Czary-mary
Cześć, mam na imię Bart i jestem lewackim, antykatolickim, ateistycznym bucem.
Cześć, Bart.
Ale przecież to nieprawda i nie cała prawda! Lewak ze mnie żaden — moje poglądy gospodarczo-polityczne są miszmaszem grochu fragmentów każdej części politycznego kompasu z kapustą niezdecydowania. Moja antyreligijność w skali Dawkinsa/Hitchensa jest słaba, nie jestem w stanie zgodzić się np. z tezą, że religia jest źródłem wszelkiego zła i wszystkich wojen. Mój ateizm to z kolei tylko fragment większej całości, zwanej przeze mnie alergią na czary-mary.
Do worka z czarami wrzucam, oprócz religii, wszelkie New Age’owe wymysły: ufologię, parapsychologię, kryptozoologię, a przede wszystkim Królową Pseudonauk — tzw. medycynę alternatywną. Jakoś tak się jednak złożyło, że blogasek wyewoluował w stronę opisywania tylko wąskiego wycinka tego alergicznego spektrum. W życiu każdego Inteligentnego Projektanta przychodzi moment, kiedy trzeba swojej kreacji dać pstryczka kierującego ją na właściwe tory, w związku z tym będę powoli wprowadzał do bloga tematykę związaną z czarami-marami. Na początek, żeby nie wywołać szoku, proponuję łagodną kurację homeopatią, z osłonowym nawiązaniem do Forum Frondy.
Cała historia zaczęła się magicznie: „Rzeczpospolita” opublikowała tekst, któremu aż przyklasnąłem. Po wykonaniu rytualnego „NOOOO NOOO NOT TRUE CAN’T BE TRUE NOOO GOD WHY NOOO” doczytałem, że autorka Anna Piotrowska w „Rzepie” występuje gościnnie. Artykuł nazywa się „Kaczka homeopatyczna”, a jego przesłanie jest proste i dobitne:
Homeopatia stoi w sprzeczności z całą wiedzą, jaką w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat pozyskaliśmy na temat biologii i funkcjonowania ciała człowieka. A wiara w środki homeopatyczne może być niebezpieczna dla zdrowia.
W zasadzie można dopisać jeszcze zdanie „Efekty stosowania środków homeopatycznych nie różnią się zbytnio od efektów stosowania placebo” i już mamy gotowy podręcznik „Homeopatia dla początkujących”. Dla średniozaawansowanych kilka dodatkowych zdań: homeopatia zakłada leczenie chorób substancjami wywołującymi podobne objawy. Jeśli więc pacjenta dręczy kac, należy podać wódkę. Ale ale, jest pewien haczyk. Substancję aktywną należy rozcieńczyć w takim stopniu, aby napotkanie molekuły środka leczniczego w podawanej pacjentowi wodzie sięgnęło nieprawdopodobieństwa. Homeopaci wierzą, że im bardziej rozcieńczony lek, tym silniejsze jego działanie lecznicze. Podczas kolejnych rozcieńczeń należy też roztworem potrząsać, to podobno bardzo ważne. Uwaga na marginesie: katolicy twierdzą, że przy okazji potrząsania w homeopatię wkrada się Szatan, bo miarowe potrząsanie przypomina praktyki szamańskie.
Jak działa homeopatia? Otóż według wyznawców tych czarów-marów, substancja aktywna wskutek potrząsania zostawia swój ślad w cząsteczkach rozcieńczającej ją wody. Dzięki temu, mimo że substancja aktywna nie występuje w roztworze podawanym pacjentowi, ów roztwór zachowuje jej lecznicze właściwości.
Bzdura? Ba, i to jaka! Gorąco polecam przestudiowanie tekstu o homeopatii w Wikipedii, a chcącym dowiedzieć się więcej proponuję klikać w zawarte w nim linki — np. ten prowadzący do definicji miazmy (skazy zakłócającej energię życiową i utrudniającej bądź nawet uniemożliwiającej efektywną kurację homeopatyczną). Uważne przeczytanie tekstu może przysporzyć wiele uciechy. Oto np. fragment podrozdziału o zasadzie „podobne lecz podobnym”:
W nielicznych zastosowaniach, takich jak np. homeopatyczne leki antykoncepcyjne, zasada podobieństwa bywa krytykowana z powodu kontrowersji natury estetycznej.
Dlaczego homeopatia to Zuo? No cóż, tak jak zażywanie maruhainy prowadzi do wstrzykiwania heruiny, a pokolenie JP2 toruje drogę lefebrystom, tak i homeopatia nie kończy swej misji na byciu wyimaginowanym lekarstwem na nieistniejące przypadłości. „Medycyna alternatywna” najlepiej sprawdza się w łagodnych chorobach, które same przechodzą (katary, przeziębienia), niedefiniowalnych stanach ogólnego złego samopoczucia, problemach psychosomatycznych czy bólu, który jako stan czysto subiektywny w interesujący sposób zmienia nasilenie pod wpływem magicznych zabiegów. Niestety, szarlatani nie chcą na tym poprzestać.
Popatrzcie na komentarze pod tekstem w „Rzepie”. Ciężko się przez nie przegryźć, choć repertuar można było przewidzieć wcześniej. Dużo oskarżeń o chodzenie na pasku korporacji farmaceutycznych, ignorancję, przekupność, zapędy totalitarne. Dostaje się lekarzom, którzy traktują pacjentów jak numerki w szatni, a do tego na byle przeziębienie rzekomo przepisują antybiotyki — zarzut szprycowania antybiotykami to leitmotiv krytyki współczesnej medycyny. Do tego przytłaczająca masa tzw. dowodów anegdotycznych, zwanych również świadectwami łaski, czyli opowieści o tym, jak to od homeopatii moje dzieci nie chorują, psu zeszło przeziębienie, synowi kość się w nodze zrosła, grypa się skończyła, nim się zaczęła, angielska królowa-matka dzięki homeo dożyła 102 lat, inna pani początkowo leczyła się konwencjonalnie, przeszła nawet operację, ale efektów nie było żadnych i dopiero homeopatia postawiła ją na nogi — bez słowa wyjaśnienia, na co pańcię właściwie operowano albo co jej w ogóle dolegało. Bardzo dużo autodiagnostyki i doskonałej znajomości realiów polskiej służby zdrowia mimo jednoczesnych deklaracji o korzystaniu wyłącznie z usług znachorów. Dodatkowo dużo pseudonaukowych wywodów i zwykłego bełkotu. A jak się to wszystko odsieje, to zostaje zło. Np. komentarz faceta prowadzącego sklepik z medycyną chińską:
Nasz slawny kardiochirurg prof. Religa wiedzial, co go zabilo, oczywiscie wg. medycyny szkolnej to “chemia”
Gdyby skorzystal z metod alternatywnych, a moze i nawet tak niewdziecznej homeopatii, to by jeszcze zyl i byl miedzy nami. Panie prof. Gregosiewicz w Panskim pojeciu jest homeopatia oszustwem, niech Pan bedzie tak uprzejmy i powie naszemu spoleczenstwu czym jest chemioterapia? Przed dwoma laty byl opublikowany wywiad z niemieckimi onkologami odnosnie chemioterapii, pytano tych onkologow czy by tez u siebie zastosowali chemioterapie wlacznie z naswietleniami, kazdy z nich odpowiedzial, ze u nich takie leczenie by nie mialo miejsca, bowiem jest to “trucizna bez jakiegokolwiek efektu” ale u naszych pacjentow to sie stosuje chemioterapie az do “zabicia”
Albo link do bloga „o mojej walce z kamieniem żółciowym, o medycynie alternatywnej a także o Francji, języku i kulturze tego kraju”, na którym to blogasku, oprócz serii litanii chwalących alternatywne metody leczenia raka, można przeczytać takie coś o Patricku Swayze:
Na początku ubiegłego roku u aktora stwierdzono raka trzustki. Poddał się on jak zawsze w takich wypadkach standardowemu leczeniu, które nie daje najmniejszych szans na wyzdrowienie. Standardowe leczenie to chemoterapia, radioterapia i leczenie operacyjne. Patrick Swayze był poddawany tym wszystkim zabiegom. Teraz amerykańskie media donoszą, że aktor zrezygnował z dalszego leczenia, które jak wiemy od początku nie miały najmniejszego sensu. Chemioterapia wyniszczyła organizm a Swayze ostatnie miesiące życia zamierza spędzić z rodziną i znajomymi.
Kumacie już teraz zło? Czujecie, jak ignorancja zaczyna być trucizną? Po pierwsze, ta dziwaczna XIX-wieczna pseudonauka nie może być tylko odpowiedzią na banalny katar. Homeopatia i inne dziedziny „medycyny alternatywnej” mają być panaceum na wszystkie schorzenia, których współczesna medycyna nie potrafi uleczyć, w tym na nowotwory i AIDS. Po drugie, lekarzom nie ufać jak psom, bo są częścią megaspisku megafarmakorpów i Bóg wie kogo jeszcze, który to spisek ma na celu ukrycie faktu, że „zwykła” medycyna nie działa.
Na marginesie warto wspomnieć o dowodach anegdotycznych, bo to najczęstszy argument, z jakim spotyka się osoba myśląca sceptycznie w konfrontacji z wyznawcą czarów-marów. Niech blogasek spełnia też funkcję edukacyjną! Otóż dowód anegdotyczny nie jest żadnym dowodem. Ważne: nie dlatego, że opisywana w nim sytuacja nie miała miejsca — nie można z góry zakładać, że rozmówca kłamie, co więcej, opisywana przez niego sytuacja prawie na pewno miała miejsce. Dlaczego więc jego opowieść nie ma znaczenia dowodowego? Bo wspomnienia się zniekształcają; bo opowiadający pamięta ten jeden raz, kiedy czary-mary pomogły, a zapomina o tych pięciu razach, kiedy zawiodły; bo nagminne jest doszukiwanie się związków przyczynowo-skutkowych tam gdzie ich nie ma („pomodliłem się wieczorem, a rano wysypki już nie było”); w końcu — bo każdy dowód anegdotyczny na korzyść można skontrować dowodem anegdotycznym na niekorzyść („patrz, a ja się pomodliłem i mi nie zeszła”). Dowód anegdotyczny ma wartość wyłącznie jako przesłanka do badań — jeśli dużo osób przysięgnie, że od modlitwy zeszła im wysypka, znajdzie się naukowiec, który przeprowadzi poważne badania nad skutecznością rytuałów religijnych w terapii objawów schorzeń skórnych i będzie można o rezultatach poczytać w PubMedzie. I chyba właśnie z powodu dowodów anegdotycznych wciąż prowadzi się jakieś badania skuteczności homeopatii.
Homeopatia jest w naszym kraju bardzo popularna, autorka artykułu twierdzi, że używa jej co trzeci Polak. Reakcja czytelników była najwyraźniej na tyle silna, że „Rzepa” szybko się ugięła i zamieściła żałosny follow-up do artykułu, składający się z opinii „zwykłych użytkowników” (plus głosu pani wiceprezes Wielkopolskiego Stowarzyszenia Homeopatów Lekarzy i Farmaceutów, wymachującej badaniami rzekomo podważającymi niekorzystne dla homeopatii meta-analizy). Jedyny zacytowany głos krytyczny wobec homeopatii to następująca wypowiedź jakiegoś leśnego dziadka:
Próbuje się uformować pokolenia, które przyjmą za naukę wróżniarstwo i różdżkarstwo. Harry Potter, jakkolwiek na to spojrzeć, to skarb prawdziwy dla robiących to środowisk i wcale się nie dziwię, że tak lansowany. Od dawna pogardzane i uważane za siedlisko ciemnoty Radio Maryja walczy z homeopatią. Inna sprawa, że to, z czym to radio walczy, automatycznie zyskuje wsparcie wielu środowisk, inteligenckich przede wszystkim.
Żenada. A przecież mogli zacytować coś mojego. Trollowałem w komciach na maksa.
No właśnie, czas na osłonowe nawiązanie do Forum Frondy. Otóż przy okazji dyskusji ze zwolennikami homeopatii na blogu „Rzepy” dokonałem ciekawej obserwacji: dużo lepiej i spokojniej rozmawiało mi się z nimi, kiedy czułem stuprocentową pewność swojej racji. Innymi słowy, gdy odczuwałem absolutne przekonanie, że homeopatia to brednia i oszustwo, żaden z dyskutantów nie mógł mnie wyprowadzić z równowagi. Co więcej, czułem ogromną sympatię do moich adwersarzy i chęć dodalszej rozmowy, aż normalnie chciałem kończyć każdy wpis słowami „nie spiesz się z odpowiedzią, kochaniutki, ja tu będę cały tydzień, 24/7”. Wystarczyło jednak, że do głowy wkradła się minimalna wątpliwość, a natychmiast wypadałem z rytmu i łapałem poirytowanie. O taką wątpliwość bardzo łatwo, w końcu otwarty umysł sam narzuca zastrzeżenie niewielkiej szansy omyłki. Być może pewnego dnia odkryjemy pamięć wody albo z danych statystycznych wyjdzie, że homeopatyczne cukrowe groszki leczą bardzo złośliwe guzy nowotworowe. Rozsądnie jest powiedzieć, że homeopatia prawie na pewno nie działa, nie różni się zbytnio od placebo, przy czym te „prawie” i „zbytnio” są tak małe, że w zasadzie pomijalne („w zasadzie” — see what I did there?). Ja jednak wiem, że od takich nawet malutkich wątpliwości rwie mi się wątek. Dlatego w dyskusjach ludzie idei — czy to überciaśni, czy New Age’owcy — zawsze będą górą. Wykończy nas nasz własny relatywizm.
Pierwszy!!111
Co do homeopatii – myślałem, że to coś dla nawiedzonych babć, póki lekarka w przychodni nie przepisała mi syropku homeop. na kaszel fundując przy okazji wykład o konieczności oczyszczenia organizmu magicznymi kropelkami.
Wykupywałem receptę w aptece, patrzę co mi tam na ladę kobieta kładzie i, like WTF?! Rozejrzałem się tylko czy jacyś znajomy tego nie widzieli ;)
Smutne w sumie, bo za mną do gabinatu w kolejce siedziało kilka babć, które łykną takie bzdury “bo przecież lekarz tak powiedział”.
bart :
Ja mam taki “dowód anegdotyczny” na działanie preparatów homeopatycznych: atopowe zapalenie skóry mojego ojca. I ni jak nie jestem w stanie mu przetłumaczyć, że kuleczki które codziennie łyka nic nie zmieniają. Przedstawiłem mu już wszystkie dane i dowody o których wspominasz a on, skądinąd bardzo racjonalny człowiek – dalej wierzy że mu to pomaga. Zastanawiam się nawet nad podmianą tego, co zażywa, żeby mieć dowód: brałeś coś zupełnie innego, sytuacja się nie zmieniła; ale przyznam, że ten pomysł bardzo mi nie leży, bo a nuż “faktycznie pomaga” lub “homeopatia działa i podając mu inny środek zaszkodzę” oraz “generalnie brzydko jest coś takiego robić”.
A teraz idę do kąta przemyśleć swoją postawę (i tę w związku z nadużywaniem Naszej Starej i tę w związku z pyskówą z eexmd2 też).
Akurat zarzut nadużywania antybiotyków w praktyce lekarskiej pochodzi z poważnej nauki. To był (i jest?) problem nie tylko w Polsce, ale głównie na Zachodzie, gdzie w ten sposób wyhodowano odporne na antybiotyki szczepy bakterii pokonanych już dawno groźnych chorób. U nas to chyba uleganie pacjentom, którzy chcą jakiegoś konkretnego leku, no i lenistwo, bo czasem żeby odróżnić zakażenie bakteryjne od wirusowego trzeba pobrać wymaz i wysłać do laboratorium. (Antybiotyki nie działają na wirusy).
Z homeopatią halo jest nawet większe niż gazetowe dyskusje skoro zatrudniają ich Akademie Medyczne klik
A jeśli chodzi o Dawkinsa to popełnił też film o homeopatach, alternatywnej medycynie i innych nju ejdżowcach:
Wrogowie Rozsądku z polskimi napisami lub bez:
Enemies of Reason
W ogóle Rysiek ma swój kanał i na nim całą masę świetnych wywiadów w tym z Weinbergiem oraz szefem watykańskiego obserwatorium.
http://www.youtube.com/user/richarddawkinsdotnet
Drogi Bartu, piszesz o homeopatii paralelnie z Korwinem. Przypadek?
Yeah. Mnie właśnie przeraził komentarz jakiejś babki pod tym tekstem, czy tam opublikowany w follow-upie.
“nie zrealizowałam jego recepty, tylko podałam lek homeopatyczny, nie był już dumny, tylko psioczył na szarlataństwo. A wcale nie były to marne przeziębienia, tylko np. zapalenie płuc”
Proszę, niech ktoś zawoła Asa, aby wyśledził ją i uratował jej dzieci.
A rozcieńczoną colą mogę wyleczyć cukrzycę?
Tzn że jak? Podaje się wysuszone i sproszkowane plemniki? Czy sproszkowane wysuszone zarodki? Faktycznie czary-mary
Podobnie jak Bart uwazam ze jak sie durniom otworzy furtke to jest tylko kwestia czasu jak zaczna przez nia przepychac slonie i czolgi.
Aby nie byc goloslownym:
Szamani zalecaja juz homeopatyczna profilaktyke malarii:
http://dcscience.net/?p=22
Innymi slowy wypowiadasz zaklecie “To dziala!” i startujesz w konkursie Nagrody Darwina. Mozgowa postac malarii skutecznie leczy m.in.z chronicznej homeopatii.
Ma to tyle sensu co homeopatyczny spadochron.
W dupie mam homeopatię, jak i całą resztę popieprzeńców od modlitwy i różdżki (zresztą, nie ma różnicy). A na zwolennikach (zwłaszcza tych najgłośniej ujadających) można zrobić interes: skoro służba zdrowia tak im nie leży a lekarze chuje – niech podpiszą papier, w którym rezygnują z usług i nara. Składka i tak będzie odprowadzana – a na bank jej nie wykorzystają. A i szybciej padną i spokój.
Bart, gdzie Ci wyszło, że marycha prowadzi do heroiny? Analizując skład i działanie na receptory – alkohol szkodzi bardziej. A wielkie halo odnośnie zmian w psychice – sorki, nadużywany alk robi większe. Pewnie wyjdę teraz na ciula, bo nie mam linków pod ręką, niemniej swego czasu na tv (a, miałem kiedyś tv) na kanale Planete był cykl programów badających właśnie alkoholików i marychuanistów. Na nim się opieram, głównie.
@ister: wolałabyś bukakke coctail? ;)
@ ister:
Zapewne nic sie nie podaje poza woda / glukoza. W rozcienczeniach stosowanych w homeo w roztworze nie pozostaje zwykle nawet jedna jedyna czasteczka orginalnej substancji. Ja podejmuje sie spozywac codziennie do konca dni moich cyjanek potasu w potencji D30 (30 x rozcienczasz roztwor dziesieciokrotnie => 10 ^-30). Spozylbym i rdzen reaktora atomowego w podobnej potencji (z zalozeniem ze zmieniano by buteleczki w ktorych dokonuje sie rozcienczen -> inaczej wtorne produkty bombardowania szkla neutronami moglyby swiecic dlugo a i byc wyplukiwane).
Innymi slowy to co jest na wejsciu procedury magicznej (np. sproszkowany slon czy aspiryna) nie ma praktycznie wplywu na to co jest w koncowym preparacie.
Adam Gliniany :
Oczywiście, że prowadzi. Tak jak zimne pifko do alkoholizmu. Pfff.
Już blisko 13 latek mija, jak palę element baśniowy, bywa, że całymi tygodniami codziennie, bo uwielbiam m. in. rozsypywać drobne przy kasie w marketach i w tył spoglądać, jak się piekli ludzkość niecierpliwa i robić tak: ” Pfffff”. A to tylko jeden z wielu plusów nienerwowego życia. Prócz minimalnej paranoi po enpe 3 tygodniach 3, 4 skrętów dziennie, której świadomość bawi mnie na równi z rozsypywaniem drobnych i małego dołka, trwającego ok. 24 h bo pudełeczko puste(snif) nie zauważyłem większych odchyleń od normy. Do chemii i maku pociągu żadnego, uzależnienia żadnego. Jak pudełeczko puste(snif) to puste(snif). I zawsze fajno jest poczytać o tym, jak to WHO ukrywa część zleconego naukowcom raportu na temat elementu, bo im w raporcie wyszło zupełnie na odwrót niż sądzili, czyli że element mniej groźnym jest od zwykłego peta. Pffff.
Za grzybkami jeno tęsknię, bo sezon trwa krótko a doznania niebagatelne, ale to inna mańka.
Pewien osobnik postanowił popełnić samobójstwo przez przedawkowanie homeopatii. Udało mu się, gdy pod naporem wypitej wody pękł żołądek.
Bardzo ściśle związany z homeopatią jest ten przyrząd:
http://www.monadith.com.pl/
http://www.bicomgabinety.pl/biorezonans-medycyna-naturalna.html
http://www.essiac.pl/2,0103,biorezonans.htm
Cierpię na silną alergię niewiadomonaco, ale wszelkimi siłami odmawiam kuracji szarlatańskim aparatem BICOM. No i jestem zalewany dowodami anegdotycznymi o wyleczeniu z alergii sąsiada, jego córki i psa!
“Nowsze badania pokazują, że środki homeopatyczne działają jako próbki drgań.
Przy diagnostyce elektroakupunkturowej (w/g dr Volla), działanie leków homeopatycznych jest przenoszone na pacjenta za pośrednictwem kabla i stwierdzane za pomocą pomiaru elektroakupunkturowego.
Istotnym celem terapii biorezonansowej jest dostarczenie organizmowi bodźca pobudzającego go do autoterapii, czyli innymi słowy, bodźca uaktywniającego siły samoregulujące organizmu. Istnieją pewne zbieżności w sposobie działania tej terapii z akupunkturą i homeopatią, tak samo jak w wyżej wymienionych sposobach leczenia, nie odnotowuje się szkodliwych skutków.”
BTW z wrodzonego pesymizmu zakładam, że terapia, która nie ma skutków ubocznych ani której nie można przedawkować, z definicji musi być nieskuteczna.
@ Śledziu:
No tak mi z Twoich rysunków przebijało już od dawna.
@krótki sezon: rób zapasy i każde ich naruszenie traktuj jak święto. U mnie działało, póki chodziłem na grzyby.
Dzejes :
http://mrw.blox.pl/2008/12/Ludzie-prywatni.html
Adam Gliniany :
Przynajmniej nikt nie ściemnia, że wyleczy mnie z alergii, wyleczy raka u wujka Janka i HIVa u pani Eli spod trójki.
Warto ze smutkiem stwierdzić, że strona polskich sceptyków z “Archiwum S” jest od dawna martwa
http://www.bsc.neostrada.pl/
podobnie jak lista mailowa sceptyków, której adresu już nawet nie pamiętam…
Po angielsku jest za to co poczytać:
http://www.webring.com/hub?ring=skeptic
Jest jak mówi mtwapa, homeopatia nie działa, bo działać nie może i nie ma tu miejsca nawet na cień wątpliwości – homeopatia to placebo. Problem leży gdzie indziej: medycyna też często nie działa. I wtedy ludzie wybierają homeopatię, bo homeopata jest przynajmniej miły i daje nadzieję, a sama kuracja, choć równie nieskuteczna, to nie daje efektów ubocznych. Czary-mary na przestrzeni wieków stają się coraz bardziej niszowe, ale zawsze będą żyły tam, gdzie rozum nie sięga albo sobie nie radzi.
Nie bardzo czaję ostatnie stwierdzenie, że “w dyskusjach ludzie idei będą zawsze górą” nad relatywistami. Soft-relatywizm jest naturalną metodą poznawczą właściwą chyba większości społeczeństwa (ile razy dziennie słyszysz rytualne wręcz “no wiesz, różnie bywa” czy “to zależy”). Wreszcie relatywizm jest podstawą wszelkiego empirycznego doświadczenia, które mówi nam, że wiele zależy od warunków, w których przeprowadzasz badania (np. są kultury w których nie ma ścisłego określenia na ojca – bo jednym terminem nazywany jest biologiczny ojciec i jego bracia – więc nie można tam nawet zabronić używać słów “mama” i “tata”).
Człowiek idei – jak to człowiek idei – żyje ideą. I tu już nie tylko możesz atakować wewnętrzną spójność tej idei (koherencyjna teoria prawdy), jej relacje z rzeczywistością (korespondencyjna teoria prawdy), ale także najzwyczajniej w świecie wyjechać pragmatyczną teorią prawdy i zapytać “po co to wszystko?”.
W przypadku “ludzi idei” na końcu zawsze zostaje tylko wiara, nieweryfikowalna przez życie, bezbronna wobec ironii i do tego strasznie wrażliwa na dekonstrukcję (“wiesz, religia to taka strategia adaptacyjna do świata, który generalnie mocno bazuje na przypadku itd.”)
W współczesnym dyskursie nt. religii nawet zaciekli obrońcy jej uprzywilejowanej pozycji w społeczności mocno racjonalizują tą potrzebę, tłumacząc np. że jak nie to się społeczeństwo rozleci i w ogóle zjedzą nas barbarzyńcy. Oni w ten sposób wchodzą na “nasze” pole, gdzie łatwo jest udowodnić, że “owls are not what they seem to be” – udowadnianie, że bozia nie istnieje i nie mogła zrobić potopu, bo tak się nie da to wyważanie otwartych drzwi. Lepiej mówić o tym, jakie proste mechanizmy (obawa o integralność grupową czy własnej tożsamości w coraz bardziej złożonym świecie) za tym stoją.
@ Bart
“…nie jestem w stanie zgodzić się np. z tezą, że religia jest źródłem wszelkiego zła i wszystkich wojen.”
Czy ta teza nie brzmiała, że wszelka religia jest źródłem zła i wojen?
@ invinoveritas:
No właśnie to jest wyjątkowo głupia teza – religia może być katalizatorem społecznych emocji – złych czy dobrych (w końcu wielu ludzi z pobudek religijnych rzeczywiście poświęca się np. dla cierpiących). Rzadko kiedy jest tak, że ktoś stał się fanatycznym terrorystą, bo jest wierzącym muzułmaninem – zwykle korzeniem przemocy są osobiste frustracje lub poczucie niesprawiedliwości społecznej, deprywacja ekonomiczna itp. – religia dostarcza wtedy mocnego i zrozumiałego przez wielu języka, żeby te emocje przekazać dalej. Ale tego samego języka może dostarczyć język ideologii politycznej itd.
Kurwa słucham tego kosmity Jurka jak mówi, że prezerwatywy są złe bo tak powiedział Ojciec Święty (a już jak słyszę “Ojciec Święty” to mi się całkiem chcę rzygać) i słucham też papy jak mówi, “Niestabilność rodziny źródłem AIDS w afryce, a na to prezerwatywy nie pomogą” to mam ochotę nabić strzelbę, wsiąść w samochód i pojechać strzelić im w te głupie katolickie łby.
Sory, że offtopicznie. Musiałem sobie ulżyć, bo oni zawładnęli tevauenem dwudziestym czwartym. Nie potrafię wyłączyć.
A homeopatia to zło wcielone.
bantus :
Siur, i świat naukowy pewnie sobie o tym dyskutuje. U tych komentatorów z “Rzepy” antybiotyki funkcjonują natomiast jako zło wcielone, dodatkowo jako jedyna rzecz, którą przepisują lekarze.
mtwapa:
“Ten lek działa tak, że pani energia nie ma w sobie dziury w kształcie malarii i nie przylatują komary i jej nie wypełniają”. Normalnie bić tylko pokłony temu wulkanowi.
janekr:
I posłuchać – jakie podcasty mają!
kwik:
Ale to tak jak z ewolucją i “Bogiem luk w teorii”. Jak tylko ewolucjonista się przyzna, że czegoś nie wie, to od razu słyszy “Aha! A jednak Bóg!”. To jest to samo, co z antybiotykami. Ci goście powodują, że strach przyznać, że coś jest nie halo z medycyną czy nauką w ogólności, bo oni to poprzekręcają, zmienią sens, wyolbrzymią, uduszą w śmietanie i uczynią z tego swój koronny pseudoargument. A jak im go zbijesz, to usłyszysz “Ale jednak musisz przyznać, że jest w tym ziarnko prawdy”…
Jeszcze a propos nieczułego traktowania pacjentów przez lekarzy. W podcaście o nazwie Quackcast autor rzucił mimochodem, że według badań traktowanie pacjentów według podręcznika przynosi lepsze rezultaty niż indywidualne podejście. Tak mnie to zaintrygowało, że aż napisałem do niego maila, żeby rzucił linkiem, ale mi nigdy nie odpisał, bu.
Chuja tam niszowe, odpowiada na to pani magister z mojej osiedlowej APTEKI HOMEOPATYCZNEJ.
erm.land:
Już chciałem wyjść z pracy, więc się trochę spieszyłem z końcówką i pewnie nie do końca wyszło mi jak chciałem. To było takie bardzo osobiste uczucie – ja się często denerwuję i peszę podczas dyskusji internetowych, a tu nagle bęc, jestem kwiatem lotosu na gładkiej tafli jeziora. Ale tylko wtedy, gdy nie mam żadnej wątpliwości.
invinoveritas:
No nie wiem, film się nazywał “Root of All Evil?” ;)
Przeczytałem ostatnio taki mały esej o religii (jak ktoś będzie chciał to jutro z pracy podam tytuł i linka) i znalazłem tam tekst, który bardzo do mnie trafił. Mianowicie różne dziwaczne rytuały religijne (jako przykład autor podał trzykrotne uderzenie w piersi i ciche mamrotanie) oraz jeszcze dziwaczniejsze dogmaty miałyby być znakami rozpoznawczymi “swój/obcy”. Od razu przypomniała mi się nasza niedawna dyskusja o jedzeniu obrzydliwości – to mógłby być podobny znak rozpoznawczy. Czyli u nas test ewentualnego szpiona byłby taki, że musiałby się przeżegnać i zjeść michę flaczków :)
W takim kontekście religia nie jest przyczyną konfliktów etnicznych, można ją potraktować trochę jako wzmacniacz, jako coś, co wyraźniej rysuje różnice między jedną nacją a drugą.
Od dawna lurkuję Twojego bloga, Bart, (wynurzam się po raz pierwszy) ale dawno nie miałem takiego szczękozwisu, jak przy lekturze komentarzy w “rzepie”…
Szczerze podziwiam za konsekwencję w trollowaniu i gratuluję tytułu doktora medycyny :-D
staho :
Heh, to tamci mnie podejrzewali, a ja nie prostowałem :)
Z lokalnego (np. osiedlowego) punktu widzenia można mieć osobliwe wrażenia, ale np. zębów już chyba nikt nawet u nas na wsi czarami nie próbuje leczyć. Gdy jakiś stary debil chce się leczyć homeopatycznie to nie moja sprawa. A matki jednak zwykle są pragmatyczne: “Stosuję homeopatię od 16 lat na sobie i czwórce dzieci. Kilka razy nie było innego wyjścia jak antybiotyk (…)” – cytat z tego kretyńskiego follow-upa w Rzepie. Reasumując – prawda i tak zwycięży, więc nie ma się co denerwować. A jeśli nie, to na chuj nam taka prawda?
bart :
Taki tytuł nadał mu Channel 4, nie Dawkins, który uznał go raczej za niefortunny.
bart :
Nie ma to jak dobry PR ;-)
Ale jaki respect u dyskutantów w tym się wyczuwało! Wyczekiwałem, aż któryś z prof. wyjedzie…
Adam Gliniany :
Bo lubię sobie porysować po chmurce.
Grzybka fajnie jest dostać w kopercie. Był kiedyś taki system- nagle ktoś, znikąd podczas spotkania towarzyskiego wyjmował zza pazuchy koperty i w ciszy z namaszczeniem rozdawał. Myślę, że nigdy nie byłem bliżej dostojności ceremonii komunii.
Żeby nie było już tak do końca offtopowo, noszę w portfelu łuskę karpia a ten i tak pusty. To taki rodzaj finansowej homeopatii.
Tak off-topicznie to dziś w Tok FM usłyszałem coś nowego (dla mnie) o powstaniu encykliki “Humanae Vitae”. Otóż świat był za dopuszczeniem antykoncepcji, wielu biskupów było za, ale Wojtyłła wraz w kumplami tak urzekł swym polsko-krakowskim porąbaniem papieża, że Paweł VI poszedł wbrew stanowisku reszty świata i wymysły tych kolesi podniósł do rangi encykliki i nauczania kościoła.
Chyba muszę wychynąć z otchłani lurkerstwa. Przede wszystkim pozdrawiam szanownego gospodarza i komentatorów.
Ad rem: już kiedyś przypadkiem natknąłem się na forum “homeopatia” na gazeta.pl i przeraziłem się, że cofnąłem się w czasie do średniowiecza. Niestety, ludzi jakoś bardziej przekonują dowody anegdotyczne, a nie wywody np: prof. Gregosiewicza. Najgorsze, moim zdaniem, jest to, że stosują te pseudonaukowe metody ludzie na pozór światli, wykształceni. Na wzmiankowanym forum były takie rzeczy, że włos na głowie się jeży, np: leczenie dzieci gorączkujących do 40 st.C przez tydzień – kulkami z cukru. Podsumowując: pole do działania dla wszelkiej maści magów i szarlatanów jest olbrzymie i tylko żal, że dla pieniędzy dają się w to wciągać lekarze.
Przy okazji, parę dobrych tekstów n/t homeopatii jest na stronie http://www.psychomanipulacja.pl/tem/homeopatia.htm
@ RobertP:
Szybka przebieżka po materiałach źródłowych pozwala na ostrożne stwierdzenie, że krakowiacy przedstawili kompromis między “głupim konserwatyzmem” (wykluczającym nawet oglądanie śluzu) a liberalnym podejściem do antykoncepcji traktującym “życie małżeńskie jako całość”, a zatem dopuszczającym nawet gumkę, jeżeli per saldo jakieś dzieci z kontaktów były.
Adam Gliniany :
Toś żeś sę znalazł wiedzę źródłową. Wyszedłeś na chuja ( to chyba po ślunsku “ciul” ? ).
Ponieważ przyjąłem już większość używek dostępnych w naszym pięknym kraju jestem większym autorytetem niż jakieś pedalskie “Planete” i mówię ci, że królową używek jest Datura stramonium. Pokazała mi smoki z pyłu. Piękne. Zrobiła większe spustoszenie w mojej psychice.
Tutensramon :
No raczej nie: na śląsku używa się “ciula” przeważnie na określenie kogoś niezakoniecznego z charatkeru, potem jako określenie na frajera, a na samym końcu chodzi o członka.
Cyli jest frajerem? O członka to chodzi tobie. Analny pobieraczu owada.
@ uran4:
Teksty Gregosiewicza świetne:
Ale ze stroną bym uważał, bo Dariusz Pietrek, autor kilku tekstów o homeopatii, równie swobodnie porusza się po rejonach satanistycznych sekt na Śląsku ;)
@ Tutensramon:
Eksperymentowałem z bieluniem i dziękuję bardzo. Preferuję modyfikację rzeczywistości a’la Śledź.
A jak to będzie po śląsku, to nie wiem, bo ja nie stamtąd.
bart :
Może to “Diabelski Ciul” ?
bart :
Nacje (podejrzane pojęcie) bywają zróżnicowane wewnętrznie pod względem religii, a nawet przeżywają wojny domowe or a like (rzeź hugenotów, Irlandia etc.). Domyślne założenie cytowanego zdania (że przyczynami wojen są konflikty etniczne) jest mocnym uproszczeniem, przyczynami wojen są konflikty wewogle, w tym: religijne.
Mnie się wydaje, że od zamierzchłych czasów religia jest istotnym klockiem w każdej układance politycznej. A nawet więcej, że jest par excellence polityczna, tzn. nie jest tak, że po “niewinną” i neutralną religię sięgają cyniczni politycy, by ją instrumentalnie wykorzystać (w celu podsycania waśni, budowania identyfikacji zbiorowych itd.). Wszystkie atrybuty polityczności są od zawsze wmontowane w religię jako system. Jest więc oczywiste, że – przez przechodniość (Clausewitz) – kontynuacją religii jest wojna. Co historia ochoczo potwierdza.
@ Adam Gliniany:
Tą. Bieluń dziędzierzawa. Dziwczynka.
Ketamina, anyone? Chętnie posłucham wspomnień, bo zawsze chciałem spróbować, ale nigdy nie miałem okazji. A pamiętam, jak Adam Jones z Tool spytany o LSD odparł “Pffft. LSD jest dla dzieci. Ketamina, to dopiero fajna rzecz!”…
Tutensramon :
Bieluń? To wiele tłumaczy. Bart, powinieneś stosować wobec Tutena taryfę ulgową.
@ bart:
To raczej Tuten, ja spokojny chłopak jestem.
@ Tutensramon:
Może u Ciebie. W moich stronach jest rodzaju męskiego.
Ausir :
Z tego co pamiętam to wyraził się o tym dosadniej jako o bredni.
RoberP:
Zasłyszałem kiedyś taką historię, że P6 podpisywał co tam poszczególne komisje ustaliły, a Wojtyła był w komisji od katolickiego ryćkania właśnie. Co prawda ustaliła jakieś nowe postępowe zasady, ale nasz Polski przez Słowackiego przepowiedziany etc. etc. wraz z innymi ortodoksami zbojkotowali głosowanie i katolickie gumki poszły się dmuchać. Trudno mi powiedzieć na ile to wiarygodne, trzeba by Świetlickiego zapytać albo Pilcha.
Adam Gliniany :
Jo żech ekperymentowoł z bi’luni’m i dziynkuja. Preferuja modyfikacji’ rz’yczywistości a’la Śledź.
Tutensramon :
Tylko wtedy, kiedy tak usilnie mi go wpychasz.
kwik :
Jak nie, a leczenie próchnicy homeopatią?
@ bart:
Amanita Muscaria może być?
Tatamaxa :
No kto ją tu ma bardziej od niego? :D
Adam Gliniany :
O kurwa. Nie wiedziałem, że jest pulsujące życie na Pustyni Błędowskiej. Męskiego? Kurde, znów pedik.
Śledziu :
nie wiem czy ktoś już na to nie zwrócił uwagi, bo dopiero zacząłem czytać komentarze, a jestem zbyt niecierpliwy, żeby czekać z komentowaniem aż skończę, ale rozbawiło mnie przytaczanie dowodów anegdotycznych akurat pod tą notką :)
Tatamaxa :
Może, ale tylko w czasie karnawału dla kolegi eli.w i jego chłopaka zamiast lateksu i nałożone tak dla zbytów.
nameste :
Nie, chodzi o to, że ciężko mi wyobrazić sobie wojnę, której przyczyną jest tylko religia. Religia znakomicie przydaje się jako narzędzie intensyfikujące nienawiść do przeciwnika, kiedy ten wyznaje innego boga lub pochodzi z innego odłamu. Absolutnie się z tobą zgadzam, że religia sama się garnie do takiej usługi wobec rządzących, mając niechęć do obcych wbudowaną również we własny system. Ale żeby sama parła do wojny, to mi się jakoś nie komputuje.
@ bart:
Może religie powstawały jako środek taktyczny ? Coś jak “killing joke” ?
Tutensramon :
Ister padnie, jak to przeczyta :)
Zawsze mnie podejrzewała :)
bart :
W sensie “sama”, że w imię czysto religijnych przesłanek? Pewnie i na to przykłady by się znalazło, ale i tak przecież wiemy, że to ściema. (Zresztą, racjonalizacje wszczynanych wojen na użytek własnych obywateli, czyli mięsa armatniego, to z zasady ściema. Nie licząc klarownych sytuacji typu najazdy wikingów, z powszechnie znanym i podzielanym celem w postaci łupiestwa, gwałcicielstwa i odłowu niewolników.) Chodzi o władzę, a gdzie chodzi o władzę, tam wojna czeka w repertuarze.
[edit]
W historii wielu religii znajdziesz jak nie krucjatę, to inny dżihad, a plemienne rzezie w Starym Testamencie to przecież klasyka (Bóg im rzekł: idźcie, a wyrżnijcie, czy jakoś tak).[zbędne obrazki, prowadzące do zapętlenia, sorry] Tak przy okazji: personifikujesz religię :)@ Adam Gliniany:
Nie dziwię się. Conjure One słuchają ludzie o czerstwym guście i lubieżnym podejściu do kolegi.
nameste :
no to to są właśnie przykłady użycia religii do racjonalizacji interesów państwowych czy plemiennych. zdaje się, że największa czysto religijna “wojna”, jaką się udało zorganizować, to 9/11. słabo.
nameste :
mówiąc o Irlandii masz na myśli współczesny Ulster? no kaman, przecież właśnie idzie o to, że to osobne nacje.
nameste :
No właśnie.
W ogóle powinienem już kończyć, bo mam słaby koniec dnia i poważne problemy z klarownym wyrażeniem swej myśli, która idzie mniej więcej tak: gdyby na świecie nie było religii, wojen i zła byłoby niewiele mniej.
czescjacek :
No właśnie to wykreśliłem.
Raczej genezę tego rozdzielenia. Co do nacji, to już mówiłem: to podejrzane pojęcie.
Wy tu pitu pitu o religii, a tymczasem:
Na zlecenie Polskiego Towarzystwa Homeopatii Klinicznej prof. Leszek Kubicki sporządził opinię prawną, z której wynika, że samorząd lekarski w ogóle nie ma kompetencji, aby wiążąco wypowiadać się o homeopatii
bart :
Niefalsyfikowalne, niestety. Choć intuicja podpowiada mi, że masz rację, bo zuo rulez :)
Kłopot z religią i powód do szczególnego jej obwiniania kryje się w nienegocjowalności konfliktów religijnych. Kompromisy są niemożliwe. Ładny, choć długi tekst ilustrujący tę kwestię napisał Hartman (Logika sporu religijnego).
nameste :
nie chce mi się teraz wikipediować, ale geneza nie była taka, że przyjechali angole i szkoci i się osiedlili?
że nacja czy tam naród to pojęcie podejrzane, to jasne.
btw taką mam myśl, ale jest za późno, żebym ją dokładniej rozważył, to czy nie jest trochę zwodliwe wyabstrahowywanie “narodowości” i “religii” z ogólnych różnic kulturowych?
(chyba nie jest. amerykańce są bardzo zróżnicowani kulturowo i religijnie, ale się poczuwają do przynależności do jednej narodowości. nie wiem, idę spać :) )
Wyguglane niechcący:
To nie ludzie, to wraki!
no właśnie konflikt ulsterowski jest często niepoprawnie sprowadzany do katolicy vs. protestanci. oczywiście, to też jest nieodłączny element, ale wywodzi się on z nacji właśnie (nie – państwa).
“protestanci” to inaczej “lojaliści”. nie trzeba tłumaczyć, że nie chodzi o lojalność w stosunku do religii. ona się rozumie sama przez się, ale jest jednocześnie jakby by the way. chodzi o lojalność wobec narodu brytyjskiego. więc: prawo, podległość, kultura, religia, all that stuff.
tylko że oczywiście, to już nie to. prawdziwa taka walka o naród to była lata temu. teraz to nawet gaelicki praktycznie umarł.
tak że k’mon, nikt nie jest tak pojebany (tak, wiem, jest – to tylko figura), żeby robić wielkie krawe halo o rożnice między papistami a protestantami. po prostu tak, jak mówi jacek. przyszli, podeptali koniczynki, zgwałcili rudowłose piękności, wprowadzili swoje prawo, to się zrobiło nieprzyjemnie. a że religia jest w irlandii praktycznie nieodłącznym elementem kultury, no to stała się symbolem.
bart :
Mnie się wydaje, że homeopatia nadaje się jedynie do leczenia hipochondrii:
a) hipochondryk potrzebuje kogoś, kto z troską pochyli się nad problemami, a nie “potraktuje jak numerek w szatni”;
b) urojoną chorobę lecz urojonym lekiem – hipochondryk dostaje potwierdzenie, że coś mu jest, a przy okazji dostaje lek – więc jest zdiagnozowany i leczony, a więc polepsza mu się.
@ eli.wurman:
No nie w tym przypadku, aż się zastanawiałem, czy nie skasować dowcipasa. Ta kobieta ma autystyczne dzieci (jej zdaniem dostały autyzmu od szczepień), które wozi po różnych megaszarlatanach :(
bart :
To jest grubo smutne, szkoda dzieci :( Przypomina mi to motyw z dziewczynką, która zmarła, bo jej rodzice chcieli ją wyleczyć modlitwą. Albo córkę tej nosicielki HIV, świruski od “AIDS to ściema” (idąc jeszcze ciągiem skojarzeń – czy czasem ten pajac od tefałenowskiej strefy 11 nie jest niegacjonistą HIV/AIDS?)
@ Tutensramon:
Rozumiem, że z Twojego punktu widzenia lepiej prezentuje się Bayer Full.
Ok, Twoja sprawa, masz prawo.
Dobranoc.
Panowie, nie przesadzajcie. Oscillococośtam nie jest do niczego. Można nim słodzić herbatę. Cukier jest tańszy, ale za to oscillo ma fajniejszą stronę w internecie (nawet forum ma) a do tego dają stylową, plastikową cukiernicę w zestawie.
Ludzie, pakujta się i spierdalajta, z tym Codex Alimentarius to sama prawda, miliardy idą na śmierć!
Witam wszystkich
homeopatia nie działa ponieważ bo:
1. po rozcieńczeniu w roztworze nie ma ani jednej cząsteczki “leku”
2. “pamięć wody” – woda nie może niczego zapamiętać, bo nie da się uzyskać 100% czystej wody, więc skąd ta biedna woda ma wiedzieć o jakiej substancji pamiętać?
wieszczu :
no przecież z potrząsania
bart:
Chuja tam homeopatycznej. Jakby były wyraźnie oznaczone, to bym je omijał i już. Problem w tym, że nieomal kupiłem(i nie tylko ja, mrw linkował opis swojej traumy) “lek” homeopatyczny w całkiem normalnej aptece.
Poza tym to zasmuciłem się głęboko. Żyłem w słodkim przeświadczeniu, że to jakaś jedna frania, wyjątek od wyjątku przepisała mi syropek homeo. Tymczasem frania tu, frania tam i zaraz się obudzę ze snu, w którym byłem statecznym członkiem rozsądnej większości i wyladuję w szufladzie “Radykalny”.
bart :
Dude, nie ma gdzie spierdalać. Wszędzie kamery, światło w podłodze, ty widzisz jak to zorganizowane? Zastanawia mnie jedno – jak chcą to wprowadzić na całym świecie i jakimi siłami będą kontrolować przydomowe ogródki. I ogródki działkowe. I mini-uprawy na balkonach. I te niezmierzone hektary regularnych pól uprawnych.
radkowiecki :
radkowiecki :
OMFG lasery! OMFG satelity! Wojskowi w hummvee rozjeżdżający rdzennie polską pszenicę, itd.
A tak na serio: zaczęło się.
@bart
Wracając do tematu hipochondria-homeopatia. Trafiłeś może na jakieś badania które pokazują, ile przypadków chorób to tak naprawdę urojenia? Bo tylko w takim przypadku mogę sobie wyobrazić, że “lekarz” homeopata może mieć lepsze wyniki od lekarza i psychologa razem wziętych. Lekarz mówi: nic panu nie jest – nie wierzysz; psycholog mówi: to urojone – ale masz zawsze ziarno wątpliwości “a co jeśli faktycznie coś mi jest”; homeopata mówi: jest panu to i to, porozmawiamy, popatrzę na pana jako całość, a potem wspólnie zaczniemy leczenie.
UPDATE: Autor artykułu na Pardonie o CA, Daniel Nogal – zgadnijcie, jaką opcję polityczną reprezentuje i dlaczego UPR.
eli.wurman :
Nie. Ale zadzwoniłem na szybko do znajomej doktor pediatrii spytać się, ile przypadków, do których jest wzywana, to zwykłe zawracanie głowy. Po chwili namysłu odpowiedziała, że mniej więcej co piąty.
Wiem, żadna metoda, ale daje minimalne pojęcie :)
Dzejes :
Właśnie że nie. Mam na osiedlu aptekę, która ma “homeopatyczna” w nazwie i na wielkim szyldzie.
Jeżeli autorka “Kaczki homeopatycznej” podaje prawdziwe dane i faktycznie 30% Polaków używa homeopatii, to uważałbym ze słowami o jej niszowości. A na takie słowa odpowiadałem.
Najpiękniejsze jest to, że nie wszystkie “leki” zaklasyfikowane jako homeopatyczne spełniają warunki homeopatyczności.
Znalazłam w domu mazidło przeciw otarciom, podpisane jako homeo. Z pianą na pysku, że szarlataneria, i bzdura i OMFG kto to kupił, poszłam wyrzucić. Patrzę ci ja na skład i oprócz dziwnych rozcieńczeń typu pół atomu w wannie widzę kwas borny i alantoinę. W normalnych, niehomeopatycznych ilościach. No więc mazidło działa – właśnie dlatego, że nie jest homeopatyczne.
Inna rzecz, że leczenie cukrem zapalenia płuc powinno podpadać pod jakiś paragraf.
@ eli.wurman: nie doczytałeś tego leczenia próchnicy h-patią do końca. Na końcu chwalą dentystów i proponują h-patyczne leczenie różnego rodzaju lęków przed dentystą.
@ bart – jeśli policzysz kasę, to h-patia jednak jest niszowa. Na pewno nie 30% rynku.
@ Ija-Ijewna:
Homeopatyczna maść z nagietka zawiera 7% nagietka.
kwik :
Niech to będzie 10%. Poproszę o taką niszę dla siebie.
Czipowanie zwierząt
Kurde, oni wszędzie węszą podstęp, spisek, zamach na ich wolność i lewacką cywilizację śmierci. Jak, nie mając oczywiście usuniętego światopoglądowo ośrodka logiki, można wyciągnąć wniosek o tym, że od czipowania zwierząt prosta droga do czipowania ludzi? No jak? Przestaję klikać w wasze linki, bo mi nerw skacze.
bart :
Nastąpiło przekłamanie na łączach, prawdopodobnie z mojej winy. Odniosłeś się do niszowości homeopatii podając przykład osiedlowej apteki homeopatycznej, a ja podbiłem licytację wskazując, że “leki” homeopatyczne dostępne są w zwykłych, w żaden sposób nie oznaczonych aptekach.
@ kwik:
Znalazłem coś takiego:
Wcześniej napisane, że “Ponad 21 mld zł zostawili Polacy w aptekach w 2007r.”
bart :
Ojacie, tak ugryźć kawałek wartego 2 mld zł tortu. Nie dziwię się, że tak pyszczą przeciw NRL – jest się o co bić.
Dzejes :
Są dostępne, bo muszą (patrz: tutaj).
@kwik
Szukając po “apteka homeopatyczna” doszedłem do czegoś takiego: http://www.sanum.com.pl/schematy-leczenia/ – JEZUS MARIA & Co.
eli.wurman :
Szukając po “apteka homeopatyczna” doszedłem do czegoś takiego: http://www.sanum.com.pl/schematy-leczenia/ – JEZUS MARIA & Co.
“Terapia lekami przeciwgrzybiczymi i stosowanie diety bezglutenowej i bezkazeinowej może przynieść znaczną poprawę stanu klinicznego u chorych na autyzm”
Dzejes :
a wiesz dlaczego ci przepisała? żebyś jej dupy nie zawracał. tak jak bart pisze – spora część pacjentów nie kwalifikuje się do leczenia normalnymi lekami i takim lekarze przepisują placebo.
moa :
A ty wiesz? Myślisz, że jest taka tendencja wśród lekarzy, żeby kiedy chory nie jest chory, przepisywać mu homeopatię na “odpierdol się”?
Bo jeśli jest, to będę bardzo poważnie zdziwiony brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności w środowisku lekarskim. No bo skoro lekarz przepisuje środki homeopatyczne na przeziębienie, to dlaczego mają nie działać na zapalenie płuc i padaczkę?
Jeśli faktycznie lekarze przepisują homeopatię dla świętego spokoju, to własnymi ręcamy kopią sobie grób.
eli.wurman :
A tam piszą przy leczeniu zatok (qrde, nie mieli reumatyzmu a na tym się lepiej znam)
http://www.sanum.com.pl/izopatyczne/notakehl-d5-krople
Notakehl D5 krople
1 ml zawiera Penicillium chrysogeum D5
Lek wydaje się tylko z przepisu lekarza.
bart :
trochę wiem. pacjenci nie lubią dr.house’a. bo to zły człowiek i nie pochylił się nad moim cierpieniem…
bo na te choroby są normalne leki. a na katarek nie przepisuje homeopatii tylko placebo. to jest różnica.
moa :
Kurczę, nie wiedziałem, że w gabinecie byliśmy we troje.
Po pierwsze – poszedłem do lekarza, bo od tygodnia nie mogłem się sam wykurować.
Po drugie – kobieta strzeliła mi wykład o odtruwaniu magicznymi kropelkami.
Po trzecie – chorowałem jeszcze trzy tygodnie, zaliczyłem jeszcze dwie wizyty u lekarzy i zdjęcie RTG klatki piersiowej. Więc swoje supozycje wsadź ze w majty.
bart :
i jeszcze jedno
nie dla swojego świętego spokoju, ale leczniczo – dla świętego spokoju pacjenta.
moa :
Jest w filmie Dawkinsa, statystycznie to wizyta w Anglii trwa 7 minut u zwykłego lekarza i ponad 30 min u szarlatana.
Kurde, jak tak czytam te Wasze doświadczenia z SZ, to się piekielnie cieszę, że poza dorocznym atakiem korzonków nic innego mi nie dolega, czego bym sam nie dał rady wykurować.
Dzejes :
jestem jak duch święty.
w placebo masz wierzyć. i jeszcze jedno – po jakiego poszedłeś wykupić te leki po takim wykładzie?
no to co ci było i co cię wreszcze wyleczyło? powiedz?
nie mogę – miejsca nie ma, tak jak eli mam długiego i prostego…
moa :
Nienie. Nie przepisuje ci Dioxihydrazolu albo Obecalpu, tylko lekarstwo przynależące do zwalczanej przez Big Pharmę gałęzi medycyny alternatywnej. Dlaczego alternatywnej? Dlatego, że leczy inaczej niż medycyna przemysłowo-techniczna i odnosi sukcesy tam, gdzie medycyna p-t zawodzi. Jej działanie opiera się na indywidualnym podejściu do pacjenta, nawiązaniu między leczącym a leczonym niematerialnej więzi emocjonalno-umysłowej, nie do udowodnienia przez naukę, a nawet jeśli do udowodnienia, to żaden naukowiec tego nie przyzna, bo jest w spisku. Skoro więc kompleks farmaceutyczno-naukowo-lekarski chowa przed tobą świetne lekarstwo na zwykłe przeziębienie i okłamuje co do skuteczności własnych remediów, dlaczego nie miałby kłamać w sprawie autyzmu i szczepień? Albo padaczki? Albo HIV/AIDS? Albo nowotworów?
moa :
Bo zdiagnozowała mi zapalenie oskrzeli i zapisała antybiotyk, lek osłonowy, zaleciła kontrolę za tydzień – wygądało normalnie. Skąd miałem wiedzieć, że syropek jest magiczny? Walnęła wykład, ale każdy ma pierdolca, miałem jakieś 38 z groszami, nie byłem w nastroju do dysput na tematy ogólnomedyczne.
moa :
Twoja stara.
moa :
:D
Dzejes :
No właśnie raczej Nasza stara – standardowa EBM
moa :
Jak z tym żyjecie, chłopaki?
a w ogóle to co robią linki “nie klikaj”?
@bart
——
eee, nic ciekawego ;_;
czescjacek :
Plask! Ale i tak wiem swoje:D