Test buraczkowy, miśki Haribo i parówka na głowę
Praca wyszukiwacza i opisywacza altmedowych głupot to ciężkie zajęcie. Nie dość, że od czytania takich rzeczy dostaje się urazów mózgu gorszych niż od rtęci, to jeszcze w trakcie pisania narasta wątpliwość, czy na pewno warto danemu tematowi poświęcać notkę — czy ktokolwiek oprócz mnie i niewielkiej grupki wyznawców terapii daje w ogóle faka. W takiej sytuacji przydatny okazuje się Test Wegedzieciaka, tzn. sprawdzenie, czy opisywany temat przyciągnął uwagę jakiejś wegemamy na naszym ulubionym forum wegemam (oczywiście przy poprawce na charakterystykę forum — z oczywistych powodów Optymalni nie przeszliby testu).
Józef Słonecki Test Wegedzieciaka zdaje z łatwością. Znacie go? Pisze książki o zdrowiu. Według oficjalnej noty biograficznej…
JÓZEF SŁONECKI urodził się 9 grudnia 1949 roku. Już jako dziecko wyczuwał pod palcami zmiany chorobowe, i kiedy inni twierdzili, że tego samego nie czują — sądził, że to żarty. Jako sceptyk nie wierzył w jakieś tam zdolności paranormalne. Jednak fakty mówiły coś innego. Gdy przebywał w towarzystwie ludzi chorych — ci zdrowieli. Choroba jednak nie znikała, lecz przechodziła na uzdrowiciela. Przełom dokonał się, gdy zupełnym przypadkiem trafił na książkę „Od magii do psychotroniki”. Tam odkrył samego siebie. Jeszcze jakiś czas minął zanim — krok po kroku — nauczył się pomagać ludziom, wykorzystując tylko nadmiar bioenergii i nie szkodząc sobie. Obecnie jest dyplomowanym bioenergoterapeutą i prowadzi gabinet w Strzelcach Opolskich.
Z tej krótkiej biografii osoba używająca racjonalistycznej brzytwy Ockhama wyczyta, że Józef Słonecki był chorowitym dziecięciem widzącym rzeczy, których nie było.
Oprócz pisania książek i leczenia ludzi bioenergoterapią Józef Słonecki prowadzi wydawnictwo i portal o bezpretensjonalnej nazwie Biosłone. Bywalcy Otchłani powinni w tym momencie sapnąć „Aaaa, znam tę nazwę” — wyznawcy Słoneckiego bardzo aktywnie propagują jego idee w Internecie. Na portalowym forum nick Słoneckiego to „Mistrz”, tak też zwracają się do niego użytkownicy (czasem mówią o nim „Pan Józef”, zawsze z wielkich liter). To dzięki swoim internetowym fanom dochrapał się zaszczytu własnej notki na BdB, cechuje ich bowiem wielka pracowitość w rozgłaszaniu konceptów Mistrza i sympatyczny, choć nieco irracjonalny entuzjazm, podobny do spotykanego u Optymalnych czy akwizytorów MLM.
Słonecki jest wyznawcą popularnej w altmedzie teorii toksyn zatruwających organizm. Uważa jednak, że zazwyczaj organizm znakomicie radzi sobie z ich wydalaniem. Przeszkodzić mu w tym mogą uszkodzenia jelit wywołane przez naszą starą znajomą — drożdżycę powodowaną przez Candida albicans. W swojej książce „Zdrowie na własne życzenie” Mistrz opisuje przerażającą metamorfozę zamieszkujących nasze jelita pożytecznych drożdży w straszne grzyby, które zapuszczając kiełki w ścianki jelita, dokonują jego perforacji. W efekcie takiego ataku nasza zdrowa do tej pory kiszka zamienia się w rzeszoto, przez którego mikropory toksyny przeciskają się do organizmu, skutecznie go zatruwając. Każdy może przeprowadzić prosty test, zwany przez Słoneckiego testem buraczkowym. Należy wypić trochę soku z buraków, odczekać kilka godzin i zrobić siusiu:
Wynik pozytywny testu, tj. mocz zabarwiony na czerwono, świadczy o istnieniu całych tysięcy wyrw rozszczelniających błonę śluzową jelita grubego, zwanych wrotami zakażenia. Potocznie nazywamy to nieszczelnością jelit, co odpowiada rzeczywistości i daje wyobrażenie o tym, co jeszcze przedostaje się tą drogą do naszego organizmu.
W rzeczywistości czerwony mocz to normalne zjawisko, występujące u kilkunastu procent ludzi. Obecne w burakach barwniki nie rozkładają się w przewodzie pokarmowym i zostają wydalone razem z moczem.
Oczywiście żaden szanujący się altmedowiec nie ograniczy swojego targetu już na starcie do czternastu procent populacji. Jeśli więc należycie do większości, której siusiu od buraczków się nie zabarwia, Mistrz podaje w książce dodatkowe objawy drożdżycy, a imię ich Legion. Spanie z otwartą buzią, kozy w nosie, pogarszający się wzrok, nadmierne albo zmniejszone wydzielanie śliny, wieczna chrypka, wzdęcia, śmierdzące bąki, zaparcia, biegunka, hemoroidy, pieczenie pupy, trądzik, uczulenia, zimne stopy i/lub dłonie, łupież, depresja, nadwaga, niedowaga, problemy z sercem, najróżniejsze bóle i — last but definitely not least — impotencja. Słonecki dodaje, że drożdżycy nie da się wykryć w żadnym laboratorium analitycznym („łatwiej byłoby znaleźć igłę w stogu siana, niż mikroskopijnego grzyba wypatrzeć”). Jedyna metoda diagnozy to porównanie swoich symptomów z objawami z listy Mistrza.
Lolkontent lolkontentem (oprócz tej impotencji, z pewnych rzeczy po prostu nie wypada się śmiać), ale zwróćcie uwagę na przedłużającą się chrypkę. Otóż ja znam jeszcze jedną chorobę, której jednym z objawów jest wieczna chrypka. Ta choroba to rak krtani. Zawsze warto przypomnieć, że ludzie propagujący nierzeczywiste bzdury mogą wyrządzić rzeczywiste szkody.
Na nieszczelne jelito Słonecki poleca specjalną Dietę Prozdrowotną oraz swój wynalazek — Miksturę Oczyszczającą, składającą się z oleju spożywczego, soku z aloesu i Citroseptu. Wzrasta od niej odporność, mija niestrawność, znikają problemy ze stolcem (i poprawia się jego jakość), mniej śmierdzi z ust, rozpuszczają się kamienie w nerkach i ogarnia uczucie ogólnej lekkości. Mikstura zapobiega również powstawaniu nowotworów.
Mistrz tym się różni od innych naszych znajomych z Otchłani, że nie łyka bezkrytycznie każdej tezy alternatywnej do rzeczywistości. Jest wrogiem witaminy C i suplementów, krytycznie wypowiada się o homeopatii, za to pozytywnie o szczepieniach — i generalnie jest zdania, że należy krytycznie podchodzić do wszystkiego, co nie pochodzi od Mistrza. Jego kontrowersyjne poglądy, w połączeniu z jakimiś osobistymi konfliktami, przysporzyły mu wielu wrogów w środowisku altmedowo-spiskologicznym. Co przekłada się na rozpowszechniane w Internetach informacje, że Słonecki naprawdę nazywa się Josef Szemeszteyn, swoje pomysły rżnie od Gersona i ojca Klimuszki, a na zlocie Biosłone dostał biegunki po bigosie.
Mimo niechęci do altmedowców, Mistrz czujnie obserwuje trendy i czerpie wiedzę. Homeopatom skradł sekret pogorszenia terapeutycznego. W swojej książce pracowicie wylicza możliwe dolegliwości mogące się pojawić w początkowej fazie stosowania Mikstury Oczyszczającej: ogólne rozbicie, osłabienie, zawroty głowy, wewnętrzny niepokój, ból brzucha, nudności, zgaga, wymioty, kolka, śmierdząca sraczka, katar, gorączka, zapalenie wszystkiego (m.in. narządów płciowych, pęcherza, cewki moczowej, prostaty, śluzówki odbytu), ruszanie się zębów, wzmożone wypadanie włosów i nasilony łupież, zwiększony apetyt i przybieranie na wadze, smród spod pach… Rety! Gdyby jakaś szczepionka wywoływała połowę z tych objawów jako skutki uboczne, prof. Majewska chyba by zemdlała ze zgrozy!
Jakie schorzenia wywołuje drożdżyca? Wszystkie! Przecież powoduje toksemię, którą Hipokrates nazywał przyczyną wszystkich chorób. Chronologicznie, od poczęcia: uszkadza plemniki, „wpływając niejako genetycznie na kondycję potomka, nie dając mu praktycznie szans na prawidłowy rozwój już w życiu płodowym”. W ogóle choroby genetyczne praktycznie nie istnieją — to po prostu głupi lekarze mylą je z efektami drożdżycy. Grzyb zagnieżdża się w jajach jeszcze w jajniku. Powoduje poronienia, wcześniactwo. Niemowlę obciążone drożdżycą źle się rozwija i cierpi na kolki, ale furda kolki, kiedy najstraszliwsze czai się cichaczem:
Człowiek od dzieciństwa nie choruje (organizm nie walczy), aż zupełnie niespodziewanie okazuje się, że ma raka.
To zaskakująca dygresja w rozdziale o wpływie drożdżycy na płód, ale Mistrz ma prostu taki specyficzny, niepozbierany flow. Uwaga o raku pasowałaby raczej do rozdziału o starości, ale musiałaby w nim konkurować z następującą złotą myślą:
Zgrzybiały staruszek, zgrzybiała staruszka — tak niegdyś określało się ludzi starszych toczonych przez grzyby.
Książkę „Zdrowie na własne życzenie” zamyka rozdział „Z gabinetu bioenergoterapeuty”, w którym Mistrz zawarł praktyczne rady wypróbowane podczas wieloletniej pracy leczniczej. Na zwyrodnienia stawów poleca okład z liścia kapusty. Na zatoki najlepsza jest parówka na głowę (nie mięsna, tylko taka z gorącej wody i odrobiny szałwii). Na biegunkę suchy ryż. Na bolący brzuch okłady z gorącej soli. Strzelanie w stawach, które według Mistrza prowadzi do trwałych uszkodzeń, należy leczyć jedząc po dwa miśki Haribo trzy razy dziennie. Widać od razu, że Mistrz jest zwolennikiem rozwiązań leczniczych nie obciążających zbytnio portfela i dostępnych lokalnie, najlepiej w pobliskiej „Żabce”. Taką filozofię Mistrz propaguje również na swoim forum, gdzie np. na problemy żołądkowe półtorarocznego dziecka potrafi polecić Coca-Colę:
To nie jest pomyłka — coca-cola jest bardzo pomocna w usuwaniu patologicznego śluzu z ścian jelit. Nie ma tu w zasadzie żadnego ryzyka — są osoby, które piją ją na okrągło, więc przez tydzień nie może zaszkodzić.
Forum Biosłone nie jest typową społecznością Web 2.0 — to raczej miejsce, gdzie można spotkać Mistrza i spytać Go o radę. Do obsługi petentów Mistrz ma swoich przybocznych, którzy udzielają wstępnych odpowiedzi lub kierują do właściwych maksym Pana Józefa (poprawiają też na czerwono błędy ortograficzne i literówki użytkowników — forum wspiera internetową akcję „Bykom — stop!”). Forum w założeniu ma gromadzić mądrości Słoneckiego, posiada odrębny duży dział „Archiwum Wiedzy” składający się wyłącznie z jego wypowiedzi na najróżniejsze tematy, z zablokowaną możliwością komentowania. A mistrz lubi siec złotymi myślami:
W powszechnym mniemaniu medycyna to coś jakby zdrowie, z naciskiem na jakby.
Ponadto człowiek nie jest zwierzęciem, o czym świadczy chociażby nasze uzębienie, żadne zwierze nie je tak jak człowiek, żując dokładnie pokarm przed jego połknięciem, delektując się jego smakiem.
Różnica między lekarzem a uzdrowicielem jest taka, że uzdrowiciel ma „to coś” wrodzone, jak inteligencję, lekarza zaś tego uczono.
Potrafi też zaskoczyć nawet wytrawnego bywalca obłąkanych portali, np. za pomocą teorii, w myśl której brzydki zapach z ust to bąki, które przez nieszczelne jelito dostają się do krwi, potem do pęcherzyków płucnych i fru! tchawicą na wolność.
Producenci gum do żucia i past do zębów często obiecują, że ich produkty likwidują nieprzyjemny zapach z ust. To ewidentne oszustwo i przypomina używanie dezodorantu zamiast solidnej kąpieli. A gdyby nawet tak było, gdyby gumy do żucia i pasty do zębów rzeczywiście usuwały ów objaw nieszczelności ścian jelita grubego, to byłoby to kolejne maskowanie objawów.
Forum Biosłone czyta się trochę jak scenariusz „Rejsu”, przy założeniu, że wszyscy bohaterowie filmu wstąpili do sekty. Silnie zhierarchizowana struktura, uporządkowany tok dyskusji. Atmosfera ożywia się czasami, gdy Mistrz wpadnie w złość, np. na nowicjusza skarżącego się, że czwarty miesiąc pije Miksturę Oczyszczającą i nie czuje poprawy:
A kto powiedział, że po MO ma być poprawa? To nie jest lek, po którym ma być: …już w porządku, mój żołądku. Po MO ma być na początku kuracji właśnie gorzej, bo taka jest jej idea, by odchorować zadawnione choroby.
Zaś na nieśmiałe „Ja rozumiem, ale myślałem, że to przez 3 miesiące się zmieni na lepsze” odpowiada w stylu strzeleckiego Buddy:
Zmieni się na lepsze wówczas, gdy już będzie lepiej.
Mistrz potrafi też ostro skarcić za korzystanie z antybiotyków przy zapaleniu oskrzeli:
Dawno już podobnej durnoty nie widziałem na naszym forum! Tzw. zapalenie oskrzeli jest objawem usuwania drogami oddechowymi ropy powstającej wskutek niszczenia zdefektowanych komórek, a to jest istotą owego procesu oczyszczania, zwanego chorobą infekcyjną. Doprawdy, trzeba być pacjentem, czyli kompletnym idiotą, by ten naturalny proces „leczyć” w jakikolwiek sposób, a już antybiotykami, to już jest skrajne kretyństwo! W ogóle, nich się Pani zastanowi, czego Pani tutaj szuka…
Pewno za jakiś czas pójdzie Pani na inne forum, gdzie skarżą się, że pili MO 3 lata i nic im to nie pomogło. To niech Pani idzie już teraz, nam nie potrzeba takich idiotów, co swoje zdrowie mają w tak głębokiej pogardzie, że oddają je specjalistom od chorób. Nic tu po Pani!
Słonecki wyznaje jednak zasadę zdrowego rozsądku (proszków przeciwbólowych używać nie należy, chyba że coś bardzo boli). Więc czasami antybiotyki są OK, np. kiedy Mistrzowi spuchnie gęba:
Sam zastosowałem antybiotyki, gdy niemiłosiernie napuchłem w trakcie kuracji Detoxem+. I nie chodziło o to, że opuchlizna zagrażała w jakikolwiek sposób mojemu życiu, ale po prostu „z taką gębą” nie mogłem pokazać się między ludźmi, a musiałem.
Forum jest też doskonałym miejscem, żeby okazać Mistrzowi należny szacunek:
Codziennie jestem wdzięczny Bogu, że pozwolił mi odnaleźć to miejsce i poznać prawdę dotyczącą zdrowia głoszoną przez naszego Mistrza. Na początku tego roku byłem w opłakanym stanie w zasadzie zbliżonym do tego jakie opisywał Machos. Uderzenie wysokiego ciśnienia do głowy, któremu towarzyszył częstoskurcz serca chyba tylko cudem przeżyłem. To było dla mnie jak wstrząs, po którym wiele miesięcy trwałem w ciągłym lęku. Leki jakie mi po tym zapisał kardiolog odrzuciłem stopniowo po trzech miesiącach stosowania, pomimo wielkiego strachu jaki przeżywałem postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę: drogę prowadzącą do zdrowia wg. Józefa Słoneckiego. I choć nigdy nie byłem pacjentem, i zdecydowanie unikałem lekarzy od czasu jak w wieku lat pięciu pozbawili mnie migdałów to moja droga do choroby wiodła głównie przez sposób odżywiania.
Status autora tego wpisu to obecnie „offline”; mam nadzieję, że to dlatego, że akurat przegląda inne strony albo kładzie się spać (za oknem noc, gdy słowa te klepię).
A teraz najdziwniejszy fragment tej historii: część komercyjna przedsięwzięcia Biosłone wygląda żałośnie. W zasadzie nie istnieje. Jeśli chcemy zostać uczniami Słoneckiego, powinniśmy jedynie zaopatrzeć się w jego książki (54 zł za komplet) — ale nawet to nie jest konieczne: przepisy na Miksturę Oczyszczającą czy zasady zdrowego życia Mistrz publikuje w Internecie. Na portalu Biosłone można również przeczytać przepis na inny cud-składnik zdrowej diety, Koktajl Błonnikowy, składający się z wody, owoców, miodu i zmielonych pestek wymieszanych razem w blenderze (najlepiej w Cucina Philips HR 2860, ze względu na trwałość — pamiętajcie, Mistrz zna się na wszystkim). I Koktajl, i Miksturę Oczyszczającą należy przygotować ze składników dostępnych na rynku, Mistrz nie prowadzi ich sprzedaży. Przekopałem się sumiennie przez forum, szukając niezauważonego haczyka finansowego, ale nie znalazłem nic oprócz zlotów forumowiczów (nawet jeśli przynoszą dochody organizatorowi, to są to sumy bardzo skromne, poza tym było owych zlotów raptem trzy) i franczyzy Gabinetów „Zdrowie na własne życzenie” (jeden z przybocznych otworzył gabinet w swoim mieszkaniu, brak informacji o opłatach licencyjnych dla Mistrza).
A zatem jeśli nie o pieniądze chodzi, to o co? Nasuwają mi się dwa przypuszczenia: jedno realistyczne, a drugie spowodowane zbyt częstym zaglądaniem w Otchłań.* Realistycznie przypuszczam, że Józef Słonecki pragnie zostać słynnym na cały kraj bioenergoterapeutycznym ekspertem od zdrowia i zapewnić tym samym wysoką frekwencję w swoim gabinecie w Strzelcach Opolskich (czyli jednak chodzi o pieniądze). Jednak kiedy założę swoją Czapeczkę Chroniącą Myśli, nasuwa mi się inny domysł: oto mamy niesamowitą okazję oglądać sektę-niewypał w stanie wegetacji. Niby wielbią Mistrza, niby piją wspólnie Koktajl Błonnikowy na zlotach, ale gdzieś po drodze komuś zabrakło determinacji i kawałka ziemi, na którym można by zbudować gospodarstwo dla kilkunastu rodzin, z wysokim płotem, jednym wejściem i magazynem broni.
Potem zdejmuję Czapeczkę i od razu mi lepiej.
* Komentator amatil zwraca uwagę, że najbardziej oczywistym wytłumaczeniem zagadki Pana Józefa jest zwykły ego trip. Może i nie ma z tego kasy, ale przynajmniej mówią mu „Mistrzu”.
@ marcello_minestrone:
drogi Bart
liczyłem na dyskusję nie zaś przepychanki słowne naszpikowane złośliwościami
:(
szkoda, że tam do mnie podchodzisz, ale to Twoje forum
chcesz być gburem i prześmiewcą i jednocześnie udawać naukowaca i racjonalistę to nie wyda kolego !
tymczas :
Próbowałem przecież dyskutować z twoją “logiką” :(
tymczas :
Aby dyskutować, należy przedstawia merytoryczne argumenty, a nie pseudologiczne wnioski typu “skoro na wraku Tu-154 nie znaleziono śladów wybuchu, to logiczne jest, że Rosjanie mogli użyć broni laserowej”
Taka np. fenoloftaleina jest również związkiem barwiącym mocz na czerwono, co podobno wykorzystywali pomysłowi symulanci podczas IIWW. Nie oznacza to, że coś szczególnie złego dzieje się z jelitami (pomijając przypadki przedawkowania). Opis działania znajdujemy na stronie paleomedu: https://rozanski.li/?p=1923 (strona jest raportowana przez Firefoxa jako niebezpieczna, ale nie ma powodu do obaw).
@ vauban:
Z tą fenoloftaleiną to raczej bujda (paleomedu nie czytałem) – tzn. owszem, mogli ją zażywać symulanci, bo wywołuje biegunkę, ale jeżeli barwi mocz na czerwono, to wskazuje, na jego odczyn zasadowy (pH >8.2), czyli jakąś patologię – w normalnym moczu powinna być bezbarwna.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego większość ludzi krytykuje wszystko co dziwnie brzmi. Sprawdź wpierw na sobie jedną z metod i wtedy zacznij się wypowiadać. Nadmieniłeś mnóstwo argumentów, niestety większość metodą mediów – wyciągając myśl z kontekstu, bądź też osmieszajac je za to, iż są odmienne z Twoim światem. Może trochę więcej tolerancji i mniej pewności w swoją “intuicję” bo wiedzą bym tego nie nazwała. Konkrety! Konkrety! I jeszcze raz konkrety!
edikke :
Nie wiem, co robi większość ludzi. Wiem, co robię ja. Nie krytykuję wszystkiego, co dziwnie brzmi. Być może chodzi ci o coś innego: o krytykę teorii leczniczych przeczących współczesnej wiedzy medycznej, podanych bez śladu dowodu. Takie teorie istotnie chętnie krytykuję.
Jednostkowe doświadczenie nie jest żadnym dowodem, na organizm wpływa bowiem zbyt dużo zmiennych – a dodatkowo nasza subiektywna ocena własnego stanu jest, no cóż, subiektywna. W ocenie skuteczności terapii dużo lepiej niż własne doświadczenie sprawdza się statystyka i obserwacja dużych grup pacjentów.
Nie wiem, którą myśl wyciągnąłem z kontekstu. Jeśli coś pominąłem lub przekłamałem, wskaż mi, proszę, w którym miejscu.
Skoro już sobie prawimy dusery, to ja może powiem, że wyznawcy Słoneckiego cechują się według mnie skrajną naiwnością, nawet jak na zwolenników medycyny alternatywnej. Może trochę więcej krytycyzmu wobec różnych bioenergoterapeutycznych guru?
No właśnie. Ja cały czas na nie czekam. Na jakich badaniach Mistrz Słonecki opiera lecznicze działanie swojej Mikstury Oczyszczającej? Jakie eksperymenty doprowadziły go do hipotezy, że przyczyną wszystkich chorób jest toksemia? Jakie badania tę hipotezę potwierdziły? Jaki jest teoretyczny model przedostawania się soku z buraków do układu moczowego? Którędy? Co z innymi substancjami? Jeśli chory na Kandydozę Słoneckiego wypije seledynowy barwnik spożywczy, czy jego mocz zabarwi się na seledynowo? Jak teoria Słoneckiego o tym, że choroba to w rzeczywistości proces zdrowienia polegający na pozbywaniu się toksyn przez organizm, ma się do współczesnych teorii o strategiach replikacyjnych wirusów czy o układzie odpornościowym? Jakie badania doprowadziły Mistrza do przekonania, że bakterie i wirusy utrzymują organizm w należytej czystości, choroba infekcyjna to w rzeczywistości “remont” organizmu czyszczący go z ropy, a cały proces wykrztuszania ropy przyspiesza gorąca herbata z miodem? Skąd to wszystko Mistrz wydłubał?
Serio, droga edikke, Mistrz opowiada niesamowite kocopoły i ty to przyjmujesz na jego piękne, długorzęśne oczy, a mnie prosisz o konkrety, bo raczyłem poddać w wątpliwość sensowność działania testu buraczkowego?
@ marcello_minestrone:
“Aby dyskutować, należy przedstawia merytoryczne argumenty, a nie pseudologiczne wnioski typu “skoro na wraku Tu-154 nie znaleziono śladów wybuchu, to logiczne jest, że Rosjanie mogli użyć broni laserowej”
jasne i Twój post spełnia ten warunek ???
trochę się ośmieszasz takimi “wypowiedziami”
jeśli moje podane wcześniej ARGUMENTY są złe to proszę wskaż i uzasadnij dlaczego
a Ty wyjeżdżasz z TU-154 ??? :(
to Twój pokaz merytorycznej rozmowy ?
żenada
@ tymek:
jeśli moje podane wcześniej ARGUMENTY są złe to proszę wskaż i uzasadnij dlaczego
Nie zauważyłem, żebyś brał wcześniej udział w dyskusji
“Jakie badania doprowadziły Mistrza do przekonania, że bakterie i wirusy utrzymują organizm w należytej czystości, choroba infekcyjna to w rzeczywistości “remont” organizmu czyszczący go z ropy,(…)? Skąd to wszystko Mistrz wydłubał?”
Witam-a może takie badania?
http://kidney-renal-cancer.blogspot.com/2010/04/pamp-fever-and-cancer.html
http://bioinfo.mni.th-mh.de/cancer/table-epidemiology.pdf
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16490323
http://bioinfo.mni.th-mh.de/cancer/hobohm-2001-cii.pdf
http://bioinfo.mni.th-mh.de/cancer/hobohm-2008-cri-pamp.pdf
dotyczy to co prawda tylko chorób nowotworowych-ale jednak
pozdrawiam i znikam
Uczeń Namira :
Ale kiedy nie – to, że infekcje mogą wpływać na remisję nowotworu, nie jest dowodem na to, że kiedy kaszlemy, pozbywamy się toksyn; tak jak tezy o toksemii będącej źródłem wszystkich chorób nie wspiera fakt, że są ludzie chorujący na ołowicę.
@ Uczeń Namira:
A teraz przeczytaj cytowane teksty i wskaż, który konkretnie mówi o pożytecznym działaniu bakterii i wirusów na utrzymanie organizmu w czystości.
Miałem zniknąć-ale odpowiem gdyż obaj ustosunkowaliście się w sposób cywilizowany
do tego co napisałem
Bart-tak to ujmując to oczywiście masz racje-nie wiem czy kaszląc pozbywamy się toksyn-bo się na tym nie znam. Mi bardziej chodziło o to że Słonecki tam na swojej stronie pisze również, że infekcje oczyszczają organizm z NIEPRAWIDŁOWEJ TKANKI i niszczą potencjalne ogniska nowotworowe (takie coś tam przynajmniej wyczytałem i na ten sposób zrozumiałem “oczyszczanie”-moge się oczywiscie mylić)
marcello_minestrone-Ty byleś w stanie w 17 minut dokładnie przeczytać ze zrozumieniem te 5 linków i to po angielsku?????????-no to ja wymiękam-nie dałbym tak rady-za słabym jestem dla Ciebie partnerem do dyskusji
niemniej dziękuje i znikam defintywnie
pzdr
Uczeń Namira :
Zauważ tylko, że twoje linki nie potwierdzają tego pomysłu.
Uczeń Namira :
owszem, jestem w stanie, mój zawód polega na rozumieniu tekstów medycznych w języku angielskim, przynajmniej na tyle, że mogę stwierdzić żaden z nich nie mówi o korzystnym działaniu bakterii i wirusów – wszystkie mówią o pewnym (statystycznym) związku, także dość odległym w czasie, pomiędzy gorączką (np. wynikającą z ostrego zakażenia) a remisją nowotworów lub zmniejszeniem ryzyka pewnych typów nowotworów i sugerują bliżej nieokreślony wpływ na układ odpornościowy, a wskazują na negatywny wpływ przewlekłych zakażeń na te same nowotwory.
No i co, piłem miksturę przez 3 lata, oraz odżywiałem się wg Biosłone. Na początku lekka poprawa, a potem zjazd do boksu. Mikstura to jeden wielki przekręt. Ostatnio nawet były expert z Biosłone opublikował badania lekarskie. Po pięciu latach picia mikstury i zawierzeniu temu Mistrzowi oszołomowi, stanowi wrak człowieka. Ma w trzy dupy nadrzerek widocznych gołym okiem!! na całym przewodzie pokarmowym. Teraz biedaczyna może spożywać tylko trzy produkty na które nie jest uczulony, woda też go uczula.
Nie będę dalej komentował w co ja się wpiepszyłem. Na forum są usuwane przypadki pogorszenia po kilku latach stosowania zaleceń mistrza. To jest jakieś nieporozumienie że ludzie będący w środku tego nie chcą widzieć. Są fanatykami, ja też kiedyś byłem… Za co przepraszam.
@ Witek:
Jak to się w ogóle stało, że przez trzy lata to piłeś?
Mniej więcej tak: Zamieszczam tu przemyślaną odpowiedź Liwii, która wpiepszyła się w Biosłone a więc w takie kłopoty że nawet sam mistrz w wywiadzie radiowym podsumował jej przypadek ” z nią to albo wóz albo przewóz” Biedaczka męczyła się parę lat a skóra wręcz odpadała płatami. Po zmianie metody na NIA + odpowiednia dieta, zapomniała co to kłopoty zdrowotne. Cytuję więc ją:
Zauważcie, że to jest prowokacja. Autor MO świadomie posługuje się socjotechnikami, jest bądź co bądź, ekspertem ws. energii i wpływu na ludzi. Myślę, że niektórzy z Was sami tego doświadczyli. Kto tego nie widzi, być może nadal jest pod jego wpływem, a o tym nie wie. Jak ten wpływ jest rujnujący najbardziej widać na organizmie. Ile to osób w imię idei pogrążało się w chorobie, a na końcu olśnienie – “to jednak nie były objawy oczyszczania”. Na forum biosłone zachodzą silne interakcje międzyludzkie, a model tego forum nie pozwala wyzwolić się naturalnej inteligencji forumowiczów. Właściciel forum przedstwia swój punkt widzenia, jako prawdę, jedyną prawdę. Podpiera ją swoimi artykułami (bez podawania źródeł, ale przecież wiemy, że te źródła istnieją), ale co chyba najmocniej działa – podpiera ją innymi ludźmi. Profilaktycy zdrowia na forum biosłone (wiem, że część z nich już to pojęła) byli tylko narzędziem w rękach JS. Jest to grupa zazwyczaj młodych, rzutkich, inteligentnych osób, które poczuły się wyróżnione tą plakietką (ja się tak czułam). Niestety to samozadowolenie łatwo zakrywa prawdziwe intencje powołania Profilaktyków. Profilaktycy, a wcześniej Eksperci, byli i są wyszkoleni do tego by propagować ideę. Nie wszyscy są tego świadomi, nie posądzam ich o złe intencje, ale bardziej o nieświadomość. Są oczywiście i tacy Eksperci/Profilaktycy, którzy rezonują z “energią” JS. Kiedy na forum biosłone pojawiały się przebłyski inteligencji forumowiczów, sprzątanie robili właśnie ci najwierniejsi (najwierniejszym przyjacielem człowieka jest… ).
Na biosłone silnie działa mechanizm autorytetów. Bardziej przypomina to politykę, walkę o wyznawców niż rzeczywistą próbę dotarcia do sedna sprawy. Wiele materiałów jest niedostępnych dla forumowiczów, wybierane są tylko te rzeczy, które są bezpieczne (kto był na kulisach, ten wie o czym mówię). Styl wypowiedzi tutaj przytoczonej znowu odwołuje się do wartości autorytarnych. Posługiwanie się cudzymi danymi osobowymi czy zdjęciami, a także obraźliwe przekształcanie nicków ociera się o naruszanie praw osobistych. To już nie jest tylko tupet, ale robi się grubsza sprawa. Jeżeli ten człowiek robi to świadomie, to jest to albo głupota, albo możliwe, że choroba. Ostatecznie ten chwyt ma pokazać, że JS jest nietykalny i innych może zmieszać z błotem. Wiele osób z biosłone wypiera te fakty, usprawiedliwiają JS na różne sposoby, byle tylko podtrzymać idee i zachować swoją wirtualną pozycję (do czasu zapaści zdrowotnej lub psychicznej). Tak więc musimy być świadomi, że forum biosłone to nie tylko “forum prozdrowotne”, to jest cały mechanizm społeczny, który (np. mnie i moich znajomych, którzy się “przebudzili”) osłabiał, i ciało i ducha.
Myślę, że odtrutką na biosłone ( to się sprawdziło u mnie) jest:
1. Rezygnacja z tamtego forum – uwalniasz się od tego klimatu i zaczynasz myśleć o swoim życiu.
2. Pisanie na tym forum, gdzie możemy się dzielić się i korzystać z doświadczeń innych.
3. Otwieranie się na wiedzę, edukację nawet gdyby była wyzwaniem dla tego co już wiemy.
4. Bycie zawsze otwartym i opieranie się na swoim organiźmie i własnym wyczuciu, gdyż nie ma metody doskonałej.
Forum NIA różni się zasadniczo od forum b. . Nikt nie broni tutaj idei, a jeżeli jest jakaś idea, to aby pozostawać otwartym na zrozumienie organizmu i zdrowia. Nikt tutaj nam niczego nie narzuca. Dzielimy się swoim doświadczeniem. Nie boimy się eksperymentować. Nie ma zewnętrzego autorytetu, gdyż każdy dla siebie musi stać się autorytetem, korzystając z wiedzy i doświadczeń innych.
Dlatego, nie dajmy się zwariować. Po co tracić energię i czas na coś, co nie buduje?
Witek :
Chcesz powiedzieć, że przeszła od Biosłone do wtykania sobie cieciorki w ranę na łydce?
Tak, i pomogło, na początku leci śmierdząca ropa, potem już tylko limfa, wtedy można ranę zamykać. Wiem że nie jesteś zwolennikiem takich metod.
…
To nie jest temat do żartów, ale gdybym wierzył w teorie spiskowe, zacząłbym podejrzewać o konspirację przedsiębiorców pogrzebowych. Winien jest ten, kto ma z tego korzyść, prawda?
Serio, zajrzałem na to forum NIA i włos mi się zjeżył z przerażenia. Forum samobójców nie byłoby gorsze.
Tak, to jest idiotyczne z punktu widzenia człowieka cywilizowanego. Zgadzam się z Tobą. Dlatego nie namawiam i nie będę przekonywał i cudował. Zwrócę jedynie uwagę że podobna metoda była stosowana przez tybetańskich mnichów przy ciężkich schorzeniach. Wiem że czasy się zmieniły, jednak ja już mam to założone ponad 8 miesięcy i pisząc te słowa myślę sobie że do samobójcy mi daleko.
Witek :
Serio była? Niby skąd to wiadomo? I z jakimi efektami?
Witek :
To już rozumiem, jakim cudem dałeś się przez trzy lata nabierać Mistrzowi.
This. Is. Creepy.
Witek :
Jak śpiewał kabaret Mumio we współpracy z Łowcami.B:
Durne, ale NMSP.
Tybetańscy mnisi
Pokorni i cisi
W pomrocznej ciemnicy
Ziarna ciecierzycy
W pijanym widzie
Wkręcali se w łydzię
Elektryfikacja
MSPANC
Uprzejmie donoszę, że w Pułtusku i okolicach nie da się kupić ciecierzycy w postaci ziaren, a tylko w puszce. SpiseQ!
Wiem że ostatni post był jakiś czas temu ale temat jest ciekawy.
Powstało radio biosłone. Kurczą czytam nieraz forum jako gość bo można tam znaleźć sporo ciekawostek, mój mózg jednak nie został pochłonięty :), ale to radio brzmi szarlatańsko.
Też zauważyłem że jeśli ktoś ma inny nawet racjonalny pogląd to jest skutecznie obrażany…
Witam
Słusznie piszecie o tym kombinatorze Słoneckim i jego nadwornych poplecznikach, sporo ludzi straciło przez jego wynalazki zdrowie. Na Biosłone jest prowadzony specjalny ukryty dział w którym nawet eksperci Słoneckiego piszą jak działa mikstura, w załączonym pliku pdf macie skan z takiego działu jak ten matołek Scorupion ludzi nagania do picia mikstury, a sam w nią nie wierzy można go stąd pobrać: http://wrzucacz.pl/download/5381400872111
A jak zakłamany jest test buraczkowy Słoneckiego można poczytać: http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?p=232600#232600
A tu efekty picia mikstury: http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?p=229505#229505
A tu jak Słonecki kłamie jakoby jego mikstura dolatywała do jelita grubego:
http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?p=230115#230115
Myśleć i nie dać się nabierać naciągaczom.
Niedawno natknęłam się w internecie na forum bioslone i się zastanawiam co Ci ludzie mają w głowach? Bardzo mnie rozbawił ten artykół :)
GLUPIS CAPIE -AUTORZE TYCH WYPOCIN–SLONECKI JEST WALNIETY MOMENTAMI- ARTYKULY O EZOTERCZNYCH SPRAWACH ITP. JEDNAK MASZ CHAMIE JEKIES OSOBISTE URAZY DO SLONECKIEGO -TO SIE CZUJE -TO WALI Z TEKSTU -JEST ON TWOIM ‘TARGETEM’ -POPISZ SE DO KONCA MENDO I PISZ WSZYSTKO PO ANG -NIE CHWAL SIE KILKOMA SLOWAMI -WQ–WIA MNIE TAKIE WTRACANIE ANG.SLOW GDZIE ICH NIE POTRZBA WCISKAC.. NIE POPIERAM TAKICH BZDUR JAK WOLANIE GO MISTRZEM[ZLAC SIE MOZNA] ALE DUZO JEST PRAWDY W JEGO PORTALU-CIEKNACE JELLITO JEST FAKTEM MEDYCZNYM SA SYMPOZJA NA TEN TEMAT ROBIONE PRZEZ ‘NORMALNYCH’ DR [W WIEKSZOSCI NIEUKOW-A CZASEM SLONECKI OD NICH LEPSZY]
TY JEDNAK JESTES TENDENCYJNY FALSZYWY, PELEN JADU I ZOLCI. NIE MIESZKAM W PL. JESTEM DALEKO ALE TAKIE DOGRYZNIE SLONECKIEMU JEST CHAMSKIE A TY JESTES TUTAJ /MISTRZEM’ GNOJU I PARCHU W JEDNYM.. NIE BYLEM U SLONECKIEGO -NIE ZNAM -JAKO I CIEBIE -OBU WAS NIE CHCE ZNAC A CIEBIE W SZCZEGOLOSCI
@ Witek:
CO ZE DEBILSTWO Z CIEBIE !!!
JAK CYTRYNA, ALOES [ROZCIENCZONY !!] I OLEJ MOGA ZASZKODZIC–GLABY , MYSLEC!!!!-JAK TAKIZESTAW MA ‘WYPRODUKOWAC’ NADZERKI KRETYNIE -TO FIZYCZNA NIE MOZLIWOSC..!!!
NIE JESTEM ZE SLONECKIM ALE TY JESTES NIE MNIEJSZYM KRETYNEM OD NIEGO..
ERTES :
Stary, kocham twój styl!
ERTES :
Wprawdzie nie o szkodzeniu była mowa, ale mogą. Wyobraź sobie gigantyczną planetoidę z cytryny, aloesu i oleju, która uderza cię z wielką prędkością w głowę.
Prościej. Oferuję swoją pomoc w eksperymencie: będę zrzucać z X piętra butelkę z rozcieńczonym aloesem i olejem (proporcje do ustalenia) oraz cytrynę (waga też do ustalenia) na głowę stojącego ERTESA. Stojącego, bo nie byłam najlepsza w celowaniu na zajęciach z wychowania fizycznego. Zakładam, że szkoda powstanie (na ciele ERTESA), ale śmiała ta hipoteza wymaga badań.
Mistrz Gnoju i Parchu to jak ranga, tytuł szlachecki…
@ bart:
Nie znam forum biosłone ani ów pana, z tego co napisano w artykule posługuje się on metodami naturalnymi(tradycyjnymi), czasem stosuje wiedzę z badań naukowych nt raka, candidy i innych chorób cywilizacyjnych (zajrzałam na stronę i widzę, że nie podaje źródeł).
Mam wiele zastrzeżeń jednak zaletą jest, że ów pan usiłuje traktować ciało holistycznie, co jest już pewną przewagą w porównaniu do podejścia jakie oferuje lekarz. Chyba nawet przeciwnik wszelkich metod nie-medycznych przyzna, że na większość chorób (zwłaszcza cywilizacyjnych) współczesna medycyna nie znalazła zadowalającej odpowiedzi. Zakładając, że zadowalającą odpowiedzią jest długotrwałe zdrowie a nie chwilowe zaleczenie i wykazanie tego w badaniach opartych na krótkich odcinkach czasu.
Z faktu, że badania naukowe nie są w stanie precyzyjne uchwycić zależności między dietą a chorobami, wysnuwa się wniosek że ona nie istnieje. Więc łykaj tabletki, ponieważ badania naukowe bezsprzecznie potwierdzają ich skuteczność, nie potwierdzając skuteczności picia oleju i cytryny (metodę polecił mi dietetyk, nie wiem czy inspirowany “sektą” biosłone). Metoda ta nie jest lekiem i nie została mi tak zaprezentowana, jest elementem zdrowego stylu życia i nie da się jej “oderwać” od reszty. Mnie pomogła poprawić wygląd i konsystencję kału z czego wnioskuję poprawę stanu przewodu pokarmowego. Nie potrzebowałam czytania badań, żeby zwyczajnie spróbować. Nie wnioskuję z mojego przypadku, że powinna być opatentowana przez koncerny farmaceutyczne i sprzedawania jako lek, który po zapłaceniu odpowiedniej sumy szybko zlikwiduje każdemu kretynowi nie dbającemu o siebie problemy, które sam stworzył. Nie, dbanie o zdrowie trwa całe życie.
Medycyna rozbija nierozwiązywalne dla niej i nieuchwytne problemy holistyczny na problemy cząstkowe, zakładając że całość jest równa sumie jej elementów. Zresztą podobne “racjonalne” podejście wykazuje autor artykułu a także Ty w swoim komentarzu. Nie wdając się w filozoficzne spory – choroba i zdrowie to coś czego doświadczamy osobiście, dlatego dbając o siebie kieruję się własnym doświadczeniem i to polecam każdemu zamiast bezmyślnego chodzenia do lekarzy czy apteki. Korzystając z medycyny zachodniej w ten sposób byłam chora latami a mój stan się pogarszał. Korzystając z własnego doświadczenia, samoobserwacji, książek, badań naukowych i wiedzy medycznej (w krytyczny sposób) i dzięki radom, m.in. lekarzy równie zawiedzionych stanem zdrowia publicznego spowodowanym cząstkowym traktowaniem problemu holistycznego jakim jest zdrowie.
Z mojego doświadczenia zdrowie jest przywilejem ludzi mądrych, niekoniecznie zatwardziałych “racjonalistów”.
Dagmara :
Nie bardzo wiem, dlaczego holistyczne podejście miałoby być przewagą.
To jeszcze nie znaczy, że “medycyna holistyczna” zna taką odpowiedź.
Wiesz, sęk w tym, że badania naukowe są chyba najlepszą metodą określania czegoś takiego jak skuteczność terapii. Przynajmniej nic lepszego dotąd nie wymyśliliśmy. Bo jak inaczej to zmierzyć? Oglądając własny kał?
Naprawdę się cieszę, że twój kał ładniej wygląda, ale to nie jest jakiś znaczący miernik zdrowia, szczególnie w szerszej i długotrwałej perspektywie.
Z mojego doświadczenia zdrowie ma dużo wspólnego z trybem życia, ale jeszcze więcej, niestety, z genami. I tak też bywa, że człowiek szczęśliwy, pijący olej z sokiem z cytryny i zażywający dużo ruchu dostanie depresji, raka piersi albo umrze gwałtownie na serce.
Jedzenie miśków haribo to jedzenie żelatyny – obecnej także w suplementach na schorzenia stawów, metoda tańsza ale głupia wobec obecności cukru i barwników. Żelatynę można kupić.
Jeśli masz jakieś dane nt funkcji barwnika z buraków, która uzasadnia wchłanianie się go z jelit aby wydalić go z moczem to chętnie posłucham. Interpretacja wg której jest to charakterystyczne dla określonej grupy osób, bez związku z trawieniem byłaby zadowalająca gdyby nie fakt, że istnieją osoby z moczem, który przestaje być zabarwiony burakami po poprawieniu diety. Skoro kolor różowy raz jest a raz go nie ma, to albo ma jakiś związek z jakością trawienia albo barwnik ten spełnia jakąś funkcję i dlatego raz przenika raz nie. W artykule nie jest przedstawiona a wyśmianie problemu o którym wie się niewiele jest równie mądre, co jedzenie żelków…
Dagmara :
Pytanie tylko, czy te suplementy działają. Bo z tego co wiem, to nie ma badań potwierdzających ich skuteczność w schorzeniach stawów.
Możesz sobie poczytać w Internecie o betaninie, np. tutaj: http://udel.edu/~mcdonald/mythbeeturia.html
Dwie rzeczy: po pierwsze zakładasz bezrefleksyjnie, że takie osoby istnieją. Ja bym chciał jednak uściślenia, skąd wzięłaś taką informację i na ile jest ona rzetelna. Po drugie, popełniasz błąd formalny polegający na tym, że skoro udaje ci się podważyć “oficjalną” wersję (albo wydaje ci się, że ci się udało ją podważyć), to tym samym na wiarygodności zyskuje wersja magic New Age, według której przez nieszczelne jelita sok z buraków przedostaje się do moczu.
Wystarczy minimalna znajomość ludzkiej anatomii, żeby się zorientować, co by się działo z sokiem z buraczków i innymi pokarmami, gdyby faktycznie przeciekały przez jelita.
Na podstawie popularnego jeszcze całkiem niedawno przesądu, że posmarowanie skóry miodem wywabia z układu pokarmowego pasożyty, które następnie można uśmiercić przez zgolenie im główek żyletką, podejrzewam, że znajomość pewnych aspektów ludzkiej anatomii u dużej grupy osób jest ograniczona.
Lurkerka_Borgia :
Pasożytów to pewnie nie, ale miód, mak, mąka, mleko (i co tam jeszcze), z tego jest świetna paciaja na peeling.
Dagmara :
Ej, ale w sensie, że z tego jelita do otrzewnej przenika? Czy np. z jelita do krwiobiegu?
@ bart:
Swoim postem pragnę zwrócić uwagę, dokładnie na niemoc badań i współczesnej medycyny – przez to, jak są skonstruowane. Nie oznacza to, że mam jakiś lepszy pomysł jak je zrobić (zwyczajnie nie ma możliwości uchwycić mnogość procesów zachodzących w ludzkim ciele na raz, mnogości czynników genetycznych, dietetycznych, i mnóstwa innych tak drobnych, że uznawanych za zupełnie nieistotne), nie ma innego wyjścia jak eliminować, tylko że wynik takiego badania przez to nie jest kompletny i powinniśmy podchodzić do niego bardzo krytycznie. Nie mam gotowych odpowiedzi na wszystko ale na pewno nie uznaję, że zachodnia medycyna ją ma. Sama kieruję się wynikami, zwłaszcza gdy widzę potwierdzanie zależności odkrytych już dawno ale nigdy nie rozłożonych na czynniki pierwsze.
Przewagą medycyny holistycznej jest wzięcie odpowiedzialności za własne zdrowie i zauważanie zależności, których nikt nie “zamieszkujący” naszego ciała nie jest w stanie zauważyć, nasze ciało nie jest bezbronne wobec chorób a także wysyła nam sygnały. Nie przykładam tak dużej wagi “przypadku” i “pecha” itp. Choroba jest wynikiem głównie naszego błędu nawet jeśli ma podłoże genetyczne, czasem po prostu nie mieliśmy, nie znaliśmy sposobu, żeby go uniknąć. Racjonalne jest wystrzeganie się tych błędów. Jeśli osoba o której mówisz dostanie raka, oznacza że popełniła błąd, czasem niezawiniony – choćby wybierając dach azbestowy, gdy był “bezpiecznym i tanim” pokryciem dachu wg naukowców z pogardą podchodzących do dobrej i naturalnej podejrzliwości wobec metod/rzeczy nie sprawdzonych przez lata/pokolenia. Gdy byłam chora leżałam i płakałam czemu mnie to spotkało, łykałam tabletki leczące objawy i zagryzałam je snickersem. Pośród wielu problemów miałam też drażliwe jelito, może nie uwierzysz ale żaden lekarz nie zapytał o moją dietę….. Nawet największy cymbał zajmujący się medycyną holistyczną zaczął by od tego.
Dagmara :
A taki Steve Jobs był frutarianinem co nigdy nie pił gorzały a i tak umarł na raka trzustki. I co nam to mówi o holistycznym podejściu?
Dagmara :
Zgodziłbym się z tobą, że badania są ułomne, ale niestety zaraz potem piszesz:
I to jest bełkot, w dodatku bełkot brzydki, bo obarczający chorego winą za jego chorobę. A w dodatku odrzucasz ułomne badania medycyny zachodniej, wierząc jednocześnie we własny instynkt, który ci najlepiej wytłumaczy, co ci jest.
Powtarzam – to nie dość, że bełkot, ale jeszcze bełkot obrzydliwy i pełen pogardy dla chorych. Proszę mi tutaj nie siać jakiejś germańskiej nowej medycyny, dobrze?
@ bart:
Co do suplementów zgadzam się w 100% jednak żeby artykuł brzmiał tak zabawnie pominąłeś fakt, że “żelkowe” podejście jest popularne.
Znam osobiście dwie takie osoby u których mocz zmienił barwę po eliminacji glutenu, do których mam zaufanie, jedna z nich jest naukowcem (choć humanistą) i zauważyła to u siebie i swojego dziecka, nie podejrzewam jej o konfabulację.
“Przeciekanie” to potoczne określenie dla zespołu zaburzeń jelita, podrażnienia, niewłaściwej mikroflory, niewłaściwego porycia śluzem, mikrouszkodzeń i stanów zapalnych, które nie powodują “przecieku” i zapalenia otrzewnej, tylko zaburzenia trawienia i wchłaniania – co nie brzmi już tak absurdalnie, jak i to, że pokarm wpływa na funkcjonowanie i zdrowie jelit.
Dagmara :
Okay, ale co z tego, że zmienił barwę?
Dagmara :
A, to spoko, nie rowery a zegarki i nie rozdają tylko kradną; i to wszystko z powodu betaniny? Czy glutenu?
Dagmara :
Ja z kolei poznałem ostatnio osobę, której kał wyładniał od picia oleju, ale to nieco za mało, żeby wyciągać jakieś sensowne wnioski. Ta pogardzana przez ciebie medycyna zachodnia lubi w takich sytuacjach sięgać po statystykę, żeby ocenić, czy zjawisko jest realne.
Nie, to nieprawda. Zarówno pan Słonecki, jak i inni altmedowcy przeciekanie traktują dość dosłownie.
@ bart:
Odpowiedzialność za własne zdrowie jest czymś niewyobrażalnym. Mało tego, wynika z niej ogromna siła i wiara we własne możliwości przezwyciężenia choroby.To, że przyczyna czyjejś choroby tkwi w jego zachowaniu nie umniejsza czyjegoś cierpienia i bez wątpienia nie umniejszała mojego, nie twierdzę, że błędy są popełniane celowo, i że wszystkie da się naprawić samodzielnie (bez użycia wynalazków medycyny) ale większość tak. Pół wieku temu “bełkotem” było uznawanie związku między paleniem (własnym działaniem) a rakiem – tyle mogę powiedzieć na temat Twojego “bełkotu”. Starałam się zachować szacunek dla Ciebie ale widać nie mogę liczyć na to samo. Dziękuję za rozmowę.
Dagmara :
Bzdury.
Dagmara :
No ale to skoro już wiemy, że nie przeciekanie a podrażnienia jelit, to jakie? I jak działają, i czemu Jobs dostał raka trzustki, skoro nie jadł buraków?
Dagmara :
Czymś niewyobrażalnym jest przerzucanie winy na już cierpiące, w dodatku niewinne osoby, bo tak ci podpowiada jakieś idiotyczne wyobrażenie holistycznej medycyny.
Tylko widzisz, związku między jednym a drugim nie odkrył jakiś New Age’owy guru, ale właśnie naukowcy, epidemiolodzy, za pomocą statystyki.
Tak tak, ty oskarżasz chorych na raka, że sami są sobie winni, ale to ja jestem niegrzeczny.
eli.wurman :
Oj, co się czepiasz detali – nie pół wieku temu, tylko 200 lat temu, a reszta się zgadza.
Jako osoba świadoma swojego ciała nie poddawałabym go na cierpienie związane z duszącym dymem nawet w czasach, gdy było to uznawane za nieszkodliwe, podobnie jak używanie jak DDT. Najbardziej mnie dziwi w osobach “racjonalnych” przeświadczenie o swojej “racji”. Bo o ile ja kierując się w swoim życiu również przesłankami pozanaukowymi, licząc że kiedyś nauka być może je dostatecznie wyjaśni. W kierujecie się aktualnym stanem wiedzy zakładając, że jest ostateczny – pomimo braku racjonalnych przesłanek że tak jest:)
@bart – chyba zdajesz sobie sprawę, że wyniki badań nt buraków nic nie zmieniają, genetyczna skłonność do różowego moczu nie wyklucza genetycznej skłonności do zaburzeń pracy przewodu pokarmowego przy aktualnej diecie jaką mieli badani, która mogła być przyczyną tego stanu, badanie nie zakładało zmiany diety (tym bardziej na “new ageową”.
@eli.wurman.
Twoje pytanie świadczy o tym, że albo sam rozumujesz w bardzo prymitywny sposób albo uznałeś mnie za osobę tak rozumującą.
@ Lurkerka_Borgia:
Nie wiem doprawdy jak zaawansowane były badania nad nowotworami 200lat temu…….. ale wiem że 1933 Kennawey udowodnił rakotwórczość dymu i że dopiero w 1953 American National Cancer Instytute uznał związek pomiędzy paleniem a rakiem.
Dagmara :
Z drugiej strony pomyśl, ile glutenu zjadłaś, zanim się dowiedziałaś, jaka to straszna trucizna!
Ach, czyli to po prostu nieporozumienie :) Bo tobie się wydaje, że ktoś tu wierzy w to, że aktualny stan wiedzy jest ostateczny. To częsty błąd. Aktualny stan wiedzy nie jest ostateczny ani metody, którymi go osiągnęliśmy nie są idealne. Ale i ten stan, i te metody są najlepszymi, jakie mamy. Ani wsłuchiwanie się w swój organizm, ani ocenianie urody swojego kału im nie dorównują.
Dla ciebie na pewno nie, skoro wolisz wierzyć, że różowy mocz po zjedzeniu buraczków to kwestia jakichś magicznych, nieznanych nauce niedogodności w jelicie.
Dagmara :
ale nie znaczy, że jest chociażby luźno skorelowana;
Dagmara :
To jest chyba jedno z najbardziej naiwnych założeń jakie można mieć co do swojego zdrowia.
Dagmara :
Ale co wyjaśni? Jak przecieka jelito?
Dagmara :
Bzdura, po prostu nie przyjmujemy do wiadomości, że komuś nagle przyśniło się cieknące jelito z okazji soku z buraków i że mamy to brać pod uwagę w ustalaniu swojej diety, żeby nie dostać raka.
Dagmara :
Przede wszystkim uznaję, że pleciesz bzdury, w sposób bardzo mętny.
Dagmara :
Wciskasz nam w usta jakieś swoje wyobrażenia. Akurat ludzie stale tu komentujący doskonale wiedzą, że stan wiedzy naukowej ciągle się zmienia i jest poddawany weryfikacji.
Natomiast to, że zdajemy sobie sprawę, że nauka może czegoś nie wyjaśniać, NIE ZNACZY, że przyjmujemy bezkrytycznie dowolne pomysły oparte na obserwacjach lub wręcz wyobrażeniach jednej czy kilku osób.
Dagmara :
No widzisz, a pół wieku temu był rok 1965.
Niestety w trójkę uznaliście, że ja z kolei bezkrytycznie opieram się na czyichś pomysłach czy obserwacjach. Wobec ogromnego niedostatku medycyny jaki widzę opieram się na własnych doświadczeniach. Przeczenie zdolności władania swoim ciałem i zdolności oceny własnego stanu zdrowia, choćby na podstawie wymienionego kału są dla mnie po prostu absurdalne. Nie wiem jak się do tego donieść, ktoś ma mi też mówić czy jestem najedzona i czy głowa mnie boli, bo tak “naiwnie” myślę, że wiem….
Niestety, o ile mam wrażenie, że Bart choć kompletnie się ze mną nie zgadza, to przynajmniej czyta ze zrozumieniem, nie mogę tego samego powiedzieć o Tobie Eli, Twoje pytania są prymitywne. Napisałam jakie jest moje stanowisko nt “cieknącego” jelita i akurat nic szczególnie “niewyjaśnialnego” w tym nie było a jak tłumaczy to guru biosłone to akurat mnie nie obchodzi ani to, co mu się śni. “nie znaczy, że jest choćby luźno skorelowany”…. Nie wiem do czego to było “captain obvious”. Mogę zakładać co chcę, i nie będzie to w niczym gorsze od Twoich założeń, dopóki nie sprawdzisz empirycznie moich tez. Nie wymyślam żadnych nieprawdopodobnych tez o puszczniu bąków płucami itp tylko o związku diety i stylu życia ze zdrowiem. No kontrowersyjna jestem w chu… Chyba, że jestem na forum lekarzy, to sorry, klękam na kolano i wyciągam ręce po zdrowie w tabletce.
Dagmara :
…nie dostrzegając tego, że twoje własne doświadczenia to dopiero mają niedostatki: subiektywne oceny, błąd potwierdzania i setkę innych błędów formalnych, ułomną pamięć itd.
Rak trzustki, wyjątkowo paskudny i śmiertelny nowotwór, objawia się w początkowej fazie lekkim bólem brzucha.
@ Lurkerka_Borgia:
owszem widać, że lubimy się wszyscy spierać na argumenty i przywiązujemy wagę do detali ale bez przesady, zaraz poprawione orty się pojawią? jak już chcesz być taka detaliczna to pomylenie się o dekadę to nie to samo co o ponad wiek; a używając 50-letniego odcinaka czasu uprościłam wypowiedź której sednem nie były daty (którą znałam).
@ bart:
Bart, owszem zakładam, że mają niedostatki (nad którymi stale pracuję) i nikogo nie zmuszam do kierowania się przesłankami podobnymi do moich, rozumiem doskonale opieranie się przede wszystkim na nauce (sama o robiłam przez lata, mam pośród znajomych osoby podobne do Ciebie, pośród znajomych “new ageowych” jestem podłą racjonalistką). Tu zacznie się bardziej kontrowersyjna część mojej wypowiedzi, moje przeświadczenia są powiązane także z religią, rozwojem duchowym – z tego faktu nie są dostępne dla innych ani nie poddadzą się racjonalnej analizie, nie będzie miała sensu dyskusja nt tego czy “mam rację”. Jedyne co chciałam wnieść do rozmowy to zwrócenie baczniejszej uwagi na dietę, styl życia i zdrowie, bycie otwartym na poszukiwanie związków tam gdzie pozornie ich nie ma – być może tam leży przyszłość nauki. To, że ból brzucha może mieć różne przyczyny (a rak trzustki może być zupełnie “bezobjawowy” dla wielu ludzi w pierwszej fazie) nie świadczy o tym, że wszyscy jesteśmy bezbronni w odczytywaniu sygnałów naszego ciała. Wiele z nich każdy bez problemu odczyta ale ich nie słuchamy, dbając o siebie właściwie wiele rzeczy po prostu zaczynamy rozumieć “w praktyce”. Tyle chciałam wnieść i nie sądzę, że to takie strasznie kontrowersyjne. Na koniec przepraszam z uszczypliwości w stosunku Lukerki, Eli’ego czy lekarzy, źle reaguję gdy z powodu swoich przekonań jestem traktowana jak osoba niezdolna do racjonalnego myślenia i mająca wielkie niedostatki wiedzy. Miłego dnia :)
Ps. Gdzieś tam wcześniej padł zarzut, że nie jem glutenu – jem bo mnie nie szkodzi. Niby pierdoła ale ustawia inną perspektywę – nie, moje wypowiedzi nie miały na celu zachęcania do łykania wszelkich informacji dotyczących diety itd “jak pelikan”, chcę zachęcić do większej otwartości.
“Jak będziesz się martwić, że od zmartwień dostaje się raka, to dostaniesz raka”
Dagmara :
A żelatyna magicznie przenika przez (dziurawe?) jelita i wbudowuje się w chrząstkę.
Dagmara :
A żelatyna magicznie przenika przez (dziurawe?) jelita i wbudowuje się w chrząstkę.
@ Gammon No.82:
Już niejednokrotnie zadałam to pytanie – z siebie robisz idiotę, czy próbujesz zrobić ze mnie? Ciekawa jestem z której części mojej wypowiedzi wynika to pytanie… Tak tu staracie się “zabłysnąć” kosztem innych? Jeśli pijesz do wątpliwej skuteczności suplementów z żelatyną, to wybacz ale nie jest to wiedza szczególnie “spektakularna” i już padła w tym wątku.
Jeśli naprawdę sobie nie radzisz w tym temacie (nie każdy musi) to najmocniej przepraszam za te ostre słowa, nie jest to mój dobry dzień i zdecydowanie brak mi cierpliwości i opanowania. Wpisz w google “trawienie białek”, na pewno znajdziesz pomocne informacje.
Dagmara :
Nie odpowiadam idiotom na idiotyczne pytania.
Przepraszam, ale sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, z której części twojej wypowiedzi wynika zadane przez ciebie pytanie. Ja ci żadnych pytań nie zadawałem.
W żadnym wypadku. Piję do rozmiarów cząsteczek białek. Wiem, to skomplikowane.
Sądzę, że jest to twój najzupełniej typowy, przeciętny dzień.
A w czym te informacje mają mi pomóc?
EDIT:
Dagmara :
(1) OIMW “poddawać czemuś”, nie “poddawać na coś”;
(2) Za moich młodych lat ludzie uważali za nieszkodliwe siedzenie przy dymiącym ognisku i jedzenie przetrzymywanej w dymie wędzonki. Czy twoje Świadome Ciało podpowiada ci coś konkretnego w tej sprawie?
…ale co zrobisz, jeśli złapiesz, powiedzmy, wszy; wytępisz je holistycznie Świadomością Własnego Ciała? (i dlaczgo czepiasz się akurat DDT, serio nie znasz nic bardziej toksycznego dla ssaków?).
Dagmara :
Naprawdę, władasz własnym ciałem? Potrafisz przesunąć sobie owulację albo okres na inny, bardziej pasujący termin? Potrafisz zahamować perystaltykę jelit w razie biegunki? Masz wgląd w pracę nadnerczy i możesz zmienić ilości wydzielanych hormonów?
Tak naprawdę twoja kontrola nad ciałem jest ograniczona do niepełnej kontroli nad mięśniami szkieletowymi i zwieraczami.
A co do obserwacji kału, owszem można z niej wyciągnąć pewne wnioski na temat stanu przewodu pokarmowego i ewentualnie stanu nawodnienia organizmu i nic więcej.
@ Gammon No.82:
Brak możliwości przeniknięcia żelatyny przez jelita wynikająca z rozmiaru białek (zwłaszcza, że żelatyna nie jest nawet pojedynczym białkiem) jest dla mnie tak oczywista, że nie sądziłam, że dla kogoś jest to w ogóle jakiś “temat”. Z tej podstawowej wiedzy wywnioskować można wątpliwą skuteczność suplementów na bazie żelatyny (podczas trawienia rozbijanych przyswajalne składniki, doskonale dostępne z innych źródeł pokarmowych) nawet bez znajomości badań. Dlatego uznałam, że chodzi o to drugie (zawierające poniekąd w sobie kwestie pierwszą).
Jeśli nie zadałeś pytania to następnym razem proszę nie ilustruj swoich osobistych twierdzeń (zwłaszcza tak absurdalnych jak: “A żelatyna magicznie przenika przez (dziurawe?) jelita i wbudowuje się w chrząstkę.”) cytatami mojej wypowiedzi. Zwłaszcza, ze żaden element mojej wypowiedzi nie sugerował, że tak uważam i na pewno nie był to fragment który zacytowałeś. Nie wspominałam nigdzie o możliwości przenikania żelatyny przez jelita ani o tym, że może być ono “dziurawe”.
Nie mam zamiaru dalej odpowiadać na “pytania”, które pytaniami nie są, dyskusja z kimś kogo nie interesują czyjeś odpowiedzi a interesuje poniżenie drugiej osoby, nie tylko ma sensu ale i wydobywa ze mnie co najgorsze. Wybacz, że potraktowałam Cię dokładnie tak samo jak Ty mnie, na co dzień nie kieruję się zasadą oko za oko i chwilowa satysfakcja z utarcia Ci nosa nie była tego warta.
@marcello, Oczywistym jest, że nasze przekonania się różnią. W tym przypadku nawet zakres przedmiotu przekonań się różni. Żadna z odpowiedzi, które mogłabym Ci zaoferować nie będzie dla Ciebie zadowalająca, bo cóż Ci powie, że uważam, że Twoja świadomość tworzy Twoją rzeczywistość? Twój komentarz świadczy o zdecydowanym poglądzie nt. Z kolei wymienianie się powszechną wiedzą nt somatycznego układu nerwowego dla mnie mało interesujące.
Dagmara :
I zapewne właśnie dlatego skrytykowałaś wpieprzanie żelków jako metodę “tańszą [od wpieprzania suplementów] ale głupią wobec obecności cukru i barwników”. Nieważne, że żelatyna się nie wchłania ani z żelków, ani z suplementów, ani z nóżek w galarecie, ważne że metoda jest “głupia”, gdyż do żelków dodają cukier i barwniki.
BTW jak wygląda twoje holistyczne źródło informacji na temat rozmiaru cząsteczek białek? [o, zwróć uwagę, tu masz pytanie]
Czy możesz rozwinąć to wynikanie (jeżeli -> to)? Co tu jest przesłanką, co wnioskiem i dlaczego akurat tak wnioskujesz?
Pozwolę sobie też nadal ilustrować swoje osobiste twierdzenia tym, co ja sam uważam za stosowne.
Przecież w ogóle nie odpowiadasz na niczyje pytania, tylko mętniaczysz o jakimś nadprzyrodzonym kontakcie poznawczym z własnym ciałem, który jest ci dany.
Zapewniam cię, że jeśli moim zamiarem będzie poniżenie ciebie, nie pozostawię ci co do tego wątpliwości ani złudzeń.
Po pierwsze nie rozumiem, o jakie traktowanie chodzi, po drugie wybaczanie jest mi obojętne. [EDIT: doprecyzuję, że ja tobie nie mam nic do wybaczania, z kolei ty wybaczaj komukolwiek, cokolwiek, z jakichkolwiek powodów jakie uważasz za stosowne.]
Serio utarłaś mi nosa?
Czy rozumiesz przez to, że rozmiar cząsteczek białka oraz właściwości ścian jelita obiektywnie nie istnieją, a są zawsze takie, jak się komuś subiektywnie wydaje (świadomość kreuje rzeczywistość)? Do tego zmierzasz?
To wymieniaj się z nim wiedzą ezoteryczną, z pewnością wszyscy chętnie poczytają.
@ Dagmara:
P.s. czy mogłabyś wreszcie sprecyzować, jak właściwie brzmi teza (lub tezy), której zamierzasz bronić względnie jaką tezę zamierzasz obalić? Mówię tylko w imieniu własnym, ale podejrzewam, że inni także byliby tym zachwyceni.
@ Gammon No.82:
Nie mam potrzeby leczenia kompleksów czyimś kosztem ani prowadzenia bezsensownych sporów.
Niestety inteligencja często nie idzie w parze z innymi przymiotami i ten smutny wniosek jest dla mnie podsumowaniem obecności na tym blogu. Mam pewną nadzieję (i podsycają ją Twoje pytania), że w Twoim przypadku jest to tylko przeświadczenie o własnej inteligencji, co czyniłoby to doświadczenie mniej przykrym dla mnie.
E, padły konkretne pytania (jakby ironicznie ich kolega nie zabarwiał), odpowiedz, przybliż innym swój światopogląd aby mogli zrozumieć czemu piszesz to, co piszesz.
A nie, że jak coś to tupnę nogą, strzelę dąsa, pomarudzę i się zawijam.
Dagmara :
Ale ja Ci zadałem całkiem konkretne pytania, a ty mi dajesz jakieś wymijające odpowiedzi zupełnie nie na temat, więc proszę odpowiedz chociaż na jedno pytanie albo daj jakiś przykład Twojej kontroli nad swoim ciałem, która wykracza poza umiejętności właściwe nam, maluczkim. Je jestem inteligentny (i mam na to certyfikat), więc może nawet zrozumiem.
Dagmara :
To bardzo ujmujące, że nie odczuwasz potrzeby leczyć swoich kompleksów cudzym kosztem. Natomiast nie pojmuję, po co właściwie nas o tym informujesz.
Rzeczywiście trochę się obawiałem, że nie przyszłaś toczyć sporów, tylko wygłosić mętny monolog o swoich nadprzyrodzonych umiejętnościach. No ale udało ci się.
Nie wykluczam, że masz rację. Z pewnością do twoich przymiotów nie należy umiejętność zrozumiałego wypowiadania się (*), Inteligencji natomiast testować ci nie zamierzam.
(*) O to, to właśnie miałem na myśli.
@ Adam Gliniany:
Pisanie w tej chwili na tematy bardzo dla mnie ważne i dotyczące moich przekonań religijnych i rozwoju duchowego byłoby jak publiczny striptiz w celu udowodnienia, że nie mam obwisłego biustu.
Jednak choć częściowo odpowiem na uprzejme pytanie. W swoich postach nie prezentowałam postawy odrzucającej zdobycze nauki, zwróciłam uwagę na jej niedostatki oraz na parę spraw spychanych na margines przez medycynę, takich jak odpowiednia dieta, styl życia, samoobserwacja i krytyczne myślenie pozwalające na dokonywanie wyborów mających wpływ na nasze zdrowie i nie czyniących nas bezbronnymi wobec choroby. Zespół tych czynników (traktowanych razem ale zmiennych w zależności od osoby i choroby) nie jest możliwy do zbadania i zweryfikowania jako “lek” na wszystkie choroby, pozostaje więc kwestią wiary. Nie mam też jasnej odpowiedzi jak kształtować te czynniki aby wyleczyć chorobę (choć wg mnie pasuje o wiele bardziej termin przywrócić równowagę), zwłaszcza opierając się tylko i wyłącznie na racjonalnych przesłankach. Dokonując swoich wyborów opieram się na intuicji oraz swojej wierze, nie dlatego że racjonalne myślenie jest dla mnie niedostępne, tylko po to, żeby prawdziwie doświadczać (co oczywiście nie wyczerpuje tematu mojego światopoglądu). Ze względu na dwa poprzednie zdania mój wkład w dyskusję może wydać się bezużyteczny. Jestem jednak przekonana (i w tym opieram się na przesłankach zupełnie racjonalnych), że obecnie dostępną wiedzę można wykorzystać o wiele lepiej niż czynią to współcześni ludzie powierzając swoje zdrowie w ręce lekarzy a zaniedbując tzw. profilaktykę, która składa się z elementów o których pisałam wcześniej, w tym także tak kontrowersyjnej “obserwacji kupy”.
Poza tym niektóre z absurdalnie brzmiących rad (wyśmianych w artykule) mogą być skuteczne, istnieje możliwość, że test buraczkowy działa badając trawienie czy kondycję jelit (choć bardziej skłaniam się ku tezie, że bada kwasowość treści żołądka – co zdaje się było zasugerowane w podlinkowanym przez Barta artykule, jednak możliwy i prawdopodobny jest negatywny wpływ niedostatecznej kwasowości żołądka na kondycję jelit w związku z pojawieniem się tam niestrawionych resztek). Pozytywne działanie picia oleju z cytryną, którego doświadczyłam można tłumaczyć nie tylko wysoce wątpliwym dotarciem oleju w stanie niezmienionym w celu ochrony jelit, tylko np stymulowaniem wydzielania żółci ewentualnie pozytywnym działaniem na organizm poszczególnych składników mikstury pośrednio lub bezpośrednio wpływających na stan jelit (oczywiście biorąc przy tym wszystkim pod uwagę predyspozycje osobnicze – moje dociekanie nie mając na celu sprzedaży produktu możliwie szerokiej grupie tylko zapewnienie zdrowia sobie i bliskim).
Przypuszczając, że moja wypowiedź będzie rozebrana na kawałki w poszukiwaniu mojej ignorancji i głupoty, która musi towarzyszyć posługiwaniu się wiarą i intuicją, dodam, że powtarzając słowo “racjonalny” mam na myśli definicję słownikową a nie zaproszenie do rozmowy na tematy filozoficzne.
Dagmara :
Dagmara ma zdolności nadprzyrodzone, ale to zbyt intymne (w przeciwieństwie do wyglądu i konsystencji kupy), więc nic konkretnego nie powie.
Nie “prezentowałaś postawy”, zwyczajnie kwestionowałaś skuteczność poznania naukowego, za to twierdziłaś, że doskonalszym instrumentem jest twoja Holistyczna Świadomość itd. Pozwolę sobie zacytować np.: “badania naukowe nie są w stanie precyzyjne uchwycić zależności między dietą a chorobami”. Ale za to uchwycić ją może błyskotliwe rozumowanie: kupa bardziej mi się teraz podoba, co dowodzi, że stan mojego przewodu pokarmowego uległ poprawie.
Musi ono być równie intymne, co twój rozwój duchowy, bo się z nim nie ujawniłaś.
Podsumowując: masz rację, gdyż wierzysz, że masz rację. To, że wierzysz w coś, co jest “niemożliwe do zbadania i zweryfikowania” jest bez znaczenia w obliczu twojej wiary.
Równowagę czego konkretnie?
Istnieje też możliwość, że test ten wykrywa magiczny wpływ planet. Albo błędy logiczne w twoich komciach. Albo pierdnięcia cesarza Lokalnej Gromady Galaktyk.
Ty znowu o tym, że kupa ci wyładniała? Ale skąd ta pewność? Przecież “istnieje możliwość”, że to twój gust uległ zmianie albo wzrok ci się popsuł.
Och, nie trzeba było twoich wypowiedzi jakoś intensywnie rozbierać na kawałki.
My też wiemy: na przykład przy uszkodzeniu błędnika. Albo jak się schlasz.
Umieram z ciekawości, czy chodzi o wstydliwe detale wyglądu i konsystencji kupy, czy jakieś inne “niektóre funkcje organizmu”?
A jednak coś zrozumiałaś. Pochwalam.
Dagmara :
Mam nadzieję, że weźmiesz o sobie do serca i zamilkniesz.
@ marcello_minestrone:
Dziękuję za dobitne przypomnienie z kim mam tutaj do czynienia. Jeśli nie oczekujesz odpowiedzi, nie zadawaj pytań.
Nigdy i nigdzie nie spotkałam tak przykrych i ograniczonych ludzi, wstydziłabym się tak zachowywać wobec kogokolwiek, nawet gdyby ta osoba w czymkolwiek mi zawiniła. Zwyczajnie wstyd mi przebywać w tym towarzystwie i tego, że w ogóle usiłowałam poważnie odpowiedzieć na pytania zadawane przez takie osoby.
@ Gammon, na tym wg Ciebie polega dyskusja? Czekam aż rozbijesz moją wypowiedź na poszczególne słowa a nawet litery i jeszcze dogłębniej wytłumaczysz mnie (i innym) co miałam na myśli, bo moje wypowiedzi nie są tak wartościowe jak Twój błyskotliwy komentarz.
Tylko nie zapomnij trzasnąć drzwiami, bo zepsujesz efekt.
@ Adam Gliniany:
Jedyne czego nie zapomnę, to bezcennej lekcji jaką tu otrzymałam – jak nigdy nikogo nie traktować i w jaki sposób nie rozmawiać z ludźmi, ponieważ nikomu nie życzyłabym żeby się poczuł tak, jak ja na tym forum.
Dagmara :
Biedactwo źle się poczuło, bo naopowiadało o swych nadludzkich możliwościach kontrolowania funkcji własnego organizmu przy pomocy przekonań religijnych, rozwoju duchowego, medytacji i Holistycznej Świadomości Własnego Ciała, następnie oświadczyło, że nie powie, jakie to konkretnie funkcje umie magiczno-holistycznie kontrolować (poza sterowaniem wyglądem własnej kupy), bo to zbyt intymne, a ona nie czuje się wśród przyjaciół, a zapytana o dowody w końcu wyjaśniła, że dowodem jest jej własna wiara. A tu źli ludzie bezczelnie nie uwierzyli i zakwestionowali.
BTW zastanawiam się, jak ona jest w stanie godzić te wszystkie sprzeczności we własnych wypowiedziach, np. zdanie “przewagą medycyny holistycznej jest (…) zauważanie zależności, których nikt nie «zamieszkujący» naszego ciała nie jest w stanie zauważyć” (pominę detal, że to brzmi jak opis zespołu urojeniowego) ze zdaniem “ów pan [Słonecki] usiłuje traktować ciało holistycznie”. Ale w jaki sposób ówże pan ma traktować holistycznie ciała swoich wyznawców, skoro (1) “zamieszkuje” ciało własne, a nie ich, (2) zna jedną, uniwersalną przyczynę chorób (dziury we flakach), (3) zna jedną, uniwersalną receptę na choroby (Bryję Mistrza Jóżefa).
Och, przecież odmówiłaś dopuszczenia nas do intymnych tajemnic swej holistycznej magii cielesnej, nie możesz więc mieć pretensji, że ich nie zdołaliśmy ogarnąć.
Będzie mi trochę przykro, gdy @ Dagmara odejdzie. Przez ten krótki czas godnie zajmowała ważną funkcję, zwolnioną przez nieodżałowaną Muniowatą.
@ Gammon No.82:
Jedyne co wiem o Tobie, to że zachowujesz się w obrzydliwy sposób wobec obcej osoby i że traktujesz napotkanych ludzi jak głupszych od siebie, wszelkie niejasności interpretując jako cudzy a nie swój błąd w rozumowaniu. Jedyne, czego Ty mi nie odmówiłeś to nieustające usiłowania ośmieszenia mnie. Nie zrozumiałeś a jeśli nawet zrozumiałeś, to nie przywiązywałeś najmniejszej wagi do sedna tego, co pisałam i wkładu jaki chciałam wnieść w dyskusję czy tematów na jakie byłam gotowa dyskutować – nie było to wymienione w podpunktach ale stawiło coś bez problemu uchwytnego dla przeciętnego rozmówcy.
Nie jestem przyzwyczajona do dysput internetowych tylko rozmów czy sporów z prawdziwymi ludźmi, więc przy okazji nieopatrznie podzieliłam się jakimikolwiek informacjami na swój temat. Z powodu doświadczeń osobistych założyłam na wyrost, że inteligentne osoby zauważając, że nie jestem kompletną dyletantką będą zadawały inne pytania i w inny sposób; wniosą też cokolwiek wartościowego do dyskusji, co być może poszerzy moją wiedzę (tak było w przypadku linku od Barta). Niestety jedyne co mi “zaoferowała” większość osób na tym forum, to pomoc w sformułowaniu smutnej konkluzji nt środowisk uważających się za “inteligenckie” o czym już pisałam bardziej enigmatycznie, “niezrozumiale” dla Ciebie.
I tak, wypowiedź na temat wydalin ciała nie jest dla mnie niczym intymnym w przeciwieństwie do kwestii które takie są, dlatego pozwoliłam sobie żartobliwie zilustrować takim przykładem swoje słowa, skierowane do osoby (nie do Ciebie), która również wykorzystała to w żarcie. Osoba ta mając klasę, jeśli uznała, że dalsza rozmowa (na tematy poruszane w artykule) nie ma sensu – po prostu zrezygnowała z dalszej dyskusji.
Jakim trzeba być człowiekiem, żeby robić z tego “dyskusję” na mój temat, z uporem maniaka wyrywać z kontekstu fragmenty wypowiedzi skierowane do innych i jeszcze uzurpować sobie prawo dostępu do moich przeżyć religijnych i wymagać odpowiedzi na zadawane “pytania”? Zastanawia mnie kim trzeba być, żeby z takich zachowań czynić sobie hobby i sposób spędzania wolnego czasu… Wreszcie jakich ludzi skupia to miejsce, skoro jest to uznawane za normalne? Tak jak zachowanie świadczące o braku jakiegokolwiek szacunku do drugiej osoby będące tu “dobrym startem” (rozwinięciem i zakończeniem..) konwersacji, co spotkało mnie ze strony kilku kolejnych osób.
@ Dagmara:
Dagmara, zrobiłaś się nudna, bo od kilku wypowiedzi usiłujesz tylko obrażać Twoich rozmówców, sugerując, że stoją na niższym poziomie od Ciebie, więc może idź już sobie między innych oświeconych, a zobaczysz, że poczujesz się lepiej.
Dagmara :
Zaprzeczam. Jeśli masz na myśli problematykę kontemplacji kupy i jej walorów (“słowem wydać trudno odchodów smak przedziwny, kolor i woń cudną”, mógłby napisać poeta), to przypomnę, że nie ja zacząłem na ten temat.
Zaprzeczam. Nie odnoszę się do ciebie lecz twoich wypowiedzi, a te faktycznie są (w jakiejś części) głupie albo (co gorsza) tak ujęte, że nie wiadomo, o co ci chodzi.
Jeśli oczekujesz, że będę niejasności w twoich wypowiedziach traktował jako mój błąd w rozumowaniu, to się przeliczysz. Przypomnę też, że apelowałem, żebyś wytłumaczyła, co właściwie masz na myśli, ale moje prośby albo ignorowałaś, albo wyniośle odmawiałaś, że ty tu dyskutować nie będziesz.
Nowicjuszka internetowa! Czy to naprawdę możliwe? W 2015 roku?
No cóż, najwyraźniej do tej pory miałaś wokół siebie ludzi (“prawdziwych”, my tu jesteśmy sztuczni), którzy bezkrytycznie przyjmowali do wiadomości dowolny bullshit, jaki im zaserwowałaś. Albo ze źle pojmowanej uprzejmości udawali, że przyjmują. Tylko czemu oczekujesz od świata, że tak będzie zawsze i wszędzie?
Oczekiwanie, by rozmówca (1) z góry określił, jakiej tezy broni lub jaką kwestionuje; (2) wypowiadał się zrozumiale, a w razie potrzeby doprecyzował, o co mu chodzi; (3) podawał argumenty (no rozumiesz: przesłanki, wniosek, schemat rozumowania); (4) ustosunkowywał się do argumentów strony przeciwnej, jest w cywilizowanym świecie zupełnie normalne i nie stanowi – wbrew temu, co ci się zdaje – poniżania, okrucieństwa ani nieludzkiego traktowania. To są normalne reguły dyskusji, w internecie i poza internetem.
Czy mam rozumieć, że człowiek z klasą to taki, który zalany potokiem twoich słów i nie mogąc od ciebie uzyskać zrozumiałych odpowiedzi (na pytania o temat dyskusji, o argumenty itd.) kapituluje i chyłkiem ucieka? Jeśli się mylę, to sprostuj.
Jakim trzeba być człowiekiem? Sztucznym! już sama sobie odpowiedziałaś.
A na serio to kto tu dyskutuje na twój temat? Nie bierz wszystkiego pod swoim adresem. Ciebie ani mnie tu nie ma. Są tylko literki, które napisaliśmy.
Pozwolę sobie dla żartu naśladować twój styl: jakim trzeba być człowiekiem, żeby w braku argumentów sugerować rozmówcy chorobę psychiczną? (o, widzisz jak ładnie?).
Nie wyrywałem niczego z kontekstu.
Mało mnie to obchodzi, do kogo były kierowane; dyskusja nie jest prywatnym szczebiotem przy piwie, gdzie każdemu możesz mówić co innego.
Kłamiesz, w ogóle nie wypowiadałem się na temat mojego (rzeczywistego czy uzurpowanego) “prawa dostępu do twoich przeżyć religijnych”.
No chyba nie sądzisz, że podam ci imię, nazwisko i pesel.
Zastanawia mnie kim trzeba być, żeby nie mając żadnych informacji o kimś, stwierdzać jakie ma hobby i jak spędza czas wolny (o, widzisz jak ładnie?).
Bardzo fajnych, zapewniam cię.
Jeśli będę zamierzał ci okazać “brak jakiegokolwiek szacunku”, zrobię to w taki sposób, że nikt nie będzie miał co do tego wątpliwości.
To tak przez analogię: jeśli kilka kolejnych osób mówi ci, że jesteś pijana i na ten wieczór ci wystarczy drinków, rozsądny człowiek co najmniej bierze pod rozwagę, że oni mogą jednak mieć rację.
Dagmara :
Ja tam np. nie jestem inteligent, ja się trochę uważam za człowieka, który wie, że ludzkie ciało to nie tylko nasze własne komórki, ale to głównie ekosystem, w którym se funkcjonują różne żyjątka. Gadaj tu z bakterią (pałeczki e. coli w odbycie, gronkowiec na skórze) albo z roztoczami w nosie.
Przyszłaś tu z tezą, która brzmiała, że jelito cieknie; zamieniło się to w “cieknie” (znaczy że jest chore, podrażnione, cholera wie jakie, ale przewinął się nieszczęsny gluten) i że holistycznie wpływasz na swój organizm. No to jak się komunikujesz z bakteriami? Jaką dietą wpływasz na dogadywanie się z florą bakteryjną swojego jelita?
@ eli.wurman:
Wszystko załatwia Holistyczna Aura na 4lvl, podtrzymywana siłą woli.
Tak trudno zrozumieć?
@ eli.wurman:
Powiedz mi dlaczego Ty i inni usilnie twierdzicie, że przyszłam tu z tezą, że jelito cieknie? Nigdy nie użyłam takiego stwierdzenia, bo jest dla mnie absurdalne, tak samo jak Twoje ostatnie pytanie. Jeszcze kilka kolejnych komentarzy kółka wzajemnej adoracji i dowiem się, że przyszłam z tezą, że można porozmawiać z bakterią. W jaki sposób w takich warunkach można w ogóle toczyć dyskusję i odpowiadać na jakiekolwiek pytania?
@ Adam Gliniany Inteligentny człowiek w kulturalnej rozmowie zapytałby się o doprecyzowanie, co dokładnie mam na myśli używając pojęcia holistyczny, zamiast wyśmiewać. O ile sporą częścią mojego życia są kwestie, których nie ma mam ani możliwości ani chęci tłumaczenia na tym forum, starałam się główny akcent był położony gdzie indziej, ponieważ całościowe podejście do ludzkiego zdrowia nie jest czymś niemożliwym do dyskusji na gruncie racjonalnym. Oczywiście mogłam to lepiej i dobitniej przekazać, co byłoby łatwiejsze gdybym nie odpowiadała na prymitywne pytania i skupiła się na precyzyjniejszej odpowiedzi na posty Barta.
@ Gammon Jeśli dla kogoś takie zachowanie stanowi normalne reguły dyskusji to mogę tylko współczuć. Nie mam ochoty (bo nie widzę w tym żadnego rozwoju dyskusji) cytować nikogo po 25 razy i przedstawiać błędów cudzej logiki (zwłaszcza, gdy dotyczy to wycieczek personalnych a nie przedmiotu dyskusji) co nie oznacza, że ich nie zauważam i że niewidoczne jest w jak prymitywny sposób interpretowane są moje słowa (co świadczy o interpretujących).
O ile spotkały mnie nawet wyzwiska i chamstwo w przypadku krótkich wypowiedzi komentujących jakąś treść (nie będących dyskusją), zwyczajnie nie spodziewałam się, że rozmowa na wyższym poziomie niż “youtubowy” polega na założeniu a priori, że oponent jest idiotą a następnie usilnych próbach udowodnienia tego i robienia sobie z niego rozrywki. Uznałam towarzystwo za inteligentne, tylko dlatego, że skupia osoby kierujące się przesłankami racjonalnymi. Treść komentarzy interpretowałam jako złośliwość a nie pospolitą głupotę i brak ogłady, być może w tym tkwił mój błąd.
Dagmara :
Ale tu się ciebie pytają raz po raz o różne rzeczy a ty w odpowiedzi sadzisz te smętne kocopoły, jak to ci tutaj źle i niedobrze. Nawet ironia ci nie wychodzi. Pytanie, co rozumiesz przez “holistyczny” też już padło, odpowiedziałaś potokiem smętnych bzdetów jak to źle i niedobrze ci tu jest zamiast konkretami. Ogarnij się w końcu, bo to nudne już jest fafnasty raz czytać to samo.
Dagmara :
Pewnie stąd, że przyszłaś tu opowiadać o tym, co opowiada słonecki, który twierdzi, że jelito cieknie.
Dagmara :
Przepraszam za mój francuski, ale chuja tam absurdalne. Masz urojenia co do wpływu na swój własny organizm.
@ Adam Gliniany:
Pytania nie były precyzyjne a kontekst w którym padały zinterpretowałam jako obraźliwy. Opowiedzenie o całokształcie swoich osobistych przekonań i o sceptycyzmie wobec medycyny w sposób precyzyjny, syntetyczny i pozbawiony emocji jest niemożliwe (przynajmniej dla mnie). Wątki wspominane przeze mnie, w których można by spierać się na konkrety zostały porzucone albo przeszły całkowicie bez echa.
@ eli.wurman:
Skąd wogóle pomysł, że przyszłam opowiadać o tym co opowiada Słonecki, w pośpiechu używałam określenia “pan z biosłone” bo nie pamiętałam nawet jak się ten człowiek nazywa.
Na tego bloga trafiłam googlując miksturę dawno poleconą przez znajomego dietetyka (i akurat w nieco innym składzie niż opisana w artykule) bo usłyszałam od znajomej że na “biosłone” o niej piszą – tak więc na obie strony trafiłam niemal jednocześnie. Specjalnie wracałam na Biosłone w trakcie rozmowy, żeby wiedzieć co tam właściwie pisze i nie opierać się jednostronnie na artykule Barta. W jednym z pierwszych postów zaznaczyłam, że nie znam strony biosłone. Była to moja pierwsza na niej wizyta.
@ Dagmara:
Nie no, spoko.
“OMG NIKT MNIE NIE PYTA”
No to padają pytania.
“OMG PYTANIA NIE W TAKIEJ FORMIE”
Z niecierpliwością oczekuję na zarzut, że orzeczenie w zdaniu było w złym miejscu.
No i zawsze odpowiedź uniwersalna, kiedy skończą się już inne głupoty: OMG OBRAŻAJĄ MNIE.
Ziew.
Dagmara :
Przestałem śledzić uważnie twoje wypowiedzi, ale co na nie spojrzę, to widzę, że w kółko powtarzasz dwa błędy:
1. stawiasz uparcie chochoła, jakoby współczesna medycyna zaniedbywała profilaktykę,
2. wydaje ci się, że mamy jakieś magiczne zdolności unikania chorób dzięki zdolnościom samoobserwacji, wyboru pożywienia czy innym zachowaniom.
Tymczasem o ile możesz zmienić swoje losy, np. wykrywając wcześnie jakiś guzek i idąc z nim do lekarza albo jedząc mniej czy inaczej, to nie są to kwestie przesądzające o naszym zdrowiu. Owszem, pomagają, ale w mniejszym stopniu, niż byśmy chcieli. Gdybyśmy mogli racjonalnym zachowaniem, dietą i paroma innymi rzeczami uniknąć chorób, świat byłby pięknym miejscem. Niestety tak nie jest.
@ bart:
W 2 kwestii zwyczajnie się nie zgadzamy bez zbędnego przedłużania.
W sprawie pierwszej.
Uważam, że profilaktykę zaniedbują przede wszystkim ludzie. Moje liczne wizyty u lekarzy potwierdzają, że tą kwestię zaniedbują także lekarze w swojej praktyce kontaktu z pacjentem. Nie opieram się na pięknych słowach wygłaszanych czasem publicznie, tylko na rzeczywistej praktyce pracy z pacjentami a także o służeniu swoim przykładem.
Moja chochola upartość i przypisywanie doświadczenia jakiego miałam z lekarzami całej medycynie wynika dokładnie z różnicy akcentów jakie są rozkładane pomiędzy profilaktyką a leczeniem, także przez Ciebie. Profilaktyka “pomaga” ale gdy przychodzi co do czego to tak naprawdę w mniejszym stopniu niż byśmy chcieli… Przypisywanie zaniedbywania profilaktyki medycynie wynika też z dysproporcji pomiędzy funduszami, jakie są poświęcane na leczenie i badania nad lekami a tymi, które są poświęcone na pogłębianie wiedzy nt profilaktyki i popularyzowania już zdobytej wiedzy.
Bardzo łatwo przypina mi się tu łatkę, więc od razu zaznaczam to, co jest dla mnie oczywiste – nigdy nie zniechęciłabym kogoś kto zauważy guzka do wizyty u lekarza. Zdrowie jest przedmiotem osobistej odpowiedzialności i ja jej za kogoś brać nie będę. Metody medycyny pozostają najlepiej przebadanymi a osoby czujące się na siłach leczyć bez pomocy lekarza z tak potencjalnie niebezpiecznego problemu moich rad nie potrzebują. Mogłabym jedynie pomóc, gdyby ktoś o to prosił, w wyborze sposobów wspomagania organizmu podczas leczenia.
Dagmara :
Stawianie chochoła nie polega na tym, że się jest upartym. Polega na tym, że wciska się rozmówcy (czy w tym przypadku medycynie) pogląd, którego rozmówca wcale nie głosi.
No zaraz, ale rozmawiamy pod notką o Słoneckim, który za profilaktykę uważa picie oleju. Ja nie uważam, że sensowna profilaktyka (więcej ruchu, prawidłowe odżywianie) nie pomoże w pewnych aspektach i w pewnym zakresie. Uważam natomiast, że bardzo wiele rzeczy, które nazywa się profilaktyką, to kompletne bzdury. A ty przyszłaś tutaj, głosząc pochwałę “medycyny holistycznej” i picie oleju właśnie. Nie dziw się więc, że kiedy mówisz “profilaktyka”, to ja podejrzewam, że masz coś innego na myśli niż tylko codzienny spacer.
@ bart:
1. przepraszam, źle zrozumiałam, gdybyś napisał stawianie chochoła pewnie szybciej bym załapała; w poprzednim komentarzu wykazywałam dlaczego uważam, że medycyna zaniedbuje profilaktykę i nie jest to wg mnie zarzut wyssany z palca; jeśli natomiast zauważyłeś moje powracanie do tematu niezależnie od toku dyskusji to słusznie – nie jestem tu dla rozrywki intelektualnej, chciałam coś przekazać.
2. oczywiście, że zakres słowa profilaktyka różni się dla nas, picie oleju nie mieści się w zakresie profilaktyki wg współczesnej medycyny, jego wpływ na cokolwiek nie został przebadany i prawdopodobnie przebadany nie będzie nad czym ubolewam. Jednak nawet stosowanie się do profilaktyki rozumianej tak jak rozumie to współczesna medycyna przyniosłoby bardzo wymierne skutki i to miałam na myśli wiedząc z kim rozmawiam.
@ bart:
Mówiąc o holistycznym podejściu do zdrowia z osobą, której światopogląd tak znacznie odbiega od mojego, nie mam na myśli wymiaru duchowego takiego podejścia. Poprzez holistyczne rozumiem całościowe, kompleksowe, biorące pod uwagę jak najwięcej procesów zachodzących w organizmie.
Spacer jak profilaktyka depresji może się wydawać w wąskim podejściu absurdem, biorąc jednak pod uwagę przemiany biochemiczne zachodzące pod wpływem słońca i ruchu absurdem być przestaje. Wiedza medyczna powiększa się nie dzięki wyśmiewaniu niezrozumiałych zjawisk tylko dzięki ich badaniu. Jako inteligentna osoba mogłeś zauważyć nie tylko bzdury plecione na biosłone ale także możliwości jakie mogłyby potwierdzać ich ewentualną skuteczność. To, że rozumowanie autora bloga jest błędne nie oznacza, że przedstawiana metoda jest nieskuteczna ani, że on ją wymyślił. Czytając różne, czasem bzdurne publikacje zauważam, że autorzy często opierają się na badaniach w kreowaniu swoich pomysłów, przypisując sobie zasługi.
Stosunek do picia oleju mam “osobisty” ponieważ zaobserwowałam na sobie skuteczność tej metody (w takim wymiarze jak od niej oczekiwałam, nie mówię o nadziejach jakie pokłada w niej autor biosłone). W zasadzie nie mam żalu, że metoda została wyśmiana, bo rozumem dlaczego – przesłanki do jej stosowania wydają się wątpliwe a jakichkolwiek obiektywnych źródeł potwierdzających skuteczność metody brak. “Żal” tylko mam pod adresem pewności jaka towarzyszy tu wszystkim, tak jakby mowa była o faktach (wiedzy popartej badaniem danej metody) a nie tylko o racjonalnie wyciągniętych wnioskach, które w moich oczach takiej pewności siebie nie uzasadniają, nie uzasadniają też tak daleko idącego szyderstwa. Z drugiej strony Twoje artykuły są na tyle interesujące i napisane tak lekkim piórem, że skłonność do ironii mi nie przeszkadza. Razi mnie strasznie, gdy dowcip/ironia przeradza się w pozbawione finezji, pospolite chamstwo.
Moje osobiste przemyślenia nie muszą nikogo interesować, tak jednak rozumiałam idee forum jako miejsca wymiany myśli a nie tylko informacji, popisywania się elokwencją czy udowadniania czegoś – i w tym możemy się różnic.
“Spacer jak profilaktyka depresji może się wydawać w wąskim podejściu absurdem”
W czyim wąskim podejściu? Ludzie, którzy w ogóle mają pojęcie, co to jest depresja, wiedzą też, że ruch jest potrzebny. Ale ruch, dieta i ogólnie zdrowy tryb życia nie jest stuprocentowym zabezpieczeniem ani przed problemami psychicznymi (inaczej nie byłoby sportowców z depresją, czyż nie?) ani w ogóle przed niczym. To jak witaminy – są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania, ale same z siebie nie wyleczą np. dżumy.
@ Lurkerka_Borgia:
Mam na myśli wąskie podejście skupiające się na najłatwiej uchwytnej istocie problemu. Trzymając się przykładu depresji spacer mieć pewne znaczenie, do tego może dojść wiele czynników uznawanych przez medycynę za marginalne, jednak ich połączenie może być kluczowe dla zaistnienia/bądź nie choroby. Nauka nie jest dobra w uchwyceniu kombinacji takich czynników, nie oznacza to dla mnie, że jest bezużyteczna. Oznacza tylko, że stosowanie się tylko i wyłącznie do aktualnej wiedzy nie musi skutkować zdrowiem (i takich obietnic medycyna nawet nie usiłuje dawać) a na zdrowiu bardzo mi zależy.
Nie wiem oczywiście co myślą wszyscy ludzie, podejrzewam, że przeciętna osoba chora na depresje nie będzie szukała pomocy w zażywaniu i światła słonecznego ani nie będzie widziała związku pomiędzy jego brakiem a depresją. To co czytam, na temat stanu zdrowia nowoczesnych społeczeństw nie nastraja optymistycznie do stanu wiedzy przeciętnej osoby. Wczoraj przeczytałam, że trzecim najpopularniejszym warzywem podawanym niemowlętom w USA jest ziemniak pod postacią frytek…
Dagmara :
Wiem. To cały czas jest niepoparte nauką New Age. Tak pracują np. homeopaci, którzy robią dokładny wywiad z pacjentem, zahaczający nawet o ulubione seriale w telewizji. A potem i tak przepisują wodę.
Są pewne sytuacje, w których wiedza spoza swojej działki bardzo się przydaje. Dotyczy to np. problemów psychicznych, które mogą manifestować się w najróżniejszy, psychosomatyczny sposób. Ale to nie jest “holistyczne podejście, biorące pod uwagę jak najwięcej procesów zachodzących w organizmie”.
Ja bym wolał, żeby naukowcy zajmowali się czymś poważnym, a nie bredzeniami proroka spod Opola.
Może być – ale dopóki nie jest to w jakiś sposób potwierdzone, jest tylko wróżeniem z fusów, anegdotą. Wiara w coś takiego jest bardzo przyjemna, ale jest tylko wiarą. I nieładnie jest polecać taką metodę opartą na wierze komukolwiek naprawdę chore,u.
Tylko pamiętaj, że spacer depresji nie wyleczy.