Choroby urojone: Candida
Tekst lekko wyedytowany: zacni komentatorzy zwrócili mi uwagę, że istnieje taka choroba jak występująca w pierwotnej wersji systemowa kandydoza. Jest to jednak schorzenie zupełnie inne niż „systemowa kandydoza” będąca postrachem forumowiczów z wegedzieciak.pl (nazywana również kandydozą przewlekłą). Kandydoza prawdziwa (systemowa) różni się od urojonej (przewlekłej) wszystkim: od występowania (głównie u osób o obniżonej odporności, np. AIDS, przebyta chemioterapia), poprzez objawy (chorzy w stanie ciężkim) do przebiegu (powikłania występujące w tej prawdziwej kandydozie systemowej: śmierć).
Zacznę od krótkiego P.S. do tekstu „Chrześcijanin a szczepienia”. Komentator Amatil zwrócił moją uwagę na forum wegedzieciak.pl — okazuje się, że wśród wegerodziców (a właściwie wegemam, bo gros użytkowników owego forum to kobiety) jest wielu przeciwników szczepień. Tak się składa, że znam jednego aktywnego członka forum wegedzieciak.pl, zapytałem go więc o szczepienia. Nie szczepi, jest z tego dumny. Z uśmiechem wyłuszczył mi, że dokonał najrozsądniejszego wyboru, bo pozostali, zaszczepieni członkowie społeczeństwa zapewniają jego dzieciom bezpieczeństwo, tworząc wokół nich odpornościowy kordon sanitarny. Oni ponoszą ryzyko straszliwych urazów i chorób wywoływanych przez szczepionki, on dzięki temu tego ryzyka ponosić nie musi. Możemy zatem przyjąć, że nieszczepiący forumowicze z wegedzieciak.pl (posiadający również własne forum Nie Szczepimy) to nie tylko głuptaki — to również cyniczne cwaniaczki.
Amerykanie mawiają „Kiedy życie rzuca w ciebie cytrynami, rób z nich lemoniadę”. Dzięki bolesnej i trudnej lekturze tekstów Cezarego Michalskiego o aferze Kataryny odkryłem znakomite forum wielodzietni.org, na którym można przeczytać, że kobiety nie przepuszczające ciężarnych w kolejce to „panie, których dzieci nie miały pogrzebu”. Z kolei dzięki wizycie na wegedzieciak.pl znalazłem świetny temat na kolejnego posta. A było tak: nowa forumowiczka zachwalała magiczne wahadełko…
Rodzicom i ich dzieciom zmagającym się z candidą gorąco i z pełna odpowiedzialnością polecam metodę w 100 % skuteczną i w 100 % bezpieczną. Jest to wahadło lecznicze biały ozyrys, które w środku ma substancję leczniczą grzybobujczą. Wahadło takie może służyć dla wszystkich członków rodziny, kosztuje 90 zł. Kupuje się je raz i ma się do końca życia. Leczenie nie polega na wprowadzaniu do organizmu żadnej chemii ale energii. Ja stosuję już od roku. Wyleczyłam candidę w rodzinie a nawet grzybice kopyta u mojego konia i klaczy koleżanki. Używam go również profilaktycznie, bo trudno mi i mojemu brzdącowi o dietę zabezpieczającą przed nawrotem grzyba, który pojawia się i tak przy każdym spadku odporności. To nie jest reklama ale szansa dla ludzi z otwartymi umysłami. Pozdrawiam.
Co to takiego candida, ta straszliwa choroba, z którą zmagają się rodzice z wegedzieciak.pl?
Jak wiadomo, czary-mary, czyli „terapie medycyny alternatywnej” działają na zasadzie placebo, a więc ich wpływ na zdrowie człowieka jest ograniczony do „ogólnej poprawy nastroju” czy „nieco szybszego wychodzenia z grypy”. Ponieważ lista schorzeń, na które czary-mary pomagają, jest ograniczona, jakiś anonimowy szaman wpadł na genialny pomysł: trzeba wymyślić nowe, bardzo niebezpieczne choroby, z którymi nasze praktyki będą sobie doskonale radzić. Dziś z tych chorób zamierzam omówić chroniczne zakażenie Candida albicans — mam nadzieję, że niniejszy post będzie początkiem ślicznego cyklu artykulików.
Candida albicans to drożdżak żyjący w naszym przewodzie pokarmowym. W pewnych sytuacjach wywołuje on prawdziwą chorobę zwaną drożdżycą lub kandydozą. My mówimy jednak o kandydozie przewlekłej, czyli o sytuacji, w której drożdżak wskutek nadmiernego rozwoju zapuszcza swoje drapieżne korzonki w ścianki kiszek i powoduje tzw. zespół nieszczelnego jelita a w konsekwencji powolne, niewykrywalne zakażenie całego organizmu. Zespół nieszczelnego jelita jest też podejrzewany o wywoływanie autyzmu u tych dzieci, u których nie wywołała go szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce.
Współczesna medycyna konwencjonalna nie zna co prawda takiej jednostki chorobowej jak przewlekła kandydoza czy zespół nieszczelnego jelita („Ten artykuł lub sekcja opisuje teorie, metody lub czynności niezgodne z aktualną wiedzą medyczną”), ale przecież współczesna medycyna konwencjonalna nie pierwszy raz nas zawodzi, prawda? Przewlekła kandydoza to jak najbardziej realne schorzenie, z którym zmagają się ogromne ilości ludzi na całym świecie. Jakie są jego objawy? Uczynny wysportowany młodzieniec Sayheello ze Sportowego Forum Dyskusyjnego publikuje długaśną listę, na której znajdziemy takie symptomy, jak stronienie od towarzystwa, alkoholizm (jeśli połączony ze stronieniem, to najpewniej chodzi o picie w samotności), krytykanctwo, sucha cera, swędzenie odbytu i skóry, ataki paniki i płaczu, łaknienie pewnych pokarmów, bezsenność, bóle brzucha, nadwaga lub niedowaga, bóle głowy, brak koncentracji, niepewność, zagrożenie, niecierpliwość, niestrawność, objawy psychiatryczne, gazy, wzdęcia, odbijanie się, ospałość, leniwość, pesymizm, gderliwość, zapalenia zatok (przeziębienia), kłopoty w nauce i wychowaniu, kłopoty decyzyjne, zły zapach ciała i z ust oraz — last but not least — złe mniemanie o sobie. Jeśli dodam, że wystarczy rozpoznać u siebie tylko niektóre z objawów, konkluzja może być tylko jedna: wszyscy chorujemy na kandydozę!
Ale nie traćcie nadziei, moi chorzy bracia i siostry, to się leczy.
Google na zapytanie „candida homeopatia” zwraca 30 000 wyników. Słynny koncern homeopatyczny Boiron produkuje środek przeciw kandydozie zawierający, rzecz jasna, bardzo rozcieńczonego drożdżaka.
Za niewiele ponad dwa tysiące złotych możecie kupić Digital Clark’s Zapper i Digital Silver Pulser, czyli urządzenia, które oprócz kandydozy wyleczą wszystkie inne choroby powodowane przez drobnoustroje: wywoływane przez przywry jelitowe AIDS („Po zlikwidowaniu wszystkich stadiów rozwoju pasożytów wirus HIV znika w ciągu 2 godzin”), depresję („przyczyna depresji tkwi w infekcji mózgu małymi robakami obłymi”), alergię („u wszystkich alergików wykryto poważną inwazję owczej motylicy wątrobowej żyjącej w drogach żółciowych”), Alzheimera („chorobę Alzheimera wywołują pospolite przywry pochodzące z niedogotowanego mięsa i od naszych ukochanych zwierząt”), astmę („w 100% przypadków astmy obserwowana jest infekcja larwami glisty ludzkiej usytuowanej w płucach”) i wiele innych chorób, wobec których konwencjonalna medycyna pozostaje bezradna.
Można też sięgnąć po oczyszczający jelita preparat o nazwie Colonix. Strona reklamująca ten środek straszy: „jak wiemy ze starego powiedzenia, śmierć zaczyna się w jelitach”. Nie znałem wcześniej tego przysłowia, ale w końcu wzrastamy w różnych środowiskach, nie wszystkie mądrości ludowe występują w każdym regionie.
Colonix to niezwykły środek — po jego zażyciu czeka nas przerażająca niespodzianka w ubikacji: z naszego ciała via odbyt wydobywa się długi na metr, pusty w środku obiekt, wyglądający jak brązowa, gumowata skóra węża (zapraszam do ostrożnego obejrzenia galerii foto). To oblepiające nasze jelita toksyczne złogi, pełne pasożytów, zakłócające pracę organizmu i powodujące wiele groźnych chorób.
Najwyraźniej efektem ubocznym stosowania Coloniksu jest potrzeba dzielenia się ze światem informacjami o swoich kupach. Świadczy o tym ilość zdjęć nadesłanych przez wdzięcznych pacjentów do opiekuna strony colonix.pl oraz listy sławiące moc Programu Oczyszczającego:
No cóż, mam teraz 5 wypróżnień dziennie i nie mam żadnych bólów. Mój stolec wygląda teraz normalnie, ale będę kontynuować oczyszczanie na wszelki wypadek. Powiedziałam już wielu osobom, jaki to wspaniały środek. Na mojej mamie sprawiło wielkie wrażenie, gdy powiedziałam jej, co ze mnie wyszło i że jej prezent był najlepszy w moim życiu.
O co chodzi? Preparaty wywołujące Efekt Brązowego Węża zawierają takie składniki jak bentonit (występujący również w zbrylających żwirkach dla kotów), wyciąg z babki płesznik, pektyna czy guma guar. Te chłonące wilgoć substancje, w połączeniu z… hm… zastanym w kiszkach budulcem, tworzą coś w rodzaju plastycznego odlewu jelita, który jest następnie wydalany. Brązowy Wąż to żaden chorobotwórczy złóg, efekt niewłaściwego odżywiania ani dusząca ścianki jelit powłoka z toksyn, to po prostu właściwy efekt działania preparatu.
Candidę można leczyć również sokiem Noni, który ponoć jest obrzydliwy w smaku, ale za to jaki drogi! Znakomite kompendium wiedzy na temat candidy można znaleźć na stronie poświęconej Reiki („Sponsorem strony jest biuro rachunkowe AFRO-TAX”), choć lekturę utrudnia nierówny poziom tłumaczenia („Jeden z zolnierzy z bazy amrykanskiej byl ciagle aresztowany za DUI stwierdzone przyrzadami nadmuchiwanymi”). Z owego poradnika dowiemy się, że drożdżaka można pozbyć się z organizmu za pomocą diety (jedzmy organiczne serdelki, „chleb ze spelt i kamut”, unikajmy keczupu), ziołowych i farmakologicznych środków antygrzybicznych (uwaga, wątroba może nie wytrzymać), wspomnianego wyżej czyszczenia jelit mieszanką bentonitu i babki płesznik oraz „zmiany trybu i poglądu na życie”. Jak ta zmiana ma wyglądać? Ot, chociażby lepszym wykorzystaniem swojego czasu wolnego. Propozycje wypełnienia tego czasu pozwalam sobie na koniec przedrukować z owego kompendium w całości:
UPRAWIAC AEROBIK & ZBIERAC JABLKA & STRZELAC Z LUKU &GRAC W BADMINTONA & PIEC & GRAC W KOSZYKOWKE & ZBIERACJAGODY & ZBIERAC GRZYBY & JEZDZIC NA ROWERZE & RZUCAC LOTKAMI & PLYWAC NA LODCE & GRAC W KREGLE & PODNOSIC CIEZARY &KALIGRAFOWAC & JECHAC NA CAMPING & GRAC W WARCABY & SZACHY&WRESZCIE POSPRZATAC & COS ZBIERAC OPRÓCZ PIENIEDZY & MALOWAC (OBRAZY) & TANCZYC & DEBATOWAC & DEKOROWAC & MARZYC &GIMNASTYKOWAC SIĘ & JECHAC NA RYBY (TYLKO NIE W GRZYBACH) &GRAC W HOKEJA & JEZDZIC KONNO & KUPOWC KWIATY& ZADBAC OFRYZURE & JEZDZIC NA ROLKACH & LYZWY & BIEGAC & UPRAWIAC JUDO& KARATE & PUSZCZAC LATAWCE & ROBIC NA DRUTACH & WYSZYWAC& SMIAC SIĘ & UCZYC SIĘ & ISC DO KINA ALBO NA FILM & GRABIC LISCIE&GRAC W PING PONGA & TENIS & ROZWIAZOWAC KRZYRZOWKI & POJECHAC NAD LEJK & CZYTAC $ RELAXOWAC SIĘ & JECHAC NA ZAKUPY&RYSOWAC & SPIEWAC & JEZDZIC NA NARTACH $ SANKI & USMIECHNĄĆ SIĘ & GRAC W PILKE & OPOWIADAC HISTORIE & TEATR & MYSLEC &PODROZOWAC & NIE OGLADAC TELEWIZJI & KUPIC KOMPUTER &UCZYC SIĘ HISZPANSKIEGO & GRAC W GRY VIDEO & ODWIEDZIC ZNAJOMYCH BEZ BUTELKI & GRAC W SIATKOWKE & PISAC & ZAJAC SIĘ YOGA& JECHAC DO ZOO & OZENIC SIĘ & ISC NA LODY & ODSNIEZYC CHODNIK& ZMIENIC OLEJ W GLOWIE & WYRZUCIC VIAGRE & KUPIC LORNETKE& UCZYC SIĘ ANGIELSKIEGO & NAPISAC LIST & GRAC NA GITARZE && CZYTAC & CZYTAC & CZYTAC
W następnym odcinku mam nadzieję zająć się morgellonami, czyli o matko, od GMO łażą mi pod skórą robaki! Będzie się działo.
Update: znakomite, wyczerpujące kompendium wiedzy o kandydozie znajdziecie na blogu Sporothrix (w trzech częściach): Drużyna Grzyba, Dwa Grzyby, Powrót Grzyba.
itika :
Ale Ty oczywiście wiesz, że to, że twojemu dziecku było źle i się potem poprawiło nie wnosi zbyt wiele do dyskusji? Nawet gdyby wspomniane lipidy i zioła pomogły? Bo zabawa nie polega na tym, że ktoś tu zaprzecza jakimś twoim doświadczeniom, tylko ich przydatności w leczeniu chorób. Czym warunki czegoś są mniej kontrolowane, tym to co się dzieje w danych warunkach jest trudniejsze do interpretacji. Skąd Bart ma wiedzieć, że to co opisujesz w ogóle dotyczy kogoś więcej, niz twojego dziecka? Albo, że rzeczywiście nie ściemniasz?
itika :
Ale to koanu nie rozwiązuje ani odrobinę. Rozdwojenie jaźni się nie oddala.
itika :
1. Etam, “chore dziecko, matka, skutecznie”. Anegdotka do upchania w butach, jakich w internecie można się naczytać na GB na dowolny temat.
2. Sposób w jaki rzekoma matka rzekomo chorego dziecka zareagowała na rzekomą niemoc lekarzy i w jaki sposób interpretuje rzekomy sukces pomocy ostro się kłóci z rzekomą specjalizacją, wystudiowaniem, zaufaniem medycynie konwencjonalnej, sceptycyzmem itd. tejże rzekomej matki.
itika :
I nie przedstawia na to cienia weryfikowalnego tutaj dowodu. To po co o tym tutaj pisze? Przecież to oczywiste, że tutaj jej w taki sposób przedstawionych rewelacji nikt nie potraktuje poważnie (choćby w rzeczywistości były najprawdziwszą prawdą). Równie dobrze mogłaby to napisać na ścianie w publicznym kiblu czy wytatuować sobie na piersiach.
itika :
Zarówno z gniewem jak i z młodością to tu jest różnie.
itika :
Nonsens. Sceptycyzm to coś biegunowo odległego od przekonania o własnej wszechwiedzy. To skrajna forma pokory.
itika :
Jakie to “argumenty” masz na myśli?
pozdrawiam
argumenty w rodzaju, jak nie wygooglam badan na jakis temat to znaczy ze temat nie istnieje. ze kandydoza to mit. a niby dlaczego mit? ktos to zbadał? dlaczego kazda inna infekcja jest mozliwa, a przewlekla kandydoza nie? teoretycznie pytam, bo nie wiem czy moj pediatra nazwal ta infekcje przewlekla czy nie, fakt ze byla (testy lab) i ze trwala kilka miesiecy i ze minela po podawaniu szczypty macierzanki, kocanki z tymiankiem oraz tluszczu rybiego.
w zwiazku z tym, ze rzeczywiscie fakt, ze zioła pomogly mi, nie wnosi nic do oswieconej dyskusji na temat jakie smieszne sa dzisiejsze matki i szarlatani, moze rzeczywiscie zachowalam sie niestosownie wynurzajac swą wzruszajaca historie. chcialam dobrze, wyszlo jak zwykle.
jak ktorys z was kiedys spotka sie z takim problemem, to po prostu pamietajcie, ze jest jeszcze stara nieweryfikowana medycyna naszych przodków.
itika :
Ja sprawę widzę inaczej: jeśli nie wyguglasz badań, to temat nas nie interesuje, bez względu na to, czy realnie istnieje czy nie, bo tylko z badań możemy się zasadnie przekonać czy istnieje cy nie.
Żeby coś uznać za mit, IMO musi być spełnionych więcej warunków niż tylko niedostarczenie kwitów przez entuzjastę tego czegoś: trzeba zrobić kwerendę, która wykaże, że jakieś powszechne przekonanie nie ma znanych podstaw (tj. brak poważnych przesłanek, że jest prawdą) + ma korzenie/podłoże irracjonalne, lub istnieją badania/przesłanki które wprost wykazują na bezpodstawność tego przekonania.
pozdrawiam
itika :
Ale łapiesz, że związek skutkowo-przyczynowy jest tylko twoim domysłem?
Lub że myślisz, że pomogły twojemu dziecku…
One nie są śmieszne, one są na maksa wkurwiające z tym swoim chuchaniem, dmuchaniem i jeżdżeniem na ostry dyżur z byle bólem brzucha. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, jako mąż jednej z nich.
O, to mi przypomina o pytaniu, które zadałem u Młodego Fizyka jednemu komentatorowi i które niestety zawisło na razie w próżni. Może ty odpowiesz: skoro ta stara medycyna jest taka fajna, czy według ciebie lepszym sposobem na zbicie wysokiej gorączki jest upuszczenie krwi, a może preferujesz ibuprofen lub inny nowoczesny niesterydowy lek przeciwzapalny?
bart :
Była w jednej z młodzieżowych powieści z czasów PRL taka strrrraszna obelga:
TY KOCANKU PIASKOWY.
Są dwie rzeczy, które mnie dodatkowo wkurzają:
Po pierwsze, obowiązkowa deklaracja o racjonalizmie, ateizmie i sceptycyzmie, którą później można sobie nos wytrzeć, kiedy osoba deklarująca zaczyna śpiewać pieśń “CUD CUD CANDIDA ZEJSZŁA OD MAJERANKU”.
Po drugie, obowiązkowe zdanie o konwencjonalnej medycynie, która okazała się bezradna, ewentualnie lekarzach, którzy rozłożyli ręce, występujące zazwyczaj z tekstem o ciężkiej chorobie czy wyrywaniu dziecka grabarzowi spod łopaty. Starajmy się rozróżniać dwa stany bezradności współczesnej medycyny: jeden roboczo zatytułowany “proszę spędzać dużo czasu z rodziną przez te pół roku, które panu/pani zostało”, drugi o nazwie “a idź babo, samo mu przejdzie”. Jak słyszę o ciężkiej chorobie albo łopacie grabarza, to na myśl przychodzi mi taka (występująca w mojej rodzinie) choroba Hirschsprunga, która omal nie zabiła mojego siostrzeńca. Nie alergia pokarmowa, nie wysypka, nawet najohydniejsze odparzenie od pieluchy się nie kwalifikuje.
Opowiem ci historię o mojej córce. Co jakiś czas, szczególnie po imprezach, gdzie i jedzenie inne, i emocje dodatkowe, zdarzają się jej ostre zaparciowe bóle brzucha, przeradzające się w całonocny hardkor. Za pierwszym razem zapakowałem dziecko do samochodu i pojechałem do szpitala. Tam pani doktor zbadała ją, wysłała nas do piwnicy na Roentgena. Kolejka, czekanie, dziecko wyje z bólu. Wróciliśmy z prześwietleniem, pani doktor obejrzała je i współczesna medycyna okazała się bezradna. Na szczęście zaraz po tym, jak lekarka rozłożyła ręce, moja czteroletnia córusia obrzygała mnie oraz gabinet – i bóle brzucha zniknęły. Teraz już wiem, że to tak działa (znaczy, paw i spokój, często też przechodzi bez pawia), ale pamiętam straszliwą frustrację, którą wtedy czułem. Nie dziwię ci się więc, że przy jakichś bardziej przewlekłych stanach twój wkurw mógł sięgnąć zenitu. Problem w tym, że to co dla ciebie czy dla mnie jest tragedią naszego dzieciątka, dla lekarza jest zawracaniem głowy (a to nieczuły buc, sama pisałaś). Długo po tej historii z brzuszkiem znalazłem gdzieś zestawienie statystyk przyjęć na ostry dyżur dzieci z bólem brzucha – nie dam linka, ale była to prezentacja PowerPoint zrobiona przez lekarzy z Zielonej Góry chyba, albo na zielonym tle, whatever. O ile dobrze pamiętam, 90% przyjęć to było czyste zawracanie głowy, załatwiane za pomocą środka przeciwbólowego albo – jak to lakonicznie określili autorzy prezentacji – “rąk, które leczą”. W jakiejś dyskusji o homeopatii trafił się tata, którego dziecko regularnie dostawało zapalenia ucha, a po homeopatii przestało chorować. Każda z tych historii ma tę samą pointę – wiele hałaśliwych czy groźnie wyglądających chorób dziecięcych ustępuje samoczynnie, o czym doskonale wiedzą szarlatani, dla których młode mamy są najlepszym targetem. Ważne jest zachować zimną krew i konsultować się z fachowcem – żeby twoje dziecko od tej egzemy nie umarło.
Skoro walimy testimoniale, to i ja się chętnie podzielę swoim.
Od samego urodzenia chorowałem na tzw. spastyczne zapalenie oskrzeli. Co się przekłada na to, że byłem szprycowany antybiotykami pod sam korek, na dodatek pogotowie z zastrzykami rozkurczowymi- zwłaszcza w okresie jesiennym i wczesnym latem (tu podobno ze względu na jakiś pyłek) – często gościło w moim domu. Oczywiście, wszystkim się wydawało, że mnie sucha kostucha już za nogę do grobu ciągnie ale miałem rozsądną lekarkę, która – wiedząc że pewnie samo mi przejdzie – doradziła normalne leczenie + częste wyjazdy w góry (dzięki czemu wczesne dzieciństwo spędziłem w ładnych okolicznościach przyrody). I któregoś roku przeszło. Kropka.
eli.wurman :
To ja też!!!
Otóż praonegdaj temu złapałem coś, co ex post okazało się zapaleniem oskrzeli. W przekonaniu “banalna infekcja sratata mamapierdzi” próbowałem to coś zignorować, przetrzymać i przeczołgać. Nie pomogło. Gorzej. W pewnym momencie (po kilku dniach) zacząłem się czuć… dziwnie. W okolicy płuc i okolic. Tak, jakbym miał za kilka- kilkanaście godzin zejść śmiertelnie.
Jako bydlę mało chorujące, więc nieprzyzwyczajone do takich sensacji, wpadłem w histerię i pogalopowałem do znajomego lekarza wyjąc o antybiotyki. Zbadał, dał receptę, w aptece byłem po 10 minutachm po 15 zeżarłem pierwszą dawkę, popijając mineralną. I spokojnie czekałem na efekt.
Do tej pory, jak żyję, w ciągu 6 do 8 godzin przy chorobach “bakteryjnych” po antybiotyku czułem ulgę we wszystkich kościach, mięśniach, żyłach i flakach.
TYM RAZEM NIC.
Wbrew swoim zwyczajom położyłem się do łóżka. Po 12, 24, 36 godzinach (antybiotyk cały czas grzecznie żarłem) – NIC!!! Dalej czułem się, jak młody zgonowiec. Gorzej – jak stary zgonowiec.
Minęły dwie doby. Mętnym wzrokiem obejrzałem ostatni odcinek “Stawki większej, niż życie”. Już około połowy filmu poczułem gwałtowny przypływ sił i optymizmu. Przy napisach końcowych byłem zdrowy!!! (tylko siłą bezmyślnego bezwładu przyjąłem antybiotyk do końca).
DZIĘKI CI, GRUPPENFÜHRER WOLF!
Gammon No.82 :
W śródmieściu Warszawy na miejsce dawnego pawilonu na ulicy Brackiej trwa wielka budowa, którą prowadzi WOLF BRACKA.
Dlaczego jeszcze nikt nie domalował im GRUPPENFÜHRER?
Jeśli czyta to jakiś graficiarz – podsuwam.
Quasi :
:-)))
@ Posrednik Nieruchomosci:
No chyba Cię coś swędzi, bucu.
Ale sondę masz w pytkę:
– bucu.
eli.wurman :
No co, rozśmieszyło go, to zostawił komcia. A spamerskiego linka mu i tak wyciąłem.
@ bart:
Nie, no ja wiem, wiem, tak sobie tylko odreagowuję.
Proponuję przyjrzeć się forum “borelioza” na portalu gazeta.pl
Antibiotics are considered candida friendly because they destroy good bacteria and bad bacteria, creating an imbalance in gut flora which can result in candida overgrowth and lead to infection
przeczytałam artykuł – choć nie w pełni bo wydał mi się już od początku kretyńską formą wyśmiewania się z groźnej choroby jaką jest kandydoza, przeczytałam również wpis użytkownika Itika i wasze DURNE komentarze co do niego, oszczędziłam sobie czytania ich do końca.
Od roku walcze z przerostem candidy – wcześniej, przed rozpoznaniem choroby, zwiedziłam wielu lekarzy i nikt mi nie był w stanie pomóc, brałam antybiotyki garściami przez tych głupich konowałów, wyniszczyłam sobie cały organizm.
Teraz dzięki diecie i ziołom mogę normalnie funkcjonować, a wy śmiejcie się dalej, zobaczymy jak długo …
Agawa :
Chyba z przerostem swojego emo. Pokaż papiery: wiesz, jakieś ksero badań lekarskich, gdzie potwierdzają, że masz kandydozę. Albo przestań bredzić.
Agawa :
Ale na kandydozę lekarze nie przepisują antybiotyków!
Agawa :
Ja mogę normalnie funkcjonować dzięki gorzale i papierosom. I o czym to niby świadczy?
Agawa :
Do samego końca.
@ Agawa:
Z ciekawości spytam: kto ci zdiagnozował w końcu tę kandydozę? Bo z tego wątku wynika, że próbowałaś ją wkręcić każdemu lekarzowi, który stanął na twojej drodze. Czyli zdiagnozowałaś ją sobie sama, a potem szukałaś potwierdzenia, tak?
nie będę nikogo przekonywać do tego, że mam kandydoze. Bo po co? Mi wystarczy, że się lepiej czuje, dzięki zastosowanej diecie i ziołom
Zdrowia życzę :)
Agawa :
Ale tu nie trzeba wielkiego przekonywania. Wystarczy skan papieru od lekarza, który potwierdza że masz kandydozę.
Oczywiście, niech ziółka i dieta robią Ci lepiej, ale nie kłam, że to jakoś leczy kandydozę.
Na Youtube znalazlem mocno prawdziwe podejscie do homeopatii:
http://www.youtube.com/watch?v=6ilX1GyGRAI
So true :)
bart :
Z opóźnieniem tam zajrzałem i znalazłem:
“Jestem osobą z zaburzeniami odporności , grzybica narządową, biegunkami itp.”
Jestem strrrasznie ciekaw, co to jest “itp.”
@ Agawa:
> Od roku walcze z przerostem candidy – wcześniej, przed rozpoznaniem choroby, zwiedziłam wielu
> lekarzy i nikt mi nie był w stanie pomóc, brałam antybiotyki garściami przez tych głupich konowałów,
> wyniszczyłam sobie cały organizm.
Jak dziewczynie dawali antybiotyki na zakazenie grzybiczne, to byli to konowalowie.
Sadze jednakowoz, ze diagnozowali jej infekcje bakteryjne i tradycyjna, polska metoda zadawali antybiotyk bo 1) pacjent miauczal o takowy 2) posiew i antybiogram kosztuja.
Antybiotyki (zwlaszcza te 2-go i 3-go rzutu) ladowane hojnie pacjentom wytlukuja wszystko bakteryjne, co zyje w zdrowym czlowieku i zapewnia rownowage mikroflory.
Aby zniwelowac ten efekt, bardzo czesto lekarze zapisuja lactacid czy inny trilac, ktore przywracaja nam korzystne drobnoustroje we flaczkach.
W efekcie koncowym faktycznie czesto wychodzi drozdzyca (u mnie standardem po leczeniu antybiotykiem jest koniecznosc przespacerowania sie do speca od podwozia i recepta na Clotrimazol i jakies dowcipne bakterie).
Co do problemow trawojadow – ciekawe (ale pewnie trudnosprawdzalne) byloby przeanalizowanie wplywu diety wege (i generalnie wysokoweglowodanowej) na rozwoj Candida w przewodzie pokarmowym.
Byc moze jednym z powodow jej wystepowania jest nadmiar cukrow w paszy.
Moze tez byc, ze zle zbilansowana dieta wegetarianska (znane mi jednostki zarly frytki z surowka) oslabia odpornosc organizmu i w efekcie wypelza piekna drozdzyca.
Shigella :
Owe bakterie to może te same lactobaccillusy, co się je wlewa do flaków?
@ Agawa:
Hej świętą prawdę powiedziałaś.
ja też się zacząłem z tym zmagać mam ten shit już 6 tygodni i czuję sie podleb yłem już u kilku pseudo lekarzy i powiedzieli mi że jak bym miał ogólno ustrojową kandydozę to od gorączki dawno bym odjechał.To są dekle normalne.u mnie jest tak duża że zaczyna ze mnie ze środka wyskakiwać na zewnątrz na skórę postaci plam jak grzyb to wygłąda.Pozdro,cure życzę.
@ Waldek:
To może idź wreszcie do jakiegoś prawdziwego?
Waldek :
Tylko uważaj z jedzeniem. Dużo się teraz mówi o poważnych zatruciach grzybami.
Waldek :
Brzmi niepokojąco. Owocniki już widać, czy tylko strzępki grzybni?
Gammon No.82 :
A jak jakieś tropikalne grzyby pleśniowe, to one strasznie silne mykotoksyny wypuszczają. Mogą zabić od razu…
Yaca :
…albo dostać ci się do mózgu, kazać wejść na wysoką trawkę i wtedy z głowy wyrasta ci grzybek i robi puff!!! i inne mrówki w pobliżu to wdychają i też wchodzą na wysokie trawki. Widziałem w filmie przyrodniczym.
Filmie przyrodniczym? Ja jakieś dwa tygodnie temu słyszałem nadawaną w “Trójce” audycję z udziałem niejakiej Grażyny Pająk o tym, że depresję wywołują grzyby lęgnące się w mózgu. Prowadzący traktował te rewelacje z zupełną powagą #żenua
Aethelstan :
Mowa była o mrówkach.
EDIT: nie mów, że nie słyszałeś, nawet znajomi o tym piszą.
Z tych Pająków?
Słyszałem, słyszałem, jakżebym miał znajomych nie czytać? Chodziło mi o kontrast między lolem barta a tym, że niektórzy tak na poważnie obawiają się podzielić los mrówek.
Gammon No.82 :
Z tych Pająków?
Trudno powiedzieć. Risercz guglowski nie wykazał żadnych powiązań, więc może to przypadkowa zbieżność nazwisk.
Aethelstan :
No ale nie dziw im się. Chyba mało kto chciałby zrobić PUFF!!!
Tym gorzej. Może na naszych oczach ujawnia się się nowe prawo przyrody.
kandydoza to bardzo groźna choroba, niestety ignorowana przez wielu lekarzy. Całe szczęscie lekarze z roku na rok są coraz lepiej wyedukowani. Lepiej rozpoznają kandydozy i skuteczniej je leczą. Mnie moja pani doktor skierowała na badania kału i pobrała wymaz z języka – wyszedł wzrost Candida obfity. Do tej pory miałem ciągłe biegunki i bóle brzucha, przelewania i gazy, język zawalony białym osadem. Wcześniej gastrolog wymyślił że to zespół jelita wrażliwego i mam to od stresu. Po zastosowaniu leków przeciw Candida przepisanych przez moją obecną doktor dolegliwości minęły. Tym samym prysł czas “drażliwego jelita” wymyślony przez gastrologa. pozdrawiam wszystkich chorych na kandydoze !
anty :
Bardzo Groźna Choroba Mózgu Twojej Starej.
Ciesz się – przecież mogliby zniszczyć jej mózg CHEMIĄ.
Z tym się idzie do hydraulika, nie do lekarza.
Chyba, że wierzysz w koncepcję dziurawych jelit. Ale to nie ten wątek – o Mistrzu Józefie jest tutaj.
Co do szczepień, głupotą jest tego nie robić tylko dlatego, ze inni są zaszczepieni. Gro chorób jest przenoszone przez zwierzęta.
Z drożdżakami z rodziny Candida wielokrotnie miałem do czynienia i jakoś żyję :]
diabolix :
(1) Gros, nie gro. Gro to takie imię.
(2) Teza merytorycznie dość śmiała.
pieprzenie, zachoruj koles przewlekle to zobaczysz co to jest, tez taki przesmiewca bylem i imprezowicz pomogl mi “szaman” i gowno mnie obchodzi ze nie byl to lekarz bo ci to tylko rozkladali rece Badania wychodzily mi wszystkie w normie a ja sie czulem jak totalny wrak przez 3 lata i to wlasnie medycyna naturalna pomogla mi odzyskac zdrowie.
tank :
W pozbyciu się pieniędzy. Są w tym świetni.
Najwyraźniej nic ci nie było.
To doprawdy bardzo przygnębiające.
Opróżniony portfel nie przeciąża kręgosłupa i stawów biodrowych.
tank :
Pewnie miałeś lekką depresję, szaman pogłaskał po głowie, dał placebo i przeszło.
Podam dwa dowody anegdotyczne:
1) Zachorował chłop na raka. Z różnych przyczyn rak okazał się nieoperacyjny. Zaczął chłop się leczyć niestandardowo, oczyszczać organizm z toksyn za pomocą soków i metod lekarza z Meksyku. Wkrótce umarł pozostawiając młodą żonę z 40 000 długu bo metody były drogie.
2) Inny chłop naoglądał się youtuba i gdy urodziła mu się córka postanowił nie szczepić. Po kilku miesiącach dzieciak zachorował na coś (już nie pamiętam co, ale coś przeciw czemu normalnie się szczepi) i dopiero po długiej kuracji i wielkich wysiłkach zespołowi bardzo dobrych lekarzy-specjalistów udało się za pomocą nowoczesnego sprzętu wyrwać dzieciaka grabarzowi spod łopaty.
No comments needed
Cholera, tak czytam te wasze komentarze i dochodzę do wniosku, że większość z was jest piekielnie inteligentnymi ludźmi, posiadającymi bardzo obszerną wiedzę w niemal każdym zakresie, którzy ze swojego racjonalnego podejścia do medycyny uczynili (jedyny?) powód do dumy. W szczególności użytkownik Gammon – czytając Twoje komentarze mam nieodparte wrażenie, że w trakcie ich pisania odczuwałeś miłe wibracje przedzierające się przez Twoje gatki. Rozumiem, że stanowicie grupę wspierających się wzajemnie “racjonalistów”, ale uwierzcie – w każdej grupie znajdą się debile i niestety – Wasza grupa nie jest od nich wolna. Do Waszej wiadomości – spora część osób tu piszących boryka (/borykała) się z problemami zdrowotnymi, a Wasza chora satysfakcja (nawet jeśli macie rację) jest naprawdę wielce zastanawiająca i świadczy tak naprawdę wyłącznie o Waszym poziomie.
Z poważaniem
Kulturalny Racjonalista.
Teflon :
Nie wydaje mi się, żebym się śmiał z czyichś chorób. Nawet jeśli są to zaburzenia psychiczne typu hipochondria czy parazytoza urojona. I na pewno nie chodziło mi o to, żeby śmiać się z osób naprawdę chorych szukających diagnozy w Internecie.
Co nie zmienia faktu, że candida nie jest odpowiedzią na ich poszukiwania, a historie wypisywane o tym niewinnym grzybku w Internecie to brednie śmiechu jedynie warte.
Teflon :
Jest mi troszkę obojętne, co myślisz i czujesz, zaglądając w moje gatki i odbierając wibracje. Sorry.
Teflon :
Miło nam.
Teflon :
Debilom nie wydajemy legitymacji, nie proś.
Teflon :
Pokaż szczęściarza, który się nigdy nie borykał.
Teflon :
Jeśli wyobrażasz sobie komentatorów jako szyderców, pokazujących sobie palcami: “popatrz, jeszcze jeden amator Citroseptu, ale się szybko przekręcił!”, to nie czytałeś uważnie, albo nic z przeczytanych notek/komci nie zrozumiałeś. Przykro.
Bez cienia wątpliwości ten post wywołał u mnie Candidę. Przeczytawszy o Alzheimerze, alergiach, astmie i AIDS (zauważcie, że wszystkie te choroby zaczynają się na literę “A” – to nie przypadek, musiały w tym mieszać wielkie koncerny fA(!)rmaceutyczne, oczywiście proszczepionkowe) wywoływanych pasożytami dotknęły mnie ból głowy i chęć stronienia od towarzystwa, które można wyjaśnić tylko w ten sposób. A teraz wybaczcie, muszę iść zakupić 50 takich wahadełek, i 43 opakowania Colonixu.
Nie macie pojęcia czego doświadcza człowiek chorujący na CMC. Nie dość, że jest wyśmiewany przez większość lekarzy to jeszcze sam musi siebie diagnozować. Moja mama ma początki Alzheimera i do tego również CMC, gdzie stymulowanie układu odpornościowe w cudowny sposób zatrzymało objawy Alzheimera. A u mnie do 17 roku życia alergia praktycznie na wszystko, po każdym posiłku duszenie się, pokrzywka, rewolucję żołądkowe i w końcu nerwica lękowa. Po leczeniu immunostymulacyjnym: colostrum, beta-glukan, cynk i selen oraz TFX dożylnie objawy zniknęły jak ręką odjął. Znowu cud?? Nie wiem jaki cel ma wypowiadanie się na jakiś temat, o którym nie ma zielonego pojęcia.
black sheep :
Myślę, że piekła, ale głównie związanego z problemami psychicznymi, nie z grzybicznymi.
black sheep :
Nie mamy, co ciekawe Google nie dostarcza żadnych informacji na temat takiej choroby.
colostrum
Zapewne, nie szkodzi , ale proszę o dowody na to, że pomaga dorosłemu ssakowi. W czymkolwiek.
black sheep :
Ja również.
Trudno przekopać się przez wasze wypowiedzi, bo tylko jakieś kąsliwe uwagi wokół..
Mam pytanie czy przy zwalczaniu candidy wspomagaliście sie preparatem siarkowym sufrin?
Właśnie przymierzam sie do suplementacji. co do srebra koloidalnego które systematycznie piję wraz z woda zasadową to uważam to same dobrodziejstwa które wspaniale odkwaszają organizm a tym samym zwalczają grzyby.
BogusławW :
To ja proponuję przeczytać notkę, bo tam jest sprawa jasno postawiona: współczesna medycyna konwencjonalna nie zna takiej jednostki chorobowej jak przewlekła kandydoza czy zespół nieszczelnego jelita.
No co tu dodać, to znakomicie chyba. Tylko nie odkwaś przesadnie.
BogusławW :
Cudownie, pozdrów od nas człowieka smurfa, zwanego ‘Blue Guy’
http://www.today.com/id/22536241/site/todayshow/ns/today-today_news/t/real-life-blue-guy-shrugs-his-skin-color#.USYC6TeV1HM
Masz szansę być sławnym, wrzuć wtedy foty. Ta pani (bo Blue Gay nie jest jedyny) nie dała fotek http://boingboing.net/2007/12/20/another-person-turns.html
BogusławW :
Bogusław, coś Ci się pomyliło – to NIE jest forum ludzi uważających się za dotkniętych przez przewleką kandydozę, raczej wręcz przeciwnie. Szczerze polecam wizytę u lekarza specjalizującego się w leczeniu urojeń – wyjdzie dużo taniej (i zdrowiej) niż posrebrzanie jelit i uzasadowianie organizmu.
BogusławW :
Nie tak bardzo wspaniale, przecież nadal strasznie kwasisz.
Rzeczywiście strona ze skupiskiem psycholi.. ;-(( szkoda..
Boguslaw :
Dostałeś dobrą radę:
Twoje “choroby” – kandydoza, zakwaszenie czy zagrzybienie organizmu – to raczej jakaś autosugestia niż rzeczywiste schorzenia. Szkoda wydawać kasę na ich “leczenie”, dajesz jedynie zarobić oszustom.
EDIT: Oczywiście nie chcę cię diagnozować przez Internet, być może naprawdę ci coś dolega, ale prawie na pewno nie są to grzybki Candida.
Co oni wszyscy maja z tym odkwaszaniem? Mi lekarz kazał się zakwaszać, bo przy zbyt wysokim Ph organizmu bakterie robią sobie w nerach imprezę :P
BogusławW :
Na Twoje szczęście to nieprawda. Jedynym skutkiem wypicia wody zasadowej jest krótkotrwałe zwiększenie pH soku żołądkowego, a w żołądku rządzi i nadaje pH kwas solny. Poza tym, gdyby naprawdę udało Ci się odkwasić organizm, tzn. wywołać u siebie zasadowicę, to naprawdę potrzebowałbyś pomocy lekarza. A co do kwaśności i zakażeń grzybiczych – Ciebie to nie dotyczy i pewnie nie wiesz, że np. w pochwie panuje kwaśne środowisko, chroniące przed zakażeniami, a zmniejszenie kwasowości pochwy z reguły prowadzi do zakażenia.
A swoja drogą tzw. woda zasadowa to niezły szwindel:
http://www.studiozdrowia.pl/zdrowe-produkty/170-koncentrat-wody-zasadowej
Może chodzi o Wodę z Zasadami (Moralnymi)?
@Gammon No.82
Chodzi ci o wodę święconą?
okazało się że mam alergie pokarmowo wziewne. nie trawię białka zw. na brzozę, wierzbę i leszczynę. zrobiłam badanie z kału i candida gotowa – opis bardzo obfity wzrost.
znalazłam dietetyka, która sama nie trawi glutenu. Bożena Kropka ze Skoczowa, która napisała książkę POKONAJ ALERGIE. ta kobieta sama opracowała dietę, która leczy wszystkie alergie, przy okazji stosowania jej zaleceń mija helikobakteria pyroli oraz candida.
całe życie się męczyłam, bo nasi lekarze to każdy dobrze wie co reprezentują sobą.
ciągłe gazy pierdzenia wzdędy brzuch. a teraz jak ręką odjął, wszystko w układzie oddechowym i pokarmowym zaczyna wracać do normy.
@białko
nie trawię białka zw. na brzozę, wierzbę i leszczynę
OIDP to raczej celuloza, u kręgowców to jest zupełnie typowe, że nie trawią celulozy.
naima online :
Wpływ święcenia wody na pH?
białko :
Żadnego?
białko :
Pozwolisz, że nie uwierzę.
Życie jest formą istnienia białka,
Tylko w leszczynie czasem coś załka.
Czasem euforia, czasem zaś zgroza,
Ale nie trawi się celuloza.
Oj dana.
@ Gammon No.82:
Fatalnie, że do trawienia celulozy nie pasuje elektryfikacja, ale nie można mieć wszystkiego. Albo prąd w domu, albo spożywcza brzoza (woda brzozowa, hmmm, ten trop mógłby nieco wyjaśnić przejrzystość wywodu autorki).
@all:
Co ja znalazłam! Czarodziejskie buteleczki kolorowej wody, jedyne 120 zyka sztuka, do smarowania sobie czakramów i aury!
Chciałabym coś jeszcze dodać, ale nie mogę przestać się śmiać.
Eee, czyżby mi zjadło komcia?
A takie śliczne linki tam były, na przykład do archanioła Sandałfona (serio-serio!) w płynie.
naima online :
Nie zjadło Ci, uśmiałam się ogromnie.
Drogi Autorze!
Trafiłam do tego miejsca przypadkiem i bardzo mnie się tu spodobało :) ubawiłam się setnie.
Zostaję. Będę zaglądać.
Tak przy okazji, to nie przesadzajmy. Dawno dawno temu leczono zielskiem. Współczesna medycyna swoje syntetyki też opracowała na bazie różnych substancji z zielska. Zielsko działa. Pewnie nie na wszystko, choć nie wiem, bo nie próbowałam leczyc nim wszystkiego, ale na przeziębienia, chwilowe problemy żoładkowe etc. jest spoko. Nie ma potrzeby faszerować się chemią. Ja nie widzę. Aczkolwiek, kiedy pojechałam w teren dotknięty malarią, grzecznie jadłam antybiotyk z obawy przed zarazą i śmiercią. Z dwojga złego lepiej potem leczyć grzyba (który o dziwo jakoś sie nie rozmnożył nadmiernie) niż malarię. Co do kandidozy przewlekłej to nie wiem, bo nigdy nie miałam ;) Ja ogólnie zdrowa jestem, mam ciekawsze zajęcia niż chorowanie.
Żeby było jasne. Zioła sa spoko moim zdaniem, sama nawet troche ogarniam temat i piję sobie różne herbatki. Jak wspomniałam wyżej, bywają pomocne. Natomiast wszelkie cudowne wody, spreje do aury, proszki alchemiczne i inne takie na kilometr pachną szwindlem i no nie wiem… chyba żaden rozsądny człowiek się na to nie łapie? Z drugiej strony… efekt placebo jest potężny… jeśli ktoś wierzy, że mu niebieska woda uleczy wrzody to pewnie mu uleczy. Niech sobie za nią płaci ile chce. Ja nie wierzę :)
amiga :
To ciekawe, że bardzo wielu osobom wydaje się, że między ziołem a lekiem na bazie tego zioła istnieje jakaś magiczna bariera, po której przejściu “dobre” zioło zamienia się w “złą” chemię. Albo że – tak jak piszesz powyżej – “faszerowanie się chemią” jest gorsze od picia zioła, choć w tym drugim przypadku przyjmujemy substancję o znacznie mniej kontrolowanej zawartości. No, ale jest to chyba symptom czasów, w których umiejętny marketing poprzemieniał wartości i ludziom wydaje się, że jedzenie nie zawiera chemii, leki syntetyczne są złe, na szybko psujące jedzenie mówi się “bez konserwantów”, a terminem “niepryskane” zastąpiono zwrot “MOŻE ZAWIERAĆ ROBAKI”.
Koncentrat wody zasadowej? Ciekawe czy zawiera duże stężenie sody kaustycznej…
Z tymi nagłymi chorobami jest czasem zabawnie. Przez wiele lat nie miałem żadnych dolegliwości, aż tu nagle w liceum co wiosnę napadał mnie cieknący, wodnisty katar. Przez pierwszy rok nie skojarzyłem, drugi i trzeci też, aż za czwartym pomyślałem sobie “kurczę, to chyba katar sienny”. Postanowiłem w następnym roku dokładnie siebie obserwować, aby z grubsza ustalić na co to może być uczulenie i w razie czego odwiedzić alergologa. I jakoś tak, kurczę, od następnego roku katarek się już nie pojawiał…
A teraz wyobraźcie sobie relację matki mającej takie dziecko jak ja: “Mój synek od urodzenia był zdrowy i silny, ale potem nale pojawiła mu się tajemnicza choroba. Ciągle chodził zakatarzony i bolała go głowa. Nie wiedzieliśmy co to takiego, aż w trzecim roku spotkaliśmy ucznia syberyjskiego szamana, który stwierdził, że synek ma robaki w zatokach i trzeba o leczyć ziołami i przepłukiwaniem nosa uryną. Po kilku miesiącach na wiosnę objawy znów się pojawiły, ale szamam powiedział, że to kryzys odrowieńczy. I wyobraźcie sobie, że od tego czasu choroba minęła! Radzę wam, wciągajcie siki nosem!”.
:)
Bart, wyraziłam się nieprecyzyjnie. Uprosciłam. W końcu zielsko to też chemia. Chodzilo mi o syntetyki. Oczywiście, nie uważam, że są złem bla bla bla. Jestem jednak przekonana, że nie ma potrzeby przy każdej pierdole zaraz jeb antybiotyk, albo coś w ten deseń. Na zasadzie walki armatą z komarem. Jestem całkowicie świadoma wszechobecnej “sztuczności” i nie mam zamiaru z nią walczyć, bo zabawa w Don Kichota nie jest dla mnie. Wybieram sobie z calej gamy dostepnych narzedzi co mi pasuje. W pewnych sytuacjach wolę zielsko niż syntetyki. Ufam medycynie na tyle, żeby jeść tabletki, kiedy tego wymagają okoliczności. Niektórzy nazywaja to niekonsekwencja w działaniu, ale mnie to rybka. Świat ma wiele możliwości i moim zdaniem głupotą byłoby “stawać po którejś stronie”, bo “druga strona” czuje się “zdradzona”. To naprawdę zadziwiające jak wielu ludzi myśli zerojedynkowo.
Masz dużo racji w tym co piszesz. Szczerze powiem, że dla mnie naturalny produkt jest lepszy od syntetycznego, co wcale nie znaczy, że ten syntetyczny to jakieś zupełne okropieństwo, które nalezy spalić na stosie. Nie. Uważam jednak, że dobrze jest ograniczyć do minimium przyjmowanie syntetyków. I tyle. Marketing ma z tym niewiele wspólnego, raczej mój styl życia. Nie wieszczę katastrof. Jak powiedzialam świat nam daje narzędzia i zabawki, to my wybieramy czym się bawimy :)
Masz zupełną rację natomiast jesli chodzi o te wszytkie urojone choroby etc. To nie medycyna i syntetyczne leki jest winna (widelcem można zabić, nie używajmy zatem widelców, lol) a ludzie, którzy nie myślą i wsuwają tablety bez opamiętania, dają je dzieciakom, okażają mieszkania i wygotowują naczynia – upraszczam ostro. Jako dziecko żarłam piasek, owoce z krzaków, cudze lizaki. Taplałam sie w błocie, czołgałam po trawie. Nie, nie byłam zanidbanym dzieckiem. Chorowałam średnio dwa razy do roku na przeziebienie. Ospę przeszłam dość łagodnie. Anginę miałam raz w wieku lat chyba dziesięciu. Koniec. Żołądkowe sensacje miałam jako dziecko po zjedzeniu kawałka lepiku (to pamietam). Przeszło bez pogotowia. Generalnie nie choruję. Moje rodzeństwo także. Natomiast znam ludzi i dzieci chorowite i słabiutkie. Ciagle u lekarza, ciągle na tabletkach. Otoczenie mają sterylne a non stop łapią jakieś infekcje. Ciekawe… Pewnie rodzice za słabo wygotowywali im smoczki… Tu bym się dopatrywała zagrożenia w bezmyślnym odkażaniu świata i “przepowiadaniu” katastrof.
^ TL;DR: “prawda lerzy po środku”
Nieźle, prawie całe “zdroworozsądkowe” common nonsensów bingo na temat medycyny, i wszystko w jednej notce: leki syntetyczne be, roślinne cacy, kiedyś to było zdrowe życie, nadmiar higieny źródłem powikłań, confirmation bias jak się patrzy, jedzenie terapeutyczne i sztuczna chemia.
Ja przepraszam, że z kwejka (gdzie indziej nie znalazłem) ale Wilq podsumował to najlepiej
Chyba mnie nie zrozumialaś :)
Albo użyłam zbyt drastycznych skrótów myślowych – niezrozumiałych dla innych, albo nieumiejetnie przedstawiłam swój punkt widzenia.
Napisałam, że w pewnych sytuacjach wolę zapodać zioło niż syntetyk. To znaczy, że czasem wolę herbatkę rumiankową niż chlorowodorek drotaweryny a czasem doksycylinę zamiast kory chinowca. Szczerze nie wiem co w tym nonsensownego. To nie znaczy, że “leki syntetyczne be, roślinne cacy”.
Nie napisałam, że “kiedyś to było zdrowe życie”. Opisałam tylko moje dzieciństwo w warunkach niesterylnych i nie twierdzę, że “nadmiar higieny jest źródłem powikłań”, zasugerowałam jedynie, że sterylizowanie domu może być przyczyną osłabienia odporności,w wyniku czego, po wystawieniu organizmu na działanie czynników zewnętrznych, tenże łapie infekcje i jest ogólnie chorowity. Utożsamiłam żarcie piachu ze “szczepionką na zarazki”. Może dla Ciebie to nonsens, dla mnie nie. To tylko opinia, nie prawda obiektywna. Nie twierdzę, że mam racje, nie uzurpuję sobie prawa do posiadania jedynie słusznego poglądu. Nie wspomniałam też słowem o terapeutycznym jedzeniu.
Co do efektu potwierdzenia. Możliwe, że masz rację. Nie masz dostatecznej ilości danych, by stwierdzić, że zaistniał :)
@ amiga: w jednym się z Tobą zgodzę – w pewnych okolicznościach przyrody lepiej zapodać zioło.
Rusek :
To najgłupsza z tzw. mądrości ludowych jakie słyszałem. Zgodnie z nią, Tupolew w Smoleńsku trochę się rozbił, bo był za nisko a trochę bo wybuchło w nim pół bomby. Poza tym połowa samolotu była we mgle a druga połowa w sztucznym helu.
amiga :
Nie ma w tym nic nonsensownego, jeżeli korę chinowca stosujesz, bo jesteś chora na malarię (lub masz gorączkę), a doksycyklinę dlatego, że masz zapalenie płuc. Jeżeli stosujesz te dwa produkty wymiennie, to faktycznie głupota. Poza tym, akurat kora chinowca jest przykładem zioła, które faktycznie może zaszkodzić powodując np. poronienie lub przedwczesny poród (co prawda w sporej dawce)
Doksycyklinę przyjmuje się także prewencyjne w celu zapobieżenia malarii. Nie chodzi jednak o to po co ją jadłam albo po co piłam rumianek… podałam proste przykłady, na zasadzie uproszczonej analogii, żeby bardziej obrazowo przedstawić swój punkt widzenia, który został opacznie zrozumiany. Wiem, wiem, że doksycyklina nie ma dokładnie tych samych właściwości co kora chinowca, tak samo jak rumienek nie ma dokładnie tych samych właściwości co chlorowodorek drotaweryny.
Nie mogę już czytac bez reakcji waszych bredni. Zagorzali PISowcy,
Jeśli dla Was spadek odporności= tylko AIDS i tylko wtedy możliwa jest przewlekła grzybica to ja nie wiem skąd wy wiecie co to w ogóle WORDPRESS i jak obsługiwac komputer…
Śmierdzi mi tutaj drobnomieszczańskimi lekarzykami, którzy na potrzeby lansu zrobili medycynę, a teraz próbują jeszcze bardziej zabłysnąc.
Znam takich przypadków od groma. Jeden nawet słynny profesorek zakaźnik co to wykłada nawet na TAIWANIE (WOW, ale świetny) nie potrafił wysłac mnie nawet na badanie w kierunku pasożytów tylko chętnie rura w dupę i w ryj żebym może zwątpił.
Po odwiedzeniu 30 lekarzy miałem wszystkie możliwe choroby, nawet sugerowano nowotwory :)
Dziwnym jebanym przypadkiem olałem ich jednak i wydałem majątek na badania.
A tutaj właśnie LAMBLIA, WZW A, wrzody żołądka i Wasza pseudo grzybica.
Ciekawe jak wytłumaczycie grzybicze zmiany skórne, +++ z posiewów stolca, wymazów z gardła, zatok etc. Pewnie normalka dla każdego.
Byłem taki sam cwaniaczek jak wy, więc lepiej uważajcie janki bo zła karma wraca hej
m :
Więc nie czytaj. Jeszcze lepiej zrobisz nie pisząc tutaj. Chamstwem nikogo tu nie przekonasz.
m :
Całuję Cię w usto dolne, górne i środkowe, z języczkiem; peace, brother.
Trudno, niejedna tajemnica Wszechświata pozostanie dla ciebie przez pewien czas zasłonięta. Ale jeśli zechcesz, to prawdopodobnie poznasz prawdę.
Użyj olejków eterycznych, pomagają na smród, choć raczej na nic innego. I w ogóle ładnie pachną.
Resztę pominę, gdyż staram się trzymać ostatniego balaska poręczy. Wszystkiego najlepszego i pamiętaj, że na świecie żyje wielu ludzi, którzy cię kochają. Nawet, gdy o tym nie wiesz.
W tematach ogólnoblogowych: ostatnio po osiem godzin dziennie przymusowo słucham radia, w tym również reklam. I widzę, jak “wierzenia ludowe” są umiejętnie podsycane przez twórców reklam. Ziołowe pastylki na kaszel: “wszystko, co z natury, jest dobre” – oł ryli? jad kiełbasiany też jest “z natury”, że o dżumie nie wspomnę, no ale załóżmy, że interpretuję to w myśl reklamy, czyli “wszystkie środki lecznicze o pochodzeniu naturalnym są dobre ” (cokolwiek “dobre” znaczy w tym kontekście) i tu dochodzimy do kolejnej reklamy: jakiś tam preparat zawiera “magnez pochodzenia naturalnego”. W przeciwieństwie, jak wynika z rozmowy bohaterów reklamy, do “produktów syntezy chemicznej”, które są zle, a co najmniej podejrzane. Tja, naturalny magnez, bulwa ich nać. Kilofem w kamieniołomie łupany.
@Lurkerka
Moim zdaniem to działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego. :) Rekalmy wykorzystują wierzenia ludowe, i same je powtarzają i umacniają.
Poza tym rozumiem o co chodzi z tym mitem naturalności – po prostu jest to brak zaufania do producentów; ludzie, poniekąd słusznie, rozumieją, że producentowi leku czy kosmetyku zależy przede wszystkim na włąsnym zysku a nie na dobru konsumenta. Mało kto jest farmaceutą lub kosmetologiem, w związku z czym przecietny człowiek nie rozumie składu leków ani kosmetyków. Za to jeżeli coś jest “naturalne” lub “ziołowe” to kojarzy im się z czymś codziennym, czymś co rozumieją i znają z doświadczenia. Więc przyczyną powstawania “medycyny ludowej” jest przeświadczenie o braku regulacji na rynku i o tym, że producent może sprzedać nam wszystko co chce.
Owszem, jest tutaj niekonsekwencja – ludzie łatwiej ufają producentowi, gdy pisze, że coś jest naturalne, jednocześnie nie ufając producentom “chemii”, ale raczej u większości to działa tak jak napisałam (mało kto w końcu podejmuje decyzje pod wpływem reklam).
anty :
Też mam taki, myję szczoteczką przy myciu zębów (zwykłą nie specjalną), z początku trzeba opanować odruch wymiotny, potem jest OK. Nawet nie chciało mi się googlać badań naukowych. Większa świeżość pyska o poranku wystarczająco satysfakcjonuje. Być może mam też mniej przeziębień, ale równie dobrze to confirmation bias.
problem grzybicy organizmu jest dość poważny, ostatnio głośno o tym w mediach włoskich. Dużo lekarzy potwierdza problem wynikający z zakwaszenia organizmu spowodowany nie właściwym odżywianiem. Sprawa raczej refleksyjna i mało śmieszna…
marta :
To jest jeszcze śmieszniejsze niż “widziałem o tym film na YouTube”.
marta :
Ostatnio głośno w mediach włoskich:
Na zakwaszonych ludzkich ciałach
Mykotoksyny rozprzestrzenia
Straszliwy Fungus Bunga-bunga.
[…elektryfikacja]
marta :
To jest naprawdę piękne. Coś takiego trzeba umieć wymyślić.
Tu masz ilustrację pasującą do:
http://godsofart.com/wp-content/uploads/2012/12/adaptive-biology.jpg
Ja przez candide wyladowalam w wariatkowie! Nie zartuje. Bylam w ciazy 6 miesiac, byla zima, dostalam infekcji uklafu moczowego(antybiotyk)dzien po zachorowala infekcje ukladu oddechowego(antybiotyk). Przez oslabiony organizm mialam bialy jezyk. Zaczelam czytac fora zeby sprawdzic co to.Grzybica grzybica candida!. Panika, bylam w ciazy, chora, balam sie wplywu antybiotokow na plod a jeszcze bardziej forowej candidy ogolnoustrojowej. Zaczelam dreczyc lekarzy, mowic im ze mam grzybice, zadalam badan laboratoryjnych krwi, zaczeli patrzec jak na swira. Pare razy placz, zaczeli mowic ze mam depresje w ciazy! Mieszkam w stanach. Tu wysylaja do social worker. Dali mi spokoj. Ale ja zaczelam miec wyobrazenia ze grzyb atakuje moje dziecko. Mialam grzybice pochwy jak wiekszasc kobiet w ciazy zwlaszcza po antybiotyku! Chodzenie do lekarzy medycyny niekonwencjonalnej ktorzy polecali mi preparaty na candide bezpieczne w ciazy: srebro coloidalne, lisc olivy, czosnek w kapsulkach, i wiele innych. Mialam piekacy jezyk i cala jame ustna. Zaczelam miec mysli samobojcze. Urodzilam zdrowiutkie dziecko. Balam sie ze pokarm zawiera grzybice. Nikt mnie nie rozumial, targnelam sie na zycie 3 tygodnie po porodzie i wyladowalam w szpitalu psychiatrycznym. Dalej bylam przekonana o slusznosci swoich hipotez.
Dopiero po tygodniu pobytu gdzie kazdego dnia dreczylam lekarzy ogolnych ktorzy codziennie przychodzili na oddzial ze mam cos w buzi, ktora mi sie zapada, skora dziasel znika, wszystko mnie pieczei nie mam sliny,, prosilam aby mi zrobiono badania krwi na jakies syndromy sojgrea, zrobiono je i nic nie stwierdzono. Dopieto wtedy sobie zdalam sprawe ze ja naprawde mam depresje, ze to co probowalam wszystkim udowodnic jest moim wymyslem wyrosnietym na forach internetowych. Bylam karmiaca, codziennie bezsensu odpompowywalam mleko ktore mialo byc dla mojego dziecka a szlo do zlewu! Zdecydowalam sie na leki antydepresyjne i powstrzymanie pokarmu w zwiazku z tym . Tydzien pozniej mnie wypuszczono. Wrocilam do meza i dziecka a jesli chodzi o moja buzie zaczelo mi to powoli znikac jak przyzwyczail sie organizm do lekow. Candida u wiekszosci to wymysl glowy, a nasz umysl moze powodowac objawy ktorych sie boimy. Dziekuje za uwage. Jestem szczesliwa mama roczneho synka i lubie pączki
Aha dodam ze bialy jezyk ( nalot, i ciagle traktowany jezyk kwasem zoladkowym przez zgage) sprawdzil mi specjalista od chorych na Aids i sie rozesmial jak mu pokazalam i dodal, ze juz naprawde myslal ze mam problem z tym skoro do niego przyszlam
Siema Forumowicze.
W załączeniu przesyłam dla wszystkich Kandydoholików świetne opracowanie (tyt. link http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=11&ved=0CDEQFjAAOAo&url=http%3A%2F%2Fczasopisma.viamedica.pl%2Fgk%2Farticle%2Fdownload%2F29294%2F24046&ei=Dc9MU6ShAsjZPJq9gNgJ&usg=AFQjCNGGDrcTGoJqfT5jkdTEMyduzY6F6g&bvm=bv.64764171,d.ZWU), oparte na badaniach. Sam dotarłem do tekstów źródłowych(nie wszystkich) także uważam artykuł Pana Rogalskiego za rzetelny. Poniekąd ludziska nie martwcie się – jak nie macie innych problemów to chorujcie na kandydoze bądź inne wyimaginowane choróbska. Mój przepis na zdrowie jest dosyć prosty: jeść to na co się ma ochotę(ja kocham mięso i omaszczone ziemniaki, lubię słodycze oraz piwo(zwłaszcza zimne mruczące)) – i wolę umrzeć 10 lat wcześniej niż przez ten czas + 10 lat jeść glony (poza tym nikt mi nie da gwarancji, że nie zostanę potrącony przez samochód i etc), ćwiczyć wtedy kiedy się ma ochotę (nie powiem – pływam od jakiegoś czasu). Pozdrawiam
Oj niewierni…. grzyb może przerastać organizm. W szczególności również taki, który nie był poddany chemioterapii. Wystarczy zaburzenie odpowiedzi limfocytów T na antygen candidia – badanie, o którym 99,9% lekarzy nie słyszało.
Bogu dzięki za tę jedną dziesiątą procenta!
ddd :
Zwłaszcza koźlak, bo ma wyjątkowo długą nóżkę.
@ Gammon No.82:
A merytorycznie coś masz do powiedzenia? Odnieś się może do badania funkcjonalnego limfocytów T. U megalomanów w białych kitlach popłoch się zaczyna jak przynosisz wynik badania wykonanego za granicą, z którego wynika podwyższony poziom d-arabinitolu po dłuższej antybiotykoterapii i mówisz przygotujcie polisę. Zrób sobie posiew np. z gardła zgrywusku w kierunku grzybów po antybiotykoterapii i oddaj do jakiegoś przyuczelnianego labu – pracowni mikologii to przestaniesz pierdzieć o koźlakach z długą nóżką. Tylko nie oddawaj do pierwszego lepszego, bo w takich z hodowlą kiepsko. Potem powiesz, że jak nie wyhodowali to nie ma. Nie hoduje się w warunkach laboratoryjnych rozumiesz ? 3a umieć.
@ bart:
Niespecjalnie to pocieszające tym bardziej, że przy takim zaburzeniu grzyb ma się dobrze i ordynarnie przerasta twój organizm a przyczynić się do tego może nieumiejętne tzw. leczenie bzdurnymi dawkami, bzdurnymi lekami(najczęściej flukonazolem) bez mykogramu np. c.kruzei czy c.glabrata(brak wrażliwości na fluko) Grzyba nie interesują dyplomy, specjalizacje i szkolenia ludzi, którzy wysyłają cię do psychiatry i traktują jak nerwicowca i hipochondryka tylko dlatego, że przewałkowali cię wcześniej znanymi sobie narzędziami pracy zwanymi szumnie badaniami, których wartość predykcyjna pozostawia wiele do życzenia nawet w 2014 r pomimo, ze kosztują niemałe $$$$$ (czułość i swoistość) i nie potrafią dopasować nazwijmy go umownie ‘zbiorem objawów’, z którymi przychodzisz do tzw. chorób, będących odmiennym zbiorem objawów arbitralnie przez nich najpierw wykreowanym na przestrzeni lat a następnie nazwanym chorobą. Pomijam już kwestię tego, że jakiś idiota im wtłoczył do głowy te chemioterapie, immunosupresje i AIDS jako jedyne okoliczności, przy których kandydoza może się pojawić. Powszechne wyjaławianie antybiotykami i szaleństwo jakie uprawia wtedy grzyb w twoim organizmie nie ma znaczenia tzn. nie istnieje. Dla nich i tylko dlatego, że nie ma tego jak obiektywnie i rzetelnie zmierzyć,zważyć, zaobserwować albo jest to wysoce utrudnione. Zabawne. Ułomne mędrca megalomana szkiełko i oko, ale swoje mondrości głosi.
A priori zakłada się sprawność układu immunologicznego tak jak a priori zakłada się sprawność układu immunologicznego malutkich kilkugodzinnych dzieci, w które pakuje się szczepionki. Lekarzy uczy się na studiach dopasowywania do schematów zarówno w kontekście badań jak i podawanych leków(rodzaj, dawka, czas), które traktują jak prawdy objawione, bo przecież “jakieś mądre(ew.mądrzejsze) głowy nad tym myślały”. Lekarze to stado baranów, nieświadome marionetki w rękach koncernów farmaceutycznych zakute w dyby ułomnych zarówno schematów postępowania jak i badań a ich leczenie objawowe w długim okresie skutkuje znacznym pogorszeniem stanu zdrowia w związku z postępującą toksemią. W rodzinie mam ich kilku. Tych akademickich. Jeden dowcipniś mawia, że “jak ja pacjenta leczę na serce to on na pewno na to serce umrze”. Lekarze nie wiedzą co to zdrowie. Lekarze mają blade pojęcie o czymś co nazwali sobie arbitralnie chorobami.