Test buraczkowy, miśki Haribo i parówka na głowę
Praca wyszukiwacza i opisywacza altmedowych głupot to ciężkie zajęcie. Nie dość, że od czytania takich rzeczy dostaje się urazów mózgu gorszych niż od rtęci, to jeszcze w trakcie pisania narasta wątpliwość, czy na pewno warto danemu tematowi poświęcać notkę — czy ktokolwiek oprócz mnie i niewielkiej grupki wyznawców terapii daje w ogóle faka. W takiej sytuacji przydatny okazuje się Test Wegedzieciaka, tzn. sprawdzenie, czy opisywany temat przyciągnął uwagę jakiejś wegemamy na naszym ulubionym forum wegemam (oczywiście przy poprawce na charakterystykę forum — z oczywistych powodów Optymalni nie przeszliby testu).
Józef Słonecki Test Wegedzieciaka zdaje z łatwością. Znacie go? Pisze książki o zdrowiu. Według oficjalnej noty biograficznej…
JÓZEF SŁONECKI urodził się 9 grudnia 1949 roku. Już jako dziecko wyczuwał pod palcami zmiany chorobowe, i kiedy inni twierdzili, że tego samego nie czują — sądził, że to żarty. Jako sceptyk nie wierzył w jakieś tam zdolności paranormalne. Jednak fakty mówiły coś innego. Gdy przebywał w towarzystwie ludzi chorych — ci zdrowieli. Choroba jednak nie znikała, lecz przechodziła na uzdrowiciela. Przełom dokonał się, gdy zupełnym przypadkiem trafił na książkę „Od magii do psychotroniki”. Tam odkrył samego siebie. Jeszcze jakiś czas minął zanim — krok po kroku — nauczył się pomagać ludziom, wykorzystując tylko nadmiar bioenergii i nie szkodząc sobie. Obecnie jest dyplomowanym bioenergoterapeutą i prowadzi gabinet w Strzelcach Opolskich.
Z tej krótkiej biografii osoba używająca racjonalistycznej brzytwy Ockhama wyczyta, że Józef Słonecki był chorowitym dziecięciem widzącym rzeczy, których nie było.
Oprócz pisania książek i leczenia ludzi bioenergoterapią Józef Słonecki prowadzi wydawnictwo i portal o bezpretensjonalnej nazwie Biosłone. Bywalcy Otchłani powinni w tym momencie sapnąć „Aaaa, znam tę nazwę” — wyznawcy Słoneckiego bardzo aktywnie propagują jego idee w Internecie. Na portalowym forum nick Słoneckiego to „Mistrz”, tak też zwracają się do niego użytkownicy (czasem mówią o nim „Pan Józef”, zawsze z wielkich liter). To dzięki swoim internetowym fanom dochrapał się zaszczytu własnej notki na BdB, cechuje ich bowiem wielka pracowitość w rozgłaszaniu konceptów Mistrza i sympatyczny, choć nieco irracjonalny entuzjazm, podobny do spotykanego u Optymalnych czy akwizytorów MLM.
Słonecki jest wyznawcą popularnej w altmedzie teorii toksyn zatruwających organizm. Uważa jednak, że zazwyczaj organizm znakomicie radzi sobie z ich wydalaniem. Przeszkodzić mu w tym mogą uszkodzenia jelit wywołane przez naszą starą znajomą — drożdżycę powodowaną przez Candida albicans. W swojej książce „Zdrowie na własne życzenie” Mistrz opisuje przerażającą metamorfozę zamieszkujących nasze jelita pożytecznych drożdży w straszne grzyby, które zapuszczając kiełki w ścianki jelita, dokonują jego perforacji. W efekcie takiego ataku nasza zdrowa do tej pory kiszka zamienia się w rzeszoto, przez którego mikropory toksyny przeciskają się do organizmu, skutecznie go zatruwając. Każdy może przeprowadzić prosty test, zwany przez Słoneckiego testem buraczkowym. Należy wypić trochę soku z buraków, odczekać kilka godzin i zrobić siusiu:
Wynik pozytywny testu, tj. mocz zabarwiony na czerwono, świadczy o istnieniu całych tysięcy wyrw rozszczelniających błonę śluzową jelita grubego, zwanych wrotami zakażenia. Potocznie nazywamy to nieszczelnością jelit, co odpowiada rzeczywistości i daje wyobrażenie o tym, co jeszcze przedostaje się tą drogą do naszego organizmu.
W rzeczywistości czerwony mocz to normalne zjawisko, występujące u kilkunastu procent ludzi. Obecne w burakach barwniki nie rozkładają się w przewodzie pokarmowym i zostają wydalone razem z moczem.
Oczywiście żaden szanujący się altmedowiec nie ograniczy swojego targetu już na starcie do czternastu procent populacji. Jeśli więc należycie do większości, której siusiu od buraczków się nie zabarwia, Mistrz podaje w książce dodatkowe objawy drożdżycy, a imię ich Legion. Spanie z otwartą buzią, kozy w nosie, pogarszający się wzrok, nadmierne albo zmniejszone wydzielanie śliny, wieczna chrypka, wzdęcia, śmierdzące bąki, zaparcia, biegunka, hemoroidy, pieczenie pupy, trądzik, uczulenia, zimne stopy i/lub dłonie, łupież, depresja, nadwaga, niedowaga, problemy z sercem, najróżniejsze bóle i — last but definitely not least — impotencja. Słonecki dodaje, że drożdżycy nie da się wykryć w żadnym laboratorium analitycznym („łatwiej byłoby znaleźć igłę w stogu siana, niż mikroskopijnego grzyba wypatrzeć”). Jedyna metoda diagnozy to porównanie swoich symptomów z objawami z listy Mistrza.
Lolkontent lolkontentem (oprócz tej impotencji, z pewnych rzeczy po prostu nie wypada się śmiać), ale zwróćcie uwagę na przedłużającą się chrypkę. Otóż ja znam jeszcze jedną chorobę, której jednym z objawów jest wieczna chrypka. Ta choroba to rak krtani. Zawsze warto przypomnieć, że ludzie propagujący nierzeczywiste bzdury mogą wyrządzić rzeczywiste szkody.
Na nieszczelne jelito Słonecki poleca specjalną Dietę Prozdrowotną oraz swój wynalazek — Miksturę Oczyszczającą, składającą się z oleju spożywczego, soku z aloesu i Citroseptu. Wzrasta od niej odporność, mija niestrawność, znikają problemy ze stolcem (i poprawia się jego jakość), mniej śmierdzi z ust, rozpuszczają się kamienie w nerkach i ogarnia uczucie ogólnej lekkości. Mikstura zapobiega również powstawaniu nowotworów.
Mistrz tym się różni od innych naszych znajomych z Otchłani, że nie łyka bezkrytycznie każdej tezy alternatywnej do rzeczywistości. Jest wrogiem witaminy C i suplementów, krytycznie wypowiada się o homeopatii, za to pozytywnie o szczepieniach — i generalnie jest zdania, że należy krytycznie podchodzić do wszystkiego, co nie pochodzi od Mistrza. Jego kontrowersyjne poglądy, w połączeniu z jakimiś osobistymi konfliktami, przysporzyły mu wielu wrogów w środowisku altmedowo-spiskologicznym. Co przekłada się na rozpowszechniane w Internetach informacje, że Słonecki naprawdę nazywa się Josef Szemeszteyn, swoje pomysły rżnie od Gersona i ojca Klimuszki, a na zlocie Biosłone dostał biegunki po bigosie.
Mimo niechęci do altmedowców, Mistrz czujnie obserwuje trendy i czerpie wiedzę. Homeopatom skradł sekret pogorszenia terapeutycznego. W swojej książce pracowicie wylicza możliwe dolegliwości mogące się pojawić w początkowej fazie stosowania Mikstury Oczyszczającej: ogólne rozbicie, osłabienie, zawroty głowy, wewnętrzny niepokój, ból brzucha, nudności, zgaga, wymioty, kolka, śmierdząca sraczka, katar, gorączka, zapalenie wszystkiego (m.in. narządów płciowych, pęcherza, cewki moczowej, prostaty, śluzówki odbytu), ruszanie się zębów, wzmożone wypadanie włosów i nasilony łupież, zwiększony apetyt i przybieranie na wadze, smród spod pach… Rety! Gdyby jakaś szczepionka wywoływała połowę z tych objawów jako skutki uboczne, prof. Majewska chyba by zemdlała ze zgrozy!
Jakie schorzenia wywołuje drożdżyca? Wszystkie! Przecież powoduje toksemię, którą Hipokrates nazywał przyczyną wszystkich chorób. Chronologicznie, od poczęcia: uszkadza plemniki, „wpływając niejako genetycznie na kondycję potomka, nie dając mu praktycznie szans na prawidłowy rozwój już w życiu płodowym”. W ogóle choroby genetyczne praktycznie nie istnieją — to po prostu głupi lekarze mylą je z efektami drożdżycy. Grzyb zagnieżdża się w jajach jeszcze w jajniku. Powoduje poronienia, wcześniactwo. Niemowlę obciążone drożdżycą źle się rozwija i cierpi na kolki, ale furda kolki, kiedy najstraszliwsze czai się cichaczem:
Człowiek od dzieciństwa nie choruje (organizm nie walczy), aż zupełnie niespodziewanie okazuje się, że ma raka.
To zaskakująca dygresja w rozdziale o wpływie drożdżycy na płód, ale Mistrz ma prostu taki specyficzny, niepozbierany flow. Uwaga o raku pasowałaby raczej do rozdziału o starości, ale musiałaby w nim konkurować z następującą złotą myślą:
Zgrzybiały staruszek, zgrzybiała staruszka — tak niegdyś określało się ludzi starszych toczonych przez grzyby.
Książkę „Zdrowie na własne życzenie” zamyka rozdział „Z gabinetu bioenergoterapeuty”, w którym Mistrz zawarł praktyczne rady wypróbowane podczas wieloletniej pracy leczniczej. Na zwyrodnienia stawów poleca okład z liścia kapusty. Na zatoki najlepsza jest parówka na głowę (nie mięsna, tylko taka z gorącej wody i odrobiny szałwii). Na biegunkę suchy ryż. Na bolący brzuch okłady z gorącej soli. Strzelanie w stawach, które według Mistrza prowadzi do trwałych uszkodzeń, należy leczyć jedząc po dwa miśki Haribo trzy razy dziennie. Widać od razu, że Mistrz jest zwolennikiem rozwiązań leczniczych nie obciążających zbytnio portfela i dostępnych lokalnie, najlepiej w pobliskiej „Żabce”. Taką filozofię Mistrz propaguje również na swoim forum, gdzie np. na problemy żołądkowe półtorarocznego dziecka potrafi polecić Coca-Colę:
To nie jest pomyłka — coca-cola jest bardzo pomocna w usuwaniu patologicznego śluzu z ścian jelit. Nie ma tu w zasadzie żadnego ryzyka — są osoby, które piją ją na okrągło, więc przez tydzień nie może zaszkodzić.
Forum Biosłone nie jest typową społecznością Web 2.0 — to raczej miejsce, gdzie można spotkać Mistrza i spytać Go o radę. Do obsługi petentów Mistrz ma swoich przybocznych, którzy udzielają wstępnych odpowiedzi lub kierują do właściwych maksym Pana Józefa (poprawiają też na czerwono błędy ortograficzne i literówki użytkowników — forum wspiera internetową akcję „Bykom — stop!”). Forum w założeniu ma gromadzić mądrości Słoneckiego, posiada odrębny duży dział „Archiwum Wiedzy” składający się wyłącznie z jego wypowiedzi na najróżniejsze tematy, z zablokowaną możliwością komentowania. A mistrz lubi siec złotymi myślami:
W powszechnym mniemaniu medycyna to coś jakby zdrowie, z naciskiem na jakby.
Ponadto człowiek nie jest zwierzęciem, o czym świadczy chociażby nasze uzębienie, żadne zwierze nie je tak jak człowiek, żując dokładnie pokarm przed jego połknięciem, delektując się jego smakiem.
Różnica między lekarzem a uzdrowicielem jest taka, że uzdrowiciel ma „to coś” wrodzone, jak inteligencję, lekarza zaś tego uczono.
Potrafi też zaskoczyć nawet wytrawnego bywalca obłąkanych portali, np. za pomocą teorii, w myśl której brzydki zapach z ust to bąki, które przez nieszczelne jelito dostają się do krwi, potem do pęcherzyków płucnych i fru! tchawicą na wolność.
Producenci gum do żucia i past do zębów często obiecują, że ich produkty likwidują nieprzyjemny zapach z ust. To ewidentne oszustwo i przypomina używanie dezodorantu zamiast solidnej kąpieli. A gdyby nawet tak było, gdyby gumy do żucia i pasty do zębów rzeczywiście usuwały ów objaw nieszczelności ścian jelita grubego, to byłoby to kolejne maskowanie objawów.
Forum Biosłone czyta się trochę jak scenariusz „Rejsu”, przy założeniu, że wszyscy bohaterowie filmu wstąpili do sekty. Silnie zhierarchizowana struktura, uporządkowany tok dyskusji. Atmosfera ożywia się czasami, gdy Mistrz wpadnie w złość, np. na nowicjusza skarżącego się, że czwarty miesiąc pije Miksturę Oczyszczającą i nie czuje poprawy:
A kto powiedział, że po MO ma być poprawa? To nie jest lek, po którym ma być: …już w porządku, mój żołądku. Po MO ma być na początku kuracji właśnie gorzej, bo taka jest jej idea, by odchorować zadawnione choroby.
Zaś na nieśmiałe „Ja rozumiem, ale myślałem, że to przez 3 miesiące się zmieni na lepsze” odpowiada w stylu strzeleckiego Buddy:
Zmieni się na lepsze wówczas, gdy już będzie lepiej.
Mistrz potrafi też ostro skarcić za korzystanie z antybiotyków przy zapaleniu oskrzeli:
Dawno już podobnej durnoty nie widziałem na naszym forum! Tzw. zapalenie oskrzeli jest objawem usuwania drogami oddechowymi ropy powstającej wskutek niszczenia zdefektowanych komórek, a to jest istotą owego procesu oczyszczania, zwanego chorobą infekcyjną. Doprawdy, trzeba być pacjentem, czyli kompletnym idiotą, by ten naturalny proces „leczyć” w jakikolwiek sposób, a już antybiotykami, to już jest skrajne kretyństwo! W ogóle, nich się Pani zastanowi, czego Pani tutaj szuka…
Pewno za jakiś czas pójdzie Pani na inne forum, gdzie skarżą się, że pili MO 3 lata i nic im to nie pomogło. To niech Pani idzie już teraz, nam nie potrzeba takich idiotów, co swoje zdrowie mają w tak głębokiej pogardzie, że oddają je specjalistom od chorób. Nic tu po Pani!
Słonecki wyznaje jednak zasadę zdrowego rozsądku (proszków przeciwbólowych używać nie należy, chyba że coś bardzo boli). Więc czasami antybiotyki są OK, np. kiedy Mistrzowi spuchnie gęba:
Sam zastosowałem antybiotyki, gdy niemiłosiernie napuchłem w trakcie kuracji Detoxem+. I nie chodziło o to, że opuchlizna zagrażała w jakikolwiek sposób mojemu życiu, ale po prostu „z taką gębą” nie mogłem pokazać się między ludźmi, a musiałem.
Forum jest też doskonałym miejscem, żeby okazać Mistrzowi należny szacunek:
Codziennie jestem wdzięczny Bogu, że pozwolił mi odnaleźć to miejsce i poznać prawdę dotyczącą zdrowia głoszoną przez naszego Mistrza. Na początku tego roku byłem w opłakanym stanie w zasadzie zbliżonym do tego jakie opisywał Machos. Uderzenie wysokiego ciśnienia do głowy, któremu towarzyszył częstoskurcz serca chyba tylko cudem przeżyłem. To było dla mnie jak wstrząs, po którym wiele miesięcy trwałem w ciągłym lęku. Leki jakie mi po tym zapisał kardiolog odrzuciłem stopniowo po trzech miesiącach stosowania, pomimo wielkiego strachu jaki przeżywałem postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę: drogę prowadzącą do zdrowia wg. Józefa Słoneckiego. I choć nigdy nie byłem pacjentem, i zdecydowanie unikałem lekarzy od czasu jak w wieku lat pięciu pozbawili mnie migdałów to moja droga do choroby wiodła głównie przez sposób odżywiania.
Status autora tego wpisu to obecnie „offline”; mam nadzieję, że to dlatego, że akurat przegląda inne strony albo kładzie się spać (za oknem noc, gdy słowa te klepię).
A teraz najdziwniejszy fragment tej historii: część komercyjna przedsięwzięcia Biosłone wygląda żałośnie. W zasadzie nie istnieje. Jeśli chcemy zostać uczniami Słoneckiego, powinniśmy jedynie zaopatrzeć się w jego książki (54 zł za komplet) — ale nawet to nie jest konieczne: przepisy na Miksturę Oczyszczającą czy zasady zdrowego życia Mistrz publikuje w Internecie. Na portalu Biosłone można również przeczytać przepis na inny cud-składnik zdrowej diety, Koktajl Błonnikowy, składający się z wody, owoców, miodu i zmielonych pestek wymieszanych razem w blenderze (najlepiej w Cucina Philips HR 2860, ze względu na trwałość — pamiętajcie, Mistrz zna się na wszystkim). I Koktajl, i Miksturę Oczyszczającą należy przygotować ze składników dostępnych na rynku, Mistrz nie prowadzi ich sprzedaży. Przekopałem się sumiennie przez forum, szukając niezauważonego haczyka finansowego, ale nie znalazłem nic oprócz zlotów forumowiczów (nawet jeśli przynoszą dochody organizatorowi, to są to sumy bardzo skromne, poza tym było owych zlotów raptem trzy) i franczyzy Gabinetów „Zdrowie na własne życzenie” (jeden z przybocznych otworzył gabinet w swoim mieszkaniu, brak informacji o opłatach licencyjnych dla Mistrza).
A zatem jeśli nie o pieniądze chodzi, to o co? Nasuwają mi się dwa przypuszczenia: jedno realistyczne, a drugie spowodowane zbyt częstym zaglądaniem w Otchłań.* Realistycznie przypuszczam, że Józef Słonecki pragnie zostać słynnym na cały kraj bioenergoterapeutycznym ekspertem od zdrowia i zapewnić tym samym wysoką frekwencję w swoim gabinecie w Strzelcach Opolskich (czyli jednak chodzi o pieniądze). Jednak kiedy założę swoją Czapeczkę Chroniącą Myśli, nasuwa mi się inny domysł: oto mamy niesamowitą okazję oglądać sektę-niewypał w stanie wegetacji. Niby wielbią Mistrza, niby piją wspólnie Koktajl Błonnikowy na zlotach, ale gdzieś po drodze komuś zabrakło determinacji i kawałka ziemi, na którym można by zbudować gospodarstwo dla kilkunastu rodzin, z wysokim płotem, jednym wejściem i magazynem broni.
Potem zdejmuję Czapeczkę i od razu mi lepiej.
* Komentator amatil zwraca uwagę, że najbardziej oczywistym wytłumaczeniem zagadki Pana Józefa jest zwykły ego trip. Może i nie ma z tego kasy, ale przynajmniej mówią mu „Mistrzu”.
Fascynująca historia, Brodaty Henryku, ale co chcesz nam nią przekazać, że lekarz nie przepisał ci antybiotyku i nie pomogło?
Co za żenujący merytorycznie tekst… Nie chce mi się czytać wszystkich stron komentarza, więc zapewne powtórzę się: masa negatywnego nastawienia do idei biosłone niepoparta ani jednym rzeczowym argumentem. Zapewne wiele osób przyklaszcze Twoim poglądom i podobnie jak Ty ukluję wokół biosłone teorie spiskową/sektową/poprańczą czy jakąkolwiek inną, której celem jest ukazanie tego ruchu jako absolutnie idiotycznej i nieskutecznej idei, którą każdy normalny i rozsądny człowiek powinien z miejsca wyśmiać z satysfakcją myśląc o swojej mądrości nad tymi naiwniakami i debilami z biosłone. Jestem jednak przekonana, że nikt z osób, które skorzystały z wiedzy i porad biosłone ani o jotę nie zmieni swojego zdania co do ruchu. Ty piszesz, żeby ludzie ci podali konkretne książki medyczne, które potwierdzają teorie Słoneckiego. Właśnie o to chodzi, że medycyna konwencjonalna inaczej patrzy na choroby. I jakkolwiek nie jest zła w likwidowaniu doraźnych objawów typu: angina, grypa, ból ucha, tak jest kiepściutka w leczeniu schorzeń przewlekłych – astma, cukrzyca, depresja, trądzik, choroby sercowe etc (które zresztą są jed konsekwencją właśnie likwidowaniu tych pierwszych “chorób”). Nie będę cię przekonywać, że dzięki biosłone można pozbyć się tych i wielu innych dolegliwości, o których lekarz ci powie “taka twoja uroda”. Tak po prostu jest, ale żeby pewne rzeczy zrozumieć i wyrwać się ze schematycznego myślenia potrzeba czasu i wiedzy, których tobie najwyraźniej brakuje.
R. :
Jeśli mnie oskarżasz o brak merytoryki, proponuję jako kontrargumentów używać czegoś merytorycznego.
Brzytwa Hitchensa: “co bez dowodu postulujesz, ja bez dowodu obalam”. Idea Biosłone i inne wymysły Mistrza Słoneckiego przewracają do góry nogami całą medyczną wiedzę o człowieku, opierając się jedynie na autorytecie Mistrza. Dla mnie to nie tylko za mało, dla mnie to powód do śmiechu.
@ R.:
To ja ci odpowiem merytorycznie: chcesz lewatywę z harissy?
Gammon No.82 :
Nareszcie jakiś fajny pomysł na te straszne mrozy!
R. :
Ło kurwa. Akurat podałeś takie choroby, które medycyna akurat całkiem skutecznie potrafi leczyć.
Rusek :.
Akurat żadnej z nich poza trądzikiem (i, być może, którąś z tych “chorób sercowych”) współczesna medycyna niestety nie potrafi leczyć przyczynowo. Owszem, bardzo przyzwoicie radzi sobie z redukowaniem objawów.
@ Margrabia:
Margrabia :
Zdefiniuj “przyczynowo”. Tu masz np. ciekawa, genetycznie uwarunkowana postac cukrzycy:
http://en.wikipedia.org/wiki/Maturity_onset_diabetes_of_the_young
Pasjonuje mnie “przyczynowe” leczenie chorob uwarunkowanych genetycznie u pacjentow szczegolnie tych z mutacjami de nowo (nie odziedziczonymi po rodzicach). Tak na szybko: poza ta wspolczesna, jakze paskudna leczaca jedynie objawy medycyna konwencjonalna, rzuc moze jakas alternatywna terapia ktora zmienilaby sekwencje genomiczne w/w pacjentom. Nobel prawie pewny.
przyczynowe, to znaczy zwalczajace pierwotna, powiedzmy ‘tkankowa’ przyczyne choroby, tak, zeby mozna bylo zaprzestac przewleklej farmakoterapii. Trzymajac sie cukrzycy, powiedzmy odtworzene wysp trzustki i przywrocenie produkcji endogennej insuliny. Na dzis – sf, w miare rozwoju badan nad komorkami macierzystymi- moze niekoniecznie. A o alternatywne terapie genetyczne zapytaj moze kogos, kto twierdzil, z takie zna, swoja stara na przyklad.
@ bart:
ignorance is a bliss, idz do lekarza, przepisze ci wszystkie mozliwe lekarstwa, bez refundacji, abys zostal dalej pacjentem. w koncu po to placisz podatki.
seb :
To kąp się w niej błogo dalej.
Idź do stolarza, żeby ci ujebał nogę krajzegą bez refundacji. Chcesz kontynuować koncert życzeń?
Możesz odtworzyć rozumowanie, które cię doprowadziło do tak dziwacznego wniosku?
a ja ma w dupie co pisze autor tego artykułu, wybrał sobie fragmenty , ktore mu odpowiadają , dzieki tej moze głupiej miksturze od 3 lat jestem totalnie zdrowy i nie musze chodzic do lekarzy, ktorzy potrafią przepisywac tylko leki i za kazym razem kasuja niemalłe pieniądze , a poprawy i tak nigdy nie było
Rob :
Z kolei w ZSRR… Zresztą mniejsza o to.
Ja zaś mikstury nie piję i też od trzech lat nie narzekam. No i kto tu ma rację?!
A nie, przepraszam, w krzyżu mnie raz łupło.
Rob :
Jak napisał twój kolega seb: ignorance is a bliss. Dobrze, że chociaż twoja dupa ma więcej rozumu od ciebie.
Potrafisz udowodnić, że to dzięki Bryi Mistrza Józefa, a nie dzięki wpływom Saturna w koniunkcji z Phobosem? wzrostowi produkcji gazu łupkowego na Alasce? A może jesteś zdrowy tak po prostu?
A widzisz, lekarze potrafią przepisywać różne leki, a Mistrz Józef cały czas swoją poczciwą, starą Bryję, na wszystkie choroby odkryte i nieodkryte.
Ubezpiecz się wreszcie.
W sensie: nieszczelne jelita nadal ci przepuszczały?
Bart, jesteś idiotą i tyle w temacie. Idź do lekarza, bo się pewnie leki kończą i lecz się do końca życia, miejmy nadzieję, nie za długiego, bo na długie życie tacy ignoranci jak Ty nie zasługują.
@ Pi:
Życzysz mi szybkiej śmierci? To okropne :( Ja ci nie życzę, żebyś dostał sraczki od oleju :((((((((
@bart
Czy to artykuł w deserze tych miłych rozmówców Ci tu przygnał?
fronesis :
Po części chyba tak. Tu jest trochę świeżego hejtu na forum Biosłone: http://www.bioslone.pl/forum/index.php?topic=22470
Z “mistrzem” miałem do czynienia. Jaki jest każdy wie :), osobiście zostałem z forum zbanowany już dosyć dawno temu za nie zgadzanie się ze wszystkim bezkrytycznie. Aczkolwiek wiedzę facet ma, obie książki przeczytałem i mimo, iż nie jest to wiedza powszechnie znana, wcale nie jest autorska, można o podobnych rzeczach wyczytać w innych źródłach, chodź na polskich stronach ciężko tego szukać.
W temacie genetyki polecam zapoznać się z pracą dr Bruce’a Liptona.
Cinek :
To w ogóle nie jest wiedza.
A ja nie polecam, bo to newage’owy bełkot niepoparty żadnym konkretem.
Cinek :
bart :
Jeśli przez wiedzę rozumieć, że ktoś mówi “ja wiem”, to to jest wiedza.
bart :
Jak zdrowo żyć i co robić, żeby to zdrowie utrzymać nie jest według ciebie wiedzą? Więc mam pytanie co jest?
Co do konkretów. To stwierdzenie, że przyczyny występowania danej jednostki chorobowej są PRAWDOPODOBNIE uwarunkowane genetycznie jest bardzo konkretne, jak ma to miejsce w wielu przypadkach :).
Cinek :
Och, gdybyś to naprawdę wiedział…
Znaczy, ja widzę, że może się pojawić problem w rozumieniu. Więc ustalmy: sednem nauk Mistrza jest twierdzenie, że choroby to naturalne, zdrowe procesy pozbywania się toksyn z organizmu, a sednem teorii Bruce’a Liptona jest pomysł, że możemy wpływać na swoje DNA myślą. Czy tak?
No więc jeśli tak, to jest to newage’owy bełkot niepoparty żadnym konkretem.
bart :
Jak widać każdy może usłyszeć i zapamiętać co innego.
Nie nazwał bym tego naukami, a takie choroby jak zwykłe przeziębienie, czy grypa są właśnie procesem dochodzenia do zdrowia. Nie zastanawiało cię nigdy dlaczego chorzy wtedy tyle z siebie wydalają? Wiesz, że gorączka to naturalny mechanizm obronny organizmu, który służy zwalczaniu patologicznych bakterii,wirusów? Wiesz co robią z nią lekarze? Zbijają… Wiesz co to bakterie oportunistyczne? Wiesz, że jeśli twój organizm jest w dobrej kondycji nigdy na nic nie zachorujesz? Pytanie czy jest, mało kto może się tym poszczycić w dzisiejszych czasach.
Zazwyczaj jak czegoś nie rozumiemy mówimy, że to cud. Przychodzi facet i mówi, że my jesteśmy sami sprawcami tych cudów i oczywiście zostaje napiętnowany. Dr Lipton całkiem sensownie to argumentuje. Zresztą mi bardziej chodziło o to, iż geny nie determinują niczego tylko odpowiadają na czynniki zewnętrzne. Zauważ, że przy każdej tzw chorobie genetycznej występuje aktywujący ją czynnik zewnętrzny. Może zamiast skupiać się na genach jako źródle całego zła, dojdźmy do tego jak ograniczyć działanie na nas negatywnych czynników środowiska.
Myśli można zmierzyć, masz pewność, że nie możesz nimi na nic wpływać, skoro coś istnieje i jest mierzalne?
Cinek :
No więc jeśli moje jednozdaniowe streszczenia są błędne, zaproponuj własne jednozdaniowe streszczenia.
Czy nie zastanawiało mnie, dlaczego najpopularniejsze choroby rozprzestrzeniane drogą kropelkową to te, przy których dużo się kicha i kaszle? Owszem, zastanawiało.
Nie, tego nie wiedziałem.
Tego też nie wiedziałem.
Cinek :
Daj znać, jak już Twój organizm będzie w takiej kondycji. Zasponsoruję Ci bilet do Konga lub w inne miłe okolice, gdzie wyjaśnisz tę kwestię z kol. Ebolą. Jestem ciekaw wyniku.
A będący w świetnej kondycji i żyjący w zgodzie z naturą Indianie północnoamerykańscy padali jak muchy na przywleczone przez białych ospę i gruźlicę. Jak to wyjaśnisz, Cinku?
@Adam: e tam Kongo, wystarczy jedna wycieczka do lasu i pokąsanie przez wykazującego podejrzane objawy lisa. Ciekawa jestem, czy kolega Cinek nadal twierdziłby, że nie zachoruje, czy może jednak ugiąłby się i oddał w objęcia lekarzy-zwyrodnialców celem otrzymania zatrzyków przeciwko wściekliźnie.
@ Lurkerka_Borgia:
Niestety, na skutek masowych szczepień w Polsce ciężko jest o lisy z podejrzanymi objawami.
EDIT: ale wiem! Nietoperze!!!1111
@ Lurkerka_Borgia:
Oj nie trzeba aż lisa szukać. Przy niefarcie wystarczy zwykły kleszcz i już mamy piękną boreliozę.
@ bart:
Kwestia jest taka, że tego nie da się streścić w jednym zdaniu. Zdaję sobie sprawę, że temat jest dosyć kontrowersyjny, więc może na początek “antyrak” autorstwa lekarza jakoś do ciebie przemówi :).
@ Adam Gliniany:
Po co od razu bilet do Konga? Wystarczy pójść za przykładem http://www.vaclib.org/links/jockslinks.htm#press który w 2009 roku oferował 200tyś $ dla lekarza, który wypije dodatki do szczepionek podawane do wieku 3 lat, chyba po 8 latach poszukiwań ochotnika zarzucił projekt :).
@ Lurkerka_Borgia:
Masz pewność, że padali od chorób? Faktem jest, że konkwistadorzy mieli za zadanie podbić/eksterminować ludność rdzenną. Na zwykła grypę choruje się około tygodnia, zazwyczaj nie jest ona śmiertelna ale jakie masz szanse w walce z lepiej uzbrojonym przeciwnikiem skoro twój organizm jest osłabiony ze względu an chorobę?
PS proponuję założyć stronę jak ten pan powyżej, chętni się znajdą.
harkonnen2 :
Dokładnie jak powiedziałeś. NIEFARCIE. Nie raz byłem w lesie i nie raz ugryzł mnie kleszcz, jakoś nie zachorowałem hmm ciekawe dlaczego? Jak to się dzieje, że jedni chorują, a inni nie ? Nie jest to czasem wynik odporności wrodzonej, bądź nabytej ? :)
Cinek :
A może raczej tego, że nie każdy kleszcz jest nosicielem boreliozy?
Cinek :
Patrz, a mnie się udało. Proszę o skorygowanie, gdzie się w tym streszczeniu mylę.
http://www.ratbags.com/rsoles/comment/gentlebirth.htm
Z pewnością wrzody na skórze to były po prostu ujścia toksyn.
Na ospę prawdziwą też jakoś krótko.
Cinek :
Los oszczędza tych, co piją olej z citroseptem.
Cinek :
W Europie podczas epidemii dżumy, ospy czy hiszpanki też jak mniemam ludzie nie umierali od chorób.
Cinek :
Zeznania samych najeźdźców, że celowo podrzucali im koce osob chorych na ospę, chyba o czymś świadczą?
bart :
Cthulhu kocha naiwnych – lepiej smakują.
harkonnen2 :
Hello, była wojna… Oh, wait…
Cinek :
To wrodzonej, czy nabytej, bo coś mi się wydaje, że się plączesz w zeznaniach. To człowiek ma naturalną odporność i organizm działa sam naturalnie, czy jednak go trzeba faszerować miksturami (niezależnie czy z BigPharmy, czy małej farmy)?
citrosept wzmacnia fazę
Bredzisz-choć nie we wszystkim- poczytaj jednak trochę, dzięki temu Twój umysł (zdaje się piętnastolatka ) nabierze odpowiedniej percepcji.
marxl :
W moim wieku człowiek jest łasy na takie komplementy, więc hej, dzięki!
harkonnen2 :
Całkiem jak ta Rozalka w “Antku”. Nie umarła od upieczenia w piecu, tylko od tego, że “choróbsko z niej za szybko wychodziło”.
Lurkerka_Borgia :
W wersji Biosłone będzie to oczywiście “za szybko wychodziły z niej toksyny w prozdrowotnym procesie mylnie branym za chorobę”.
Nigdzie nie napisałem, że ruch Biosłone uważam za idealny ale faktem jest, że jego idee pomogły wielu ludziom, a o to w tym głównie chodzi. Można się śmiać z citroseptu ale to nie zmienia faktu, że to działa. Sam zaprzestałem spożywania, znalazłem lepsze sposoby :).
Co do Indian, fakty są takie, że wyginęli i twierdzicie, że zabiła ich ospa ale jak to się stało, że nie zabiła Hiszpan ?
Oczywiście a propos epidemii, nie wspomina się o fatalnych warunkach życiowych jakie w danym okresie panowały. Dziwne, że dzisiaj w krajach trzeciego świata choruje się na te wszystkie choroby mimo szczepień ;).
@ Yaca:
Sam bredzisz :), doczytaj co to jest w ogóle odporność, stykając się z wirusem z powietrza też nabywasz odporność.
PS Czy ktoś z was w ogóle ma za sobą jakąś literaturę z tematyki, w której zabiera głos czy cała jego wiedza pochodzi z artykułów w internecie ?
Cinek :
Proponuję, żebyś przeczytał to: http://blogdebart.hell.pl/2009/04/17/na-mnie-dziala/
Och, oczywiście że zabijała Hiszpanów, ale w mniejszym stopniu niż Indian. Z prostej przyczyny – większa ich liczba miała na nią odporność w wyniku wcześniejszego kontaktu z wirusem. Dla Indian to była premiera.
Warunki życiowe mają oczywiście wpływ na zdrowie, ale jak spojrzysz np. na współczesne statystyki zachorowań w Trzecim Świecie i porównasz je ze statystykami z jakiegoś uprzemysłowionego kraju sprzed wprowadzenia szczepień (może sam rozpoznasz w tabeli, kiedy mniej więcej wprowadzono masowe szczepienia?), wtedy zorientujesz się, że określenie “epidemia” zmieniło trochę znaczenie w porównaniu z czasami, gdy masowych szczepień nie było.
Ja wszystko, co wiem, przeczytałem w Internecie, ale jak chcesz, zawołam paru gości z dyplomami, którzy przystawią swoją fokę aprobaty. A kto jest w twojej bandzie?
Cinek :
no własnie, jak to możliwe…? Może dlatego, że, jak sam piszesz, dzięki kontaktom z wirusem nabiera się odporności…?
A na jakie konkretnie choroby “choruje się” mimo powszechnych szczepień? I w jakich konkretnie krajach? To niesamowicie ciekawe, na pewno masz jakies źródło tych informacji.
a co, podrzucić Ci jakieś tytuły…?
Cinek :
Ależ błagam, oświeć mnie. Bo najwyraźniej masz inne pojęcie tego tematu. Z przyjemnością zrobię “meh”.
No cóż, czytając Twoje wypowiedzi, to wydaje mi się, że wystarczy skończyć podstawówkę (ew. razem z gimnazjum), żeby mieć kontrargumenty do Twoich teorii (przynajmniej w mojej podstawówce była biologia).
Edit – składnia.
@ bart:
Odsyłasz mnie do swojego artykułu, który rozprawia o leczeniu… Idea Biosłone, jest po pierwsze dla ludzi zdrowych po drugie traktuje o racjonalnym podejściu do żywienia. Nie ma nic wspólnego z leczeniem.
Co do tej nieszczęsnej ospy. Jakoś historia nie donosi o wcześniejszych jej epidemiach w Europie. Hiszpanie w jakiś cudowny sposób nabierają na nią odporność, po czym zarażają nią Indian, doprowadzając do ich wyginięcia prawie całkowicie :). Jestem ciekaw czy oni to tak zaplanowali, czy wyszło zupełnie przypadkiem.
W ogóle co ma piernik do wiatraka? Zaczęło się od krytyki Biosłone, a tu nagle pojawia się promocja farmakologicznego podejścia do kwestii zdrowia. Każdy ma prawo sam wybrać komu bardziej zaufa w tej kwestii. Sobie czy komuś innemu.
PS Nie zachowujemy się jak z dzieci z piaskownicy przekomarzając się kto ma więcej kolegów ;).
Z góry jest przesądzone, że żaden z nas nie zmieni zdania więc dalszą dyskusję uważam za bezsensowną. Mam tylko pytanie. Czy stosujesz jakieś prozdrowotne sposoby?
@ Margrabia:
Jak wyżej. Wytłumacz mi to jak to się stało, że Hiszpanie zdążyli nabrać odporność, a Indianie nie ?
Po pierwsze nie podsuwaj czegoś swojego jako, że niby ja to napisałem. Nigdzie nie wspomniałem o powszechności. Tylko wytłumacz mi jak to się dzieje, że mimo istnieniu szczepionek na dżumę i cholerę zachorowalność na te choroby jest bardzo wysoka. A jak chcesz liczby to sobie wejdź na stronę WHO. Przykładem niech będzie Haiti, które po trzęsieniu ziemi, które pewnie pamiętasz do tej pory nie może się pozbierać w wyniku panujących tam chorób. Brak szczepień? Czy może fatalne warunki bytowe? Niech każdy zakreśli to co mu bardziej pasuje wedle jego przekonań.
PS Tak poproszę o jakieś tytuły, tylko nie zalewaj mnie podręcznikami szkolnymi :).
Cinek :
Nie, odsyłam cię do notki, która stara się przystępnie wytłumaczyć, dlaczego dowody anegdotyczne w stylu “znam ludzi, którym picie oleju z citroseptem pomogło” są o kant dupy potłuc. Najwyraźniej jednak niewystarczająco przystępnie.
Stary, jesteś doskonały.
Cinek :
Oczywiście. Rzuciłem palenie i picie, ograniczam czerwone mięso. Zamiast oleju z citroseptem popijam wodę.
@ Yaca:
Specjalnie dla ciebie zbiorę zbiór wypowiedzi w jeden wpis :). Bo najwyraźniej czegoś nie zrozumiałeś
Cinek : Nie jest to czasem wynik odporności wrodzonej, bądź nabytej ? :)
Yaca: To wrodzonej, czy nabytej, bo coś mi się wydaje, że się plączesz w zeznaniach. To człowiek ma naturalną odporność i organizm działa sam naturalnie, czy jednak go trzeba faszerować miksturami (niezależnie czy z BigPharmy, czy małej farmy)?
No więc objaśniam. Odporność wrodzoną ma się od urodzenia, nabytą się nabywa poprzez zetknięcie się z patogenem (wirus, bakteria, inne). Sposób zetknięcia może być różny, aczkolwiek w czasach, kiedy żyli nieszczęśni Indianie, szczepionek nie było i mogli nabyć odporność jedynie w bezpośrednim zetknięciu się z wirusem. Niestety źli Hiszpanie nie dali im na to czasu :).
PS Z doświadczenia wiem, że jak ktoś “wyzywa” kogoś od gimnazjalistów to sam jest na etapie liceum. Niestety muszę cię zmartwić gimnazjum nie skończyłem, ponieważ za moich czasów nie było takiego tworu :).
Cinek: Sam bredzisz :), doczytaj co to jest w ogóle odporność, stykając się z wirusem z powietrza też nabywasz odporność.
Cinek :
Pics or it didn’t…
Cinek :
O ile przy okazji się z tego powodu nie zejdzie z tego łez padołu. Co bez szczepionek jest bardzo popularne.
@ bart:
Może nie zrozumiałeś jak pisałem, że ja też swego czasu ten specyfik piłem i uważam za przynoszący wymierne korzyści, że się tak wyrażę. Brak skutków ubocznych przede wszystkim, więc może sam się skusisz?
Możesz się też śmiać ale faktem jest, że w chorobach przewlekłych współczesna medycyna jest bezradna. W większości chorób, żeby nie napisać przy wszystkich, przewlekłych, bardzo wyraźnie podaje się, że czynniki środowiskowe mają ogromny wpływ, że styl życia, odżywanie mają tu ogromne znaczenie. Łatwiej jest przyjmować lek na nadciśnienie, który nigdy cię nie wyleczy lub podawać insulinę, która nie spowoduje, że organizm zacznie ją sam produkować niż usiąść, zebrać wszystkie fakty do kupy i zastanowić się jak zmienić swoje życie. I nie licz na to, że sprzedawca usług i specyfików firm farmaceutycznych powie ci jak to zrobić, bo nie ma w tym żadnego interesu albo najzwyczajniej w świecie nie ma pojęcia, że taki ból fizyczny można uśmierzyć nie tylko cudowną pigułką.
Cinek :
Sęk w tym, że ty masz poglądy na wiele tematów i większość poglądów, jakie nam tu przedstawiłeś, była bardzo zabawna i kompletnie sprzeczna z rzeczywistością. Byłbym ostatnim głupcem, gdybym z takiego polecenia zaczął pić olej.
1. Gdybyśmy umieli je wyleczyć, nie nazywałyby się przewlekłymi. Umiemy za to świetnie łagodzić skutki większości z nich.
2. To, że “współczesna medycyna jest bezradna”, nie oznacza oczywiście, że filozofia i mikstury Mistrza Józefa pomagają na cokolwiek.
Przysiągłbym, że już dawałem tego linka:
http://www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/7665_tryb_%C5%BCycia_dieta.html
To Poradnik Medyczny, portal prowadzony przez Openmedica Publishing, sieć portali dla lekarzy specjalistów. Radzę, żebyś zapoznał się z działem “Najważniejsze elementy leczenia” i przestał bredzić o lekarzach nic tylko wciskających pigułki.
Cinek :
Owszem, lepiej jest być zdrowym, silnym, dobrze się odżywiać, nie palić papierosów, alkohol w umiarkowanych ilościach, jeść dużo warzyw, dużo się ruszać. Zwiększa to prawdopodobieństwo wyzdrowienia w razie choroby, ale nie eliminuje ryzyka całkowicie. (Co sugerowałeś pisząc, że zdrowy, silny organizm NIGDY nie zachoruje).
Cinek :
A jakaś magiczna dieta sprawi, że trzustka zacznie produkować insulinę? Albo, że tkanki przestaną być insulinoodporne? Ziom, opatentuj taką! Nobel i światowa sława i chwała czeka! Nie wspomnę o milionach dolców.
@ harkonnen2:
Nie będę za ciebie wszystkiego robił. Wystarczy poczytać stronę WHO. Może sam zapodasz zdjęcia jak to ludzie w czasach hiszpanki, o której wspomniałeś, umierali mimo panującego dobrobytu.
Szczepionka nie daje ci żadnej gwarancji, że nie zejdziesz na daną chorobę mimo wszystko.
Poza tym daj jakieś dane… bo tak to wiesz ;).
Dla przykładu, rzekoma skuteczność szczepionki przeciw grypie, ponad 70%. Według tej teorii 7 na 10 osób, które się zaszczepiło nie zachorowało, 3 zachorowały. Pytanie ile z tych osób tak czy inaczej by nie zachorowało? Tego nie wiadomo. Wezmę 10 osób z mojego otoczenia i jeśli nikt nie zachoruje pomimo nie zaszczepienia się czy to oznacza, że najlepszą metodą przeciw grypie jest brak szczepienia?
Cinek :
Powinieneś brać kasę za występy.
Cinek :
Może dlatego, że w Europie ospa była wtedy obecna od, bagatela, 1000 lat. Zdążyła juz wybić tych najmniej odpornych, słabsze szczepy “zaszczepiły” tych bardziej odpornych, a ludzie nauczyli się, jak postepować w czasie epidemii
Wytłumacz jak to się dzieje, że mimo istnienia żywności ludzie umierają z głodu. To, że coś istnieje, nie znaczy, że jest dostępne tam, gdzie jest potrzebne i w taki sposób, jak jest potrzebne.
Na marginesie, z jednej strony cieszy mnie, że zauważyłes mój dopisek, ale z drugiej martwi, że i tak nic nie rozumiesz.
A może jedno i drugie…? Wiesz w ogóle, jak się przenosi cholera?
bart :
No dobra, nie będę taki, dam ci linka, żebyś się dokształcił: http://www.cdc.gov/flu/professionals/vaccination/effectivenessqa.htm#vaccine-effectiveness
O ile oczywiście znasz język Language.
Cinek :
No, Europa w 1918 roku to była mityczna Arkadia niemalże, mlekiem i miodem płynąca.
@ bart:
Sprzeczna z twoją rzeczywistością chciałeś dodać, moja wygląda inaczej.
A łagodź sobie objawy, a choroba i tak będzie postępować, w wieku 60 lat będziesz łykał kilka opakowań dziennie na różne dolegliwości, to nic, że można się z tych chorób wyleczyć. Wystarczy przestać być ignorantem i przestać się ciągle czepiać jednej mikstury skoro dowodów na to, że alternatywnych sposobów jest więcej i są bardzo skuteczne jest wystarczająco. Popytaj w rodzinie, może się nagle okazać, że otrzymasz coś więcej niż dowody “anegdotyczne”, bo jeśli wierzyć prognozom lekarzy to ty umrzesz na chorobę serca, a ja na nowotworową albo na odwrót jeśli wolisz ;).
Przepraszam bardzo ale czy znasz kogoś osobiście komu lekarz pokierował leczeniem innym niż farmakologicznym, czy pokazał jak zmienić styl życia? To co tu podajesz to są tzw. dowody “anegdotyczne” jak to sam ładnie określiłeś.
Ja znam takie przypadki, aczkolwiek zawsze odbywało się to na zasadzie, pacjent wiedział czego szuka, lekarz nigdy sam z siebie nie zaproponował czegoś innego niż pigułka.
@ harkonnen2:
Wymień mi jedną chorobę przewlekłą, na którą możesz zachorować mimo zdrowego stylu życia? Ja nie mówię, że nie ma po prostu kłóci się to z moją wiedzą.
http://www.youtube.com/watch?v=y41BDg1bBo8
Cinek :
naukowo:
http://www.ksiegarniamedyczna.pl/medycyna/5010232/podstawy,epidemiologii,ogolnej,epidemiologia,chorob,zakaznych/
popularnonaukowo:
Czarna śmierć. Epidemie w Europie od starożytności do czasów współczesnych
Autor: Christopher Duncan , Susan Scott
Cinek :
szczerze – nie wierzę, że piszesz na poważnie. Ale proszę bardzo – cukrzyca typu 1.
Cinek :
No wiem. Na przykład w twojej rzeczywistości w Europie nie znano epidemii ospy.
Cinek :
Otóż problem w tym, że ich nie ma.
Definitywnie powinieneś brać kasę za występy, jesteś lepszy od Pietrzaka.
Aha, jeszcze jedna wrzutka z Uniwersytetu YouTube i twoje komentowanie stanie się utrudnione.
Cinek :
AIDS powodowana przez wirus HIV. Wystarczy jeden niezabezpieczony stosunek płciowy z niewłaściwą osobą. Na dłuższe posty chwilowo nie mam czasu. Ale może mam nieaktualne dane i teraz już się to skutecznie leczy, nie jestem w pełni na bieżąco. No chyba, że nie uznajemy AIDS za przewlekłą chorobę.
harkonnen2 :
Pamiętam, że doktor Kwaśniewski odnotowywał pewne sukcesy w leczeniu AIDS Dietą Optymalną.
Cinek :
No widzisz – czyli jednak wracamy do podstawówki. Czytanie ze zrozumieniem. Napisałeś mi multum o tym, skąd się ma odporność (skąd się ma odporność wrodzoną już nie udało Ci się wyjaśnić, ale pomińmy to chwilowo), a ja pytałem:
Yaca :
Kazałeś mi doczytać, czym jest odporność, więc pytam – czym?
Jeszcze takie coś znalezione szybkim googlem: http://gastrologia.mp.pl/choroby/watroba/show.html?id=51190 HBV można oimw również złapać będąc całkowicie zdrowym i prowadząc zdrowy tryb życia.
No i wspominana już borelioza, którą można złapać prowadząc superzdrowy styl życia, bo w lesie.
Jeszcze jeden trollfeed
Cinek :
Przejrzałem., a nawet pooglądałem wykresiki. I co z nich wynika? Na początek tyle, że o ile zachorowalność na cholerę jest W NIEKTÓRYCH KRAJACH (szczególnie krajach, w których działo się lub dzieje się dużo niezbyt ciekawych rzeczy, oraz w krajach, których i tak pewnie nie stać na programy powszechnych szczepień) bardzo wysoka, o tyle ze śmiertelnością już tak tragicznie nie jest: na 317 534 zgłoszonych do WHO przypadków w 2010 roku, przypadków śmiertelnych było zaledwie 7543 (chyba, że coś źle przeczytałem). Odnośnie dżumy, nie znalazłem na stronie WHO (tej faszystowskiej organizacji, kierowanej przez jaszczury i trującej ludzi szczepionkami w celu powstania NWO w zmowie z BigPharmą) takich ładnych wykresików, ale po przejrzeniu paru stron, gdzie są teksty typu:
Albo tekst z 13 października 2006 o przypadkach z Kongo:
Inne teksty mówią również o niezbyt dramatycznie wysokich liczbach (100 przypadków w lipcu 2006 w Kongo (w ogóle sporo tego w Kongo), 10 potwierdzonych przypadków w 2003 w Algierii, 71 przypadków w Malawi w 2002)
Wnioski? Nie podejmuję się wyciągania żadnych, bo trzeba by uwzględnić (brzydko mówiąc) wchuj innych czynników. Przekopać się przez stosy dokumentów itp, a na to zwyczajnie nie mam czasu.
A o hiszpance poczytaj Cinku na en.wiki, są foteczki i mnóstwo bibliografii pod spodem.
Margrabia :
To jest choroba z autoagresji. I tak naprawdę nikt nie ci nie powie skąd się ona wzięła, bo nie wie. Obejrzyj film, którego trailer umieściłem wyżej, może coś ci zaświta …
@ bart:
Nigdzie nie pisałem, że Europa nie zaznała epidemii ospy, a jedynie, że do wieku XVI, czyli przed wizytą u Indian, jakoś tego faktu nie odnotowano. A skoro nie odnotowano to jest do tylko i wyłącznie “dowód anegdotyczny” :).
A wiesz czemu nie ma jasnych dowodów? Wygląda to mniej więcej tak.
Pacjent wyzdrowiał – skuteczność farmakologii potwierdzona,
pacjent wyzdrowiał wbrew prognozom lekarzy – cud,
pacjent zmarł na skutek leczenia – o tym się nie mówi głośno,
pacjent zmarł uprzednio nie stosując się do zaleceń lekarzy, a nie daj boże pił jakąś miksturę – zmarł na pewno z tego powodu :).
PS ja nie biorę za nic kasy, a ty sprawiasz wrażenie jakbyś brał.
@ harkonnen2:
Muszę cię zmartwić. Wbrew temu co sądzisz łatwiej się zarazić wirusowym zapaleniem wątroby typu B niż HIV.
Poza tym przezabawny jest fakt, że AIDS tak naprawdę nie jest chorobą samą w sobie, a zespołem chorób na bieżąco aktualizowanym. Jeszcze się kiedyś okaże, że chorzy na grypę będą diagnozowani jako nosiciele HIV. Potem wyniszczające leczenie za pomocą AZT, a potem… bo mnie już fantazja chyba ponosi zaraz ktoś powie :).
Yaca :
Wyraźnie tu stwierdzasz, że żeby nabyć odporność trzeba się czymkolwiek faszerować, co jest bzdurą. Na twoje komentarze już więcej nie będę odpisywać.
harkonnen2 :
Dowód anegdotyczny, skąd wiesz w jakiej formie były osoby, które zachorowały? Zrobiłeś wywiad?
Lurkerka_Borgia :
Jak wyżej.
harkonnen2 :
No więc skoro ludzie chorują i sobie przechodzą te choroby, i część z nich tam umrze, mała część to o co ten cały krzyk?
Męczy mnie to, do niczego nie prowadzi. Nie wiem co się działo 100 lat temu ale nie wierzę w przypadki, więc według mnie wojna miała sporo do tego, że ludzie chorowali i umierali.
Za to wiem co się działo w czasie ostatnich epidemii grypy, czy były to już pandemie, bo nie pamiętam.
A działo się tak, ze akurat w czasie “świńskiej grypy” mieszkałem w Anglii i na własne oczy widziałem i słyszałem jak ludzie symulowali symptomy, żeby profilaktycznie dostać leki antywirusowe. Do tego dla “bezpieczeństwa” proszono chorych, aby nie wychodzili z domów i nie narażali innych na zachorowanie. Diagnoza odbywała się przez telefon, której dokonywał pracownik czegoś w rodzaju call center, a nie lekarz… a jak było w Polsce ?
Cinek :
Zapraszam do lektury od strony 229: http://whqlibdoc.who.int/smallpox/9241561106_chp5.pdf
I dlatego nie jest prawdziwym Szkotem. Serio, stary, powinieneś brać kasę za występy. BTW…
Słyszę to czasami, mam więc już gotową ripostę: gdybym dostawał pieniążek za każdym razem, kiedy jakiś dupek w Internecie oskarża mnie, że biorę od kogoś kasę, to bym nie musiał brać od nikogo kasy.
Jakoś chorzy na AIDS się nie śmieją. I nie do końca rozumiesz, choć faktycznie gdzieś dzwonią – AIDS to choroba układu odpornościowego, w wyniku której nie jest on w stanie bronić organizmu przed najdziwniejszymi infekcjami.
Haha, zaczynasz się uczyć. Czy już teraz rozumiesz, jak bezwartościowe są opowieści o “ludziach, którym mikstura pomogła”?
Dokładnie. Jak są słabi, to niech umierają. Choć można temu zapobiec. Ale po co zapobiegać? Co Bozia w księgach zapisała, to będzie.
Jeszcze prośba. Ja wiem, że tobie się wydaje, że masz dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia, ale staraj je się zbierać w pojedynczych komentarzach, a nie smażyć pięć komciów z rzędu. Jak już trollujesz, to rób to elegancko.
bart :
Prawdziwy humanista. Jesteś moim idolem, twoja wiara w człowieka jest ogromna.
Cinek :
Czy gdziekolwiek pisałem coś innego? Poza tym, w późniejszym komciu zalinkowałem do info o WZW B.
Cinek :
Jako nosiciele HIV są diagnozowani ludzie, którzy są nosicielami HIV. I tak, mogą jednocześnie chorować na grypę, wiesz? I wtedy będą diagnozowani, jako nosiciele HIV chorzy na grypę.
Cinek :
Owszem, można się nie faszerować (w domyśle szczepionkami). I przy okazji zejść z tego świata. Albo skończyć z pięknymi powikłaniami.
Cinek :
Jaki wywiad? Człowieku man! Ja nie analizuję konkretnych przypadków, nie napisałem “mój zią Heniek był supermanem i złapał HBV”. Ja tylko stwierdzam, że BĘDĄC ZUPEŁNIE ZDROWYM I W PEŁNI SIŁ można całkiem bezproblemowo złapać HBV. Zacytuję, bo widać nie doczytałeś:
sauce
Wyobraź sobie sytuację gościa, który po skończonej sesji na siłowni, łyknąwszy koktajl witaminowy popija go miksturą oczyszczającą, a następnie idzie do jakiegoś gównianego salonu tatuażu gdzie nikt nie słyszał o dezynfekowaniu narzędzi. I co? Jajco. Zdrowy chłop jak byk i dostaje w bonusie HBV do tatuażu. A jeśli jest jeszcze twardziel co to “przeca zdrowy silny nigdy nie choruje” zignoruje objawy i nie zacznie się leczyć, to chorobo przewlekła witaj!
Cinek :
Bo nie rozumiesz dlaczego “tylko mała część umrze”. Nie umiera większa część właśnie między innymi dzięki szczepionkom i całej masie tej przeklętej farmakologii, bez której byle epidemia mogłaby się skończyć jak nie przymierzając epidemia czarnej śmierci w średniowieczu.
Cinek:
Ale są ludzie, którzy wiedzą, nazywają się historykami. Tacy co to ślęczą nad starymi papierzyskami i ustalają, jak to, panie kochany, za tego cara było.
Cinek :
Jasne. A ci wszyscy ludzie, którzy zajmowali się tym tematem wyssali sobie pandemię z palucha.
Cinek :
A co to ma do rzeczy? Czemu porównujesz czasy nowoczesnej farmakologii, internetu, telewizji i medialnie napędzanej paniki, z czasami, w których mało kto miał telefon, nie było nawet penicyliny, a pierwsza inaktywowana szczepionka na grypę powstała dopiero dwadzieścia lat później? Niby mała, a jednak różnica. Poza tym świńska grypa zabiła w 2009wg WHO 18036 osób. Pandemia z 1918 według szacunków zabiła ok. 50 milionów ludzi. Feel the difference.
Dobra, kończę, bo mam dość. Ale przynajmniej sam się trochę doszkoliłem, więc mimo wszystko PROFIT!
bart :
Poczytałem i tak jak wspomniałem nie ma tam nic o ospie przed wizytą u Indian, jedynie odnotowano coś na Islandii. Do tego dosyć znaczny przyrost ludności jednoznacznie świadczy o tym, że nie specjalnie nękały ich jakieś śmiertelne choroby. Jedynie w 14 wieku jakaś epidemia dżumy :D.
Do tego jak spojrzysz na wykresy poniżej, w roku 1900 problem ospy praktycznie nie istniał wedle tej książki. Szczepionkę wynaleziono w roku 1955 i przypisuje się jej zasługę zlikwidowania problemu tegoż wirusa…
Ale ponieważ żaden dupek ci kasy nie daje więc z czegoś żyć trzeba. Zresztą, nie po to się takie blogi zakłada, żeby z czasem zaczęły przynosić jakieś profity?
AIDS to nie choroba… Mam uwierzyć, że ktoś zarażony HIV może sobie spokojnie żyć o tym nie wiedząc i w jego życiu tak naprawdę nic się nie zmieni. Nic, do momentu kiedy go zdiagnozują pozytywnie, zresztą sama diagnoza też jest śmieszna. Przeprowadzony wywiad z pacjentem ma ogromne znaczenie w podejmowaniu decyzji o wyniku. A sam test na obecność przeciwciał nie daje gwarancji prawidłowego rozpoznania.
Więc taką zdrową osobę poddaje się chemioterapii, bo tym jest właśnie AZT i potem się dziwić, że człowiek ma obniżona odporność i łapie infekcję z byle powodu…
Uczepiłeś się tej mikstury… Szybka refleksja czym jest mikstura i po co się ją stosuje.
Składa się z 3 rzeczy: olej, sok z cytryny i mieszanki wody z sokiem z aloesu. Olej służy jako nośnik, cytryna rozpuszcza złogi, śluz, kamienie kałowe i inne rzeczy, które zalegają w przewodzie pokarmowym natomiast aloes goi odsłonięte rany. Chyba nie muszę ci udowadniać, że wymienione składniki mają ogólnie takie właśnie działanie jak napisałem? Patologie przewodu pokarmowego to też żadna tajemnica. Oczywiście to nie zmienia faktu, że nie musisz zmieniać zdanie, chciałem ci tylko w logiczny sposób pokazać, że możesz się jednak mylić i jak się głębiej zastanowić te “dowody anegdotyczne” mogą mieć potwierdzenie.
Jakby do tego dodać ilość chorób przewodu pokarmowego i fakt jak wielki to wpływ ma na funkcjonowanie całego organizmu…
Wiesz czemu są słabi? Kobieta przez kilka lat próbuje zajść w ciąże, w końcu przy pomocy nowoczesnej medycyny z trudem się udaje. Skoro nie może zajść to znaczy się, że coś jest nie tak. Jak się dzieciaczek rodzi to już nikt o tym nie pamięta, jest słaby, łapie jakąś infekcję, albo się profilaktycznie podaje antybiotyki. Mało kogo zastanawia jakie skutki będzie miało pakowanie antybiotyków zaraz od urodzenia. No więc niszczy się takiemu maluchowi jelita , a potem zdziwienie, że brak kosmków jelitowych, że słabe wchłanianie substancji odżywczych, że alergia itd…
Wybacz nie miałem czasu się bawić.
Rzeczowe podejście do tematu, do tego w sposób spokojny i opanowany nazywasz trolowaniem ?
harkonnen2 :
Trochę się wcześniej śpieszyłem, nie tak miało to brzmieć.
W tej chwili jest tak, że jak zdiagnozują u kogoś HIV i wystąpi jedna z chorób z “listy”. To nie jesteś już tylko nosicielem HIV tylko chorym na AIDS. Np. na liście znajduje się kandydoza. Osoba ze zdiagnozowanym HIV w tym momencie staje się osoba chorą na AIDS.
Zaszczepienie nie daje ci gwarancji nie zachorowania to raz, dwa szczepionki same w sobie wywołują skutki uboczne, a trzy dlaczego osobom, które decydują się jednak nie szczepić robi się pod górkę? Chociażby przymusowe szczepienia dla różnych grup zawodowych, czy też tym 5% rodziców, którzy decydują się nie szczepić swoje dzieci? Przecież natura sama to zweryfikuje. Skoro się zaszczepiłeś, a ja nie i ja zachoruję to tobie i tak nic nie grozi z mojej strony, bo przecież jesteś zaszczepiony. Czemu chcesz odbierać mi moje podstawowe prawo do decydowania o samym sobie?
Co znaczy złapać HBV? To jest wirus, a my mamy to do siebie, że wyłapujemy te wirusy. Nasz system odpornościowy po zetknięciu z wirusem wytwarza przeciwciała i w ten sposób nabiera odporności. Może już nawet masz to za sobą i nawet nie jesteś tego świadomy, tak jak osoby, które po zetknięciu z wirusem grypy mogą przejść przez delikatne przeziębienie i nie być świadomym faktu, że w tym sezonie, szalejącej i zbierającej swoje żniwo grypy, mogą spać spokojnie :).
Po pierwsze za daleko się posunąłeś w swoich wnioskach, po drugie większość ludzi, którzy w miarę poważnie traktują siłownie, stosuje tzw. dietę kulturystyczną, która zdrowia jeszcze nikomu nie dała, co najwyżej doprowadziła do problemów jelitowych, z którymi przecież chcemy walczyć oraz zakwaszenia organizmu.
No to przecież, któryś dopiero co sprawdzał na stronach WHO, że odsetek śmiertelności na różne choroby, w krajach, które nie stać na szczepionki jest niski. Więc skoro ich skuteczność można poddać wątpliwości to po kiego każdego zmuszać do ich przyjmowania? Dziwne, że epidemie pojawiają się zawsze w czasach jakichś kataklizmów, biedy, głodu, braku dostępu do bieżącej wody…
Historia często lubi być przekłamywana. Tak to już niestety jest, ciężko poznać prawdę, można najwyżej fakty. Więc co do faktów jaka była różnica w grypie z 1918, a tej z roku 2009? Inny szczep ale to dalej tylko grypa :).
W roku 1918 ilość ludzi na świecie wynosiła 1,5mld zachorowało 500mln zmarło 50mln.
W roku 2009 ilość ludzi na świecie wynosiła 6mld zachorowało 60mln zmarło 18tyś. W połowie grypowego szaleństwa wprowadzono szczepionkę, na jaką skalę nie mam pojęcia ale do Polski ona nie dotarła.
Feel the difference, w jednym i drugim przypadku ogłoszono pandemię.
Najwyraźniej twój problem polega więc na tym, że jak coś się nie zgadza z twoimi pomysłami, to literki ci umykają, zresztą…
…chwilę dalej dajesz tego dowód. Szczepionkę przeciw ospie wynaleziono w 1955 r.? Żartujesz sobie?
Niestety nie :( Myślę, że wymyślanie kolejnej bzdurnej alternatywnej pseudoterapii to znacznie lepszy interes.
Nie, oczywiście że nie.
Stary, ty bredzisz tak strasznie, że robi mi się wszystko naraz. Czy to wszystko są nauki Mistrza, czy to twoje autorskie przemyślenia?
A elfy pakują prezenty, które później Święty Mikołaj rozwozi dzieciom saniami zaprzężonymi w renifery. Kamienie kałowe, odsłonięte rany… Bierz kasę za występy, serio.
Spytam z ciekawości: w test buraczkowy oczywiście wierzysz?
Widzisz, problem w tym, że Mistrz zaraził cię wizją świata kompletnie fantastycznego, świata, w którym ludzie mają porowate, zniszczone jelita, trzeba je łagodzić olejem z citroseptem, bo przez dziurki w jelitach do organizmu przenikają grzybki (i sok z buraczków), a choroby to nie choroby, tylko zdrowe procesy pozbywania się toksyn z organizmu. To wszystko kompletnie nie zgadza się ze współczesną wiedzą medyczną, nie zgadza się tak bardzo, że nawet nie wiadomo, gdzie zacząć. I jeśli za coś nie lubię Internetu, to za to, że rozmowę z człowiekiem, który wierzy w tak nieprawdopodobne idiotyzmy, nazywa się dyskusją.
Faktycznie pomyliłem szczepionkę, w 1955 wynaleziono szczepionkę na polio.
Jedyne co potrafisz powiedzieć to, że bredzę, słabo przy tym argumentując swoje wypowiedzi. I żeby było jasne, nie jestem całkowitym przeciwnikiem medycyny albo raczej farmakoterapii ale jak śmiesz nazywać wiedzą coś co nie potrafi odpowiedzieć na kilka bardzo prostych pytań. Np. choroby są wywoływane przez wirusy i bakterie, jak to się dzieje, że w zetknięciu z jednym, bądź drugim jeden osobnik nawet nie zauważy, że zachorował, drugi umrze? Poza tym widzę, że próba wyjaśnienia tobie pewnych kwestii po raz kolejny spełzłą na niczym, więc sobie daruję. Może z innej strony?
Kłamstwa koncernów, że aby być zdrowym trzeba jeść ich gówniane tabletki albo dać się zaszczepić. To nic, że może ci siąść wątroba, nerki albo żołądek, na to też mamy leki, ciśnienie skoczyło? żaden problem, no może jeden trzeba to jeść do końca życia :) ale co tam, ważne, żeby biznes się kręcił. To nic, że za pierwszym razem wystarczyło zmienić kilka nawyków, przyzwyczajeń… No tak przecież lekarze nie są tacy źli, kilku zrobiło stronkę i propagują zdrowy styl życia. Jakoś nie spotkałem się, żeby chory wyszedł od lekarza z dobrą radą zamiast recepty. Już nie wspomnę o często gówno wartych diagnozach.
Powiesz “dowody anegdotyczne”? Jestem rehabilitantem, na co dzień stykam się z decyzjami lekarzy. Boli kolano? przecież mamy blokady :), efekt? po kilku miesiącach gorzej niż było, a czego można się spodziewać skoro znieczuliłeś coś co wymagało rehabilitacji, samo nie przejdzie. Farmakologia to powinna być ostateczność, w każdym przypadku, a stoi na pierwszym miejscu, bo przynosi ogromne zyski. Moja praca nie.
To jest pytanie z zakresu immunologii, genetyki, statystyki i epidemiologii. I jest wiele czynników, które na to wpływają – zwykły ślepy fart, lepsza odpowiedź immunologiczną wzmocniona przez wcześniejszy kontakt z wirusem np. dzięki szczepieniom, predyspozycje genetyczne.
New Age’owa narracja mówi, że jesteśmy w stanie wzmocnić swój układ odpornościowy (dzięki medytacji, magicznym kryształom, piciu oleju itd.), ale jak dotąd nie zaobserwowano tego w działaniu, za wyjątkiem świadectw i dowodów anegdotycznych, które co prawda mają “dowód” w nazwie, ale niczego tak naprawdę nie dowodzą. A przynajmniej nie w takim stopniu, żeby np. nie zachorować na raka. Istnieje cała gałąź medycyny, epidemiologia, zajmująca się właśnie poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, dlaczego chorujemy na to czy tamto.
Jeszcze raz powiem: ta rozmowa nie ma na celu, żebyś ty coś komuś wyjaśnił. Jedyna rzeczywista korzyść z niej może być taka, że wychylisz o kilka cali główkę ze swej krainy jednorożców.
To jest znowu New Age’owy pomysł, że medycyna służy tak naprawdę dilowaniu pigułami Big Pharmy. I oferuje on prostą i kłamliwą odpowiedź na złożony problem – problem, w którym po jednej stronie stoją chciwe, nastawione na zysk firmy farmaceutyczne, a po drugiej – ludzie, którzy nie chcą zmieniać nawyków.
Jak bardzo trzeba być ślepym, żeby wierzyć w to, że Big Pharma zabrania ludziom czy trzyma ich w niewiedzy co do rzeczywistych dobrych rozwiązań profilaktycznych? Kto ci broni rzucić palenie? Kto ci wmawia, że możesz sobie jarać dalej, a jakby co, podłączymy cię do chemii albo zrobimy operację serca? Kto kryje przed tobą wiedzę, że otyłość prowadzi do wielu groźnych chorób i że wystarczy, że trochę schudniesz, a poczujesz się lepiej i spadnie ryzyko zachorowania? Kto ci wciska alkohol, sugerując, że jest on zupełnie nieszkodliwy? No co ty opowiadasz, chłopie? To są proste, podstawowe rozwiązania, żadna spiskowa kabała ich przed tobą nie kryje, jest tylko jeden problem – ludziom brak silnej woli, żeby się do nich stosować.
Zarzucasz mi, że nie argumentuję swoich wypowiedzi dostatecznie. Jak mam udokumentować fakt, że ta wiedza wcale nie jest przed nami ukrywana? Chyba tylko stukając się w czoło.
Nazwanie wyniku odpowiedzi na zetknięcie się z wirusem jako “ślepy fart” nazywasz wiedzą? nauką? Toż to taki sam dowód …
Wiesz ile kultur, które żyły w swój tradycyjny sposób miało się dobrze dopóki, nie zaczęły się cywilizować na wzór amerykański, czy zachodnioeuropejski? Dziesiątki badań na grupach etnicznych, które po zmianie środowiska nagle zaczynają zapadać na “nasze” choroby, a ty mówisz, że nie ma żadnych dowodów.
Gdybyś nie był ignorantem potrafiłbyś dostrzec, że takie “new agowskie” coś jak medytacja ma pozytywny wpływ na człowieka, a to z prostej przyczyny. Człowiek, który potrafi medytować, potrafi też w bardzo łatwy sposób wyciszyć swój organizm, trudniej go zdenerwować i nie stresuje się z byle powodu. Jak chroniczny stres, który jest wszechobecny w naszej kulturze ma negatywne działanie, zapytaj swojego lekarza…
Mam ci poszukać informacji o przekrętach koncernów? O przekupstwach lekarzy? O ludziach, którzy żerują na ludzkim nieszczęściu i nie wiedzy? Owszem wiedza ta nie jest ukrywana ale popatrz sam co robisz. Biosłone to promocja zdrowego stylu życia. Pomijając miksturę i punkt widzenia jego założyciela na różne tematy, cała reszta jest jak najbardziej prozdrowotna, a ty dyskredytujesz to tylko dlatego, że poprzez ograniczenia, które sam na siebie nałożyłeś nie jesteś wstanie tego pojąć.
Środowisko medyczne krytykuje wszystko co się nie zgadza z jego poglądami, stanem wiedzy, który posiada.
Wiedziałeś, że twój mózg nie odróżnia rzeczywistości od fikcji? To już zostało zbadane, pomyśl jakie możliwości to stwarza…
Cinek :
Kliknij sobie play i zwróć pilną uwagę na rok i oś Y (life expectancy). Przemyśl to sobie i napisz jeszcze raz coś o tych “dziesiątkach badań…”.
Wealth & Health of Nations
Cinek :
Tak, bo bardzo wiele zależy po prostu od przypadku.
Nie przekręcaj moich słów, nic takiego nie mówię. Oczywiście, że istnieją choroby cywilizacyjne – trudno sobie wyobrazić np. wysoką liczbę przypadków raka płuc u plemienia, które nie zna tytoniu. Choroby serca, nadciśnienie, cukrzyca są ściśle związane z trybem życia.
Medytacja nie ma nic wspólnego z piciem oleju czy wiarą w przeżerające jelita grzybki.
No oczywiście, jak pominiesz miksturę, test buraczkowy, miśki Haribo na stawy, teorię toksemii jako przyczyny wszystkich chorób, teorię chorób jako zdrowych procesów wykrztuszania toksyn, wiarę w candidę i perforowane jelita itd., to na pewno zostanie coś, czego warto posłuchać.
Jasne, to naturalna reakcja. I zgadzam się z tobą, że to środowisko jest przekupne, złodziejskie, że to samolubni, nadęci egoiści, którzy nienawidzą się nawzajem i sprzedają Big Pharmie. To wszystko prawda, ale to jednocześnie wszystko patologie. Medycyna jako nauka bada rzeczywistość, szuka metod na leczenie chorób, po czym te metody weryfikuje na wszystkie możliwe sposoby – in vitro, in vivo, w badaniach klinicznych pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej fazy, w meta-analizach tych badań, w meta-analizach meta-analiz, w kohortowych badaniach epidemiologicznych, za pomocą coraz doskonalszych metod. To wszystko służy weryfikacji i ulepszeniu, a często kompletnej zmianie naszego stanu wiedzy. To jest coś, czego te wasze altmedowe smęty nie mają – i to nie z braku pieniędzy, ale dlatego, że medycyna alternatywna jest dużo bliższa religii niż nauce.
Naprawdę ostatni raz, bo szkoda mojego czasu.
Cinek :
Sam ten jeden cytat pokazuje jak wybiórczo widzisz rzeczywistość. Tym kimś byłem ja. I sprawdzałem statystyki dotyczące tylko JEDNEJ choroby (a nie różnych chorób), a konkretnie CHOLERY, którą się skutecznie leczy, między innymi stosując odpowiednie nawadnianie organizmu i antybiotyki (bo cholera jest chorobą bakteryjną).
Cinek :
Przeczytaj sobie w słowniku znaczenie słowa “pandemia”.
Cinek :
Zgrokuj sobie rozwinięcie skrótu: Aquired Immune Deficiency Syndrome. Po polskiemu: Zespół Nabytego Niedoboru Odporności. Zgrokuj najlepiej na początek tak na poziomie zrozumienia zdania (wyrazów ułożonych w konkretnym, porządku), a potem poczytaj sobie w internetsach. Albo pójdź do biblioteki i weź jakąś książkę kogoś, kto NAPRAWDĘ zajmował się tym tematem.
bart :
Jeśli coś zależy od przypadku to nie można tego zmierzyć, a skoro tak to jest to jakaś pseudonauka.
Dla ciebie chyba najwyraźniej ma bo sam ją wrzuciłeś do tego samego wora.
Patologie na skale globalną.
http://www.taf.org/top20.htm
W sumie niewielka cena te 25mld $ na przestrzeni 25 lat. Wychodzi miliard $ rocznie, gdzie rynek w Stanach jest wart 300 mld $ rocznie :D.
A tu kilka przykładów uczciwości “naukowców”.
http://www.prwatch.org/spin/2011/07/10928/drug-companies-conduct-fake-studies-marketing-tools
http://www.reuters.com/article/2011/07/26/us-fda-cetero-violation-idUSTRE76P7E320110726
http://www.naturalnews.com/028194_Scott_Reuben_research_fraud.html
harkonnen2 :
A grypa jest od wirusa. Myślisz, że twoim jelitom zrobi różnicę od czego dostaną sraczkę?
Dopiero co mówiłeś, że to biedacy byli, a teraz sobie antybiotyki zafundowali ;).
Ale co mam sobie poczytać? Ja to wszystko wiem. Powiedz mi w jaki sposób wiadomo, że ktoś ma już obniżoną odporność, czyli jest już chory na AIDS, czy tylko jest nosicielem HIV? Może coś mi umknęło.
Cinek :
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rachunek_prawdopodobie%C5%84stwa
Cinek :
Wynik rzutu monetą zależy od przypadku, a jednak możemy zmierzyć prawdopodobieństwo, z jakim wypadnie reszka.
Twoja stara na skalę globalną. Można długo wyliczać grzechy Big Pharmy i naukowców, ale nie zmieni to faktu, że metoda naukowa to najlepsze narzędzie do poznawania świata, jakie znamy. I choćbyś nie wiem jak się nadął i ile linków nie przytoczył, to cały czas współczesna nauka, choćby nie wiem jak skorumpowana, nie potwierdzi fantazji Mistrza Józefa, które tak wiernie wyznajesz. Choćby ostatni lekarz sprzedał się za Viagrę, nadal toksemia nie będzie przyczyną wszystkich chorób i nadal nie będziemy mieli nieszczelnych jelit, przez które sok buraczkowy przecieknie do moczu. I choćby wszystkie leki powstały w Auschwitz, to nie zmieni faktu, że ich skuteczność potwierdzić mogą wyłącznie dobrze przeprowadzone badania naukowe ze ślepą próbą, a nie jakieś wyznania forumowiczów, którym od picia oleju z citroseptem zszedł żylak z jednej łydy. Dobranoc.
Cinek :
Poskładaj literki jeszcze raz, ale tym razem wszystkie. A potem poczytaj o leczeniu cholery i co jest jego podstawą. I sprawdź w aptece ile kosztuje 10 dawek doksycykliny na 100% albo 16 dawek erytromycyny.
Cinek :
Najwyraźniej nie.
A teraz poszukaj sobie jaki związek z AIDS ma coś takiego jak poziom limfocytów T (a dokładniej T CD4) we krwi. I jak w związku z tym CDC rozszerzyło definicję chorych na AIDS.
bart :
Ale gdyby się skupić i pomedytować, to może dałoby się przewidzieć.
Ommmmmm…….
Cinek :
a ci naukowcy, którzy wykryli te przekręty, to pewnie jakiś inny gatunek. Alternatywny.
g… wiesz. A to, że z czytanego tekstu umyka ci cały sens, to juz zauważyliśmy.
Nawiązując do wcześniejszych postów – fascynuje mnie powszechne przekonanie, że lekarze to:
a) jednorodna grupa ludzi
b) każdy ma obowiązek być gwiazda w swoim zawodzie. Nikogo nie dziwi, że mechanik samochodowy może być dobry lub zły, ale każdy lekarz musi być bezbłędny, nieomylny i wykształocny na najwyższym światowym poziomie. A to raczej jak w tym dowcipie – jak sobie pomyślę, jaki ze mnie inżynier, to strach iść do leakrza…
@ digan:
Obawiam się, że zrozumienie rachunku prawdopodobieństwa, nie tylko u przeciętnego altmedowca ale przeciętnego Polaka w ogóle, jest mniej więcej na poziomie faceta, który w wywiadzie twierdził, że prawdopodobieństwo zniszczenia Ziemi przy pomocy LHC wynosi 50%.
Bo albo zniszczy albo nie zniszczy.
Kurcze – człowiek w młodości czytał te wszystkie książki technologicznej SF, jakieś Lemy nieLemy i inne Dalekie Szlaki, Kosmos 1999 za Gierka leciał w telewizji. A tu w 2012 r LHC “szkodzi” naukowcy kłamią a medycyna to spisek BigPharmy.
Mam pewną teorię na ten temat, ale ni cholery nie mogę się zebrać by ją wyartykułować. W skrócie: zbliża się kolejny okres, w którym “czucie i wiara bardziej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”, ale jednocześnie wydaje mi się, że taki okres jest potrzebny. Ale to tylko takie pierdu pierdu nie podparte nawet anecdatą, czyli pewnie #nicważnego.
A moja jest inna. W pediatrii/endokrynologii od początku “społeczeństwa konsumpcyjnego” (tzn ludzie mają co jeść) obserwuje się tzw. trend sekularny – potomkowie mają wyższy wzrost niż rodzice. I oto trend sekularny wygasł – jeżeli ostatnie 2-3 pokolenia miały co jeść i nie były w dzieciństwie wykorzystywane jako siła robocza – nie ma co przewidywać wzrost dzieci wyższy niż rodziców. Oczywiście jest to wynik wykorzystania możliwości drzemiącej w genach – jak została wykorzystana – trend zanikł.
Może tak właśnie jest w rozwoju cywilizacyjnym – cywilizacja mogła dokonywać postępu technicznego, dokąd nie osiągnięto możliwości przyswajania tworów tegoż postępu, wykorzystano potencjał społeczeństwa pod tym względem. Obserwując batalię z przeciwnikami szczepień mam wrażenie, że wiele spraw jest po prostu za trudnych i przez to wywołuje opór. Wszystko zostanie zatem po staremu i anihilatorów Taniewa nie będzie.
Mnie się wydaje, że nie chodzi o możliwości przyswajania, a o co innego.
Od XIX w. obserwujemy triumfalny pochód medycyny, wydłuża się średnia długość życia, spada śmiertelność noworodków, zwyciężamy wojnę z wirusami i bakteriami. I nagle ta prosta wznosząca się linia postępu przestała spektakularnie rosnąć. Jasne, robimy postępy, ale nie zasługujące już na takie FUCK YEAH jak wczorajsze (po angielsku mówi się ślicznie, że zerwaliśmy nisko wiszące owoce). I pojawia się uczucie zawodu, że nie ma tych wszystkich obiecywanych jetpacków. Na tym uczuciu żerują oszuści, którzy mówią hej, właśnie że nadal odkrywamy nowe rzeczy, tylko wczorajszym odkrywcom urosły brzuchy i chcą bronić swojego status quo, dlatego nie pozwalają dzisiejszym odkrywcom rozwinąć skrzydeł, ciemiężą ich wręcz i sekują z akademii. Dodatkowo wczorajsza społeczna percepcja naukowca czy lekarza jako półboga dzisiaj przynosi złe owoce, bo w połączeniu z owym uczuciem zawodu zamienia się w postrzeganie naukowców jako jakiejś kasty w wysokim zamku, która narzuca ciemnym masom swój punkt widzenia na to jak leczyć i czym. Pojawia się nieufność.
Kiedy już nie grozi nam zbytnio, że dziecko umrze po porodzie albo że wróci z basenu z polio, zaczynamy chcieć więcej, chcemy być wszechmocni. Spójrzcie na Cinka i jemu podobnych: oni wierzą, że silną wolą, odpowiednią dietą i pozytywnymi myślami zabezpieczą się przed uderzeniem kupy w wentylatorek – to jest współczesna odmiana zabobonnego rytuału.
bart :
Coś w tym jest, bo od połowy XIX wieku do połowy XX w., a więc ledwo sto lat, oczekiwana długość życia wzrosła dwukrotnie i osiągnęliśmy jakąś fundamentalną barierę, którą ciężko będzie przekroczyć. Największy realny postęp na jaki na razie możemy liczyć to dożycie później starości w relatywnie dobrym zdrowiu tj. bez raka, chorób neurodegeneracyjnych itd.
Choć kto wie: http://youtu.be/8iYpxRXlboQ
Latamy, też na księżyc, rozmawiamy na odległość, prawie każdy może mieć samochód, ciepłą wodę, ogrzewane mieszkanie, no i co właściwie więcej można chcieć poza doskonaleniem tego co już jest? Zamiast plazmy będziemy mieli telewizory w okularach albo soczewkach kontaktowych, samochody będą elektryczne, czyste i bardziej komfortowe, szybsze i bardziej oszczędne samoloty. Może marzenia nam się skończyły?
Pytanie jednak, skoro nauka musi non stop produkować spektakularne cuda, żeby ludzie patrzyli na nią przychylnym okiem, to dlaczego zabobony nadal trwają i mają się dobrze skoro nie produkują absolutnie żadnych cudów?
Dla mnie nadzieją jest neurobiologia, badania mózgu, które pomogą naukowo i skutecznie podejść jeśli nie do samego problemu szczęścia, to do depresji, nerwic lękowych i tych wszystkich zaburzeń, które nie pozwalają nam cieszyć się tym co mamy.
Zasadniczo mnie się roi w mózgu, że tak naprawdę to jest taka trochę kombinacja zarówno rozczarowania jak i brak możliwości szybkiego przyswojenia wiedzy. Przy czym przy rozważaniu rozczarowania sukcesami nauki należy zadać sobie pytanie: jaka część społeczeństwa jest w ten sposób rozczarowana, bo na czuja to mi wychodzi, że tak naprawdę rozczarowani być mogą ci, którzy interesowali się rozwojem nauki, chowali się na radośnie hurraoptymistycznych programach typu “Beyond 2000”, książkach Clarke’a itp, Star Treku itp. No bo w końcu ani nie mamy rejsowych lotów na księżyc, czy marsa, robot nie podaje mi śniadania do łóżka i nie tyra za mnie w firmie, a choroby nadal są. Ale czy przeciętny Ziutek, taki co to z książek, to może jakiś kryminał sobie poczyta, w telewizji to byle Fakty obejrzeć, telenowelę czy jakiś film z dużą ilością wybuchów, przejmuje się failami nauki? Osobiście wydaje mi się, że niekoniecznie. Jemu nauka zwisa z grubsza bardzo nisko.
Natomiast przyswajalność głębszej wiedzy u przeciętnych ziutków jest mimo wszystko niska, szczególnie biorąc pod uwagę stopień skomplikowania. Ot weźmy sobie fizykę: przeciętny Ziutek jest w stanie zakumać model atomu Bohra, bo jest w stanie sobie wyobrazić kulki szczepione jako jądro i latające wkoło tego jądra inne kulki, ale gdy dać mu do ugryzienia model kwantowy, gdzie elektron to stojąca fala prawdopodobieństwa (niech mnie ktoś poprawi jeśli coś pomerdałem) czy teorię strun, a jeszcze nie daj spaghetti monsterze spróbuje dziabnąć stojącą za tym matematykę, to mózg robi puf! Podobnie w medycynie (co szczególnie widać w altmedzie): przy próbie tłumaczenia przeciętnemu ziutkowi w jaki sposób wirus HIV zżera limfocyty T i dlaczego ma to wpływ na zdrowie pacjenta, próbując jeszcze wytłumaczyć stojącą za tym chemię (z mnóstwem brzydkich słów typu “enzymy” czy “aminokwasy”) mózg mu zrobi puf!, bo chemia, na której się zatrzymał, to zakaz wlewania wody do kwasu. Dla przeciętnego ziutka komputer to maszynka przy której klika na klawiaturze i mu na ekranie wyskakuje, a w środku może sobie nawet siedzieć Gitche Manitu z liczydłem. Osobiście wolę się nie podejmować prób tłumaczenia, że de facto to tylko napięcia na nóżkach i ścieżkach bardzo skomplikowanego układu elektronicznego.
Skrótowo, jak pisał Globalny Śmietnik: dotarliśmy do pewnej wirtualnej granicy. Osobiście twierdzę, że teraz nauka musi się trochę wycofać oddając nawet pola różnym altmedom, żeby ta cała skomplikowana bądź co bądź wiedza przesiąknęła do mózgu przeciętnego ziutka, żeby zakumał związki rzeczywistości z matematyką i pojął co to w fizyce znaczy “model”. Nauka musi dać ludziom czas załapać, że Ziemia naprawdę jest okrągła i krąży wokół Słońca.