego swojego przyszłego życia. Z wygodnictwa to ja wymigałem się od wojska; używanie tego określenia wobec kobiety zastanawiającej się nad przerwaniem ciąży to jakaś groteska. Przecież nie chodzi tylko przemeblowanie całego życia – opieka nad dzieckiem to zadanie na wiele lat. Ale chodzi też o wszystko to, o czym napisałem powyżej, o wejście w całą pajęczynę utrudnień i zależności, o – przynajmniej częściowe – zdanie się na łaskę innych albo o decyzję zostania samotną matką, której trochę trudniej będzie znaleźć pracę i którą społeczeństwo będzie trochę stygmatyzować. Mężczyzna, który zostaje ojcem, będzie się mógł z tego obowiązku jeszcze jakoś wymigać (zadanie dla chętnych: odnajdź wpływy patriarchatu w decyzjach sądów rodzinnych o przyznaniu opieki nad dzieckiem, w wysokości alimentów zasądzanych na dzieci, w skali niepłacenia tych alimentów przez ojców oraz w cichej akceptacji tego niepłacenia przez innych mężczyzn). Kobieta nie ma już wyjścia.
Jest jeszcze coś – patrzcie, kiedy ktoś ląduje u dentysty z bólem zęba, nie słyszy tekstów: “Haha, nie dbało się o ząbki, nie myło się przed snem z lenistwa, to teraz cierp, kurwiu”. Nie, słyszy raczej: “życzy sobie szanowny pan znieczulenie zwykłe czy podwójną dawkę?”. Tak, ów brak litości dla kobiety, która wpadła (sama?), to purytańska kara za rozwiązłość.
Kiedy więc mówię o tym, że jestem za wyborem, mówię, że jestem za prawem kobiety do samostanowienia, za prawem do ucieczki przed patriarchalną strukturą. Za tym, żeby jej decyzja była traktowana z szacunkiem, jak wszystkie męskie decyzje, a nie jak dziecięcy kaprys. Mówię też o tym, że mężczyźni powinni porzucić lęk przed tym, że “ich” kobiety nie będą słuchać ich poleceń.
No dobrze, a co z drugą stroną? Co z obrońcami życia?
Tu inspiracją dla mnie był inny kolega, który w facebookowej dyskusji powiedział, że dla niego życie ludzkie jest najwyższą wartością i z tej pozycji rozpatruje kwestię aborcji. Wprowadzenie takiego dogmatu w rozmowę zamienia ją w grę w szachy z gołębiem, pozbawia ją sensu. Jest jak wprowadzenie nieskończoności do równań z dodawaniem w zakresie dziesięciu. Żegnaj, bioetyko. Nie można zastanawiać się nad tym, kogo prawa powinny przeważyć – czy więcej praw ma życie ludzkie pod postacią 30-letniej kobiety, czy życie ludzkie pod postacią 10-tygodniowego płodu. Jak rozważyć, co ma większy ciężar – wczesna farmakologiczna aborcja embrionu czy przerwanie 24-tygodniowej ciąży, w której płód ma stwierdzony zespół Downa? Jak przy takim założeniu rozważać dylemat zwrotnicy, który, mam nadzieję, nie został do końca ośmieszony przez Trolley Problem Memes? Skąd w ogóle bierze się takie założenie i dlaczego przedstawiciele opcji pro-life przypisują życiu wartość tak wysoką, że przedkładają dobrostan kilkutygodniowego nieświadomego i nieczującego bólu żyjątka nad los dorosłej kobiety?
Mam wrażenie, że w polskich realiach podejście pro-life, wiara w świętość życia, najczęściej opiera się na wierze w duszę nieśmiertelną.
Pamiętacie, ile było uciechy, kiedy Gowin opowiadał, jak słyszy płacz zamrażanych blastocyst? Albo ile było zgorszenia, jak Terlikowski opowiadał o holokauście nienarodzonych (i kręcenia głowami ze zdumieniem, gdy mówił o tym, że najważniejszym zadaniem rodziców jest doprowadzenie ich dzieci do zbawienia)? Oburzacie się, kiedy w myśl proponowanego prawa chce się zamykać do więzień kobiety za przerwanie ciąży w jej wczesnym stadium (w cywilizowanych krajach ponad 90% aborcji dokonuje się w pierwszym trymestrze ciąży), kiedy płodowi nie da się przypisać cech ludzkich, nie da się i już? Takie wypowiedzi mają sens tylko wtedy, gdy wierzy się, że w jakimś momencie na samym początku ciąży w płód wnika dusza nieśmiertelna, stworzona na Boski obraz.
Argumentu o duszy nie da się oczywiście użyć w racjonalnej dyskusji, dlatego obrońcy dusz odwołują się do naszej empatii w obliczu niewyobrażalnego cierpienia mordowanego płodu, mówią o zabijaniu dzieci, ilustrują to wszystko zdjęciami z późnoterminowych aborcji (podczas gdy – powtarzam, bo to ważne – ogromnej większości aborcji dokonuje się w pierwszych dwunastu tygodniach ciąży), słowem prowadzą dyskusję za pomocą drastycznych, przekłamanych zdjęć i takoż przekłamanego języka.
A co z argumentem z potencjalnego rozwoju, ze zdjęciami roześmianych dzieci z zespołem Downa, co z tekstami “Moja mama mnie nie usunęła, choć było ryzyko poważnych wad płodu, moja mama taka odważna, wdzięczna jestem mojej mamie”? No jasne, ja też jestem wdzięczny mojej mamie, że mnie nie usunęła, dziękuję, mamo, ale gdyby mnie usunęła, nie byłoby nikogo zmartwionego tym faktem. Nie byłoby Bartka-blogera, który by dziś pisał: “Mamo, nie chciałem umierać, dlaczego mnie nie kochałaś” (cytując słynną piosenkę “Dziś miałabym szesnaście lat”). Nie ma dzieci, które płaczą, że się nie urodziły – chyba że wierzysz w duszę nieśmiertelną, ale chyba już rozumiesz, że ta notka nie do końca przedstawia twój punkt widzenia. Hello! Postulowanie terminacji ciąży z zespołem Downa nie równa się postulatowi mordowania żyjących dzieci z trisomią, choć prowokuje do singerowskiego zapytania, jakim właściwie prawem, jakim kaprysem jego rodzice postanowili zgotować mu ten los. Legendarny komentator tego bloga Quasi, zanim popełnił samobójstwo, pisał, że jego własne zaburzenie, niewykrywalny wciąż na etapie płodowym zespół Aspergera, sprawia mu tyle cierpienia, że gdyby mógł, nie urodziłby się nigdy.
PS. Kol. Galopujący Major zauważa, że wspominając Quasiego, warto przytoczyć jego słynny aborcyjny elaborat.
PPS. Widzę, że dużo zdziwienia i oburzenia wzbudził akapit o aborcji w związku, o obowiązku przynajmniej poinformowania partnera, że się dokonuje zabiegu. Padły słowa, że ukrycie aborcji przed partnerem to powód do rozwodu, to zdrada, to przynajmniej znak, że w tym związku dzieje się coś bardzo złego. Oczywiście, to prawda. I cieszę się bardzo, że macie takie udane, szczere i partnerskie związki, w których taka sytuacja jest zwyczajnie niewyobrażalna. Ale nie wszystkie związki takie są. Są np. takie, w których mężczyzna jest głęboko wierzący. Są związki… hmm, może nie przemocowe, bo przy takim postulowałbym nie tylko nieinformowanie o aborcji, ale również wyprowadzkę – ale takie, które budzą lekki niepokój. Są takie, w których partner Bardzo Chce, a kobieta chce jeszcze poczekać. Niezależnie od powodu, są takie, w których nie zawsze ta informacja o aborcji jest najlepszym wyjściem.
Nie twierdzę, jak mi ktoś kpiąco zarzucił, że nie można o nic spytać męża, bo to od razu przebrzydły patriarchat. Rzecz jasna, patriarchalny smrodek jest tu jedynie subtelnym zapaszkiem, podobnym do tego, który roznosi się, kiedy na świątecznym obiadku rodzice pytają: “No, a kiedy wy?”. Łatwo zauważać patriarchat czy dyskryminację w sytuacjach społecznych rysowanych grubą kreską: szklany sufit, Episkopat, statystyki przemocy domowej. Ale trudniej dostrzec go właśnie w sytuacji, w której partnerka informuje, że nie urodzi ci dziecka, bo nie, a ty uważasz, że masz pełne prawo do decydowania o jej losie, bo, jak zupełnie serio ktoś napisał w komentarzach na Fejsie, ofiarowałeś jej część siebie w postaci nasienia.
Maciej :
To w zasadzie odpowiada na wszystkie moje pytania.
Miałbym jeszcze jedno: dlaczego twoi liberałowie nienawidzą rencistów, emerytów i bezrobotnych, ale szczerze mówiąc, nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ciekawości.
Maciej :
Był kiedyś taki dowcip, że pytało się ofiarę zabawy, czy wie, czym się różni szafa od kibla, a kiedy ofiara mówiła: “Nieee?”, odpowiadało się jej, że idioto, więcej cię do siebie nie zaproszę. Czy to powyżej to jest jakaś odmiana tego dowcipu, tylko o różnicy między państwem a firmą?
W ogóle przepraszam, ale to blog, a nie stajenka dla kuców.
edmund69 :
Ale, żebyśmy mogli o czymkolwiek rozmawiać, to proponuję jednak, albo uwspólnić nomenklaturę, albo po prostu być bardziej dokładnym. Zwrot “poprawić demokrację” ma tyle w sobie znaczeń, ile wersji w głowach różnych demokracji mają człowieki. Poza tym sama demokracja nie będąc jednorodną, nie jest również jednoskładnikową. Nie wystarczy nacisnąc jeden guziczek i powiedzieć Oto naprawiamy demokrację. Bo dla każdego to jest co innego ta idealnie sferyczna demokracja.
edmund69 :
No to już naprawdę naprawianiem demokracji nie jest, bo taki model to może mamy w USA. Gdzie bogaci, mający największy wkład w PKB decydują w jakich warunkach mają żyć biedni i za ile kupować leki. A są po prostu mniejszością. To się nazywa dyktatura mniejszości in real life.
Maciej :
Tak jakby wszystko co robią firmy było mądre.
Maciej :
W jednej wypowiedzi zadajesz pytanie o to, jakie przyjąć kryteria uznaniowości, a zaraz potem stawiasz chochoła do tłuczenia. Jak już rozmawiamy, to nie przynudzajmy.
Dlaczego pekab jest zły jako miernik demokracji? Bo jest ze swej istoty niedemokratyczny. Dotyczy tylko tej części społeczeństwa, która ma pozycję ekonomiczną taką, a nie siaką.
Tu coś wyczywam zestaw niewidocznych założeń, które mówią, że najważniejszą rzeczą w państwie jest ekonomia. I na bazie tych założeń budujemy państwo. Taką implementacją w real life jest parametryzacja na ten przykład nauki, w rozumieniu dziedziny edukacji i badań i jej finansowania. Ale tedy to kompletnie używanie słowa demokracja w tym kontekście jest nie na miejscu, bo z nią niewiele ma wspólnego.
:D
Wkład do pekabu, jasne. A jak jesteś w wojsku, to ranni nie dostają jeść. A jak jesteś na biegunie i na zmianę ciągniecie sanki, to ten kto dzisiaj nie ciągnął też nie je. Ludzie są stadni, potrzebują stada i współpracują w jego ramach. To jest największy blind spot liberatrian, i praktyczny i etyczny.
edmund69 :
Oto człowiek, który bierze jajcarskie książki serio
“Yossarian nie grywał już w szachy. Kapitan był dobrym szachistą, więc gra z nim była zawsze interesująca. Yossarian przestał z nim grywać, ponieważ stawało się to tak interesujące, że aż głupie. Mieli też w sali wykształconego Teksańczyka z Teksasu, który wyglądał, jakby wyszedł z filmu w technikolorze, i który jako patriota wierzył, że ludzie zamożni, czyli przyzwoici obywatele, powinni mieć więcej głosów w wyborach niż włóczędzy, kurwy, kryminaliści, degeneraci, ateiści i obywatele nieprzyzwoici, czyli ludzie bez pieniędzy.”
Sprzet :
edmund69 :
Jajco mamy. Realna prawica to w Polsce te parę procent zboczonego dziadzi Korwina z przyległościami, a realna lewica to te parę procent Razem/Osobno z przyległościami. Tego łącznie jest 10-15%. To co jest to jakieś centrum solidarystyczne na jednym końcu (PiS), centrum liberalne na drugim (PO, .N), i centrum kij wie jakie pomiędzy (Kukiz, SLD, PSL). To jest właściwie prostopadle do klasycznej lewicy i prawicy.
kmat :
Z ciekawości, jak definiujesz obie?
Maciej :
Bo firma to nie państwo – obie te struktury organizacyjne mają zupełnie inne cele. Celem firmy jest zarabianie pieniędzy przez jej właścicieli. Celem państwa jest pilnowanie, byśmy się nawzajem nie pozabijali i zapewnianie stabilności w jego obrębie.
Gdyby nie obostrzenia państwowe firmy zaczęłyby narzucać wyśrubowane do granic niemożliwości czasy pracy, nie dbałyby o pracownika-niewolnika, nikt nie powstrzymywałby ich od zatrudniania dzieci itd. Państwo, między innymi, chroni nas przed tym, by ci z wielkim pekabem nie dominowali nad tymi z niskim.
Zacznij zarządzać państwem jak firmą i wyjdzie ci coś na kształt Korei Północnej.
Akurat ta książka jest jednocześnie bardzo jajcarska i bardzo, ale to bardzo serio, i wcale nie jest takie oczywiste w którym miejscu jest jaka, więc niektórzy mogą się mylić.
Junoxe :
Przeciez w demoliberalizmie mamy dokladnie odwrotny system, gdzie to klasa mniej zamozna stanowi wiekszosc, dlatego politycy cynicznie zabiegają o ich wzgledy. Dlatego zaden polityk nie odwazy zbudowac sie kampani na haslach obnizki podatkow dla najbogatszych, bo ma to ad hoc pejoratywne znaczenie (natomiast podwyzka podatkow dla najbogatszych ma apriori wydzwiek bardzo pozytywny w kampanii). Zeby bylo jasne oba systemy sa patologiczne, zarowno system burzuazyjny jak i proletarcki, jednak znacznie gorszy ustroj bedzie tam, gdzie klasa mniej zamozna ma wiekszy wplyw na wladze niz klasa zamozna. Wynika to z prostych determinant: im czlowiek mniej zamozny tym srednio jest mniej gospodarny, slabiej wyksztalcony itp. Żyjesz wiec swiadomoscią obecnej demokracji, dlatego wydaje ci sie to takie oczywiste, że biedniejsi mają prawa do wiekszych przywilejow politycznych niz bogatsi. Niby dlaczego pytam sie? Ten paradygmat trzeba zburzyc, a zburzy sie on automatycznie jak politycy przestaną obsesyjnie zabiegac o elektorat ludzi biednych i o wzgledy tych wyborcow co czują silny resentyment do bogatych (przykladowo mentalnosc antykapitalistyczna jest bardzo silna wsrod profesorow akademickich i wynika to z faktu duzo mniejszej zamoznosci niz przecietny przedsiebiorca. Niestety czlowiek to bardzo zazdrosne zwierze).
Quadrating voting jest odpowiedzią na to, gdyż nie wyroznia żadnej klasy spolecznej (biedni, zamozni, wyksztalceni, nie wyksztalceni itd.) tylko wprowadza do glosowania czynnik racjonalizujacy wlasne wybory i rzutuje to na matryce wyborczą.
Szczerze mówiąc, spodziewałem się raczej prolajferów niż kucyponków. Dziwne.
edmund69 :
Jakoś tak w bolandzie żaden polityk o tym nie słyszał.
edmund69 :
Tośmy se pogadali. Wybacz edmundzie, ale bredzisz. Coś mi się wydaje, że masz jakiś pakiecik przekonań, uprzedzeń i założeń, których pochodzenia nawet nie znasz.
Ja oczywiście zanim sobie odpuszczę rozmowy z trollem, zapytam się Ciebie, a ci co odziedziczyli majątek… głupi, niewykształceni, mniej zaradni… co z nimi. Bo wiesz, ci co majom na ten przykład milion mrówenów w walucie, będą mogli ją szybko zwielokrotnić, tak po prostu, obracając gotówką dzięki (wątpliwej etycznie) pracy biedniejszych, lepiej wykształconych, inteligentniejszych, zaradniejszych dealerów walutowych.
Właściwie każde Twoje zdanie tchnie bezdenną pustką. Nie będę się odnosił do każdego zdania, bo przy takiej liczbie mniemań, to jest po prostu nudne.
bart :
Ja stawiam na to, że nie kuce tylko ruch monarchistyczny. Edmund pisze o królu elekcyjnym, wywodzącym sie z najbogatszego rodu.
edmund69 :
O, to jak w Stanach Zjednoczonych:
https://horseradish.s3.amazonaws.com/CACHE/images/photos/bc/1a/1baa93b44d27/Gilens_Page-800.png [Gilens & Page 2014]
Jakoś ludzie tam ostatnio przebąkują, że są może trochę nie w pełni szczęśliwi z tego, jak im ten kraj działa.
Aha. Czyli nie chodzi jednak o to, że bogaci ludzie powinni mieć większe prawo głosu, bo są np. średnio bardziej wykształceni. Bo skoro najbardziej wykształceni się nie zgadzają z mentalnością powszechną o bogatych, to się okazuje że to ich wykształcenie nagle przestaje mieć znaczenie.
edmund69 :
O czym świadczy na przykład kompletna porażka Nowoczesnej, która chciała najbogatszym podatki obniżać i liczna parlamentarna reprezentacja Razem, która podatki najbogatszym chciała podnosić (i którą najczęściej pytano właśnie “Podosić podatki bogatym? Pogięło was?”).
@ nmrd:
No tak przecież podstępne kobiety, to porywają mężczyzn i odbierają im plemniki i zapładniają się nimi. Wbrew woli ich producenta. :>
Ciągle to prasa piszę o tatusiach bez dzieci, bez żadnej kontry za to z tezą i ilustracją, że to kobieta to wyrywa dzieciaka. Ojciec bez dziecka zawsze pozytywnie przedstawiony, a alimieciary jakoś nie.
Ilu mężczyzn występuje o przyznanie opieki? Mniejszość, znacznie poniżej 50% to sądy nie przyznają. Poza tym mimo polepszyło, to dalej jest mnóstwo ojców co to dzieckiem zajmują od święta. Po rozwodzie nie chcą obciążać się opieką całodobową nad potomstwem. To komu sąd ma przyznać opiekę, tym co nawet nie wiedzą, do której klasy chodzi dziecko?
Kto mu kazał rzucać pracę? Było może nie robić mu czwórki dzieci, potem nie płacić na trójkę przez dłuższy czas. Oczywiście dla was zawsze za wysokie.
To zależy od faceta, bo są tacy, którym to odpowiada tylko płacić albo tacy, którzy po rozwodzie. Że nie wspomnę, że wygodniejsze dawanie pieniędzy, niż zajmowanie się dzieckiem – opieraniem go, gotowaniem mu, pomaganiem w lekcjach, przewijaniem i innych obowiązkach. Z których to wielu robi łaskę, za którą należą brawa.
Ciekawe w jaki sposób? Płód trzyma łańcuch z mężczyzną? Ci, co na wieść o ciąży wychodzą po papierosy i nie wracają nigdy, albo wypierają się to rozumiem nie faceci. Duchy i hermafrodyci.
Faktycznie szkoda, bo byłby standard temat o przemocy, że nie ma płci i “mężczyźni mają gorzej”. By sypnęło więcej “mądrości” o łańcuchach, zarobkach i innych bujd.
Po cholerę feministkom popierać stowarzyszenia praw ojców? Nie wystarczy mainstream i media zawsze po ich stronie. Anecdata trochę śliska – na pewnym forum dla feministek, była jedna co sympatyzowała z ojcami, działała coś, ale szybko przekonała, że oni nie sympatyzują z kobietami.
Nie miała rację wystarczy się przejście po ich stronach: seksizm i konserwatyzm. Przeciw ustawie antyprzemocowej, za durnymi klauzulami dla żon i podejściem, że babie przy garach słowa nie wolno pisnąć.
DK :
Albo nawet gorzej:
http://sub-iudice.blogspot.com/2016/09/dzielne-tatusiowanie.html
Dobra; punktowanie Terlikowskiego i typów noszących transparenty z krwawymi zdjęciami jest dla was zbyt proste. Nie wiem czy znacie ten głośny swego czasu tekst http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,16547751,Nowoczesna_Zaglada.html -warto sobie przypomnieć, bo to chyba najpoważniejszy intelektualnie głos z szeroko pojętego polskiego środowiska pro-life. błyskotliwy, erudycyjny tekst, autor swobodnie i bez kompleksów przywołuje czołowe nazwiska światowej humanistyki: Bauman, Agamben, Kołakowski, eksperyment Milgrama…. Przykro mi, ale w porównaniu do powtarzanych do znudzenia sloganach o ”prawie wyboru” ”prawie o decydowania o własnym ciele” to intelektualna przepaść.
polaker :
No cóż, dla mnie to bełkot szaleńca, tak samo jak większość głosów z “magazynu apokaliptycznego”. Ale widzę, że tobie się podoba.
Gdy obłąkany projekt Ordo cośtam dopiero się wykluwał, “niepokorny” dziennikarz, niejaki Wojciech Wybranowski, w dyskusji radiowej wypowiedział się (w sumie rozsądnie):
“Jest mi przykro, że wszystkie argumenty, jakie podnosi nasza strona, opierają się na nauczaniu kościoła katolickiego i oczekuję od kolegów, że spróbują znaleźć coś niezależnego od wiary”
No cóż, będzie długo czekać…
Junoxe :
Z grubsza lewica: etatyzm gospodarczy + modernizm, prawica: liberalizm gospodarczy + konserwatyzm. Zresztą to w sumie jedyny względnie stały punkt tych prawo-lewych podziałów.
bart :
Bynajmniej. Kucyki są jak cząstki wirtualne w mechanice kwantowej, pojawią się nawet w próżni.
edmund69 :
Kiedys Korwin nawet mi imponowal, pozniej bawil, teraz budzi zal. Z niego po prostu sie wyrasta, jak z syfow i onanizmu.
Byc moze nigdy to sie nie stanie, lecz jesli sprobujesz kiedys siegnac po nastepujaca pozycje – http://lubimyczytac.pl/ksiazka/195550/23-rzeczy-ktorych-nie-mowia-ci-o-kapitalizmie – mozesz poznac punkty widzenia, jakie nie snily sie najwiekszym fizjonomom z kucykiem. Ma pare uproszczen, argumentow pod teze lub tez niepewnie z argumentow wynikajacych, ale – OMFG, there is another world there – bedzie Twoje.
A wracajac do aborcji – trudno w tych wartosciach i emocjach podjac jednoznaczne stanowisko, lepiej wiec oprzec sie na bezdusznie obiektywnym materializmie faktow. Bez wzgledu na restrykcje kazda kobieta moze legalnie dokonac aborcji w Niemczech, moze dokonac jej nielegalnie w rodzimym gabinecie lub nawet farmakologia z sieci. Wszystko na wyciagniecie reki. Bez wzgledu na restrykcje potrzeby i checi samych zainteresowanych pozostaja niezmienne. Skoro wiec prawo to jest dla jednych fikcja, dla drugich sztuka dla sztuki, a dla jeszcze innych zlosliwym truciem w obliczu ogolnoeuropejskiej dostepnosci, staje sie prawem bez wiekszego sensu, a wrecz szkodliwym.
Byc moze jedynym obiektywnym argumentem przeciwko aborcji jest impact jej dowolnosci na samopoczucie reszty spoleczenstwa ze swoim krajem i soba. Biorac jednak pod uwage obecne nastroje bylby on umiarkowanie negatywny i zdaje sie, ze dosc niejednoznacznie, wiec ostatecznie argument ten latwo ustepuje powyzszemu.
black-mike :
Każda, którą na to stać.
black-mike :
Jeśli ma pieniądze na dojazd do Niemiec, ma odwagę znaleźć nielegalny gabinet i wydać jeszcze więcej pieniędzy i jeśli ma w domu Internet i możliwość płacenia przez internet. Jeśli nie ma, dzieci lądują na strychu albo w beczce po kapuście
O kwestiach tego typu nie pisalem, bo zdaja sie mi oczywiste i mniej istotne dla trzonu samego rozumowania. Stanowia jednak dodatkowe potwierdzenie jego zasadnosci.
Nie wiem tez na ile podobne sytuacje to statystycznie istotne blokady. Nie sadze, by same warunki materialne takimi byly, raczej kondycja intelektualna, samoswiadomosc i determinacja, najwyzej z materialnego pochodzenia wynikajace. Jestem pewien, ze swiadome siebie i swiata kobiety zawsze znajda sposob, bez wzgledu na liczbe posiadanych zer. To kalkulacja zyskow i strat. A czy samo zdjecie restrykcji znaczaco zmieni sytuacje pozostalych kobiet (ile ich w ogole jest)? Przy obecnej edukacji i dostepnosci specjalistow?
black-mike :
Kiedy one są najistotniejsze. I nie po to chcemy kompromisu w postaci aborcji stuprocentowo refundowanej przez NFZ do 12. tygodnia, żeby odciążyć klasę średnią, która musi jeździć do Berlina.
Alez to w praktyce dosc latwy dostep dla klasy sredniej i sporej czesci klas nizszych stanowi obiektywna podstawe dla obalenia obecnego podejscia. Dalej zaglebiamy sie w coraz bardziej subtelne skomplikowanie. Nie twierdze, ze nieistotne, ale bedace juz wynikiem kolejnych i coraz mniej jednoznacznych analiz. Imo.
Czuję się jak w teście Turinga.
black-mike :
Genialne spostrzeżenie. Kobiety świadome siebie i świata zwykle nie potrzebują aborcji, bo umieją w antykoncepcję. Chodzi tu o prawa tych mniej świadomych, rozumiesz?
Czy nie pytalem o statystyczne znaczenie sytuacji takich wlasnie kobiet? Od poczatku bralem je pod uwage. Ale dla ciezaru dowodu wg mojej argumentacji nie maja wielkiego znaczenia. Poza tym, czy wychodzac z Twojego zalozenia aborcja nie staje sie ostatecznoscia po edukacji i dostepie do specjalistow i w tym wypadku nie jest zaczynaniem od konca? Taka argumentacja nie dyskutuje przerwania ciazy samego w sobie, ale caly kompleks panstwowej opieki nad seksualnoscia. I, niestety, w kraju, gdzie edukacja i dostep do specjalistow/srodkow sa slabe, problem aborcji musi byc nieunikniona implikacja z tego samego pnia.
black-mike :
Nie ma żadnego dowodu według twojej argumentacji. Jeśli dobrze ją rozumiem, twierdzisz, że każda Polka może sobie nielegalnie zrobić aborcję, jeśli tylko chce. Pewnie są jakieś, które nie mogą, ale kto wie, ile ich jest. Ty nie wiesz i nie będziesz sobie zawracać tym głowy.
That’s crazy talk.
@ black-mike:
Nie zdałeś testu
Totalnie flejmbot podłączony do generatora zdań.
bart :
A juzem myślała, ze to prawdziwy samiuśki ignorasta.
Sytuacja statystycnie znacunca, a mam łzy w oczach ze śmiechu, thx bart. Ta dyskusja idzie przedziwnymi drogami.
@bart
Zbanowałeś edmundów czy sobie poszli? Przypomniał mi się Raymond Pearl… ale chyba too late.
Nawet ta bosko wykształcona, świadoma i majętna kobieta, której zdarzy się ciąża pozamaciczna i związany z nią ostry stan zapalny nie pojedzie do Niemiec ani do Czech. Bo fizycznie nie da rady.
bart :
Nie twierdze, ze pozostale kobiety sa godne pominiecia, sytuacja osob socjalnie slabszych jest dla mnie bardzo wazna. Po prostu ta linia dowodowa ich nie dotyczy. Chcialem w niej uniknac wartosciujacych argumentow typowych dla sporu, tych wywodzacych sie z subiektywnego postrzegania, jakie ksztaltuje glownie kultura w jakiej sie czlowiek wychowal.
Podejmowana w sadzie linia argumentacyjna czesto pomija zdawaloby sie, ze wazkie aspekty ogolne, skupiajac sie na najistotniejszych i najbardziej korzystnych dla dowodzenia w gaszczu konkretnych ustepow prawnych. Podobnie ja skupiam sie na zimnej logice prawa. Moje rozumowanie brzmi – skoro zakaz aborcji jest w istotnej czesci prawem martwym, staje sie bezzasadny. A dla pozostalej czesci nieuczciwy – kazdy powinien miec rowny dostep do prawa.
shiraishi :
Po pierwsze – to podchodzi pod koniecznosc przeprowadzenia legalnej aborcji, z ktora problemy w takich okolicznosciach stanowia rzadka patologie instytucjonalno-kulturowa nawet w Polsce. Po drugie – nie musisz mi perswadowac, bo ja sie zgadzam, po prostu probowalem przedstawic inny punkt widzenia.
@ black-mike:
zapętlił się
Próbuję dać bana, ale za bardzo się śmieję.
black-mike :
Coś mi umknęło o sądach, liniach dowodowych (cokolwiek to jest) czy jakieś komenty się samoedytują?
black-mike :
Są wojewódzcy konsultanci do spraw ginekologii, którzy z dumą obwieszczają, że u nich takich zabiegów się nie robi. To znaczy, że “rzadka patologia” obejmuje obszary całych województw.
No i np. Agata Lamczak nie żyje, to faktycznie patologia naszej służby zdrowia, ale nie tak rzadka.
@ bart:
To ze dziecko jest owocem gwaltu a pozniej jest przez to zabijane swiadczy tylko o plytkosci naszego myslenia. Nie jest ono niczemu winne i takiego podejscia powinno sie uczyc. Aborcja jest przede wszystkim nieetyczna. To ze kobieta nosi dziecko nie daje jej prawa do decydowania o jej zyciu bo nosi w sobie inne zycie (haslo moje cialo moj wybor to chyba jaks kpina). W ogole fakt ze jako kobiety ponizamy sie do uczestniczenia w tych dziwnych wojnach plci bardzo mnie smuci. Powinnysmy pokazywac sile w inny sposob, a nie idac na protest z wypisanymi przeklenstwami pokazujac nasze aroganckie podejscie do tematu. Aborcja dokonywana w w 20 tygodniu to juz dla mnie czyste morderstwo, nazywajcie sobie to jak chcecie. Fakt jest ze stajemy sie coraz uleglejsi i poblazliwi jako spoleczenstwo. Przerazilo mnie tak agresywne podejscie kobiet w ostatnich dniach…nie chce byc czescia takiego spoleczenstwa. Nie uwazam ze wiekszosc osob protestujacych rozumial powage tej sytuacji. Wyjscie na ulice z haslami: ‘odpeirdolcie sie od mojej macicy” to jakas spoleczna porazka i mam nadzieje ze nigdy nie przyjdzie mi stoczyc sie do tego poziomu.
@ Alek:
To wszystko byłaby prawda, gdyby nie fakt, że nie ma żadnego dziecka.
@Alek
Kłamiesz. Kobiety nie są agresywne.
Alek :
Nie grozi ci to, nie masz macicy.Alek :
To nie jest dziecko, tylko zarodek. dzieckiem może się stać po 9 miesiącach ciąży, gdy kończy się łatwy (względnie) dla kobiety okres, a zaczyna się ciężka praca i konieczność dbania o owoc gwałtu, którego się nie chciało i nie chce.
Alek :
Jestem dziwnie spokojny, że kobiety rozumieją powagę sytuacji lepiej od ciebie.
Alek:
No ale przecież nie masz macicy. Ale wiesz co, masz zupełnie niepotrzebne gonady, może byśmy ci je usunęli?
@ Jubal:
@ marcello_minestrone:
Alek to chyba kobieta (“Powinnysmy”, “jako kobiety ponizamy sie”)
camelot :
A cholera wie, ale pieprzy jak facet, i to niezbyt wiekowy
Alek :
A nieuprawianie seksu to ludobójstwo przez zaniechanie,
Gammon No.82 :
A ludobójstwo nie ulega przedawnieniu, ha!
@ black-mike:
Ciekawe, jak długo jeszcze w grę będzie wchodził wariant niemiecki albo słowacki. Ustawę inwigilacyjną już mamy, anonimowych kart prepaid już nie mamy, możliwości techniczne analizowania w jakiś sposób (metadane) WSZYSTKICH połączeń telefonicznych w danym kraju mamy od dawna (i jest kwestią jednocyfrowej liczby lat wprowadzenie tego w Polsce), a wyłapanie (potencjalnych) klientów zagranicznych klinik aborcyjnych jest łatwe jak zabranie dziecku cukierka – nie trzeba żadnych zaawansowanych technologii rozpoznawania głosu i wyłapywania słów kluczowych, wystarczy prowadzić bazę numerów i regularnie przeszukiwać połączenia wychodzące.
@ JoP:
Ale po co? Prawo obowiązuje tylko na terenie kraju.
digan :
żeby prewencyjnie internować przyszłe morderczynie
bart :
Może chwilowo prolajfersi z różańcem w jednym ręku siedzą na fejsie i nie wiedzą w kogo bić: Czarnyprotest czy zdrajców z PIS
<@ polaker:
Nie dość, że znamy to jeszcze napisaliśmy polemikę: http://codziennikfeministyczny.pl/oczywistosc-masakry/
Łops. Komisja chce odrzucić. Co prawda Sejm, ale jednak, jeśli faktycznie Jarek podjął decyzję, to po ptokach.
Z jednej strony czuję dużą ulgę. Choć to nie jest optimum, choć nadal oznacza to brak praw, choć aparat przeszkadza skorzystać ze swych praw nawet w tych trzech “kompromisowych” sytuacjach, choć fanatycy do tego prędzej czy później wrócą, to jednak ulga. Że choć na jakiś czas będzie spokój. W tych trzech, fundamentalnych sprawach spokój.
Z drugiej strony jednak mam poczucie niedosytu. Za szybko się Jarek wycofał. Obawiam się – spokój oznacza, ze ludzie zapomną. Kobiety zapomną. I zacznie Jarkowy znowu słupek rosnąć. No i nie było porządnej eskalacji, jeszcze wielu ludzi się nie zaktywizowało. Więc ten spokój oznacza, że zmiany w drugą stronę też nie będzie.
Eeeh.
Kaczynski nigdy nie byl zwolennikiem calkowitego zakazu aborcji, w latach 90-tych temat ten w ogole go nie obchodzil, a biorac pod uwage jego wtedy bardziej lewicowe nastawienie, chyba nie mialby nic przeciwko umiarkowanie liberalnemu podejsciu. Gra o wladze i potrzeby zagospodarowanego elektoratu zmienily wszystko. Dzis nie da sie chyba powiedziec, co naprawde ten czlowiek mysli, predzej mozna antycypowac co powie i zrobi na potrzeby walki politycznej.
Np. niedawno rzekl: “Niektóre wypowiedzi wzywające do wyłączenia także tych przypadków, gdy chodzi o ratowanie życia kobiety lub ciążę z gwałtu, sprawiają w mojej opinii wrażenie nakręcających drugą stronę. Także wielu księży, z którymi rozmawiam, podziela opinię, że efektem penalizacji tych wyjątków może być za kilka lat aborcja na życzenie. Są zresztą pewne granice działania państwa. Państwo nie może nakazać umrzeć kobiecie, która chce ratować swoje życie. Po prostu nie ma takiego prawa. Nie ma też prawa nakazać urodzić zgwałconej nastolatce”. W prakyce bywa z tym gorzej, lecz dla analizy Kaczynskiego najwazniejsze jest zdanie o penalizacji. Bo nie chodzi o samo odbicie wahadla, ktore znosi ograniczenia, chodzi o odbicie wahadla, ktore zbija slupki poparcia. Dlatego jeszcze przed czarnym marszem wiadomo bylo, ze ta ustawa nie przejdzie.
W Polsce jednak zyje co najmniej kilkaset tysiecy radykalnych proliferow. W ogole spoleczenstwa to niewiele, wsrod wyborcow PiS to nadreprezentacja, z ktora trzeba sie liczyc. 400k podpisow to 400k podpisow. Tak wiec klopotliwi czy nie, sa Kaczynskiemu potrzebni i bedzie lawirowal na cienkiej linie miedzy poparciem od nich a poparciem od reszty elektoratu.
Osobiscie jestem pewien, ze liberalizacja prawa aborcyjnego to przy obecnym trendzie rozwoju rzeczywistosci (a wiec i Polski) tylko kwestia czasu. Tak zmienia sie swiat.
rajka :
Tego nie słyszałem, ale chyba ulubionym bon motem xięży na chrztach jest “ti ti ti ti mały poganinie”. I tak somie myślę, że to wzruszające że KK nie zmienił się od czasów inkwizycji. Bardziej zależy im na zbawieniu potępionej duszy nienarodzonego poganina niż doczesnym życiu narodzonego katolika. To doczesne przeznaczone na upadek ciało musi cierpieć, żeby w grzech nie popadło, a dusza nieśmiertelna była zbawiona.
rajka :
Jak ci to wyjaśni każdy prawak, to przyjazny rozdział. Zatem przewodniczący episkopatu przyjaźni się z odpowiednimi ludźmi i wie że jak ci będą czegoś potrzebować np głosów, agitacji to zadzwonią po dobrą radę co mają robić.
@ bart:
z 2004r. i z Wikipedii !!!?????? Please! Zapomniales podac statystyki odnosnie szczesliwosci zycia osob z ZD i nie odpwiedziales na moje pytanie odnosnie dzieci/ludzie, ktore zachorowaly i teraz wymagaja opieki. Wiem, wiem, nie masz logicznego wytlumaczenia… Jeszcze tylko dorzuce to: w USA w stanie Nowy Meksyk mozesz dokonac aborcji w 8 miesiacu ciazy i teraz prosze mnie oswiecic, bo nie znajduje logiki w nastepujacej sytuacji: kobieta w 8 miesiacu ciazy dokonuje aborcji, wychodzi z kliniki i nic jej nie grozi. Ta sama kobieta rodzi dziecko w 8 miesiacu, potem je zabija i w tej sytuacji jest oskarzona o morderstwo ???? Slyszales o partial-birth abortions czyli, ze dziecko jest rodzone nozkami do przodu, zeby jeszcze w kanale rodnym przeciac mu rdzen kregowy? Tak, na to pozwala prawo aborcyjne w USA. Czy tez jestes OK z tym i masz “logiczne” wytlumaczenie takich dzialan?
Ania :
Jeśli nie podobają ci się statystyki z 2004 r. i z Wikipedii (hint: Wikipedia podaje źródła tych danych), to przedstaw, proszę, inne statystyki, z których będzie wynikało, że to nieprawda, że w cywilizowanych krajach ogromnej większości aborcji dokonuje się w pierwszym trymestrze. Dopóki tego nie zrobisz, dalsza dyskusja jest bezprzedmiotowa.
Ania :
Załóż sobie własny blogasek i tam publikuj monologi o tym, co wiesz, że mają lub czego nie mają inni. Jestem przekonany, że znajdziesz wielu wiernych fanów.
Ania :
Po pierwsze to jest cherry picking jak stąd do tamtąd. Po drugie USA to nie jest normalny kraj, nie można ustawić granicznego terminu bo Roe vs. Wade. Po trzecie tylko 11% jest po pierwszym trymestrze, byłoby mniej gdyby fanatycy nie utrudniali.
“W niektórych stanach obowiązuje już niemal całkowity zakaz aborcji po dwudziestym tygodniu ciąży, wprowadzony z uzasadnieniem, jakoby płody w tym wieku mogły odczuwać ból. W 2013 roku Izba Reprezentantów przegłosowała Ustawę o ochronie dzieci nienarodzonych zdolnych do odczuwania bólu – zakaz na poziomie federalnym (przepadł w Senacie); w 2014 roku senatorzy z Partii Republikańskiej ponownie spróbowali przeforsować tę ustawę i prawdopodobnie im się to powiedzie, jeśli republikanie zdobędą większość w izbie wyższej. Zwróćmy przy tym uwagę, że ustawa ta przewiduje karę do pięciu lat więzienia dla lekarzy, którzy naruszą jej surowe warunki: wyjątki przewidziano jedynie dla ciąży z gwałtu lub kazirodztwa oraz w celu ratowania życia kobiety. Biada lekarzowi, który popełni błąd, chroniąc pacjentkę na wszelki wypadek. Bezpieczeństwo przed oskarżeniem zapewni tylko odczekanie do chwili, gdy pacjentka będzie już jedną nogą w grobie, jak Michelle Lee, a może i obiema, jak Savita Halappanavar. (Wady płodu, nawet śmiertelne, mają się nie liczyć. Przeciwnicy aborcji uznali, że więcej „miłosierdzia” okażą, zmuszając kobietę do donoszenia ciąży, urodzenia dziecka i patrzenia na jego konanie pod opieką paliatywną). Naukowcy generalnie zgadzają się, że płody na tym etapie rozwoju jeszcze nie mają układu nerwowego rozwiniętego na tyle, aby odczuwać ból, sondaże wskazują zaś, że względna większość Amerykanów zgodziłaby się z takim ograniczeniem (wyniki różnią się w zależności od tego, jak zostało sformułowane pytanie)3. Skoro takie jest powszechne odczucie, to czemu nie poświęcić mniejszości – jednej kobiety na dziesięć, jednej na sto czy innej dowolnej liczby – aby zagwarantować prawo zdecydowanej większości do przerwania ciąży na wczesnym etapie? Taka umowa nie jest i nie może być realna. Przede wszystkim wymagałaby ona obalenia postanowień Roe vs. Wade, na mocy których zakaz aborcji w drugim trymestrze jest niemożliwy. Osoby proponujące takie zdroworozsądkowe rozwiązania zawsze pomijają tę kwestię. A gdyby Sąd Najwyższy zmienił zdanie w sprawie Roe vs. Wade, pozostawiając stanom decyzję w sprawie aborcji, zapanowałaby wolnoamerykanka. Czy po odniesieniu tak spektakularnego zwycięstwa przeciwnicy aborcji byliby gotowi zrezygnować z pełnego wykorzystania jego skutków w imię spokoju społecznego? Tak postępują tylko liberałowie. Przeciwnicy aborcji kontynuowaliby swoje dzieło: walkę o zakazanie aborcji stan po stanie i na poziomie federalnym, forsowanie ograniczeń, zamykanie przychodni, nękanie lekarzy i pacjentek, straszenie opinii publicznej sensacyjnymi opowieściami, naleganie, by usunąć z publicznego finansowania i ubezpieczeń zdrowotnych wszystko, co choćby kojarzy się z aborcją. Pomijając nawet sprawę Roe vs. Wade, czy można sobie wyobrazić parlament stanowy, który ogranicza dostępność aborcji na życzenie do pierwszego trymestru i jednocześnie gwarantuje, a nawet ułatwia dostęp do niej tak, aby ubóstwo i miejsce zamieszkania nie uniemożliwiały przerwania ciąży? W miejscach, gdzie lekarze przeprowadzający aborcje są poddawani ostracyzmowi, padają ofiarą gróźb, a niekiedy nawet morderstw, jak miałby zostać zapewniony swobodny dostęp do zabiegów w pierwszym trymestrze i jak miałoby wyglądać uważne zatwierdzanie zabiegów na późniejszym etapie ciąży? Zwolennicy prawa wyboru też nie pogodziliby się z porażką. Wśród jedenastu procent aborcji przeprowadzanych po pierwszym trymestrze znajdziemy najbardziej przygnębiające przypadki i najbardziej zdesperowane ciężarne: młode dziewczyny, które długo nie zorientowały się, że są w ciąży, lub nie mogły się zdobyć, aby powiedzieć o tym rodzicom; słabo zarabiające kobiety, które nie zdążyły zebrać na czas pieniędzy, aby opłacić zabieg w przychodni; kobiety porzucone przez partnerów po poinformowaniu ich o ciąży, które nie mogą utrzymać już urodzonych dzieci; oraz rzecz jasna kobiety noszące płody z perspektywą poważnych wad fizycznych i umysłowych, których nie da się zdiagnozować wcześniej niż w okolicy dwudziestego tygodnia czy nawet później. Niemało kobiet w ogóle nie zauważa ciąży przed upływem dwunastego tygodnia4. Termin na tyle krótki, aby zadowolić osoby oburzające się przerywaniem ciąży w drugim trymestrze, chcące, aby aborcja w trzynastym, szesnastym czy nawet dwudziestym czwartym tygodniu była przestępstwem, przyniósłby niedolę najuboższym i najbardziej izolowanym społecznie kobietom, a im bardziej restrykcyjny byłby graniczny termin, tym więcej kobiet ucierpiałoby na jego wprowadzeniu.”
Katha Pollitt PRO Odzyskajmy prawo do aborcji Przełożył Jakub Głuszak
@ RoberP:
Pollitt jest obdarzona sporym ładunkiem pomysłowej subwersji.
Do rozmów z ortodoksyjnymi prolajferami religijnej proweniencji przygotowywała się gruntownie studiując biblię. Albo, jeśli to było konieczne, talmud.
Potem miło się czyta:
Abortion opponents speak as if the Bible bars abortion. In fact, neither Testament mentions abortion. The Jewish tradition does not have the concept of the personhood of the fetus (much less the embryo or fertilized egg). In Jewish law, you become a person when you draw your first breath. Not all rabbis support abortion on demand, of course, but Jewish law does not ban abortion to preserve the woman’s health, and actually mandates it to save her life. Rabbis support ending a Tay-Sachs pregnancy even in the seventh month. It’s a different, less rigid mindset.”
Można i tak.
@ dranica:
?
@ Jubal:
Ciekawe ze wiesz kim jestem
Alek :
Nie, nie wiem.
Mnie ta inicjatywa zakazu aborcji raduje z jednego powodu.
Mianowicie, mam nadzieje ze uswiadomi ona roznym neoliberalnym niuniom z klasy sredniej, ze politycy moga rowniez i im spieprzyc zycie. Ze etat w banku, kredyt i lifestyle bedacy tansza wersja zachodniej MMC nie zabezpiecza ich w 100% przed tzw. “wiatrem historii”. Ze odczucie bycia bezsilnym wobec decyzji podjetych tam gdzies na gorze, przez gosci ktorzy maja wobec nich zero empatii, na ktore te decyzje one nie maja zadnego wplywu ale ktore moga im spieprzyc zycie – ze to odczucie nie jest tylko czyms co przytrafia sie ludziom z nizszej kasty (drobni rolnicy, dlugoletni bezrobotni bez renty, lokatorzy eksmitowani z kamienic, uchodzcy z Syrii itd.), ale i “zlotym dzieciom” III RP.
Mam nadzieje, ze to ich nauczy szacunku nie tylko dla “reki wolnego rynku” ale i do aktywnosci politycznej, solidarnosci spolecznej i wzajemnej empatii.
Mam nadzieje. Nieduza. Bo Polacy i Polki generalnie bardzo slabo ucza sie empatii.
Jeszcze o tym błyskotliwym autorze, który zmasakrował na zawsze aborcjonistów, cytując Baumana. Właśnie na Fejsie trwa festiwal uśmiechów w związku z ostatnim wywiadem z tymże dr. Łuczewskim. Jan Śpiewak wrzuca fragmenty:
Faktycznie, masakra.
Ciekawa rzecz moim zdaniem, tak minimalnie OT. Uczestniczyłem w najbliższym mi geograficznie czarnym poniedziałku i pani przy mikrofonie mówiła o zawłaszczeniu przez “obrońców życia” używanej terminologii i języka. O skali tego, jak głęboko sięgnęło to zawłaszczenie, niech świadczy to, że ta sama pani podczas mówienia poprawiła się z “dziecka” na “płód”. Dwukrotnie. Nawet “druga strona” podświadomie już to przejęła.
Swoją drogą, chyba naprawdę źle się musi dziać, skoro już nawet takie aspołeczne typy jak ja czują, że trzeba zaprotestować.
Kobieta ma cierpieć bo niepotrzebnie ubierała szpilki i mini, mężczyzna co najwyżej był wodzony na pokuszenie no i nie wytrzymał, ot cała logika
Świetny artykuł. Tak bardzo dobrze pokazuje o co chodzi w całej tej awanturze o aborcje. Dziękuję ci za mądry, , odważny, męski głos w dyskusji!
szprota :
O Wisznu, XXI wieczna wersja: right or wrong my country. Matka ma zawsze racje, a w czasach zatrudnienia na kontaktach dzieciska maja prawo do alimentow z najbardziej korzystnego okresu pracy ojca. Przerwy miedzy kontaktami nie wystepuja a place ojcow zawsze rosna albo pozostaja na tym poziomie.
@ Mtwapa:
A dlaczego akurat feministki mają się zajmować ciężarem alimentacyjnym Kijowskiego, a nie na ten przykład filateliści?
Tarhim :
Jakos nie slyszalem aby stowarzyszenia filatelistow czy milosniczek starych traktorow gardlowaly o krzywdach doznawanych ze strony ojcow-rozwodnikow.
Tak ze albo cynicznie bronimy jedynie interesow osobnikow ktorym dyndaja the same genitalia i etykietujemy Kijowskiego jak wyzej (patrz takze “pazerne suki” padajace z drugiej strony), albo nie wrzucamy wszystkich nie placacych/domagajacych sie podwyzszenia alimentow do super-pojemnych worow.
Mtwapa :
Powiem tak, nie wskazując nikogo personalnie: kiedy dostaje się propozycję bardzo intratnej posady w firmie lub organizacji, można zatrudnić się na umowę o pracę, ale można też stworzyć mechanizm, w wyniku którego oficjalnie w tej firmie będzie się zarabiać grosze. Jedni są alimenciarzami z konieczności, inni z wyboru.
I nie widzę u Szpro tendencji do tworzenia pojemnego wora. Wymieniła jednego alimenciarza.
Mtwapa :
Może i cynicznie ale to jest, like, sedno feminizmu i nie wiem dlaczego się ciskasz. Jesteś jednym z tych gości co to muszą się doczepiać do aktywistów z tekstami że all lives matter?
Zresztą jak już tworzyć wór, to z fasonem: 250 tysięcy mężczyzn zalegających z alimentami na cztery i pół miliarda złotych.
http://www.infor.pl/prawo/alimenty/inne-alimenty/77754,Czy-istnieje-obowiazek-alimentacyjny-dziadkow-na-rzecz-wnukow.html
Czy ojciec Mateusza Kijowskiego tez unikal placenia alimentow na wnuki? Profesor uniwersytecki, ma stala pensje, byloby z czego sciagac.
W “451° Fahrenheita” byli ludzie-książki. Jeden człowiek, jedna książka, do odtworzenia na życzenie. Wydaje się, że w pewnych formacjach umysłowych postanowiono zachować pamięć błędów logicznych i za każdy błąd jest osoba odpowiedzialna, która go z poświęceniem zawsze będzie powtarzała. Więc ktoś przypomni, że skoro Bóg daje życie, to tylko Bóg może odbierać, kto inny wciska ludziom dusze (nawet takim jak ja, co bez niej świetnie sobie całe życie radzą), ktoś poczuje obowiązek osadzenia Kijowskiego w kwestii aborcji; będzie ktoś, kto z poważną miną wyciągnie banialuki skompilowane przez niejakiego Michała Łuczewskiego i wymagać będzie, żeby je omawiać poważnie, a jeszcze kto inny zagra smutną i zmęczoną kartą z napisem “kiedy zaczyna się życie”.
Czytanie tego wszystkiego jest bardzo ciekawe, pokazuje jak różnorodnych środków trzeba, by przed takimi atakami się bronić – i są one sprawnie przez wielu komentujących używane, więc dobrze czynię cicho siedząc. Ale jedna linia dyskusyjna ma odgałęzienie, które nie jest chyba poddane bardziej uważnego oglądowi i tu sprawy z pewnością nie są proste. Chodzi mi o przykład tego pana, który
Rzecz w tym, że traktuje się termin “małżeństwo” jak gdyby był jasno opisany i powszechnie przyjęty zestaw zasad obowiązujących osoby, które chcą być traktowane jako “para” (czy “małżeńska para”). Oznajmienie “przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe” jest tak ogólnikowe i tak pozbawione “sugestii wykonawczych” (Bonnie i Clyde spełniali owe wymogi?), że niewiele znaczy. Podobnie jest z wariantem kościelnym: “ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Mówienie sąsiadce źle o mężu to złamanie ślubu wierności małżeńskiej czy chodzi tam tylko o gry erotyczne i seksualne?
Jak się zastanowić nad tym trochę, widać, że ludzie wdają się w takie związki utrzymując w mózgach pewne przekonania o oczywistości czy naturalności zachowań, brane czy to z filmów i marzeń czy też z tego, co znali w swoim otoczeniu. I poza ideałem ogólnej zasobności bywa w głowach taki bałaganik, że tam w ogóle nie mieści się wstępne przemyślenie takich szczególnych problemów jak to czy “płód należy do pary czy jest wyłączną własnością kobiety”. (Gdyby komuś chciało się tu wejść w dyskusję, proszę o przeformułowanie tego w jak najszerszy sposób i nie zawieszanie się na moim sformułowaniu). Przecież ludzie nawet nie mają podjętych decyzji czy mają wspólnie i zawsze odwiedzać krewnych…
Bywa tak, bywa inaczej. Będą mężczyźni nieszczęśliwi dlatego, że o czymś, co ich zdaniem dotyczy ich życia, kobieta im nie powie. A że oni kobiecie nie wspomną o wielu podjętych decyzjach może im się wydawać problemem z innego świata. I kto chce ścisłego regulaminu, powinien przeanalizować opcję wyjazdu do Arabii Saudyjskiej.
By dysputa byla symetryczna, nalezy sie zastanowic nad prawem “wyboru” jakie maja potencjalni ojcowie. Argument, ze to kobiety “nosza” dziecko jest niewystarczajacy.
IL
I dlatego od dawna w tej okolicy przeważa pogląd, że symetria w dyskusji jest głupia i nie należy traktować jej jako czegoś ważnego.
Rewelacyjny wpis. Zwróciłeś uwagę na problem z wielu stron, pokazując też kwestię ze strony męskiej. Właśnie takich artykułów trzeba nam w obecnej sytuacji. Super.
Powiem wam, jak będzie, lewaccy degeneraci. Nikt nie będzie z wami rozmawiał. Przez całą kadencję PiS będzie futrował lud szmalem i propagandowo przerabiał na antyaborcjonistów. Trudno nie będzie, patrzac na badania. W drugiej kadencji, która już dziś jest oczywista, bez nerwów, przy znikomych protestach jebniętych feministek, wprowadzi się pełną ochronę życia. Od poczęcia do śmierci. A wy wasze kretyńskie rojenia możecie sobie wsadzić w buty.
Znałem kiedyś jednego Torquemadę. Miał na imię Tomek, nazwiska zapomniałem, zresztą nie ma sensu pamiętać takich nazwisk. Na portalu fronda.pl udowadniał logicznie i spokojnie, że kobiety dokonujące aborcji należy karać śmiercią. Założył portal katolicy.net (dziś adres zwraca tylko jakiś błąd), a w nim wyszukiwarkę szukaj.katolicy.net, która przeszukiwała wyłącznie strony uznane przez Tomka Torquemadę za prawilne. Miała fajny ficzer: na dole strony wyszukiwarki wyświetlały się najczęściej wpisywane w nią wyrażenia. Wykorzystaliśmy więc fakt, że nie była zbyt popularna i Tomek dość szybko musiał ten ficzer wyłączyć, ale wcześniej przez parę dni wyglądało to tak: http://blogdebart.hell.pl/blog_images/szukaj_katoliku2.jpg
Ale tak w temacie pozostając, może ktoś wyjaśni temu panu, że zapłodniona komórka (alias życie poczęte) może się przekształcić w zaśniad groniasty albo w potworniaka.
Lurkerka_Borgia :
ale tylko jeśli ciąża nie jest dość katolicka
@ bart:
A jakie to ma znaczenie?
Idziecie na śmietnik i to jest najważniejsze i najsmaczniejsze.
Nie, ale czekaj, to dla mnie ważne. To ty zastanawiałeś się na portalu “Fronda”, czy kobieta dokonująca aborcji pownna być karana śmiercią, czy to był jakiś inny chory, chory pojebaniec?
Ujął Pan problem dyskryminacji kobiet, zwłaszcza tej pozornie niewyrażanej otwarcie,lecz objawiającej się w pełnych politowania i lekceważenia komentarzach pod ich adresem, niezwykle trafnie. Jako feministka, humanistka, przeciwniczka przyrostków typu “ożka” (które “zmiękczają nazwy zawodów typowo męskich, infantylizując kobiety, zamiast poprawiać ich obraz medialny) i sympatyk mężczyzn, mogę sobie tylko życzyć, aby głosy tak wyważone były lepiej i częściej słyszalne w dyskusji.
To chyba jako feminista i humanista oraz przeciwnik?
Lub biologistka, kosmetologistka, socjologistka i psychologistka.
Ciekawe argumenty. Ale każdy ma inne zdanie
Jeśli kobieta jest, tak mówiąc skrótowo, “przeciwko aborcji”, to i wtedy znajdą się liczni mężczyźni (tym razem uważający się za oświeconych i liberalnych), którzy potraktują ją jak dziecko niezdolne do własnych przemyśleń i samodzielności. A nawet do dbania o własne oczywiste interesy. Standardowa odzywka na wstępie: “Który ksiądz ci wmówił te antykobiece głupoty”?
“No jasne, ja też jestem wdzięczny mojej mamie, że mnie nie usunęła… Nie ma dzieci, które płaczą, że się nie urodziły”
Inna wersja.
No jasne, ja też jestem wdzięczna lekarzom, że mimo marnych szans utrzymali mnie po urodzeniu przy życiu, dziękuję, lekarze, ale gdybyście wtedy uznali, że to bez sensu, nie byłoby nikogo zmartwionego tym faktem. Nie byłoby Anki-komentatorki, która by dziś pisała: “Lekarze, nie chciałam umierać, dlaczego nie próbowaliście”. Nie ma dzieci, które płaczą, że umarły drugiego dnia po urodzeniu.
Anka :
Do czego zmierzasz? W medycynie robi się niektóre rzeczy mimo “marnych szans”.
Mam wrażenie, że Ance chodzi o to, że jeżeli ktoś umrze (a już szczególnie przed nabyciem świadomości swojego istnienia), to już nie jest mu przykro, że umarł. BO GO NIE MA.