Archive

Archive for November, 2006

Saturday Night Wrist

November 20th, 2006 4 comments

Wyszło nowe Deftones.

Recenzja w wersji short:
White Pony to to nie jest.

Recenzja w wersji normal: SNW jest w mojej płytotece najmocniejszym przykładem syndromu pierwotnej defenestracji, czyli albumem, który po przesłuchaniu chciałem cisnąć jak najdalej za okno, a potem wyskoczyć za nim i wdeptać w glebę ciężkimi buciorami. Jak koledzy z zespołu nachwalić się nie mogli, patrzyłem na nich z wyższością i w duchu wyzywałem od durniów i baranów. Ponieważ jednak cierpię na straszliwy głód nowości do słuchania w samochodzie, dałem SNW drugą, trzecią, piątą szansę… I wiecie co? Polubiłem tę płytkę. White Pony to to nie jest, ale jest ładna. Ładna w dosłownym znaczeniu, miła, sympatyczna, melodyjna (aż za bardzo). A ja lubię Deftones za histeryczne, desperackie wrzaski z Feiticeiry czy Be Quiet and Drive, nie za słodkie refreniki. No ale co tam, SNW jest lepsza od poprzedniego krążka, do tego dochodzi okoliczność łagodząca: nagrywali tę płytę dwa lata, aż się omal nie rozpadli, a perkusista określa ten czas jako “Mroczne dni” i określa SNW jako płytę “niekompletną”.

Jest tylko jeden problem, którego nie potrafię przeskoczyć, a który mam z zespołem Deftones: otóż panowie ci momentami prezentują dojrzałość emocjonalną i wrażliwość muzyczną czternastolatków. Przejawem tego pierwszego zjawiska jest piosenka koszmar pod nazwą Pink Cellphone, a drugiego — zaproszenie do współpracy przy utworze Mein wokalisty System Of A Down. Inaczej — zaprosić go mogli, ale po tym, co nagrał, powinni go wypierdolić ze studia na kopach, a jego partie wyciąć i spalić. Czego nie zrobili i jest mi przykro.

Tags:

Liczba dnia

November 15th, 2006 6 comments

Dwa tysiące czterysta trzydzieści dziewięć. Tyle głosów dostał w warszawskich wyborach prezydenckich Wojciech Wierzejski, znany również jako Pan Duże WuWu. Prześcignął go kandydat komitetu Gamonie i Krasnoludki, czyli Gość w Pomarańczowej Czapce (2914 głosów).

Serdeczne gratulacje, panie Wojtku! Zaufało panu trzy dziesiąte procenta wyborców. W następnych wyborach życzę dziesięciokrotnie lepszego wyniku. Sto lat!

Prasówka

November 13th, 2006 1 comment

Liga ma dziś realną władzę. Płynie ona nie z poparcia społecznego, lecz z kalkulacji braci Kaczyńskich i z genialnego odkrycia, że istnieją trzy słowa, którymi można dziś skutecznie zaszantażować niemal cały parlament i znaczną część opinii publicznej. Te słowa to: Jan, Paweł i Drugi.

Proszę sobie poczytać, póki wisi i póki można takie rzeczy pisać bezkarnie.

Swoją drogą, makabryczne zdjęcie towarzyszące artykułowi można podpisać “Wicepremier Giertych częstuje się ciasteczkiem”.

Agitka postwyborcza

November 13th, 2006 29 comments

Wojciech Orliński w swoim blogu pisze, że poszedł głosować pierwszy raz od 1997 r. — bo voting only encourages them, to raz, a dwa — każdy lider partyjny zdążył się już zapisać w jego czarnym notatniku.

No cóż, ja też jestem pamiętliwy, ale na wybory dymam za każdym razem, i jeszcze każę iść Martynce — to od czasu, kiedy mogę jej oficjalnie kazać, czyli od naszego ślubu. Mam podobne opory co WO i za każdym razem na nosie ląduje mi klamerka od bielizny, ale głosuję. Powód? Taki jak na ostatnim rysunku Raczkowskiego w “Przekroju”: w pierwszym kadrze młody elegancki człowiek przed lokalem wyborczym mówi reporterce: “Nie, nie przyszedłem głosować. Polityka w ogóle mnie nie interesuje…”, w drugim kadrze dodaje: “Ale przywiozłem babcię!” — i widzimy, że opiera się o wózek inwalidzki, w którym siedzi moherowe monstrum, a inne podobne stwory gęsiego wchodzą do środka oddać głos.

Na Platformę głos oddałem raz po dwakroć — w ostatnich wyborach. Wyłącznie dlatego, że jak do władzy chcą dojść bolszewicy, to trzeba głosować na mieńszewików. Mierzi mnie ich konserwatywny liberalizm, ślub kościelny lidera pół roku przed wyborami, wypowiedź Palikota “Nie ma naszego pozwolenia na promocję homoseksualizmu”, medytacje partyjne w Łagiewnikach czy członkostwo kandydatki na prezydenta mojego miasta w jakimś ruchu odnowy w Duchu Świętym. Mierzi, i więcej na nich nie zagłosuję, zwłaszcza że finalnie nie zajęli miejsca przy szpitalnym łóżku anarchisty Maćka.

Na kogo więc głosuję? No kurde, na kogo, na Lewicę i Demokratów! Z pełną świadomością, że członkowie, co po mandat idą z ich ramienia, zapisali się najzłotszymi zgłoskami w historii polskiej korupcji politycznej.

Już wyjaśniam. Władza korumpuje każdego. I jeśli mi nie wierzysz, zostań członkiem Rady Kasy Zapomogowo-Pożyczkowej w swoim zakładzie i poczekaj (niedługo), aż staniesz przed dylematem, komu dać pożyczkę: serdecznemu kumplowi z działu czy ubogiej wdowie z kadr, która swoją prośbę popiera dziesięcioprocentową “prowizją” do twojej kieszeni. Gdybym się przejmował korupcją, zagłosowałbym pewnie na Platformę, której wierchuszka wykazała się przyzwoitością i wypierdzieliła won swoich cwanych warszawskich przekręciarzy (dorobił się na handlu antykami? Proszę, bądźmy poważni).

Głosuję na lewicę, bo to jedyna siła polityczna, która nie wpycha mi i moim dzieciom swojej wizji ideowej świata do gardeł, w ogóle to jedyna siła polityczna bez silnego światopoglądu ideowego. I to mi odpowiada. Być może gdzieś tam w piątym szeregu siedzi jakiś dziadek, który twierdzi, że za Bieruta było lepiej, ale po pierwsze mikrofony do niego nie dosięgają, po drugie — nie ma żadnej władzy. W tworze rządzącym za to już w pierwszym rzędzie zasiadają goście tropiący agentów, wierzący w Smoka Wawelskiego i nienawidzący pedałów, a w głównej partii opozycyjnej — ludzie tacy jak wspomniany Palikot, Rokita czy Gronkiewicz-Waltz.

Zwlekłem się więc z barłogu w niedzielę, pogoniłem żonę, żeby się odświętnie ubrała i poleźliśmy do szkoły podstawowej na naszym osiedlu, by wspólnie zagłosować na nowe mordy lewicy — przyznaję WO rację, przeokropne ryje straszą z ulotek wyborczych, żadnego bym u siebie nie zatrudnił. Dzięki wyborom dowiedziałem się też o poważnej rysie na monolicie mego patriarchalnego małżeństwa, gdyż połowica gdzie się dało głosowała na partię Gamonie i Krasnoludki.

Na koniec gratuluję Krzysztofowi Kononowiczowi 3,3% poparcia. Gratuluję też Wojtkowi Wierzejskiemu — wygrał pan z kandydatem Gamoni i Krasnoludków! Znaczy, chyba pan wygrał — błąd statystyczny jest większy od poparcia…

Tags:

Sąsiedzi

November 6th, 2006 12 comments

Przeczytałem właśnie tekst o Czechach w “Dużym Formacie”. Nojacie. Wiecie, że 80% Czechów to ateiści? A mimo to liczba aborcji spadła tam przez dziesięć lat pięciokrotnie… Biskup Pragi chrzci pięcioro dzieci rocznie i mówi: “Ja po prostu mam więcej chrztów, bo jestem znany”. Pośle Wierzejski, dalej ma pan satysfakcję z czytania “Szwejka”?

A zaraz potem redakcja daje duży tekst o Pospieszalskim. I czuję się tak, jakby najpierw ktoś w moim pokoju zrobił przeciąg i wpuścił świeże powietrze, a potem pozamykał okna i zaczął puszczać straszne bąki.